Hej!
Dziękuję Wam serdecznie za 2550 wyświetleń i przepraszam, że dopiero dziś wrzucam rozdział.
Chciałabym powiedzieć, że... jesteście wspaniali! Łzy cisną mi się do oczu, gdy czytam Wasze komentarze. Ilonko, dziękuję Ci za doping, wsparcie w pisaniu i rozmowę. Cieszę się, że Cię poznałam. Swoim stałym czytelnikom - I'm Unbreakable, Mike'owi, Klaudusi <3 (Wybacz!) - zawsze gdzieś Was widzę w komentarzach i kocham Wasze opowiadania. Dziękuję również pozostałym czytelnikom, że zaglądacie na moje wypociny! Kocham Was wszystkich. Dziś bez wstępu - zastąpiłam go cytatem. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, bo jest piękny.
Piosenka do rozdziału. (Niech będzie... sugestią.)
Zapraszam do czytania i komentowania!
Wasza Alex! ;)
***
"Kwiaty nie zakwitną bez ciepła słońca. Ludzie nie mogą stać się ludźmi bez ciepła przyjaźni."
Phill Bosmans
***
OCZAMI MICHAELA…
- Może
któregoś dnia… - zacząłem. – Rosa? Rosie, czy Ty mnie słuchasz? – powiedziałem
machając ręką przed jej oczyma. – Halo, ziemia do Czerwonowłosej!
- Hm, przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłeś? – po jej twarzy wciąż błądził jeszcze delikatny uśmiech. Wyglądała, jak gdyby zstąpiła na ziemię z niebios, a nieobecne aż do teraz spojrzenie spoczęło na mnie. Przyglądała mi się uważnie, co nieco mnie krępowało.
- Hm, przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłeś? – po jej twarzy wciąż błądził jeszcze delikatny uśmiech. Wyglądała, jak gdyby zstąpiła na ziemię z niebios, a nieobecne aż do teraz spojrzenie spoczęło na mnie. Przyglądała mi się uważnie, co nieco mnie krępowało.
![]() |
| Wiem, nie ta era, ale adekwatne! |
- Chciałem
zapytać, czy miałabyś ochotę wraz z Bee odwiedzić Neverland. Wiem, że teraz,
gdy jestem w trasie ciężko zastać mnie w domu, ale to ostatnie cztery miesiące.
Mogłabyś tam zaglądać podczas moich nieobecności. – spojrzała na mnie
niepewnie. – Powinnaś oderwać się nieraz od pracy i spędzić z Biancą trochę
czasu na zabawie. To dobrze Wam zrobi i pomoże Ci wyzbyć się lęku. –
posmutniała. – Potrzebujesz tego, Rosie. A zresztą, chciałbym poznać moją
fankę. – zaśmiałem się.
- Michael… -
spoważniałem. – Bardzo bym chciała, ale to nie jest takie proste. Muszę
pracować, żeby nas utrzymać. W weekendy jestem na uczelni, w dodatku nieraz mała
jeździ ze mną, gdy Amanda nie może z nią zostać. Nie jestem w stanie.
- Pomogę Wam
finansowo. Poza tym, Twoja córeczka mogłaby zostawać z moimi dzieciakami,
podczas gdy Ty będziesz na wykładach. Nie możesz pracować w tym barze. Nie
chciałbym, żeby coś Ci się stało. – ująłem jej drobną dłoń. – Nie wybaczyłbym
sobie tego.
- Nie mogę
zostać Twoją utrzymanką. Wykluczone. Nie potrzebuję Twoich pieniędzy. Dam sobie
radę sama. Nie będę Cię wykorzystywać.
- Rosa,
wiesz dobrze, że mogę sobie na to pozwolić. Przeze mnie jesteś rozpoznawalna.
To nie jest wykorzystywanie. To przyjacielska pomoc i rekompensata za
zrujnowanie Twojego dotychczasowego życia.
-
Zrujnowanie? Czy Ty naprawdę nie rozumiesz, że utrata prywatności, to nic w
porównaniu z tym co zyskałam? Mam Ciebie. – przytuliła się do mnie, a z jej
oczu popłynęły łzy. – Najcudowniejszego człowieka, jakiego znam. Nie potrzebuję
żadnej rekompensaty. Wystarczy mi, że jesteś obok.
- Nie płacz,
kochanie… Jestem. I cieszę się, że Cię mam… Nawet nie wiesz jak bardzo.
Przyjmiesz więc moją pomoc? – zapytałem, gładząc ją po włosach.
- Tak… Po
jednym warunkiem. – spojrzałem na nią pytająco. – Nigdy więcej nie mów, że
zniszczyłeś mi życie. Odmieniłeś je. Na lepsze.
Ucałowałem
ją w skroń, a ona uwolniła mnie z uścisku. Na jej twarzy pojawił się nieśmiały
uśmiech. Chciałem się nimi zaopiekować, a jednocześnie potrzebowałem Rosy.
Rozumiała mnie, jak nikt inny. Przyjaźń to specyficzny rodzaj miłości – to na
niej powinny bazować związki. Miłość romantyczna przemija, jeśli nie została
zbudowana na solidnym gruncie. Teraz widzę, że moje małżeństwo nie miało szans
na przetrwanie. Jak można spodziewać się soczystych owoców, skoro drzewo nie
było dobrze zakorzenione? Po jakimś czasie liście zaczynają opadać, gałęzie
usychać, aż w końcu roślina całkowicie obumiera. Po niej zostanie jedynie pusta
przestrzeń, którą należy zapełnić. Nasze ziarno zapuszcza najpierw korzenie w
głąb ziemi, by móc powoli piąć się w górę, silne i zdrowe. Tylko w ten sposób
będzie w stanie przetrwać wszelkie susze, burze i huragany. A ja wierzę, że w
odpowiednim czasie wyda obfite plony.
- Mike? – wyrwała mnie z zamyślenia. – Dziękuję. – uśmiechnęła się do mnie.
- Mike? – wyrwała mnie z zamyślenia. – Dziękuję. – uśmiechnęła się do mnie.
- Ja Tobie
również. Jeśli tylko będziesz mocno trzymać moją dłoń…
- Możemy
przetrwać wszystko. – dokończyła za mnie z uśmiechem i złapała mnie za rękę.
Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy, skupieniu, bez zbędnych słów. W pewnej
chwili Rosa odsunęła się delikatnie i mnie puściła.
- Muszę
zrobić zakupy. – spojrzałem na nią znacząco. – Tak, wiem. Robert idzie ze mną.
– zaśmiała się. – I zadzwonić do szefa, że jego wspaniała kelnerka kończy swoją
karierę. Pewnie będzie mu smutno, że nie będzie mógł już podziwiać mojego
tyłka.
- Słuszna
decyzja. Co to za mężczyzna? – zapytałem, nie mogąc ukryć oburzenia. Jak ktoś
mógł tak materialnie traktować kobietę?
- Typowy
facet. – rzuciła, wzruszając ramionami.
- Ja też
jestem facetem.
- Ale nie
typowym. Wyjątkowym. Jedynym w swoim rodzaju. Dlatego Cię lubię. – uśmiechnąłem
się.
- Naprawdę?
-
Oczywiście, że nie! – krzyknąłem, a ona zachichotała. „Co za kobieta!” –
pomyślałem.
- Szefie!
Jesteśmy na miejscu! – krzyknął Ethan, a drzwi limuzyny się otworzyły. Rosa
powoli wstała, a ja przypomniałem sobie jeszcze o jednej rzeczy.
- Gdzie tak
się panna śpieszy, panno Calfucci? Nie mam nawet Twojego numeru! – zaśmiałem się.
- Racja,
panie Jackson. – wyjęła z torebki długopis oraz kartkę i zapisała na niej zbiór
cyferek. – No, teraz już masz! – powiedziała, wręczając mi świstek. Staliśmy
przez chwilę w milczeniu, Rosa spuściła delikatnie głowę. Spojrzałem na nią –
była prześliczna, czerwone włosy jedynie podkreślały jej urodę, a nosek, co
zauważyłem już wcześniej – nieco garbaty, ale też wąski i mały – dodawał jej
uroku. Kątem oka dostrzegłem stojącą w wejściu do limuzyny dziewczynkę, która
nieśmiało rzuciła piskliwym głosikiem:
- Mama? –
Rosie natychmiast obróciła się w stronę małej, a ta krzyknęła nieco pewniej,
drobnymi rączkami oplatając jej szyję. – Mama!
- Hej
kochanie! Stęskniłaś się? – Bianca pokiwała głową. – Ja za Tobą też! – młoda Calfucci
uwolniła moją przyjaciółkę z uścisku i schowała się za mamą. Rosa uśmiechnęła
się do mnie szeroko.
- Cześć
gwiazdo! Nie przywitasz się ze mną? – wyciągnąłem do niej rękę, a ona podeszła
niepełnie. Ująłem jej drobniutką rączkę i, klękając na jedno kolano, ucałowałem
ją. Dziewczynka zarumieniła się.
- Dziękuję
Ci za prezent! Bardzo lubię Bena! Jesteśmy już przyjaciółmi, wiesz? Teraz
będzie ze mną spał!
- Naprawdę
Ci się podoba? – z zachwytu otworzyła szeroko oczy.
- Bardzo! –
z piskiem rzuciła mi się na szyję, a ja zaśmiałem się. – Kocham Cię Michael!
Moja mamusia też Cię kocha, wiesz? Razem tańczymy, słuchamy Twoich płyt,
zbieramy Twoje plakaty i zdjęcia! – Rosa przewróciła oczami, widząc mój szeroki
uśmiech. – A Ty lubisz moją mamę?
-
Najbardziej na świecie! I Ciebie też. Masz śliczne oczka po mamusi. Jesteś bardzo
do niej podobna! – puściłem oczko do przyjaciółki, a ona zarumieniła się.
- Chciałabym
być kiedyś taka jak ona. Jest najcudowniejszą mamusią! Nikt inny nie ma takiej
mamy jak ja! – wykrzyczała Bianca, ściągając rączki z mojej szyi.
- A może namówisz
ją, żebyście przyjechały jutro do mnie do domu? Będziemy się bawić cały dzień!
Mam karuzele, zoo… - zacząłem wymieniać, ale dziewczynka pobiegła do mamy,
złapała ją za rękę i zaczęła ją błagać:
- Mamo,
mamo, możemy jechać do Michaela!? Mamusiu, zgódź się! Proszę? – zrobiła słodkie
oczka, na widok których Rosie zaczęła mięknąć.
- Jeśli nie
będziemy przeszkadzać… - powiedziała niepewnie czerwonowłosa.
- Nie będziecie,
to dla mnie zaszczyt, że odwiedzicie moje małe królestwo! – uśmiechnąłem się.
- A poznam
Prince’a i Paris? Polubią mnie? Będziemy się razem bawić? – pytała urocza
szatynka.
-
Oczywiście! O nic się nie martw! Zawsze jesteście tam mile widziane.
***
OCZAMI ROSY…
- Kochanie,
pójdziesz na chwilę do cioci? Zaraz przyjdę. – poprosiłam Bee, a ona posłusznie
pobiegła do Amandy, uprzednio żegnając się z „wujkiem”. Mam wrażenie, że
odziedziczyła po mnie umiejętność szybkiego nawiązywania kontaktów
towarzyskich. Moja córka już w pierwszej chwili skradła jego serce.
- Teraz nie
masz wyjścia! – zaśmiał się do mnie Michael.
- Odwdzięczę
Ci się Jackson…
- Masz
cudowną córeczkę. Z chęcią bym Ci ją ukradł. – stałam z założonymi rękoma. –
Fajnie marszczy Ci się nos, kiedy się denerwujesz. No co? – wybuchłam śmiechem.
- Na Ciebie
nie da się denerwować… Jesteś okropny. I za to Cię lubię. – przytuliłam się do
niego. Ucałował mnie w skroń, po czym… zaczął mnie łaskotać. Darłam się w
niebogłosy, prosiłam, żeby mnie puścił ale on kontynuował tortury. W końcu
wylądowaliśmy na podłodze. Był nade mną. Miał przewagę.
- Zdrajca! –
krzyknęłam między napadami śmiechu.
- Coś
mówiłaś? – pogroził mi swoimi długimi palcami, gotowy znów zacząć mnie
maltretować.
- Masz fajne
oczy, „wujku”. – szepnęłam, a on zszedł ze mnie zawstydzony.
- Powinnaś
odpocząć. Przyjedziemy po Was wcześnie rano. Zapowiada się ciekawy dzień. –
rzucił, podchodząc do mnie i pomagając mi wstać.
- Pozostało
mi tylko się bać, co Ty znowu wymyślisz.
- Zadzwonię
do Ciebie wieczorem. Umówimy się dokładnie.
- Dobrze. To…
ja już chyba pójdę, bo zaraz fanki Cię napadną. – powiedziałam, spoglądając za
okno.
- Nie
pożegnasz się? – zwróciłam ku niemu wzrok i rzuciłam mu się na szyję.
- Dziękuję
za zaproszenie. Trzymaj się. – cmoknęłam go… w usta, po czym szybko wybiegłam z
pojazdu prosto do budynku. Co ja właściwie zrobiłam? Czy to faktycznie był
przyjacielski buziak? On… sam przecież powiedział do mnie kochanie. „Nie,
Calfucci… Jesteście jak brat i siostra.” Ta myśl mnie nieco uspokoiła, choć faktycznie,
nie byłam do końca pewna na czym stoję.





O matko! Mam gorączkę i telepie mnie z zimna, a ta notka tak rozgrzewa. Bardzo mi się podoba jak piszesz, tak lekko, delikatnie.. .
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :-)
Zdrowiej kochana!
UsuńMam nadzieję, że poza tym wszystko w porządku.
Hejka!
OdpowiedzUsuńDziękuje, że napomniałaś o mnie. Rola czytelnika/komentatora myślę, że jest ważna. Bo sama wiem jak mnie to motywuje i cieszy, i chcę, żeby czuli to inni po zostawieniu "śladu po sobie". Dobrze wrócę do notki, która wyszła Ci rewelacyjnie i z czystym słowem mogę powiedzieć, że jest jedną z moich ulubionych. Rozmowy Rosy i Mike są napisane ze smakiem, że czyta je się z ogromną przyjemnością.
Ta scena obok samochodu mnie rozwaliła, była słodka i śmieszna. I ten całus pod koniec. No ja się ciekawie co Mike o tym pomyślał.. Zawsze mnie ciekawi co w danej sytuacji odczuwa drugi bohater. Czekać tylko na następną notkę i akcje pt. 'Przygoda w Neverlandzie' bo zapewne Mike nie da dziewczynom wyjść niego sucho i bez jakiś psikusów za sobą. Życzę dużo weny i Pozdrawiam ~MeryMJ
*czystym sercem.
UsuńWybacz za błędy, ale pisze z telefonu ;D
Dziękuję i pozdrawiam! :D
UsuńKochana, masz ogromny talent do pisania! Masz świetne metafory, są bardzo mądre. Z niecierpliowścią czekam na kolejną część ☺
OdpowiedzUsuńDziękuję moja droga! <3
UsuńWitaj!
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że nie komentowałam wcześniej, ale problemy techniczne ;(
Nadrobiłam zaległości i się ogromnie cieszę, że trafiłam na tego bloga.
Jak się czyta to opowiadanie, to aż miód zalewa serce.
Oni są tacy cudowni...
Dziękuję też za komentarz na blogu :)
Pozdrawiam i życzę Ci dużo weny!
Susie.
Dziękuję i również pozdrawiam! ;)
UsuńRozdział cudowny, zresztą jak zawsze
OdpowiedzUsuńmasz wielki talent, którego strasznie ci zazdroszczę nie obraziłabym się jakbyś mi go trochę oddała ;)
Pozdrawiam :*
A gdzie ja? :( xD Notka cudowna. Buuziaak *.* w usta *.* czekam na rozwój wydarzeń! XD
OdpowiedzUsuńA do Ciebie się nie odzywam, bo się wczasujesz, a ja w domu siedzę! XD
UsuńŻartuję. Edit zrobię, bo zapomniałam o Klaudusi, możesz mnie bić!
Dzięki. :))
Hej
OdpowiedzUsuńPrzepraszam że tak późno. Nie miałam weny na komentarze...
Zresztą pewnie widziałaś jak po wszystkich pojechałam.
Strasznie podobała mi się ta metafora z drzewem.
Michael chyba chciałby być w przyszłości z Rosą.
Wszystko ciągnie ich ku sobie tylko widać.
Świetnie piszesz.
Czekam na nn
Pozdrawiam
Hej! Ojej, wybacz, ale chyba Cię nie kojarzę... Czy kojarzę?
UsuńDziękuję! Pozdrawiam. :)
Byłam kilka razy ale jakoś chyba nie zostawiłam komentarzy obiecuję się poprawiać
UsuńHejo. Przepraszam, ze komentuje dopiero dziś, ale wczoraj z łóżka nie umiałem wstać... No no kochana rozkręcasz się i na serio czekam na tą książkę. Ale z autografem oczywiście :) Co do notki cudowna.. te ich rozmowy.. sama poezja. Kocham to opowiadanie.. jezu a córka Rosy.. słodziutka. Rozdział wyszedł ci fantastycznie. Dziękuje ci, że o mnie napomniałaś, nawet nie wiesz jakie to miłe. Wiem, że mam zaległości.. i powienem za to oberwać w łeb, ale to szczera opinia. Ja zawsze mówię otwarcie o tym co myślę i mówię ci masz talent i pisz, pisz bo chce kolejną notkę.
OdpowiedzUsuńŻyczę ci masy weny, udanych wakacji...
Pozdrawiam.
Mickey