9/24/2015

Powrót/ Ogłoszenia #4!

Witajcie!
Mam nadzieję, że ta wiadomość Was ucieszy, albowiem pełna energii i nowych pomysłów (po części) powracam do Was, jak obiecałam! :)
Przepraszam za zaległości na Waszych blogach, próbuję je właśnie nadrobić. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe mojej małej nieobecności. <3


Coś nowego powinno pojawić się jutro wieczorem.
Cieszę się, że znów tu piszę!
Pozdrawiam Was ciepło.
Alex :))

9/14/2015

Przerwa!

Nie chciałam być pierwsza, skoro inni to ja też.
Robię sobie krótką przerwę, wybaczcie mi, ale mam za dużo na głowie.
Obiecuję, wrócę tu do Was. Za 2-3 tygodnie, nie więcej.
Przepraszam, że nie komentuję, chroniczny brak czasu. Pamiętam o Was i czytam! Postaram się nadrobić.
Trzymajcie się ciepło.
Alex.

9/07/2015

Don't Let Go Of My Hand: Prolog



***

                Drażniący zapach wdzierał się do moich nozdrzy, jak gdyby chciał przypomnieć mi, gdzie się znajduję. Siedziałem na plastikowym krześle, wpatrując się w jeden punkt na ścianie. Wszystko stało się szare, niczym niemy film. Szczęście okazało się ulotne. A ja wciąż próbowałem wmówić sobie, że to tylko zły sen.
                Nagle ze szpitalnej sali wydobył się piskliwy, jednostajny dźwięk. Natychmiast doskoczyłem do drzwi i wbiegłem do zatłoczonego pomieszczenia. Leżała podłączona do respiratora. Czerwień jej włosów mieszała się z karminem przesiąkniętych świeżą krwią opatrunków. Lekarz uciskał rytmicznie jej klatkę piersiową, przeraźliwy skowyt maszyny wciąż wyraźnie docierał do moich uszu.
- Rosa… Rosa, nie rób mi tego! – wykrzyczałem podbiegając do łóżka, wokół którego byli zgromadzeni lekarze i pielęgniarki. – Nie możesz! Rosa! – darłem się w niebogłosy, gdy ratownicy medyczni wyprowadzali mnie na korytarz. – NIE MOŻESZ NAM TEGO ZROBIĆ! – szlochałem donośnie. Za drzwiami zobaczyłem zapłakaną Biancę. Uspokajając się nieco usiadłem na podłodze i wytarłem mokrą twarz w rękaw płaszcza. Dziewczynka podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- Tatusiu… - wydukała. – Mamusia umrze? – jej oczy były pełne łez. Wstałem i wziąłem ją delikatnie na ręce.
- Nie płacz kochanie. – wyszeptałem. – Ona nie może umrzeć. – mruknąłem słysząc, jak maszyna zaczęła wydawać regularne, krótkie dźwięki. – Rozumiesz? Ona nie umrze… Wszystko będzie dobrze.
- Na pewno? – zapytała, obejmując drobnymi rączkami moją szyję.
- Musi tak być… - nie dopuszczałem do siebie żadnej innej możliwości. Uratują ją. Nie ma innego wyjścia. W tej samej chwili otworzyły się drzwi do sali, usłyszałem donośny głos ordynatora.
- Natychmiast szykować operacyjną. Wezwijcie doktora Smitha i doktor Barnett. Za kwadrans zaczynamy. – powiedział, ruszając przed siebie. Na łóżku szpitalnym, które prowadziły pielęgniarki leżała nieprzytomna Rosa, podpięta dziesiątkami kabli do różnych maszyn.
- Doktorze, co z nią? – zapytałem nerwowo.
- Konieczna jest operacja. Ma uszkodzoną śledzionę, musimy powstrzymać krwotok wewnętrzny. Złamane żebro przebiło jej płuco, nie możemy zwlekać. Trzeba także zająć się pogruchotaną nogą… Na szczęście udało nam się przywrócić akcję serca. Niestety, obrażenia głowy są poważne i nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy wybudzi się ze śpiączki. – wyrecytował na jednym wydechu.
- Czy ona przeżyje? – zapytałem przerażony.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy… - westchnął, odwracając się na pięcie. Ostatni raz spojrzałem na oddalające się wraz z hordą pielęgniarek łóżko. To nie mogło dziać naprawdę…

***

                Mijały kolejne minuty, godziny… Czas płynął powoli, wskazówki zegara przesuwały się ospale. Nagle zauważyłem biegnącą w naszą stronę zapłakaną kobietę.
- Ciocia… - wyszeptała Bee, gdy ta mocno ją przytuliła. – Nie płacz. Mamusia będzie zdrowa.
- Kochanie moje… - mruknęła jej do ucha. – Posiedzisz tu chwilkę? – kiwnęła porozumiewawczo głową w moją stronę. Niechętnie wstałem i poszedłem za nią na sam koniec korytarza.
- Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?! – łkała. – Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! – zwiesiłem głowę, czując jak do oczu napływają mi łzy. – Przepraszam… Nie powinnam tak naskakiwać. – powiedziała ze skruchą w głosie. – Ale tak bardzo się o nią martwię…
- Kto Ci powiedział? – zapytałem.
- Operuje ją ojciec mojego chło… byłego chłopaka. – mruknęła. – Michael, co powiedział lekarz?
- Operacja była konieczna… i bardzo skomplikowana. Ma jakiś krwotok wewnętrzny, przebite płuco, złamania otwarte i… nie wiadomo, kiedy wybudzi się ze śpiączki…
- O mój Boże. – jęknęła, opadając na krzesło. - Czy ona może...?
- Nie wiem... Nie wiem. – szepnąłem, pozwalając łzom płynąć. Bałem się, że mógłbym ją stracić.
- Za jakąś godzinę zabiorę Biancę do siebie. Nie powinna tu być. – spojrzałem na nią zaskoczony.
- Ale ja chcę zostać z tatą. – powiedziała Bee, łapiąc mnie za rękę.
- Słucham? – popatrzyła na nas zdziwiona.
- Bianca mieszka teraz u mnie, prawda córeczko? – dziewczynka pokiwała głową. – Dziś zostaniecie z Janet, ale jutro rano przyjadę do domu. Obiecuję. – uściskałem ją i pocałowałem w czoło, po raz pierwszy świadomy tego, jak wiele zyskałem.

***

- Panie Jackson? – słysząc swoje nazwisko, poderwałem się z krzesła.
- Co z Rosą? – zapytałem nerwowo.
- Operacja się udała. Stan wciąż jest bardzo ciężki, pierwsza doba jest decydująca. Musimy być dobrej myśli. Pańska… przyjaciółka została przewieziona na oddział intensywnej terapii. – powiedział lekarz.
- Dziękuję. Mogę ją zobaczyć?
- Proszę, pielęgniarka pana przygotuje. Ale tylko na chwilę.
Odpowiednio ubrany wszedłem powoli do sali. Leżała spokojnie wśród białej pościeli, w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach. Oddech miała równy, a serce biło w stałym rytmie. Podszedłem do jej łóżka i przyklęknąłem ujmując delikatnie jej dłoń.
- Kochanie… - zacząłem. – Bardzo się o ciebie martwimy, wiesz? Musisz być silna. Tyle już przeszłaś, więc jestem pewien, że i tym razem sobie poradzisz. Jestem tutaj i trzymam cię za rękę. Obiecałem, że jej nie wypuszczę. Nie możesz odejść… - mówiłem szeptem, czując jak z moich oczu płyną kolejne łzy. – Nasze dzieci cię potrzebują. Ja cię potrzebuję. Tam u góry zaczekają na ciebie. Wiem, że tęsknisz, ale nie musisz się spieszyć… Jesteś całym moim światem. Szukałem cię, aż wreszcie znalazłem. I mam nadzieję, że mnie nie opuścisz. Tak bardzo cię kocham… Rozświetlasz moje dni. Jesteś moją gwiazdą. Moją Rosie. Moim wszystkim…

Życie zapragnęło umieścić nas na planie tragedii, w której jednak nie odpowiadamy za scenariusz, ale jesteśmy jedynie lalkami pociąganymi za sznurki.


***

Hej!
I jak się Wam podoba prolog do drugiej części? Męczyłam się cały dzień, aż wreszcie mnie natchnęło…
Szczerze, choć nie uważam go za arcydzieło i tak wydaje mi się wiele lepszy, niż pierwsza notka do Whatever Happens. A jaka jest Wasza opinia?
Bardzo przepraszam za opóźnienia. Nie chodzę na razie do szkoły i mam bardzo dużo zaległości do nadrabiania, więc zwyczajnie brak mi czasu na cokolwiek… Dlatego też wybaczcie za brak komentarzy na Waszych blogach, czytam na bieżąco, ale po prostu melduję się z opóźnieniem. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Jak widzicie… Kolejną nowością są wykonane ręcznie, przepiękne ilustracje. Za nie chciałam serdecznie podziękować mojej siostrze, Dominice. Bardzo zaangażowała się w moją twórczość, podrzuca mi różne sugestie i pomysły. Spędziła długie godziny na rysowaniu, dzięki czemu opowieść nabierze jeszcze więcej oryginalności. Jesteś świetna! <3
Ponadto, mam co nieco w planach, ale poinformuję Was o tym dopiero, gdy coś się uda. Nie ma to bezpośredniego związku z blogiem. :)
Dziękuję wszystkim za odwiedziny. Nie wierzę, że właśnie minęły 3 miesiące odkąd się tu udzielam. 7400 wyświetleń to wynik, jakiego za nic w świecie nie spodziewałam się w tak krótkim czasie.
Z racji tego, że różnie u mnie z czasem bywa, notki mogą pojawiać się nieregularnie, ale „Don’t Let Go…” postaram się wrzucać w poniedziałki, a Benka w piątki. Pasuje?
Mam planach także notki specjalne oczami Amandy? Jak się umawiamy? Co czwarta notka należy do Ami?
W najbliższym czasie postaram się także ogarnąć bloga w kwestii bohaterów i tak dalej :)
A co u Was? Żyjecie jeszcze? :)
Zapraszam do oceniania, komentowania i zadawania pytań (a także odpowiadania na moje).
Pozdrawiam Was serdecznie.
Alex :)



P.S. Ta sentencja na końcu to mój osobisty wymysł, więc nie umieszczałam autora. :)

9/02/2015

You've Got A Friend In Me: Prolog



*** 

               Po raz pierwszy od kilku lat zasiadłem w skórzanym fotelu w swoim dawnym gabinecie. Pomieszczenie było dość ciemne, a hebanowe meble i bordowe ściany dodawały mu zagadkowego klimatu i charakteru. Jedyne oświetlenie stanowiła stojąca w rogu lampa z szytym abażurem, obok niej na zdobionej etażerce zajmował miejsce nowoczesny gramofon stylizowany na naprawdę wiekowy model.
              Uważnie przyjrzałem się dziewczynie siedzącej na wyściełanym aksamitem krześle. Była niewysoka, długie blond włosy związane miała w niski kucyk, a chorobliwie jasna cera mocno kontrastowała z jej czarną koszulą. Upiła z filiżanki łyk zielonej herbaty, odłożyła ją z powrotem na spodek i spojrzała w moją stronę, posyłając mi pogodny uśmiech. Była młodą, początkującą pisarką. W jej oku można było dostrzec charakterystyczny błysk. Wydawała się być niezwykle szczera i prawdziwa, a więc nie pasowała do tych wszystkich dziennikarzy, z którymi nieraz miałem do czynienia. Może to tylko fałszywa wizytówka? Może ona także jest częścią tej zakłamanej bandy?
- Studiujesz dziennikarstwo? - zapytałem blondynkę, zachowując chłodny dystans.
- Tak, jestem na drugim roku studiów. - odpowiedziała grzecznie. - Czy mogłabym już przejść do pytań?
- Spokojnie, mamy czas. - rzuciłem.  Dlaczego zdecydowałaś, żebym to właśnie ja udzielił Ci wywiadu, na którego podstawie miałabyś napisać tę biografię?
- Ponieważ był pan najbliższym przyjacielem Michaela Jacksona, wiedział pan o nim najwięcej i znał go pan najlepiej. - odrzekła stanowczo.
- Znałem? Ja wciąż go znam. To, że fizycznie nie ma go z nami nie zmieniło, ani nie wymazało niczego, co zrobił za życia. - zauważyłem.
- Słuszna uwaga. - mruknęła.
- Ale tak, to prawda. Powiedz mi tylko, Madison… Dlaczego tak bardzo zależy ci na uzyskaniu informacji od kogoś, kto znał go aż tak dobrze? - kontynuowałem swoje przesłuchanie.
- Chciałam jako pierwsza przedstawić go takim, jakim był naprawdę. Żeby ludzie przestali wierzyć w kłamstwa na jego temat. Jako zwyczajnego człowieka. - odpowiedziała.
- Jak mogą przestać wierzyć w kłamstwa, skoro nie chcą uwierzyć w prawdę? - spytałem.
- Należy im tę prawdę wyłożyć jasno i przejrzyście, podać na tacy i podsunąć pod nos. Czy uważa się pan za mało wiarygodne źródło informacji, panie Carter? - zaśmiała się. - Teraz, po siedmiu latach od jego tragicznej śmierci fani mówią tylko o panu. Chcą, by obalono wreszcie wszelkie mity dotyczące życia Jacksona oraz przeróżne wątpliwości z nim związane. A ja z ogromną przyjemnością się do tego przyczynię.
- A jaką mam gwarancję, że wszystko co powiem, nie będzie odwrócone przeciwko nam? - zadałem jej kolejne pytanie i odetchnąłem głęboko.

              W czerwcu minęło siedem lat. Od siedmiu lat nie ma go już wśród nas. Pamiętam ten dzień jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Paniczny krzyk jego dzieci i przerażający obraz mojego przyjaciela, który wciąż śnił mi się nocami. Jego oczy i usta były szeroko otwarte, leżał niezgrabnie w poprzek łóżka, zupełnie jak gdyby ktoś spauzował jego funkcje życiowe. Pauza okazała się być jednak ich całkowitym zatrzymaniem, a ten który kontroluje grę w jednej chwili odebrał mu życie i zabrał do siebie. Nie mogłem nic dla niego zrobić. Nawet nie zdążyłem się pożegnać. Nikt z nas nie zdążył.
- Jedynie moje słowo. - westchnęła. - Nic więcej nie mogę panu dać.
- Dobrze. A zatem, pytaj. - powiedziałem siadając wygodniej w fotelu.
- No więc kiedy zaczęła się wasza przyjaźń?
- W przyjaźni nie liczą się daty. Różne cyferki, numerki… To nie ma żadnego znaczenia. Ważne jest to, kiedy, dlaczego i jak coś się zdarzyło. A przynajmniej ja wyznaję taką zasadę. - zwróciłem jej uwagę.
- Okay… A zatem jak rozpoczęła się pańska znajomość z Michaelem Jacksonem? - poprawiła się, notując coś w zeszycie.
- No, teraz możemy rozmawiać...

***

Witam Was!
Jak obiecałam, wrzucam prolog. Krótki, jak to u mnie bywa, ale jest.
Być może, zdziwiła Was nieco forma. Akcja, a raczej czas, w którym Ben opowiada o przeszłych wydarzeniach dzieje się rok później niż mamy teraz - dlatego mowa jest o siódmej rocznicy. Od początku planowałam stworzyć coś na kształt wywiadu... (pamiętniki są zbyt mainstreamowe). Jak podoba Wam się mój pomysł? Czekam na opinie!
Ponadto stworzyłam dwie nowe zakładki: 
- "O autorce..." - jak sama nazwa wskazuję, możecie tam dowiedzieć się więcej o mnie i moim życiu;
- "You've Got A Friend In Me..." - tutaj znajdziecie wykaz ważniejszych bohaterów oraz wstęp do historii.
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam wszystkich serdecznie oraz życzę wszystkiego dobrego w nowym roku szkolnym!
Alex :)