7/08/2015

WH: "Chyba zacznę mówić do Ciebie „babciu”!"

Hej!
Znów chciałabym podziękować za odwiedziny! 2150 wyświetleń w zaledwie miesiąc to naprawdę zaskakująca liczba! Jak moim cudownym czytelnikom mijają wakacje?
Oto jedenasta część historii. Opowiada o potędze przyjaźni. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ oparłam ją na własnych doświadczeniach. Dedykuję ją tym wszystkim, którzy są ze mną, zwłaszcza mojej kochanej D.
A już jutro kolejna część RT!
Zapraszam do czytania i komentowania!
Wasza Alex ;))

***

Krzywda, cierpienie, ból – to próby, którymi los darzy nas każdego dnia, by sprawdzić, czy faktycznie zasłużyliśmy na szczęście. Tylko Ci, którzy nie stracą nadziei zdołają go dostąpić. Jedynie idąc pod górę, choć bywa ciężko, można dotrzeć na szczyt. Dopiero stamtąd można wypatrywać tych, którzy błądzą i pomóc im się wspiąć. Trzeba tylko umieć szukać i chcieć widzieć – jeśli te dwa wymagania nie są spełnione, wówczas jesteśmy zajęci kontrolowaniem, czy aby na pewno stoimy na stałym gruncie.

***

OCZAMI ROSY…

Gdy otworzyłam oczy, dotarły do nich jasne promienie słońca przebijające przez zaciągnięte, karminowe zasłony. Obróciłam głowę i dostrzegłam pozrzucane z szafki nocnej przedmioty, wśród których znajdował się również mój telefon, wciąż podłączony do ładowarki. Sprawdziłam godzinę – był kwadrans po pierwszej, zatem już dawno minęła pora śniadaniowa. Wzdychając ciężko opadłam na głową na poduszkę, jednak po kilkunastu sekundach zdecydowałam się wstać. Na komodzie leżała czysta koszula, którą mój przyjaciel najwidoczniej przyniósł, żebym miała w co się przebrać. Nie było go w pokoju, więc korzystając z okazji szybko założyłam „swoje” nowe odzienie w kolorze, oczywiście, czerwonym, moje ukochane ciemne spodnie i buty.
 „Ciekawe, gdzie tego mojego anioła poniosło” – zastanawiałam się. Nie myśląc zbyt długo, wzięłam swój jedyny bagaż i popędziłam wraz z nim do łazienki. Wyciągnęłam z torebki kilka kosmetyków, umyłam twarz, zrobiłam delikatny makijaż, a włosy rozczesałam i pozwoliłam im „żyć swoim życiem”. Spojrzałam w lustro – o dziwo, nie miałam podpuchniętych oczu, ani też „worów”, mimo sytuacji, która miała miejsce nad ranem. Zadowolona ze swojego wyglądu, odwróciłam się na pięcie i prosto z łazienki popędziłam do salonu. Ledwo zdążyłam przekroczyć próg, gdy usłyszałam miękki i melodyjny głosik Michaela. 
- Proszę, w samą porę! Zamówiłem nam śniadanie, powinno być za parę minut. – rzucił wesoło, całując mnie w policzek na powitanie. – Jak się spało?
- Dobrze, dziękuję. A Tobie? Byłeś tu całą… cały poranek?
- Udało mi się zasnąć, właściwie przespałem dobre kilka godzin. Tak, wolałem tutaj nad Tobą czuwać.
- Przepraszam Cię, że musiałeś mnie oglądać w takim stanie. – mruknęłam, spuszczając głowę.
- Już Ci mówiłem, nie masz za co mnie przepraszać. Cieszę się, że mogłem być przy Tobie. Często masz takie ataki?
- Zdarza się, że kilka razy w tygodniu. Przy Tobie się uspokoiłam. Normalnie, muszę wziąć kilka tabletek, żeby zasnąć. Ty mi pomogłeś.
- Nie możesz tyle tego brać. Uzależnisz się, rozumiesz? – spoważniał.
- A co mam zrobić? Nie mam nikogo, moja córka przybiega do mnie wystraszona i widzi, że jej matka bierze jakieś prochy, po których zasypia. Myślisz, że jestem z tego dumna? MYŚLISZ, ŻE CHCIAŁAM, BY TAK BYŁO?! – krzyczałam, a z moich oczu potoczyły się strumienie łez. – Czy Ty wiesz, jak ja się czuję?!
- Rosie, wiem. Uwierz mi, że wiem. – powiedział, ze smutkiem, przytulając mnie mocno. – Takie uzależnienie nie jest łatwe, zwłaszcza, gdy Twoje dzieci znajdują Cię na łóżku, a Ty nie reagujesz na ich nawoływania. A gdy się budzisz – widzisz białe światła i chce Ci się wyć na myśl, że Twoje pociechy mogły stracić rodzica, bo nie mógł oprzeć się uzależnieniu. Wtedy postanowiłem z tym skończyć raz na zawsze. I nigdy, przenigdy nie chcę do tego wracać. Nie pozwolę Ci popełnić tego samego błędu, który popełniłem już ja kiedyś. I nie zapominaj, że cokolwiek się stanie, zawsze będę przy Tobie. Już nigdy nie będziesz sama. Jeśli kiedykolwiek zechcesz odejść, muszę Ci pozwolić, ale będę błagał do samego końca. Możesz zrobić co chcesz, tylko nie idź. Nie zostawiaj mnie…





***

OCZAMI MICHAELA…




- Nie mogłabym. Nigdy. Jesteś najcudowniejszym człowiekiem, jakiego znam. Czy to dziwny zbieg okoliczności, czy tak chciał ktoś u góry, żeby było nam dane się spotkać? Nie wiem. – powiedziała, uśmiechając się przez łzy. – Dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Bogu, że postawił Cię obok mnie.
- Pamiętaj tylko, że… Cokolwiek się stanie, nie wolno Ci puszczać mojej dłoni. – wyszeptałem do niej. - Rosie… Znamy się tak krótko, a Ty już jesteś dla mnie siostrą. Zawsze możesz na mnie liczyć.
- A Ty na mnie… bracie. – zaśmiała się i wtuliła się we mnie mocniej, a ja ucałowałem jej skroń.
Niektóre znajomości kończą się tak szybko, jak się zaczęły. Inne, aby się rozwinęły muszą dojrzewać długie lata, ale pozostają trwałe. Nasza jest natomiast zlepkiem tych dwóch – los zdecydował się złączyć pokrewne dusze, a te od początku wiedziały, że przetrwają wszystko; razem będą zdobywać szczyty, razem będą się z nich staczać, tylko po to, by wzajemnie pomóc sobie wstać. To jest właśnie definicja prawdziwej przyjaźni, która nie szuka, ani nie wybiera – przychodzi sama, w momencie, gdy się jej nie spodziewamy. Nagle pojawia się ktoś, kto odmienia Twoje życie, maluje w przeróżnych barwach. Bez wątpienia, taką osobą była dla mnie Rosa.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Dziewczyna uwolniła mnie z uścisku i czym prędzej wskoczyła na kanapę, dając mi tym samym znak, że to ja muszę otworzyć. Udając oburzenie, nacisnąłem umieszczony niedaleko guzik otwierający drzwi, by zdenerwować Rosie, która nie była świadoma tych wygód. Do środka weszła wysoka blondynka z dwiema tacami. Uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie, zabrałem nasze zamówienie, i położywszy je na stoliku w salonie, wręczyłem jej napiwek, oraz autograf, o który mnie poprosiła. Po chwili wróciłem do mojej przyjaciółki, czekającej na mnie.
- Wszyscy Cię znają! – zaśmiała się.
- Ciebie też będą. Już niedługo. Strzeż się.
- Tak, jako Twój cień. Co dobrego zamówiłeś?
- Naleśniki z czekoladą, ogromem bitej śmietany i borówkami. Takie, jak lubisz. – powiedziałem wesoło, widząc, jak na jej twarzyczkę wstępuje uśmiech.


- Oczywiście! Uwielbiam. Za bardzo się o mnie troszczysz! – powiedziała, gdy zdjąłem pokrywy z dań. – Ale nic nie mówiłam, że pochłaniam tyle kalorii, co zapaśnik sumo! – krzyknęła, widząc przed sobą wielką porcję.
- Jedz, nie marudź. Mówiłem Ci już, że jesteś za chuda! Ty coś jesz w domu? – odpowiedziałem, a ona się roześmiała. – No z czego tak się cieszysz?
- Chyba zacznę mówić do Ciebie „babciu”!
- Dlaczego? – zapytałem nieco zdezorientowany.
- Gdy byłam mała, zawsze kazała mi dużo jeść i krzyczała na moich rodziców, że mnie głodzą, bo „mam takie mizerne ramionka”. Szkoda, że wtedy się nie znaliśmy, bo pana, panie Jackson, także by dokarmiła!
- Mnie? Mężczyznę o idealnych proporcjach, masie ciała i sprawności fizycznej? – wydukałem z pełnymi ustami, robiąc do tego dumną minę.
- Tak, właśnie tego, bardzo SKROMNEGO mężczyznę!
Gdy skończyłyśmy posiłek, poszedłem spakować swoje rzeczy. Szofer był już gotowy do drogi, a limuzyna oblegana przez fanów i paparazzi czekała na nas zaparkowana pod budynkiem. Moją walizkę zabrał jeden z ochroniarzy i zaniósł ją do pojazdu. Podałem mojej przyjaciółce jeden z czarnych parasoli, po czym zeszliśmy do wyjścia, skąd w towarzystwie moich, jak nazywa ich Rosa, goryli przebyliśmy kilkumetrowy odcinek, dzielący drzwi od limuzyny. Kiedy udało nam się do niej wsiąść, odetchnąłem z ulgą. Zamówiona przeze mnie wcześniej straż miejska, przeganiała ludzi z drogi, którą jechaliśmy – nie chciałem, by Ethan kogoś potrącił. Bycie popularnym bywa męczące i niebezpieczne. Mijaliśmy wiele sklepów – ich szyby były obklejone okładkami z najświeższych gazet, na których widniały nasze zdjęcia, na ekranach widziałem fotografie z poprzedniej nocy. Nigdzie nie możesz się ruszyć, oni obserwują Twój każdy krok. Chciałbym choć na jeden dzień być szarym, anonimowym człowiekiem. Niestety, nawet przebrania mi w tym nie pomagały. Na sławę nie ma lekarstwa…

- Teraz wiem, jak się czujesz. – wyszeptała, opierając mi głowę na ramieniu.
- Przeze mnie straciłaś normalne życie.
- Może i tak, ale zyskałam osobę, z którą chcę przez nie przejść. Uczyniłeś je niezwykłym.
- Teraz wiem, że naprawdę Cię potrzebowałem. – powiedziałem.
- Kogoś, kto Cię zrozumie. To przypadek, że trafiło na mnie.
- Nie. Całe życie szukałem. I znalazłem, gdy przestałem to robić. Ciebie. Właśnie Ciebie.

6 komentarzy:

  1. Super świetne! Boże, jak pięknie piszesz... Tak lekko i wgl...
    Naprawdę świetna notka. Fajnie, że Michael tak się troszczy o Rosę.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i jesteem! :D Notka świetna, cudowna. :) Szkoda Michaela.... Nie może spokojnie się przemieszczać po mieście....Naj- Chyba zacznę do Cb mówić babciu- XDDD dobree :D Czekam na nn xD Wenyy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za odwiedziny!
    Dziś niestety nie wrzucę RT, bo zwyczajnie brak mi weny.
    Jutro się pojawią!
    Pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje opowiadanie jest świetne naprawdę
    jest jednym z moich ulubionych nie mogę doczekać się następnej notki
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Heejka!
    Notka cudna, ale mam pytanie? Bo dziewczyna, która gra Rose to jest ta piosenkarka co śpiewa tą piosenkę 'Mama mia'. Nosz musiałam o to zapytać.. Bo mówie 'skądś ją znam, ale nie wiem skąd' i takie oświecenie :3. Wracając do rozdziału. Przyjaźń to wielka więź, przeolbrzymia. Uważam i zawsze to powtarzam, że sformułowanie 'przyjaciel' jest nadużywane. Kojarzysz może jakże znane BFF, a tydzień po - największy wróg. Do przyjaźni trzeba dojrzeć, przyjaciel to ktoś ważny, można mu zaufać i jest wobec nas lojalny, a przede wszystkim - jest na wierny i mimo wszystko pomoże Ci. Wiem, że przyjaźń (oby przerodziło się w coś więcej) Rosy i Mike, mimo że taka jak narazie którka będzie się rozwijać i będzie piękna. Rosa ufa Mike, a on się o nią troszczy, że wylatuje sprintem z wanny (poprzednia notka xD) i to jest piękne. Czekam z niecierpliwością na nexta. Życzę weny i Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Elena Gheorghe ;)
      Ten sprint to mu posłużył, bo mógłby się biedak zaziębić!
      Również pozdrawiam ;)

      Usuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.