7/20/2015

WH: "Przyjaźń czy kochanie?"

Witam Was.
Chciałabym bardzo przeprosić, że tak długo nic nie wrzucałam. Strasznie się gryzłam z tym rozdziałem, pisałam go dobre kilka dni. Dziękuję za ponad 3350 wyświetleń, jesteście wielcy!
Komentarze bardzo mnie motywują do czegokolwiek, a więc za nie również dziękuję, a do Was kieruję pytanie: Na jaki temat chcielibyście kolejne Two Worlds? Podejmę wyzwanie!
Do dzisiejszej notki przepiękny utwór. Myślę, że go znacie :)
Zapraszam do czytania i komentowania.
Wasza Alex :)
P.S. Przepraszam za zaległości na Waszych blogach, staram się nadrobić!

***



***


Niektórych rzeczy, mimo posiadania ich na wyciągnięcie ręki, nie jesteśmy w stanie zdobyć. Pragnienie czy chęć dysponowania nimi nie zawsze są w mocy zneutralizować uczucie lęku przed sięgnięciem po nie. Tak samo bywa niejednokrotnie z uczuciami – żyjemy na przekór samemu sobie, twierdząc, że tak będzie lepiej, ale żadna maska – nawet ta najpiękniejsza – nie jest w stanie oszukać naszego własnego serca.

***

OCZAMI MICHAELA…

- Halo? – odezwał się słaby głos.
- Rosie? – usłyszałem ciche pociągnięcie nosem. – Coś się stało? Płakałaś?
- Och, Michael, to Ty… Wszystko w porządku. Brałam prysznic. Miałeś zadzwonić wieczorem. – odpowiedziała niepewnie.
- Przepraszam. Nie mogłem wytrzymać. – odparłem skruszony. Uśmiechnęła się. Choć nie mogłem jej zobaczyć, byłem w stanie to wyczuć.
- Nic się nie stało. Co u Ciebie? – zapytała już nieco odważniej.
- Udało mi się uwolnić na chwilę od dzieciaków. Po półgodzinnym witaniu się ze mną, Paris poszła pomóc Margaret w kuchni, a Grace zagoniła mojego syna do sprzątania pokoju. Wyobrażasz sobie, moja własna pracownica zarzuciła mi, że to ja nauczyłem go tak bałaganić? To nie bałagan, tylko artystyczny nieład! – prychnąłem, udając oburzenie, na co moja rozmówczyni parsknęła śmiechem. – A tak poważnie, marzę o zwolnieniu tej kobiety… Niestety nie mogę tego zrobić. Ilekroć próbowałem, Ci mali zdrajcy za nią tęsknili. Muszę się poświęcić. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć kogoś, kogo polubią równie mocno jak ją, bo nie wytrzymam z nią dłużej nerwowo…
- To ta opiekunka, o której tyle mówiłeś?
- Grace Rwaramba we własnej osobie. – mruknąłem. -  Jestem skłonny wypisać jej czek na kilka milionów i mieć spokój. Szkoda, to nie jest takie proste.
- Nie rozumiem jak ona może Cię tak traktować. Ale… kilka milionów?! – wykrzyczała do słuchawki.
- Przecież nie mogę oddalić jej bez grosza. Miałbym wyrzuty sumienia do końca życia.
- Jesteś za miękki, Mickey. – zachichotałem, słysząc jak mnie nazwała. – Tak, to jest zemsta za zangielszczenie mojego imienia.
- Takie zdrobnienie jak najbardziej mi odpowiada. Jak mam się do Ciebie zwracać Roso Cristino Mario Calfucci? – zapytałem z nutką ironii.
- Rosa. – westchnąłem z rozczarowaniem. – Dobrze, niech Ci będzie ta Rosie. – zaśmiała się.
- Widzisz? Zawsze wychodzi na moje. okay, zazwyczaj! Mogę zadać Ci jedno, bardzo ważne pytanie?
- Tak?
- Wolisz, abym obudził Cię jutro kubłem zimnej wody, czy łaskotkami? – odpowiedział mi cichy chichot. – No więc? Będziemy po Was o ósmej. Szykuj się.
- Oszalałeś, Jackson. Preferuję swój własny budzik. – uśmiechnąłem się do siebie. – To ja w takim razie pójdę zbierać siły, nim pewien wariat się tu zjawi i bestialsko rozdzieli mnie z moim życiowym partnerem, łóżkiem.
- Słuszna decyzja. To leć. Widzimy się jutro. – sprawiłem, by to ostatnie brzmiało jak groźba, na co oboje się roześmialiśmy.
- Do zobaczenia. Już się boję…

***

OCZAMI ROSY…

- Bee?
- Tak, mamusiu? – spojrzałam na nią wymownie. - Muszę już kończyć?
- Naszykowałam Ci kąpiel. Biegnij do łazienki i wskakuj do wanny. Posprzątam tutaj i do Ciebie przyjdę. – powiedziałam, dając jej buziaka w czoło.
Rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie były porozrzucane kredki, podłogę pokrywał dywan utworzony z rysunków mojej córeczki. Zbierając je, dostrzegłam jeden, który szczególnie przykuł moją uwagę. Oprócz nas dwóch, znajdował się na nim także długowłosy mężczyzna, nieco wyższy ode mnie. Widząc podpis, uśmiechnęłam się do siebie. „Kocham moją mamusię, ale chciałabym mieć też takiego tatusia.”. Miałam nadzieję, że Michael zastąpi mojej Biance ojca, o którym zawsze marzyła. Widziałam, jak bardzo ją pokochał od pierwszej chwili. Modliłam się, aby pomógł mi zapewnić jej to, czego ja nigdy nie mogłam dać. Był cudownym ojcem. Oddanym i kochającym. Robił wszystko, by jego dzieci jak najmniej odczuwały brak mamy, której na pewno bardzo potrzebowały, choć wiedział, tak jak i ja, że jednej osobie nie uda się równocześnie spełnić dwóch różnych ról.
Gdy skończyłam porządkowanie kartek i pozostałych drobiazgów, wyjęłam z komody duży, różowy ręcznik i popędziłam do łazienki.
- Myjesz się, czy bawisz? – rzuciłam, śmiejąc się do córeczki, która była zajęta rozdmuchiwaniem piany. Widząc mnie, bez zastanowienia zagarnęła jej trochę na rączkę i gwałtownie w nią chuchnęła, sprawiając, że część z niej wylądowała na mnie. – Ej. A kto to będzie sprzątał? – wskazałam na zachlapaną podłogę, na co ona wyszczerzyła swoje białe ząbki. – No już, szoruj się, bo Cię załaskoczę! – pogroziłam jej, drażniąc palcami skórę na jej ramieniu. Odpowiedział mi głośny śmiech.
Po wyjściu z wanny, pomogłam wytrzeć trzęsącej się małej zmorze, a ta owinięta ręcznikiem pobiegła do swojego pokoiku ubrać piżamę, robiąc mokre ślady stóp wzdłuż całego przedpokoju. Zdążyłam jedynie posprzątać w łazience i przygotować nam kolację, nim zrobił się wieczór. Gdy skończyłyśmy jeść, pozbierałam talerze i niedbale wrzuciłam je do zlewozmywaka, a następnie zagoniłam córeczkę (i siebie) do wieczornego mycia zębów. Po zaledwie kilku minutach, byłyśmy już gotowe do spania.
- Mamo? – zaczęła niepewnie Bianca, kiedy podeszłam do jej łóżka.
- Słucham, kochanie. – powiedziałam, odgarniając jej włosy z czoła i poprawiając kołdrę.
- Czy teraz weźmiesz z Michaelem ślub i będzie moim tatusiem? – zapytała. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. Znaliśmy się bardzo krótko, ale mimo wszystko coś mnie do niego ciągnęło. Był idealnym mężczyzną. Spełnieniem moich marzeń. A choć był tak blisko, wciąż jego świat zdawał mi się być odległy mojemu. Bałam się tego, co zaczynało się rodzić w moim sercu. Z jednej strony pragnęłam tego uczucia, pragnęłam by był, a z drugiej miałam w sobie jakąś blokadę, mur, którego nie mogłam od tak zburzyć.
- Widzisz skarbie… U dorosłych to nie jest takie proste. Ale przyjaźnimy się z Michaelem i jestem pewna, że bardzo Cię lubi i zawsze będziesz mogła na nim polegać. – odpowiedziałam po chwili namysłu.
- Ja też go lubię. – uśmiechnęła się i oplotła drobnymi rączkami moją szyję. – Kocham Cię mamusiu.
- Ja też Cię kocham córeczko. – powiedziałam ze łzami w oczach, całując ją w czoło. – Najbardziej na świecie. A teraz czas spać, bo jutro rano jedziemy do Neverlandu!
- Nie mogę się doczekać! – pisnęła uradowana.
- Ja też. Słodkich snów, słoneczko. – szepnęłam, otulając ją szczelnie kołdrą. Wychodząc zgasiłam światło i przymknęłam nieco drzwi.

Chwilę później położyłam się w swoim łóżku i nastawiłam budzik. Westchnęłam ciężko, przymknęłam oczy i nim zasnęłam zdążyłam zadać sobie pytanie: „Serce, dokąd Ty mnie prowadzisz?”.

8 komentarzy:

  1. Witaj!
    Ojej, cudowne to.
    Pasowaliby do siebie. Hehe, mali zdrajcy xD Ale kochani!
    Cieszę się, że coś dodałaś.
    A i co do pytania, to jeśli masz czas, ochotę - Pisz! Pisz dziewczyno, bo masz talent!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Heej!
    Pierwsza? Tak. Bo czekałam.
    Notka genialna jak zwykle. Rose jest kochaną i dobrą matką. Stara się wszystko obracać w żart i to mi się podoba. Zgrali by dobry duet z Michael - oj dobra nie rozpędzam się. Wszystko po kolei. Bee kochana.. Każde dziecko potrzebuje miłości dwojga rodziców, bez względu na wszystko.
    Czekam z niecierpliwością na nexta. Życzę duuużo weny i Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta notka jak zwykle świetna! :) Czekam na więcej i pozdrawiam ;)
    Życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. haha, mali zdrajcy xdd
    Bardzo pięknie opisałaś to "coś" co Rosa czuje do Mikiego. Może to jest coś niesamowitego, a ona jeszcze o tym nie wie?
    Pozdrawiam i życzę dużo weny na kolejne notki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo. Słodko. Uśmiałem się z tej notki.
    Ci mali zdrajcy. Co do tej opiekunki... nie przepadam za nią. Co do uczucia Rosie do Michaela? To coś pięknego, i wiem, ze stworzyliby niezły duet. Na serio. Opłacało sie czekać wiesz.
    Co do twojego komenatrza u mnie... dziękuje ci za niego. Naprawdę. Życzę ci massssssy weny, pomysłów, udanych słonecznych wakacji, em.. słodczy, dużo soku pomarańczowego.... :) Nie no , żartuje, życze udanych wakacji, udanego dzisiejszego dnia. Szczerze będąc teraz w Londynie, trochę tęsknie za nasza kochana Polską... i cieszę sie, ze pojutrze wracam :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Mike
    Przepraszam, za błędy, ale piszę z telefonu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :)
    Dziękuje za miłe słowa na moim blogu :)
    Kilka złotych to dla Michaela parę milionów :3 Spoko xd
    Hehe, ja też zawsze mówię, że nie mam bałaganu w pokoju tylko artystyczny nieład xDD Główna bohaterka wydaje mi się być sympatyczną osobą, a patrząc na sposób z jakim odnosi się do dzieci, znaczy swojej córeczki wydaje się pasować do Michaela. No, przynajmniej pod tym względem bo jeszcze nie wiadomo jak będzie dalej prawda? :)
    Ogólnie bardzo miło i płynie się czyta, rozdziały nie są też straaasznie długie bo serio takie ciężko się czyta. Znaczy, w moim przypadku tak jest a jak u innych to nie wiem chociaż...tak interesujące i przyjemnę notki to mogłabym czytać w nieskończoność :)
    Pozdrawiam serdecznie.
    The Smille
    Ps. Świętna piosenka <3

    OdpowiedzUsuń
  7. hej hej

    sorki, że tak późno nie miałam czasu wcześniej. Notka oczywiście super. Jestem pewna, że Mike będzie z Rosą prędzej czy później. Nie ma bata. Ale ty pewnie jeszcze dołożysz intrygi, żeby im się zbyt prosto nie żyło. ;)

    czekam na następną część

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.