Hej!
Dzisiaj na wieczór łatwy, lekki rozdzialik. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Nie ma wstępu, bo tym dwóm częściom poświęcone będą RT, które powinny pojawić się w weekend. :)
Dziękuję serdecznie za ponad 3650 wyświetleń!
Druga część jutro więc nie przedłużam :)
Miłego czytania! Zapraszam do komentowania.
Wasza Alex :*
P.S. Nietypowy dziś utwór, niedopasowany, ale jeden z moich ulubionych :)
OCZAMI
MICHAELA…
- Dzieciaki,
pobudka! – krzyknąłem, zaglądając kolejno do ich pokoi. – No już, macie pół
godziny! – odpowiedziały mi pomruki niezadowolenia. Przebiegłem wzdłuż holu,
klaszcząc energicznie w dłonie. Byłem podekscytowany, niczym małe dziecko.
Jeszcze nigdy tak nie cieszyła mnie możliwość beztroskiej zabawy od rana do
wieczora, zwłaszcza, że miała do mnie dołączyć osoba, której najchętniej nie
opuszczałbym ani na krok.
Po chwili w
drzwiach ukazały się dwie drobne postaci, ścierające resztki snu z przymrużonych
powiek. Mój entuzjazm natychmiast się im udzielił. Czekali na ten dzień, tak
samo jak ja. Myśl, że przez własną karierę nie miałem czasu dla swoich pociech
bardzo mnie dołowała, dlatego starałem się spędzać z nimi każdą wolną chwilę. Trasa,
którą kończyłem za kilka miesięcy miała być przedostatnią w moim dorobku.
Nienawidziłem podróżować. Przechodziłem przez piekło za każdym razem, gdy
musiałem wyjeżdżać z Neverlandu. To mój dom. Moje miejsce na świecie, w którym
dzieci czekają na ojca, będąc na czas jego ciągłych nieobecności pod opieką
obcej kobiety. Jedyną mobilizacją byli dla mnie fani – to dzięki nim czułem, że
mam rodzinę na całym globie. Nie chciałem zawieść nikogo, więc robiłem co
mogłem, by pogodzić wszystkie obowiązki i – choć było ciężko – myślę, że
udawało mi się. Marzyłem o przerwie w długotrwałym koncertowaniu. Może za parę
lat do tego wrócę... Za parę lat.
Czekając na
dzieciaki zszedłem do swojego pokoju. To nie była zwykła sypialnia - to był
kąt, w którym mogłem odpocząć, porozmyślać, czy zwyczajnie rozkoszować się
ciszą i spokojem. Tutaj mogłem czuć się swobodnie, każdy potrafił uszanować
moją prywatność i nikt, poza moimi skarbami nie wchodził bez pukania. Wziąłem
zawieszony na haczyku ulubiony kapelusz i wyszedłem, zamykając potężne drzwi na
klucz. Idąc wzdłuż korytarza, zauważyłem biegnącego w moją stronę Prince’a, a
za nim moją córeczkę.
- Gotowi? –
zapytałem, poprawiając czarną fedorę na głowie.
- Tak. –
odpowiedzieli chórkiem. - A dokąd jedziemy? – dodała Paris.
- Pamiętacie
tę dziewczynę, którą zagadaliście po moim koncercie? – pokiwali twierdząco
głowami. –Bardzo dobrze się dogadujemy, więc zaprosiłem ją dziś do nas. Rosę i
jej córeczkę, Biancę.
- Ona jest
fajna! Super, że do nas przyjadą! – uradowana szatynka rzuciła mi się na szyję.
– Prawda, Prince? – mój syn uśmiechnął się i przytaknął. Wiedziałem, że
bardziej odpowiadałoby mu towarzystwo chłopaka w jego wieku, ale mimo wszystko
wydawał się być zadowolony.
Razem z moimi
kochanymi skrzatami skierowaliśmy się do wyjścia – Paris, mimo swojego wieku szła,
trzymając mnie za rękę, a mój syn podążał przed nami. Pamiętam, jak niedawno
nosiłem ich na rękach, zmieniałem pampersy, uczyłem pisać, liczyć, czytać.
Rosną jak na drożdżach, a ja… robię się coraz starszy. Na stoliku przy drzwiach
leżał zamówiony przeze mnie wczoraj bukiet herbacianych róż, a obok niego
pluszowy miś. Wolną ręką chwyciłem kwiaty, przytulankę wziąłem pod pachę, po
czym wyszliśmy z domu. Było lato, więc pomimo wczesnej pory słońce mocno
prażyło. Przy bramie czekała na nas zaparkowana limuzyna z przyciemnianymi
szybami. Na zewnątrz panował spokój, żadnych fotoreporterów ani fanów. Poza
chłodnym wiaterkiem, który delikatnie muskał skórę, cała okolica zdawała się
być wciąż pogrążona w głębokim śnie.
***
OCZAMI
ROSY…
Rzucenie
budzikiem nie poskutkowało, irytująca melodyjka wciąż wyraźnie docierała do
moich uszu. Jedynym wyjściem na zakończenie tych tortur było wstanie z łóżka i
wyciszenie mojego odwiecznego wroga. Zrezygnowana zrzuciłam kołdrę i usiadłam,
lokalizując źródło dźwięku. Urządzenie leżało przy drzwiach, więc podniosłam
się i podeszłam do niego. Przycisk wyłączający alarm zaciął się, prawdopodobnie
w wyniku ciśnięcia tym ustrojstwem o ziemię, więc poirytowana, wyciągnęłam z
niego baterie i rozłożony na części pierwsze mechanizm odłożyłam na szafkę
nocną.
Obróciłam
się w kierunku drzwi i zobaczyłam w nich córeczkę.
- Śpioch! –
krzyknęła, widząc, jak przecieram oczy. Zdążyła już się ubrać – miała na sobie czarne,
krótkie spodenki z imitacji skóry, biały top bez rękawów i sandałki na
rzemyczki. Lubiłam proste połączenia, a nauka dobierania ubrań nie stanowiła
dla Bee większego problemu. Moja zdolna dziewczynka.
![]() |
| Bianca :) |
- Modelka! –
rzuciłam, dając jej buziaka na „dzień dobry”, mała w odpowiedzi wyszczerzyła
ząbki.
- Mamusiu,
kiedy będzie Michael? – spytała. Spojrzałam na zegarek i moje serce zabiło
mocniej.
- Za…
dwadzieścia minut. Skarbie, muszę się ubrać i pomalować. – powiedziałam,
otwierając szafę. – Otwórz Michaelowi, gdy będzie pukał.
- Dobrze. Po
co się malujesz? – byłam zajęta przetrząsaniem garderoby. Wyciągnęłam z niej
poszarpane shorty, luźną, czarną koszulkę z kieszonką na piersi i komplet
bielizny w tym samym kolorze.
- Hmm… Żeby
ładniej wyglądać. – odpowiedziałam bez większego namysłu, biorąc rzeczy pod
pachę i kierując się do wyjścia z pokoju.
- To nie
musisz się malować. – odwróciłam się w stronę córeczki, będąc już w
przedpokoju. – Ja mam przecież najpiękniejszą mamusię na świecie! – krzyknęła,
a ja posłałam jej uśmiech i ze łzami w oczach bezgłośnie poruszyłam ustami,
chcąc powiedzieć „dziękuję”. Gdybym
faktycznie mogła w to uwierzyć, kochanie…
***
OCZAMI
MICHAELA…
Podróż
trwała nie dłużej niż pół godziny. Zdążyłem opowiedzieć dzieciakom co nieco o
Rosie. Były nią zachwycone, co wcale mnie nie dziwiło.
- Szefie,
jesteśmy na miejscu. – krzyknął Ethan. – Dzieci zostają, czy idą z panem?
- Zostają.
Bądźcie grzeczni, za chwilę tu przyjdziemy. – powiedziałem, po czym wyszedłem z
pojazdu, zabierając ze sobą pluszaka i kwiaty. Wiedziałem, że mieszka na
parterze, i pamiętałem, do której bramy wczoraj wbiegła, więc bez problemu odnalazłem
drzwi do jej mieszkania i zapukałem energicznie. Drzwi otworzyła mi mała
dziewczynka – poza kolorem włosów, żywa kopia Rosy.
- Michael! –
krzyknęła, rzucając mi się na szyję, gdy ukucnąłem.
- Cześć
gwiazdo. Mam coś dla Ciebie. – podałem dziewczynce misia, na co ona zapiszczała
z zachwytu. – Podoba Ci się?
- Gdzie
mama? – zapytałem Bee.
- W swoim
królestwie! – usłyszałem odpowiedź zza drzwi. Mogłem się domyślić, że siedzi w
łazience.
Po chwili
wyszła. Miała mocno podkreślone oczy, usta pomalowane czerwoną szminką i
idealnie ułożone włosy. Podszedłem do niej, a gdy próbowałem ją pocałować w
policzek, szybko mnie przytuliła.
- To dla
Ciebie. – podałem jej bukiet.
- Mike, nie
trzeba było. Muszę wstawić je do wazonu… Są piękne. - rzuciła zakłopotana i
pobiegła do innego pomieszczenia. Po chwili wróciła ze szklanym flakonem pełnym
zimnej wody. Włożyłem do niego kwiaty, a ona odstawiła go na komodę w holu.
- Ładnie tu
macie. – zauważyłem, rozglądając się po pomieszczeniu. Mieszkanie było
urządzone prosto, ale bardzo gustownie. Wnętrze sprawiało wrażenie przytulnego
i ciepłego. – Gdzie masz rzeczy? Wiesz, Tobie mógłbym coś pożyczyć, ale z tą
młodą damą – wskazałem na Biancę, która w jednej sekundzie spłonęła rumieńcem. –
może być trudniej.
- Jakie
rzeczy? – zrobiła zdziwioną minę. – Przecież nie miałyśmy zostawać na noc,
Mickey.
- Rosie,
chciałbym spożytkować cały dzień, a wolałbym, żebyście nie wracały bez sensu do
domu w nocy. – zrobiłem maślane oczka.
- Masz
rację. – przytaknęła. – Skarbie - zwróciła się do córki. – przyszykuj jakieś
dodatkowe ubranka na jutro. Zaraz do Ciebie przyjdę. Mike, usiądź w salonie, za
parę minut będziemy gotowe.
Przygotowania
zajęły im niemal kwadrans, więc zdążyłem rozejrzeć się po mieszkaniu. Wszędzie panował
ład i porządek, większość ścian była w kolorze białym lub jasnoszarym, a meble
wykonane z hebanowego drewna. Gdy skończyły, moja przyjaciółka postawiła przy
drzwiach wejściowych niedużą walizkę, a mi dała znak, że możemy powoli wychodzić.
Gdy podszedłem, Rosa zakładała buty. I nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby
wiedziała, jaki mamy plan dnia.
- Z czego
się cieszysz? – warknęła. – Coś znów nie pasuje?
- Jeśli
wygodnie Ci się wspinać po drzewach w sandałach na obcasie…
- Po
drzewach? Oszalałeś. Myślałam, że… - zaczęła, z uśmiechem na ustach.
- Nie chcesz
na jeden dzień wrócić do dzieciństwa? – zapytałem, przerywając. Ona nie
odpowiedziała, tylko szybko zmieniła buty na krótkie trampki. Bee zrobiła to
samo i letnie obuwie natychmiast zniknęło gdzieś w odmętach szafki, a na jej
małych nóżkach pojawiły się lekkie tenisówki.
- Gotowe. –
odpowiedziały chórkiem. Zaśmiałem się i otworzyłem przed nimi drzwi. –
Dżentelmen. – rzuciła Rosa.
- Urodzony. –
zachichotałem.
Drzwi do
limuzyny czekały otwarte. Dziewczyny wpadły do niej przede mną i witając się z
moimi dzieciakami zajęły miejsca na kanapach obitych czarną skórą. Zatracając
się w rozmowie nawet nie zwróciliśmy uwagi, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Mój
kierowca zakończył naszą dyskusję na temat inteligencji szympansów dopiero, gdy
otworzył drzwi pojazdu. Gdy wszyscy wysiedliśmy, objąłem Rosie ramieniem.
- Witamy w
Neverlandzie! – dziewczyna z zachwytu otworzyła usta.
- Ale… tu… pięknie…
- wydukała.


Hejka! Czułam, że wstawiłaś..
OdpowiedzUsuńNotka genialna! Nie no mało powiedziane! To jest cudo nad cudami. Z niewielkich sytuacji potrafisz zrobić coś niepowtarzalnego. Akcja z budzikiem najlepsza.. Sama bym tak porzucała gdy mi sie budzik włącza, ale szkoda mi telefonu :').
Wreszcie akcja Neverland! Będzie *ojj będzie się działo*. Dobre buty mają to mogą zaszaleć! ;)
Czekam z niecierpliwością na nexta. Życze weny. Pozdrawiam ;D ~MeryMJ
Witaj!
OdpowiedzUsuńOch no i pojechała! Hehe xD Znaczy pojechały xD
Ciekawa jestem co będzie dalej.
Wspaniała notka, na prawdę.
Cieszę się, że wpadłam na Twojego bloga.
Pozdrawiam!
Nie mogę się doczekacu, co będzie dalej :-)
OdpowiedzUsuńNotka cudna
Pozdrawiam.