***
Niebo
poszarzało, jak gdyby samo słońce okryło się żałobą. Ptaki zamilkły,
dotrzymując towarzystwa milczącemu orszakowi przywdzianych w czerń ludzi
podążających za swoim przyjacielem powolnym, wręcz ślamazarnym krokiem. A
podążali za nim już po raz ostatni, choć nikt nie spodziewał się, że ten
ostatni raz nadejdzie tak szybko. Zdawali się nawet obwiniać kogoś z góry za
swoją bezmyślność. Zaczęli nawet żałować, że zmarnowali tyle czasu, że nie
pamiętali, że przypomnieli sobie tak późno, że za późno. Szli więc ze
spuszczonymi głowami, nic nie mówiąc. Nie mieli już sposobności, aby
przepraszać za to, że zapomnieli wtedy, kiedy powinni byli pamiętać.
Jednak
byli i tacy, którzy przez cały ten czas pamiętali. Kroczyli tuż obok
przyjaciela – tak, jak zwykli to robić na co dzień. Ich blade twarze silnie
kontrastowały z żałobnym odzieniem, oczy zbierały siły na wylewanie kolejnych
łez, gdy już trzeba będzie się pożegnać. Spojrzenia mieli nieobecne, białka
oczu mocno przekrwione. Szli, równym krokiem, myśląc o przyszłości bez człowieka,
z którym spędzili przeszłość.
W
żałobie nikt bowiem nie ma głosu, przez ludzi przemawia rozpacz. Niekiedy po
cichu, ze łzami, nieraz donośnie szlocha, a nawet zdarza jej się krzyczeć.
Jednak jej moc nie jest zależna od sposobu, w jaki się wypowiada. U niektórych
nie piśnie nawet łezką, nawet nie zmusi wargi do drżenia. Po prostu czuwa
utajona na dnie serca i dyskretnie je niszczy, nie mówiąc o tym światu.
Tylko
obcy skrzypek, przyzwyczajony do takich okoliczności, grał smutną, żałobną
melodię. On nie przyszedł tu jednak nikogo żegnać. Jedynym jego zadaniem było
wykonanie swojej pracy. Utwór, tak dobrze mu znany i wyuczony grał z pamięci,
nutka po nutce, bez jakichkolwiek emocji na twarzy, bez bólu, zakłopotania,
wstydu, bez poczucia winy. Tego dnia jedynie on i sprawca tego zamieszania
mogli być spokojni.
Tak już
jest, tak funkcjonuje świat. Życie kończy się tak, jak gaśnie płomień świecy
trącony nagłym, niespodziewanym podmuchem wiatru. Jednak nie można się na to
przygotować. Choć każdy o tym wie, wciąż zadajemy pytanie „dlaczego?”, jak
gdyby miało to coś zmienić. Niestety, nie zmienia nic. Bezskutecznie próbujemy
rozwiązać nierozwiązywalną zagadkę wszechczasów. I znów, raz za razem, wracamy
do punktu wyjścia.
Aż
wreszcie nadszedł moment, w którym rozpacz znów zaczęła przemawiać – szlochem,
łkaniem – zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. To już był definitywny koniec
wszystkiego. Człowiek spoczął pod grubą warstwą ziemi, a na nim poczęły osadzać
się łzy stojących nad grobem przyjaciół przyjaciela. Przyjaciela-ojca,
przyjaciela-męża, przyjaciela-teścia, przyjaciela-wujka, a nawet
przyjaciela-irytującego sąsiada i przyjaciela-wrednego szefa. I gdy wszyscy już
odeszli, przy przyjacielu zostało tylko kilka osób. I wszystkie te osoby
milczały, pogrążone w myślach. Tak trudno było im zostawić tu już drugiego
przyjaciela. Gdyby tylko mogli, zabraliby ich z powrotem do domu i żyli jak
dawniej. Ale niestety, było to niemożliwe.
Wreszcie
i oni odeszli, lecz przy grobie pozostała jedna osoba. Po jej policzkach
dopiero teraz zaczęły ściekać łzy. Nie chciała płakać przy innych. Nie miała
ochoty pokazywać, jak bardzo było jej źle. Zamiast tego, pocieszała ich. A
tymczasem, to właśnie ona została sama i właśnie to do niej dotarło. Dzieci
odejdą, będą miały własne rodziny. A jej pozostały album ze zdjęciami, list
napisany ręką, którą tak bardzo kochała. Ręką, której palce ginęły co wieczór w
jej gęstych, ciemnych włosach. I wspomnienia, których nikt nigdy nie będzie w
stanie jej odebrać.
I to
właśnie jest przeznaczeniem było opowiedzenie tej historii do końca. Może
jeszcze nie teraz, może za kilka lat. Bo miłość jest jak węzeł. On rozpoczął
zdanie, a ona musiała je dokończyć…
***
Dobry wieczór!
Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze pamiętają o tym blogu. Po dwumiesięcznej przerwie wracam do życia!
Notka krótka, nieobecność musicie zrozumieć - potrzebowałam wytchnienia, naładowania baterii.
Czekam na Wasze opinie. :)
W najbliższych dniach wrzucę krótkie info co do losów bloga.
Jak tam u Was? Wszystko w porządku?
Jak już wszystko nadrobię u moich dziewczyn, na pewno odezwę się w komentarzu!
Buziaki.
"Ta, która powstała z martwych" :)