Chciałabym bardzo przeprosić, że tak długo nic nie wrzucałam. Strasznie się gryzłam z tym rozdziałem, pisałam go dobre kilka dni. Dziękuję za ponad 3350 wyświetleń, jesteście wielcy!
Komentarze bardzo mnie motywują do czegokolwiek, a więc za nie również dziękuję, a do Was kieruję pytanie: Na jaki temat chcielibyście kolejne Two Worlds? Podejmę wyzwanie!
Do dzisiejszej notki przepiękny utwór. Myślę, że go znacie :)
Zapraszam do czytania i komentowania.
Wasza Alex :)
P.S. Przepraszam za zaległości na Waszych blogach, staram się nadrobić!
***
***
Niektórych rzeczy, mimo posiadania ich na
wyciągnięcie ręki, nie jesteśmy w stanie zdobyć. Pragnienie czy chęć
dysponowania nimi nie zawsze są w mocy zneutralizować uczucie lęku przed
sięgnięciem po nie. Tak samo bywa niejednokrotnie z uczuciami – żyjemy na
przekór samemu sobie, twierdząc, że tak będzie lepiej, ale żadna maska – nawet
ta najpiękniejsza – nie jest w stanie oszukać naszego własnego serca.
***
OCZAMI
MICHAELA…
- Halo? –
odezwał się słaby głos.
- Rosie? –
usłyszałem ciche pociągnięcie nosem. – Coś się stało? Płakałaś?
- Och,
Michael, to Ty… Wszystko w porządku. Brałam prysznic. Miałeś zadzwonić
wieczorem. – odpowiedziała niepewnie.
-
Przepraszam. Nie mogłem wytrzymać. – odparłem skruszony. Uśmiechnęła się. Choć
nie mogłem jej zobaczyć, byłem w stanie to wyczuć.
- Nic się
nie stało. Co u Ciebie? – zapytała już nieco odważniej.
- Udało mi
się uwolnić na chwilę od dzieciaków. Po półgodzinnym witaniu się ze mną, Paris
poszła pomóc Margaret w kuchni, a Grace zagoniła mojego syna do sprzątania pokoju.
Wyobrażasz sobie, moja własna pracownica zarzuciła mi, że to ja nauczyłem go
tak bałaganić? To nie bałagan, tylko artystyczny nieład! – prychnąłem, udając
oburzenie, na co moja rozmówczyni parsknęła śmiechem. – A tak poważnie, marzę o
zwolnieniu tej kobiety… Niestety nie mogę tego zrobić. Ilekroć próbowałem, Ci
mali zdrajcy za nią tęsknili. Muszę się poświęcić. Mam nadzieję, że uda mi się
znaleźć kogoś, kogo polubią równie mocno jak ją, bo nie wytrzymam z nią dłużej
nerwowo…
- To ta
opiekunka, o której tyle mówiłeś?
- Grace
Rwaramba we własnej osobie. – mruknąłem. -
Jestem skłonny wypisać jej czek na kilka milionów i mieć spokój. Szkoda,
to nie jest takie proste.
- Nie
rozumiem jak ona może Cię tak traktować. Ale… kilka milionów?! – wykrzyczała do
słuchawki.
- Przecież
nie mogę oddalić jej bez grosza. Miałbym wyrzuty sumienia do końca życia.
- Jesteś za
miękki, Mickey. – zachichotałem, słysząc jak mnie nazwała. – Tak, to jest
zemsta za zangielszczenie mojego imienia.
- Takie
zdrobnienie jak najbardziej mi odpowiada. Jak mam się do Ciebie zwracać Roso
Cristino Mario Calfucci? – zapytałem z nutką ironii.
- Rosa. –
westchnąłem z rozczarowaniem. – Dobrze, niech Ci będzie ta Rosie. – zaśmiała
się.
- Widzisz?
Zawsze wychodzi na moje. okay, zazwyczaj! Mogę zadać Ci jedno, bardzo ważne
pytanie?
- Tak?
- Wolisz,
abym obudził Cię jutro kubłem zimnej wody, czy łaskotkami? – odpowiedział mi
cichy chichot. – No więc? Będziemy po Was o ósmej. Szykuj się.
- Oszalałeś,
Jackson. Preferuję swój własny budzik. – uśmiechnąłem się do siebie. – To ja w
takim razie pójdę zbierać siły, nim pewien wariat się tu zjawi i bestialsko
rozdzieli mnie z moim życiowym partnerem, łóżkiem.
- Słuszna
decyzja. To leć. Widzimy się jutro. – sprawiłem, by to ostatnie brzmiało jak
groźba, na co oboje się roześmialiśmy.
- Do
zobaczenia. Już się boję…
***
OCZAMI
ROSY…
- Bee?
- Tak,
mamusiu? – spojrzałam na nią wymownie. - Muszę już kończyć?
-
Naszykowałam Ci kąpiel. Biegnij do łazienki i wskakuj do wanny. Posprzątam
tutaj i do Ciebie przyjdę. – powiedziałam, dając jej buziaka w czoło.
Rozejrzałam
się po pokoju. Wszędzie były porozrzucane kredki, podłogę pokrywał dywan
utworzony z rysunków mojej córeczki. Zbierając je, dostrzegłam jeden, który
szczególnie przykuł moją uwagę. Oprócz nas dwóch, znajdował się na nim także
długowłosy mężczyzna, nieco wyższy ode mnie. Widząc podpis, uśmiechnęłam się do
siebie. „Kocham moją mamusię, ale chciałabym mieć też takiego tatusia.”. Miałam
nadzieję, że Michael zastąpi mojej Biance ojca, o którym zawsze marzyła. Widziałam,
jak bardzo ją pokochał od pierwszej chwili. Modliłam się, aby pomógł mi
zapewnić jej to, czego ja nigdy nie mogłam dać. Był cudownym ojcem. Oddanym i
kochającym. Robił wszystko, by jego dzieci jak najmniej odczuwały brak mamy,
której na pewno bardzo potrzebowały, choć wiedział, tak jak i ja, że jednej
osobie nie uda się równocześnie spełnić dwóch różnych ról.
Gdy
skończyłam porządkowanie kartek i pozostałych drobiazgów, wyjęłam z komody
duży, różowy ręcznik i popędziłam do łazienki.
- Myjesz
się, czy bawisz? – rzuciłam, śmiejąc się do córeczki, która była zajęta
rozdmuchiwaniem piany. Widząc mnie, bez zastanowienia zagarnęła jej trochę na
rączkę i gwałtownie w nią chuchnęła, sprawiając, że część z niej wylądowała na
mnie. – Ej. A kto to będzie sprzątał? – wskazałam na zachlapaną podłogę, na co
ona wyszczerzyła swoje białe ząbki. – No już, szoruj się, bo Cię załaskoczę! –
pogroziłam jej, drażniąc palcami skórę na jej ramieniu. Odpowiedział mi głośny
śmiech.
Po wyjściu z
wanny, pomogłam wytrzeć trzęsącej się małej zmorze, a ta owinięta ręcznikiem
pobiegła do swojego pokoiku ubrać piżamę, robiąc mokre ślady stóp wzdłuż całego
przedpokoju. Zdążyłam jedynie posprzątać w łazience i przygotować nam kolację,
nim zrobił się wieczór. Gdy skończyłyśmy jeść, pozbierałam talerze i niedbale
wrzuciłam je do zlewozmywaka, a następnie zagoniłam córeczkę (i siebie) do
wieczornego mycia zębów. Po zaledwie kilku minutach, byłyśmy już gotowe do
spania.
- Mamo? –
zaczęła niepewnie Bianca, kiedy podeszłam do jej łóżka.
- Słucham,
kochanie. – powiedziałam, odgarniając jej włosy z czoła i poprawiając kołdrę.
- Czy teraz weźmiesz
z Michaelem ślub i będzie moim tatusiem? – zapytała. Nie wiedziałam co jej
odpowiedzieć. Znaliśmy się bardzo krótko, ale mimo wszystko coś mnie do niego
ciągnęło. Był idealnym mężczyzną. Spełnieniem moich marzeń. A choć był tak
blisko, wciąż jego świat zdawał mi się być odległy mojemu. Bałam się tego, co
zaczynało się rodzić w moim sercu. Z jednej strony pragnęłam tego uczucia,
pragnęłam by był, a z drugiej miałam w sobie jakąś blokadę, mur, którego nie
mogłam od tak zburzyć.
- Widzisz
skarbie… U dorosłych to nie jest takie proste. Ale przyjaźnimy się z Michaelem
i jestem pewna, że bardzo Cię lubi i zawsze będziesz mogła na nim polegać. –
odpowiedziałam po chwili namysłu.
- Ja też go
lubię. – uśmiechnęła się i oplotła drobnymi rączkami moją szyję. – Kocham Cię
mamusiu.
- Ja też Cię
kocham córeczko. – powiedziałam ze łzami w oczach, całując ją w czoło. –
Najbardziej na świecie. A teraz czas spać, bo jutro rano jedziemy do Neverlandu!
- Nie mogę
się doczekać! – pisnęła uradowana.
- Ja też.
Słodkich snów, słoneczko. – szepnęłam, otulając ją szczelnie kołdrą. Wychodząc
zgasiłam światło i przymknęłam nieco drzwi.
Chwilę
później położyłam się w swoim łóżku i nastawiłam budzik. Westchnęłam ciężko,
przymknęłam oczy i nim zasnęłam zdążyłam zadać sobie pytanie: „Serce, dokąd Ty
mnie prowadzisz?”.

Witaj!
OdpowiedzUsuńOjej, cudowne to.
Pasowaliby do siebie. Hehe, mali zdrajcy xD Ale kochani!
Cieszę się, że coś dodałaś.
A i co do pytania, to jeśli masz czas, ochotę - Pisz! Pisz dziewczyno, bo masz talent!
Pozdrawiam i życzę weny!
Heej!
OdpowiedzUsuńPierwsza? Tak. Bo czekałam.
Notka genialna jak zwykle. Rose jest kochaną i dobrą matką. Stara się wszystko obracać w żart i to mi się podoba. Zgrali by dobry duet z Michael - oj dobra nie rozpędzam się. Wszystko po kolei. Bee kochana.. Każde dziecko potrzebuje miłości dwojga rodziców, bez względu na wszystko.
Czekam z niecierpliwością na nexta. Życzę duuużo weny i Pozdrawiam ~MeryMJ
Ehh nie pierwsza.. Druga ! :3
OdpowiedzUsuńTa notka jak zwykle świetna! :) Czekam na więcej i pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę weny ;)
haha, mali zdrajcy xdd
OdpowiedzUsuńBardzo pięknie opisałaś to "coś" co Rosa czuje do Mikiego. Może to jest coś niesamowitego, a ona jeszcze o tym nie wie?
Pozdrawiam i życzę dużo weny na kolejne notki :)
Oooo. Słodko. Uśmiałem się z tej notki.
OdpowiedzUsuńCi mali zdrajcy. Co do tej opiekunki... nie przepadam za nią. Co do uczucia Rosie do Michaela? To coś pięknego, i wiem, ze stworzyliby niezły duet. Na serio. Opłacało sie czekać wiesz.
Co do twojego komenatrza u mnie... dziękuje ci za niego. Naprawdę. Życzę ci massssssy weny, pomysłów, udanych słonecznych wakacji, em.. słodczy, dużo soku pomarańczowego.... :) Nie no , żartuje, życze udanych wakacji, udanego dzisiejszego dnia. Szczerze będąc teraz w Londynie, trochę tęsknie za nasza kochana Polską... i cieszę sie, ze pojutrze wracam :)
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Mike
Przepraszam, za błędy, ale piszę z telefonu...
Hej :)
OdpowiedzUsuńDziękuje za miłe słowa na moim blogu :)
Kilka złotych to dla Michaela parę milionów :3 Spoko xd
Hehe, ja też zawsze mówię, że nie mam bałaganu w pokoju tylko artystyczny nieład xDD Główna bohaterka wydaje mi się być sympatyczną osobą, a patrząc na sposób z jakim odnosi się do dzieci, znaczy swojej córeczki wydaje się pasować do Michaela. No, przynajmniej pod tym względem bo jeszcze nie wiadomo jak będzie dalej prawda? :)
Ogólnie bardzo miło i płynie się czyta, rozdziały nie są też straaasznie długie bo serio takie ciężko się czyta. Znaczy, w moim przypadku tak jest a jak u innych to nie wiem chociaż...tak interesujące i przyjemnę notki to mogłabym czytać w nieskończoność :)
Pozdrawiam serdecznie.
The Smille
Ps. Świętna piosenka <3
hej hej
OdpowiedzUsuńsorki, że tak późno nie miałam czasu wcześniej. Notka oczywiście super. Jestem pewna, że Mike będzie z Rosą prędzej czy później. Nie ma bata. Ale ty pewnie jeszcze dołożysz intrygi, żeby im się zbyt prosto nie żyło. ;)
czekam na następną część
pozdrawiam