7/23/2015

WH: "Jak róża wśród dzikich traw..." (cz.1)

Hej!
Dzisiaj na wieczór łatwy, lekki rozdzialik. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Nie ma wstępu, bo tym dwóm częściom poświęcone będą RT, które powinny pojawić się w weekend. :)
Dziękuję serdecznie za ponad 3650 wyświetleń!
Druga część jutro więc nie przedłużam :)
Miłego czytania! Zapraszam do komentowania.
Wasza Alex :*
P.S. Nietypowy dziś utwór, niedopasowany, ale jeden z moich ulubionych :)



OCZAMI MICHAELA…

- Dzieciaki, pobudka! – krzyknąłem, zaglądając kolejno do ich pokoi. – No już, macie pół godziny! – odpowiedziały mi pomruki niezadowolenia. Przebiegłem wzdłuż holu, klaszcząc energicznie w dłonie. Byłem podekscytowany, niczym małe dziecko. Jeszcze nigdy tak nie cieszyła mnie możliwość beztroskiej zabawy od rana do wieczora, zwłaszcza, że miała do mnie dołączyć osoba, której najchętniej nie opuszczałbym ani na krok.
Po chwili w drzwiach ukazały się dwie drobne postaci, ścierające resztki snu z przymrużonych powiek. Mój entuzjazm natychmiast się im udzielił. Czekali na ten dzień, tak samo jak ja. Myśl, że przez własną karierę nie miałem czasu dla swoich pociech bardzo mnie dołowała, dlatego starałem się spędzać z nimi każdą wolną chwilę. Trasa, którą kończyłem za kilka miesięcy miała być przedostatnią w moim dorobku. Nienawidziłem podróżować. Przechodziłem przez piekło za każdym razem, gdy musiałem wyjeżdżać z Neverlandu. To mój dom. Moje miejsce na świecie, w którym dzieci czekają na ojca, będąc na czas jego ciągłych nieobecności pod opieką obcej kobiety. Jedyną mobilizacją byli dla mnie fani – to dzięki nim czułem, że mam rodzinę na całym globie. Nie chciałem zawieść nikogo, więc robiłem co mogłem, by pogodzić wszystkie obowiązki i – choć było ciężko – myślę, że udawało mi się. Marzyłem o przerwie w długotrwałym koncertowaniu. Może za parę lat do tego wrócę... Za parę lat.

Czekając na dzieciaki zszedłem do swojego pokoju. To nie była zwykła sypialnia - to był kąt, w którym mogłem odpocząć, porozmyślać, czy zwyczajnie rozkoszować się ciszą i spokojem. Tutaj mogłem czuć się swobodnie, każdy potrafił uszanować moją prywatność i nikt, poza moimi skarbami nie wchodził bez pukania. Wziąłem zawieszony na haczyku ulubiony kapelusz i wyszedłem, zamykając potężne drzwi na klucz. Idąc wzdłuż korytarza, zauważyłem biegnącego w moją stronę Prince’a, a za nim moją córeczkę.
- Gotowi? – zapytałem, poprawiając czarną fedorę na głowie.
- Tak. – odpowiedzieli chórkiem. - A dokąd jedziemy? – dodała Paris.
- Pamiętacie tę dziewczynę, którą zagadaliście po moim koncercie? – pokiwali twierdząco głowami. –Bardzo dobrze się dogadujemy, więc zaprosiłem ją dziś do nas. Rosę i jej córeczkę, Biancę.
- Ona jest fajna! Super, że do nas przyjadą! – uradowana szatynka rzuciła mi się na szyję. – Prawda, Prince? – mój syn uśmiechnął się i przytaknął. Wiedziałem, że bardziej odpowiadałoby mu towarzystwo chłopaka w jego wieku, ale mimo wszystko wydawał się być zadowolony.
Razem z moimi kochanymi skrzatami skierowaliśmy się do wyjścia – Paris, mimo swojego wieku szła, trzymając mnie za rękę, a mój syn podążał przed nami. Pamiętam, jak niedawno nosiłem ich na rękach, zmieniałem pampersy, uczyłem pisać, liczyć, czytać. Rosną jak na drożdżach, a ja… robię się coraz starszy. Na stoliku przy drzwiach leżał zamówiony przeze mnie wczoraj bukiet herbacianych róż, a obok niego pluszowy miś. Wolną ręką chwyciłem kwiaty, przytulankę wziąłem pod pachę, po czym wyszliśmy z domu. Było lato, więc pomimo wczesnej pory słońce mocno prażyło. Przy bramie czekała na nas zaparkowana limuzyna z przyciemnianymi szybami. Na zewnątrz panował spokój, żadnych fotoreporterów ani fanów. Poza chłodnym wiaterkiem, który delikatnie muskał skórę, cała okolica zdawała się być wciąż pogrążona w głębokim śnie.

***

OCZAMI ROSY…

Rzucenie budzikiem nie poskutkowało, irytująca melodyjka wciąż wyraźnie docierała do moich uszu. Jedynym wyjściem na zakończenie tych tortur było wstanie z łóżka i wyciszenie mojego odwiecznego wroga. Zrezygnowana zrzuciłam kołdrę i usiadłam, lokalizując źródło dźwięku. Urządzenie leżało przy drzwiach, więc podniosłam się i podeszłam do niego. Przycisk wyłączający alarm zaciął się, prawdopodobnie w wyniku ciśnięcia tym ustrojstwem o ziemię, więc poirytowana, wyciągnęłam z niego baterie i rozłożony na części pierwsze mechanizm odłożyłam na szafkę nocną.
Obróciłam się w kierunku drzwi i zobaczyłam w nich córeczkę.
- Śpioch! – krzyknęła, widząc, jak przecieram oczy. Zdążyła już się ubrać – miała na sobie czarne, krótkie spodenki z imitacji skóry, biały top bez rękawów i sandałki na rzemyczki. Lubiłam proste połączenia, a nauka dobierania ubrań nie stanowiła dla Bee większego problemu. Moja zdolna dziewczynka.
Bianca :)

- Modelka! – rzuciłam, dając jej buziaka na „dzień dobry”, mała w odpowiedzi wyszczerzyła ząbki.
- Mamusiu, kiedy będzie Michael? – spytała. Spojrzałam na zegarek i moje serce zabiło mocniej.
- Za… dwadzieścia minut. Skarbie, muszę się ubrać i pomalować. – powiedziałam, otwierając szafę. – Otwórz Michaelowi, gdy będzie pukał.
- Dobrze. Po co się malujesz? – byłam zajęta przetrząsaniem garderoby. Wyciągnęłam z niej poszarpane shorty, luźną, czarną koszulkę z kieszonką na piersi i komplet bielizny w tym samym kolorze.
- Hmm… Żeby ładniej wyglądać. – odpowiedziałam bez większego namysłu, biorąc rzeczy pod pachę i kierując się do wyjścia z pokoju.
- To nie musisz się malować. – odwróciłam się w stronę córeczki, będąc już w przedpokoju. – Ja mam przecież najpiękniejszą mamusię na świecie! – krzyknęła, a ja posłałam jej uśmiech i ze łzami w oczach bezgłośnie poruszyłam ustami, chcąc powiedzieć „dziękuję”.  Gdybym faktycznie mogła w to uwierzyć, kochanie…

***

OCZAMI MICHAELA…

Podróż trwała nie dłużej niż pół godziny. Zdążyłem opowiedzieć dzieciakom co nieco o Rosie. Były nią zachwycone, co wcale mnie nie dziwiło.
- Szefie, jesteśmy na miejscu. – krzyknął Ethan. – Dzieci zostają, czy idą z panem?
- Zostają. Bądźcie grzeczni, za chwilę tu przyjdziemy. – powiedziałem, po czym wyszedłem z pojazdu, zabierając ze sobą pluszaka i kwiaty. Wiedziałem, że mieszka na parterze, i pamiętałem, do której bramy wczoraj wbiegła, więc bez problemu odnalazłem drzwi do jej mieszkania i zapukałem energicznie. Drzwi otworzyła mi mała dziewczynka – poza kolorem włosów, żywa kopia Rosy.
- Michael! – krzyknęła, rzucając mi się na szyję, gdy ukucnąłem.
- Cześć gwiazdo. Mam coś dla Ciebie. – podałem dziewczynce misia, na co ona zapiszczała z zachwytu. – Podoba Ci się?
- Bardzo! Dziękuję! – powiedziała, tuląc misia.
- Gdzie mama? – zapytałem Bee.
- W swoim królestwie! – usłyszałem odpowiedź zza drzwi. Mogłem się domyślić, że siedzi w łazience.
Po chwili wyszła. Miała mocno podkreślone oczy, usta pomalowane czerwoną szminką i idealnie ułożone włosy. Podszedłem do niej, a gdy próbowałem ją pocałować w policzek, szybko mnie przytuliła.
- To dla Ciebie. – podałem jej bukiet.
- Mike, nie trzeba było. Muszę wstawić je do wazonu… Są piękne. - rzuciła zakłopotana i pobiegła do innego pomieszczenia. Po chwili wróciła ze szklanym flakonem pełnym zimnej wody. Włożyłem do niego kwiaty, a ona odstawiła go na komodę w holu.
- Ładnie tu macie. – zauważyłem, rozglądając się po pomieszczeniu. Mieszkanie było urządzone prosto, ale bardzo gustownie. Wnętrze sprawiało wrażenie przytulnego i ciepłego. – Gdzie masz rzeczy? Wiesz, Tobie mógłbym coś pożyczyć, ale z tą młodą damą – wskazałem na Biancę, która w jednej sekundzie spłonęła rumieńcem. – może być trudniej.
- Jakie rzeczy? – zrobiła zdziwioną minę. – Przecież nie miałyśmy zostawać na noc, Mickey.
- Rosie, chciałbym spożytkować cały dzień, a wolałbym, żebyście nie wracały bez sensu do domu w nocy. – zrobiłem maślane oczka.
- Masz rację. – przytaknęła. – Skarbie - zwróciła się do córki. – przyszykuj jakieś dodatkowe ubranka na jutro. Zaraz do Ciebie przyjdę. Mike, usiądź w salonie, za parę minut będziemy gotowe.
Przygotowania zajęły im niemal kwadrans, więc zdążyłem rozejrzeć się po mieszkaniu. Wszędzie panował ład i porządek, większość ścian była w kolorze białym lub jasnoszarym, a meble wykonane z hebanowego drewna. Gdy skończyły, moja przyjaciółka postawiła przy drzwiach wejściowych niedużą walizkę, a mi dała znak, że możemy powoli wychodzić. Gdy podszedłem, Rosa zakładała buty. I nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby wiedziała, jaki mamy plan dnia.
- Z czego się cieszysz? – warknęła. – Coś znów nie pasuje?
- Jeśli wygodnie Ci się wspinać po drzewach w sandałach na obcasie…
- Po drzewach? Oszalałeś. Myślałam, że… - zaczęła, z uśmiechem na ustach.
- Nie chcesz na jeden dzień wrócić do dzieciństwa? – zapytałem, przerywając. Ona nie odpowiedziała, tylko szybko zmieniła buty na krótkie trampki. Bee zrobiła to samo i letnie obuwie natychmiast zniknęło gdzieś w odmętach szafki, a na jej małych nóżkach pojawiły się lekkie tenisówki.
- Gotowe. – odpowiedziały chórkiem. Zaśmiałem się i otworzyłem przed nimi drzwi. – Dżentelmen. – rzuciła Rosa.
- Urodzony. – zachichotałem.
Drzwi do limuzyny czekały otwarte. Dziewczyny wpadły do niej przede mną i witając się z moimi dzieciakami zajęły miejsca na kanapach obitych czarną skórą. Zatracając się w rozmowie nawet nie zwróciliśmy uwagi, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Mój kierowca zakończył naszą dyskusję na temat inteligencji szympansów dopiero, gdy otworzył drzwi pojazdu. Gdy wszyscy wysiedliśmy, objąłem Rosie ramieniem.
- Witamy w Neverlandzie! – dziewczyna z zachwytu otworzyła usta.
- Ale… tu… pięknie… - wydukała.

3 komentarze:

  1. Hejka! Czułam, że wstawiłaś..
    Notka genialna! Nie no mało powiedziane! To jest cudo nad cudami. Z niewielkich sytuacji potrafisz zrobić coś niepowtarzalnego. Akcja z budzikiem najlepsza.. Sama bym tak porzucała gdy mi sie budzik włącza, ale szkoda mi telefonu :').
    Wreszcie akcja Neverland! Będzie *ojj będzie się działo*. Dobre buty mają to mogą zaszaleć! ;)
    Czekam z niecierpliwością na nexta. Życze weny. Pozdrawiam ;D ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj!
    Och no i pojechała! Hehe xD Znaczy pojechały xD
    Ciekawa jestem co będzie dalej.
    Wspaniała notka, na prawdę.
    Cieszę się, że wpadłam na Twojego bloga.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się doczekacu, co będzie dalej :-)
    Notka cudna
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.