7/11/2015

WH: Brat z siostrą

Hej!
Dziękuję Wam serdecznie za 2550 wyświetleń i przepraszam, że dopiero dziś wrzucam rozdział.
Chciałabym powiedzieć, że... jesteście wspaniali! Łzy cisną mi się do oczu, gdy czytam Wasze komentarze. Ilonko, dziękuję Ci za doping, wsparcie w pisaniu i rozmowę. Cieszę się, że Cię poznałam. Swoim stałym czytelnikom - I'm Unbreakable, Mike'owi, Klaudusi <3 (Wybacz!)  - zawsze gdzieś Was widzę w komentarzach i kocham Wasze opowiadania. Dziękuję również pozostałym czytelnikom, że zaglądacie na moje wypociny! Kocham Was wszystkich. Dziś bez wstępu - zastąpiłam go cytatem. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, bo jest piękny.

Piosenka do rozdziału. (Niech będzie... sugestią.)
Zapraszam do czytania i komentowania!
Wasza Alex! ;)

***

"Kwiaty nie zakwitną bez ciepła słońca. Ludzie nie mogą stać się ludźmi bez ciepła przyjaźni."
Phill Bosmans
***

OCZAMI MICHAELA…

- Może któregoś dnia… - zacząłem. – Rosa? Rosie, czy Ty mnie słuchasz? – powiedziałem machając ręką przed jej oczyma. – Halo, ziemia do Czerwonowłosej!
- Hm, przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłeś? – po jej twarzy wciąż błądził jeszcze delikatny uśmiech. Wyglądała, jak gdyby zstąpiła na ziemię z niebios, a nieobecne aż do teraz spojrzenie spoczęło na mnie. Przyglądała mi się uważnie, co nieco mnie krępowało.
Wiem, nie ta era, ale adekwatne!
- Chciałem zapytać, czy miałabyś ochotę wraz z Bee odwiedzić Neverland. Wiem, że teraz, gdy jestem w trasie ciężko zastać mnie w domu, ale to ostatnie cztery miesiące. Mogłabyś tam zaglądać podczas moich nieobecności. – spojrzała na mnie niepewnie. – Powinnaś oderwać się nieraz od pracy i spędzić z Biancą trochę czasu na zabawie. To dobrze Wam zrobi i pomoże Ci wyzbyć się lęku. – posmutniała. – Potrzebujesz tego, Rosie. A zresztą, chciałbym poznać moją fankę. – zaśmiałem się.
- Michael… - spoważniałem. – Bardzo bym chciała, ale to nie jest takie proste. Muszę pracować, żeby nas utrzymać. W weekendy jestem na uczelni, w dodatku nieraz mała jeździ ze mną, gdy Amanda nie może z nią zostać. Nie jestem w stanie.
- Pomogę Wam finansowo. Poza tym, Twoja córeczka mogłaby zostawać z moimi dzieciakami, podczas gdy Ty będziesz na wykładach. Nie możesz pracować w tym barze. Nie chciałbym, żeby coś Ci się stało. – ująłem jej drobną dłoń. – Nie wybaczyłbym sobie tego.
- Nie mogę zostać Twoją utrzymanką. Wykluczone. Nie potrzebuję Twoich pieniędzy. Dam sobie radę sama. Nie będę Cię wykorzystywać.
- Rosa, wiesz dobrze, że mogę sobie na to pozwolić. Przeze mnie jesteś rozpoznawalna. To nie jest wykorzystywanie. To przyjacielska pomoc i rekompensata za zrujnowanie Twojego dotychczasowego życia.
- Zrujnowanie? Czy Ty naprawdę nie rozumiesz, że utrata prywatności, to nic w porównaniu z tym co zyskałam? Mam Ciebie. – przytuliła się do mnie, a z jej oczu popłynęły łzy. – Najcudowniejszego człowieka, jakiego znam. Nie potrzebuję żadnej rekompensaty. Wystarczy mi, że jesteś obok.

- Nie płacz, kochanie… Jestem. I cieszę się, że Cię mam… Nawet nie wiesz jak bardzo. Przyjmiesz więc moją pomoc? – zapytałem, gładząc ją po włosach.
- Tak… Po jednym warunkiem. – spojrzałem na nią pytająco. – Nigdy więcej nie mów, że zniszczyłeś mi życie. Odmieniłeś je. Na lepsze.
Ucałowałem ją w skroń, a ona uwolniła mnie z uścisku. Na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. Chciałem się nimi zaopiekować, a jednocześnie potrzebowałem Rosy. Rozumiała mnie, jak nikt inny. Przyjaźń to specyficzny rodzaj miłości – to na niej powinny bazować związki. Miłość romantyczna przemija, jeśli nie została zbudowana na solidnym gruncie. Teraz widzę, że moje małżeństwo nie miało szans na przetrwanie. Jak można spodziewać się soczystych owoców, skoro drzewo nie było dobrze zakorzenione? Po jakimś czasie liście zaczynają opadać, gałęzie usychać, aż w końcu roślina całkowicie obumiera. Po niej zostanie jedynie pusta przestrzeń, którą należy zapełnić. Nasze ziarno zapuszcza najpierw korzenie w głąb ziemi, by móc powoli piąć się w górę, silne i zdrowe. Tylko w ten sposób będzie w stanie przetrwać wszelkie susze, burze i huragany. A ja wierzę, że w odpowiednim czasie wyda obfite plony.
- Mike? – wyrwała mnie z zamyślenia. – Dziękuję. – uśmiechnęła się do mnie.
- Ja Tobie również. Jeśli tylko będziesz mocno trzymać moją dłoń…
- Możemy przetrwać wszystko. – dokończyła za mnie z uśmiechem i złapała mnie za rękę. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy, skupieniu, bez zbędnych słów. W pewnej chwili Rosa odsunęła się delikatnie i mnie puściła.
- Muszę zrobić zakupy. – spojrzałem na nią znacząco. – Tak, wiem. Robert idzie ze mną. – zaśmiała się. – I zadzwonić do szefa, że jego wspaniała kelnerka kończy swoją karierę. Pewnie będzie mu smutno, że nie będzie mógł już podziwiać mojego tyłka.
- Słuszna decyzja. Co to za mężczyzna? – zapytałem, nie mogąc ukryć oburzenia. Jak ktoś mógł tak materialnie traktować kobietę?
- Typowy facet. – rzuciła, wzruszając ramionami.
- Ja też jestem facetem.
- Ale nie typowym. Wyjątkowym. Jedynym w swoim rodzaju. Dlatego Cię lubię. – uśmiechnąłem się.
- Naprawdę?
- Chyba, że coś przede mną ukrywasz…
- Oczywiście, że nie! – krzyknąłem, a ona zachichotała. „Co za kobieta!” – pomyślałem.
- Szefie! Jesteśmy na miejscu! – krzyknął Ethan, a drzwi limuzyny się otworzyły. Rosa powoli wstała, a ja przypomniałem sobie jeszcze o jednej rzeczy.
- Gdzie tak się panna śpieszy, panno Calfucci? Nie mam nawet Twojego numeru! – zaśmiałem się.
- Racja, panie Jackson. – wyjęła z torebki długopis oraz kartkę i zapisała na niej zbiór cyferek. – No, teraz już masz! – powiedziała, wręczając mi świstek. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, Rosa spuściła delikatnie głowę. Spojrzałem na nią – była prześliczna, czerwone włosy jedynie podkreślały jej urodę, a nosek, co zauważyłem już wcześniej – nieco garbaty, ale też wąski i mały – dodawał jej uroku. Kątem oka dostrzegłem stojącą w wejściu do limuzyny dziewczynkę, która nieśmiało rzuciła piskliwym głosikiem:
- Mama? – Rosie natychmiast obróciła się w stronę małej, a ta krzyknęła nieco pewniej, drobnymi rączkami oplatając jej szyję. – Mama!
- Hej kochanie! Stęskniłaś się? – Bianca pokiwała głową. – Ja za Tobą też! – młoda Calfucci uwolniła moją przyjaciółkę z uścisku i schowała się za mamą. Rosa uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Cześć gwiazdo! Nie przywitasz się ze mną? – wyciągnąłem do niej rękę, a ona podeszła niepełnie. Ująłem jej drobniutką rączkę i, klękając na jedno kolano, ucałowałem ją. Dziewczynka zarumieniła się.
- Dziękuję Ci za prezent! Bardzo lubię Bena! Jesteśmy już przyjaciółmi, wiesz? Teraz będzie ze mną spał!
- Naprawdę Ci się podoba? – z zachwytu otworzyła szeroko oczy.
- Bardzo! – z piskiem rzuciła mi się na szyję, a ja zaśmiałem się. – Kocham Cię Michael! Moja mamusia też Cię kocha, wiesz? Razem tańczymy, słuchamy Twoich płyt, zbieramy Twoje plakaty i zdjęcia! – Rosa przewróciła oczami, widząc mój szeroki uśmiech. – A Ty lubisz moją mamę?
- Najbardziej na świecie! I Ciebie też. Masz śliczne oczka po mamusi. Jesteś bardzo do niej podobna! – puściłem oczko do przyjaciółki, a ona zarumieniła się.
- Chciałabym być kiedyś taka jak ona. Jest najcudowniejszą mamusią! Nikt inny nie ma takiej mamy jak ja! – wykrzyczała Bianca, ściągając rączki z mojej szyi.
- A może namówisz ją, żebyście przyjechały jutro do mnie do domu? Będziemy się bawić cały dzień! Mam karuzele, zoo… - zacząłem wymieniać, ale dziewczynka pobiegła do mamy, złapała ją za rękę i zaczęła ją błagać:
- Mamo, mamo, możemy jechać do Michaela!? Mamusiu, zgódź się! Proszę? – zrobiła słodkie oczka, na widok których Rosie zaczęła mięknąć.
- Jeśli nie będziemy przeszkadzać… - powiedziała niepewnie czerwonowłosa.
- Nie będziecie, to dla mnie zaszczyt, że odwiedzicie moje małe królestwo! – uśmiechnąłem się.
- A poznam Prince’a i Paris? Polubią mnie? Będziemy się razem bawić? – pytała urocza szatynka.
- Oczywiście! O nic się nie martw! Zawsze jesteście tam mile widziane.

***

OCZAMI ROSY…

- Kochanie, pójdziesz na chwilę do cioci? Zaraz przyjdę. – poprosiłam Bee, a ona posłusznie pobiegła do Amandy, uprzednio żegnając się z „wujkiem”. Mam wrażenie, że odziedziczyła po mnie umiejętność szybkiego nawiązywania kontaktów towarzyskich. Moja córka już w pierwszej chwili skradła jego serce.
- Teraz nie masz wyjścia! – zaśmiał się do mnie Michael.
- Odwdzięczę Ci się Jackson…
- Masz cudowną córeczkę. Z chęcią bym Ci ją ukradł. – stałam z założonymi rękoma. – Fajnie marszczy Ci się nos, kiedy się denerwujesz. No co? – wybuchłam śmiechem.
- Na Ciebie nie da się denerwować… Jesteś okropny. I za to Cię lubię. – przytuliłam się do niego. Ucałował mnie w skroń, po czym… zaczął mnie łaskotać. Darłam się w niebogłosy, prosiłam, żeby mnie puścił ale on kontynuował tortury. W końcu wylądowaliśmy na podłodze. Był nade mną. Miał przewagę.
- Zdrajca! – krzyknęłam między napadami śmiechu.
- Coś mówiłaś? – pogroził mi swoimi długimi palcami, gotowy znów zacząć mnie maltretować.
- Masz fajne oczy, „wujku”. – szepnęłam, a on zszedł ze mnie zawstydzony.
- Powinnaś odpocząć. Przyjedziemy po Was wcześnie rano. Zapowiada się ciekawy dzień. – rzucił, podchodząc do mnie i pomagając mi wstać.
- Pozostało mi tylko się bać, co Ty znowu wymyślisz.
- Zadzwonię do Ciebie wieczorem. Umówimy się dokładnie.
- Dobrze. To… ja już chyba pójdę, bo zaraz fanki Cię napadną. – powiedziałam, spoglądając za okno.
- Nie pożegnasz się? – zwróciłam ku niemu wzrok i rzuciłam mu się na szyję.
- Dziękuję za zaproszenie. Trzymaj się. – cmoknęłam go… w usta, po czym szybko wybiegłam z pojazdu prosto do budynku. Co ja właściwie zrobiłam? Czy to faktycznie był przyjacielski buziak? On… sam przecież powiedział do mnie kochanie. „Nie, Calfucci… Jesteście jak brat i siostra.” Ta myśl mnie nieco uspokoiła, choć faktycznie, nie byłam do końca pewna na czym stoję.

16 komentarzy:

  1. O matko! Mam gorączkę i telepie mnie z zimna, a ta notka tak rozgrzewa. Bardzo mi się podoba jak piszesz, tak lekko, delikatnie.. .
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowiej kochana!
      Mam nadzieję, że poza tym wszystko w porządku.

      Usuń
  2. Hejka!
    Dziękuje, że napomniałaś o mnie. Rola czytelnika/komentatora myślę, że jest ważna. Bo sama wiem jak mnie to motywuje i cieszy, i chcę, żeby czuli to inni po zostawieniu "śladu po sobie". Dobrze wrócę do notki, która wyszła Ci rewelacyjnie i z czystym słowem mogę powiedzieć, że jest jedną z moich ulubionych. Rozmowy Rosy i Mike są napisane ze smakiem, że czyta je się z ogromną przyjemnością.
    Ta scena obok samochodu mnie rozwaliła, była słodka i śmieszna. I ten całus pod koniec. No ja się ciekawie co Mike o tym pomyślał.. Zawsze mnie ciekawi co w danej sytuacji odczuwa drugi bohater. Czekać tylko na następną notkę i akcje pt. 'Przygoda w Neverlandzie' bo zapewne Mike nie da dziewczynom wyjść niego sucho i bez jakiś psikusów za sobą. Życzę dużo weny i Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *czystym sercem.
      Wybacz za błędy, ale pisze z telefonu ;D

      Usuń
  3. Kochana, masz ogromny talent do pisania! Masz świetne metafory, są bardzo mądre. Z niecierpliowścią czekam na kolejną część ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!
    Przepraszam, że nie komentowałam wcześniej, ale problemy techniczne ;(
    Nadrobiłam zaległości i się ogromnie cieszę, że trafiłam na tego bloga.
    Jak się czyta to opowiadanie, to aż miód zalewa serce.
    Oni są tacy cudowni...
    Dziękuję też za komentarz na blogu :)
    Pozdrawiam i życzę Ci dużo weny!
    Susie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział cudowny, zresztą jak zawsze
    masz wielki talent, którego strasznie ci zazdroszczę nie obraziłabym się jakbyś mi go trochę oddała ;)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. A gdzie ja? :( xD Notka cudowna. Buuziaak *.* w usta *.* czekam na rozwój wydarzeń! XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A do Ciebie się nie odzywam, bo się wczasujesz, a ja w domu siedzę! XD
      Żartuję. Edit zrobię, bo zapomniałam o Klaudusi, możesz mnie bić!
      Dzięki. :))

      Usuń
  7. Hej

    Przepraszam że tak późno. Nie miałam weny na komentarze...
    Zresztą pewnie widziałaś jak po wszystkich pojechałam.

    Strasznie podobała mi się ta metafora z drzewem.

    Michael chyba chciałby być w przyszłości z Rosą.

    Wszystko ciągnie ich ku sobie tylko widać.

    Świetnie piszesz.

    Czekam na nn

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Ojej, wybacz, ale chyba Cię nie kojarzę... Czy kojarzę?
      Dziękuję! Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Byłam kilka razy ale jakoś chyba nie zostawiłam komentarzy obiecuję się poprawiać

      Usuń
  8. Hejo. Przepraszam, ze komentuje dopiero dziś, ale wczoraj z łóżka nie umiałem wstać... No no kochana rozkręcasz się i na serio czekam na tą książkę. Ale z autografem oczywiście :) Co do notki cudowna.. te ich rozmowy.. sama poezja. Kocham to opowiadanie.. jezu a córka Rosy.. słodziutka. Rozdział wyszedł ci fantastycznie. Dziękuje ci, że o mnie napomniałaś, nawet nie wiesz jakie to miłe. Wiem, że mam zaległości.. i powienem za to oberwać w łeb, ale to szczera opinia. Ja zawsze mówię otwarcie o tym co myślę i mówię ci masz talent i pisz, pisz bo chce kolejną notkę.
    Życzę ci masy weny, udanych wakacji...
    Pozdrawiam.
    Mickey

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.