7/03/2015

WH: "A nie mówiłem, że się dogadacie?"

Hej! Chciałam podziękować za kolejną setkę wyświetleń i ciepłe komentarze.
Cieszę się, że spodobały Wam się "Rosa's Thoughts". Będę wrzucać nowe co kilka rozdziałów!
Dzisiejszy rozdział chciałabym dedykować wszystkim moim czytelnikom. Motywujecie mnie!
Przepraszam za błędy! Pisałam to dobre kilka godzin, słowa jakoś wyjątkowo nie chciały układać się w zdanie. :(
Zapraszam do czytania i komentowania!
Wasza Alex ;)

***

OCZAMI MICHAELA…

Na dworze było zupełnie ciemno, w okolicy świeciła co najwyżej jedna lampa, czyli było tak, jak sobie życzyłem. Żadnych zbędnych gapiów, nikt spośród przechodniów nie mógł widzieć naszych twarzy. Na wszelki wypadek założyłem na głowę czapkę z daszkiem – kapelusz ostatnio okazał się być zbyt charakterystyczny. O Rosę na razie nie musiałem się martwić. W mediach jej twarz ukaże się zapewne dopiero jutro, gdy o naszym spotkaniu stanie się naprawdę głośno. Miałem świadomość tego, że przeze mnie jej życie się zmieni. Ona również ją miała, lecz mimo to nie protestowała. W ciągu jednego wieczoru staliśmy się sobie niezwykle bliscy i nie chciałem, aby to się skończyło. Nie tutaj. Nie teraz.

Szła obok mnie. Poddenerwowana, z zimna drżały jej wargi. Natychmiast rozpiąłem marynarkę. Dopiero teraz zauważyłem, że na sobie ma jedynie kaszmirowy sweterek.
- Zmarzniesz. – szepnęła, gdy podawałem jej okrycie.
- Nie martw się o mnie. W końcu to ja Cię tu zaciągnąłem i to Ty marzniesz przeze mnie. Rosie, co się dzieje? – stanąłem naprzeciw niej, delikatnie unosząc jej podbródek.
- Po prostu… Boję się ciemnych uliczek. – jej piwne oczy zaszkliły się, po policzku spłynęła pojedyncza łza, którą odruchowo starłem kciukiem.
- Przy mnie nic Ci nie grozi. – chwyciłem jej drobną dłoń w swoją, a ona splotła nasze palce, jak dziecko kurczowo łapiące się ręki ojca, aby nie zgubić go w tłumie. – Tak lepiej?
- O niebo lepiej. – uśmiechnęła się do mnie nieśmiało, a ja pociągnąłem ją za rękę w stronę pojazdu.
- Wsiadamy! – krzyknąłem w jej stronę, a ona zaczęła się śmiać. – Humor się poprawił?
- Nawet nie wiesz jak, dżentelmenie! – rzuciła, chichocząc.


***

OCZAMI ROSY…

- Mike?
- Hmm? – mruknął pytająco.
- Która godzina? – potrząsnęłam wymownie nadgarstkiem, aby uświadomił sobie, że na jego ręce tkwił srebrny zegarek.
- Jest kwadrans po drugiej.
- Dzięki… Zaraz, zaraz… ŻE CO?! – wykrzyknęłam tak, że Mike spojrzał się na mnie jak na wariatkę. – Zaraz po koncercie miałam zadzwonić do Am… Masz może telefon? Mój się rozładował, a mama Joe’go pewnie poszła spać, więc muszą jej przekazać, żeby mnie wpuściła. Podrzucicie mnie? Adres to… - Mój przyjaciel wstał, stanął naprzeciw mnie i uśmiechnął się pobłażliwie. – Mogę wiedzieć, co Cię tak bawi?
- Rosie, spokojnie… Teraz wszystko Ci wyjaśnię. – Siedziałam i nerwowo przebierałam palcami, podczas gdy jemu nie schodził z twarzy uśmiech. – Nie pozwolę Ci nachodzić w nocy znajomych. Ja Cię tu wyciągnąłem, więc mamy załatwione noclegi w pobliskim hotelu. Oczywiście, zabraniam Ci przejmować się kosztami. Rano odwieziemy Cię pod dom i upewnimy, że do niego trafiłaś. Mój ochroniarz – Robert – jest od tej pory do Twojej dyspozycji. Widziałem, że zdążyliście się już poznać, więc zapewne się dogadacie. A telefon – wskazał na kieszeń marynarki, którą wciąż miałam na sobie – jest tu, więc możesz zadzwonić do przyjaciółki i ją uspokoić. Gdy będziesz kończyła rozmowę, proszę, daj mi ją na chwilę.
- Okay… Ale…
- Tak?
- Michael, oszalałeś. Nie jestem gwiazdą, nie potrzebuję ochroniarza. To Ty jesteś znany i rozchwytywany, nie ja!

- Ja nie oszalałem, ja dbam o Twoje bezpieczeństwo. Przypomnę Ci, że to właśnie ze mną byłaś na kolacji, więc na zdjęciach będziesz tuż koło mnie. – odpowiedział spokojnym tonem. Miał rację. Nie mogłam pozwolić sobie na jakiekolwiek napady jego fanek – wiem, że część z nich z pewnością chciałaby mi pogratulować, ale niestety prawdopodobnie większość wolałaby wydrapać mi oczy – ze względu na Biancę.
- No tak. Przepraszam. Dziękuję, że się troszczysz. Mogę zadzwonić?
- Jasne, zawsze lepiej zmniejszyć ryzyko utraty życia, prawda? – odpowiedziałam mu uśmiechem.
                Wyciągnęłam z kieszeni marynarki telefon, powoli wystukałam na klawiaturze numer do Ami, jednocześnie dokładnie oglądając owe urządzenie. W życiu nie byłoby mnie stać na taki model! O bananie* mogłam co najwyżej pomarzyć, ale ten był wyjątkowy – pozłacany, a na klapce miał wysadzane diamencikami inicjały „MJ”, które mieniły się w świetle. Mój przyjaciel musiał wydać na niego fortunę! Poza tym, on chyba kochał błyskotki – cekinowa rękawiczka, skarpety, dawniej nawet błyszczące marynarki, teraz złote spodnie i kostiumy. To wszystko sprawiało, że na scenie lśnił jak prawdziwa gwiazda. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, zacisnęłam zęby i wsłuchiwałam się w kolejne sygnały oczekiwania na połączenie. Widząc Michaela chichoczącego pod nosem na mój widok, przewróciłam oczami. Po chwili sygnał się urwał, w słuchawce usłyszałam znajomy głos.
Amanda White

- Halo? Normalnie zapytałabym co za waria…
- Ami?
- Rose! Wydzwaniam do Ciebie od czterech godzin! W telewizji trąbią o Tobie na wszystkie strony świata, że Cię Król Popu na kolację zaprosił, a Ty nawet znaku życia nie dajesz!
- Rozładował mi się telefon, przepraszam.
- Nie wierzę! Ty masz więcej szczęścia, niż rozumu!
- Wiesz, właściwie to bilans kiedyś musiał się wyrównać! Nie budźcie mamy Joe’go, zostaniemy na noc w hotelu.
- Widzę, że kolacja się udała! – krzyknęła ze śmiechem.
- Ami, on… nie jest taki, jak te Twoje klubowe gwiazdorzyny!
- Nie obrażaj mi mojego zespołu! Dobrze, świętoszko, opowiesz mi rano jak się bawiłaś, a teraz…
- A teraz ja – Mike wyrwał mi z ręki telefon. – Chciałem przeprosić za porwanie Twojej przyjaciółki na tak długo. Wszystko u niej w porządku, nie musisz się martwić. Zapamiętam. Okay. Przekażę. Dobranoc.

***

OCZAMI MICHAELA…


Odwróciłem się i zobaczyłem stojącą za moimi plecami Rose. Eksponowała swoje białe perełki, próbując powstrzymać się od całkowitego śmiechu. Udając powagę, powiedziałem:
- Twoja przyjaciółka jest agresywna. Groziła mi, że jeśli powiem Ci choć jedno krzywdzące słowo, to mi nogi z … no wiesz skąd powyrywa – oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

- A co Król miał mi przekazać?
- Król miał Ci przekazać, że Twoja córka smacznie śpi i pytała, czy teraz z Wami zamieszkam.
- No nie wiem. Pomyślimy. – parsknęła śmiechem po raz kolejny, a ja znów do niej dołączyłem.
Po chwili tarzaliśmy się po podłodze, próbując się wzajemnie łaskotać. Musiało to wyglądać komicznie, bo gdy do naszego przedziału wszedł mój menedżer, wybuchając śmiechem, rzucił tylko:
- A nie mówiłem, że się dogadacie?

6 komentarzy:

  1. Witaj!
    Wpadłam na Twojego bloga i jestem zadowolona!
    Natychmiast wędruje do listy ulubionych. :)
    To było słodkie, kiedy Mike dał jej marynarkę.
    Końcówka rozbroiła xD Chciałabym to zobaczyć.
    Pozdrawiam Cię i życzę weny!
    Susie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka.
    Troche późno, ale od ostatnich miesięcy prowadze 'nocne życie'. Czytanie blogów z opowiadaniami o Mike jest formą odskocznii iiii to jest cudowne, ale jeśli sie czyta takie dzieła (bo inaczej chyba nie da się tego lepiej określić) dodaje to dwukrotnego uroku i przyjemności. Notka cudowna i powiem Ci, że kilko godzinne pisanie rozdziału się opłaciło bo wyszła Ci naprawde genialnie. Michael dżentelmen kochany i rozmowa z Ami :'). Cudo. Czekam z niecierpliwością na nexta. Życzę weny i Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :3 Bardzo wciągnęłam się w Twoje opowiadania :) Czy mogę Cię prosić abyś na bierząco informowała mnie o nowych notkach na moim blogu ? :) Jednocześnie zapraszam do mnie http://jacksonstreet2300.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mówiłam u mnie dzisiaj nowa notka :) http://jacksonstreet2300.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejo. Przepraszam, ze dopiero teraz się pojawiam. Przepraszam i ciebie i moją kochaną Rosę. Oby nie była na mnie zła :) Poparzednia ( czyli przemyślenia Rosy) też przeczytałem, ale nie zdarzyłem skomentować. Moja ciotka daje mi w kość. Normalnie o wszystko mnie wypytuje, a to dość irytujące i krępujące. Też mam taką ciocię, która chce wszystko wiedzieć. No, dobrze. Idę teraz do notki. Michael dżentelmenem.. no cudownie., A Amanda cudowna. Już ją lubię.
    No słodko, się zrobiło. A kiedy dodasz nową notkę?
    Życzę dużo weny :)
    Pozdrawiam. Michael

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej. Twojego bloga zaproponował mi MIke Hiro , bo przyjaźnimy się. I mi go polecił.
    I musze powiedziec, że nie żałuje, ze tu weszłam. Fenomenalna historia. Bardzo smutna z powodu tego co spotkało Rosę, ale bardzo wciągająca i ciekawa. Michael taki dźentelnen. Słodkie to było.
    Mam prośbę. Będziesz mnie informować o nowych notkach u mnie na blogu. Przy okazji jakbyś chciała to http://thats-for-all-time.blogspot.com/ zapraszam. też pisze opowiadanie o Michaelu. Dopieo sie uczę więc..no, ale jak chcesz to zapraszam.
    Pozdrawiam. Meggie

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.