7/06/2015

WH: Obietnica

Hej!
Chciałabym bardzo, bardzo, ale to bardzo podziękować za ponad 2000 wyświetleń! Niespełna miesiąc tu jestem, a już taka liczba! Jesteście cudowni! 
To już dziesiąty rozdział (Prolog liczę jako jeden, był po prostu w dwóch częściach). Tak naprawdę, prawdziwy sens tej historii zaczyna się dopiero tutaj. Dlatego pozwolę sobie właśnie tutaj, w tym rozdziale umieścić piosenkę tytułową. Zapewne czekaliście na nawiązanie do tytułu. Od tego rozdziału każdy kolejny będzie zawierał wstęp, w formie jakiejś krótkiej myśli. I muszę również przeprosić za jedynie króciutki fragment z perspektywy Rosy - już niedługo nowe RT, dlatego musiało tu być więcej Michaela.
Dziękuję Wam za wsparcie i za to, że jesteście i czytacie.
Szczególne podziękowania dla D. - za to, że zawsze mogę na niej polegać. Kocham Cię.

Zapraszam do czytania i komentowania.
Wasza Alex :)




***

Czasem w życiu musimy doświadczyć wiele bólu i cierpienia, aby nauczyć się kochać i doceniać to, co proste i zwyczajne, szarość malować kolorami tęczy, by ujrzeć piękno tego, co nazywane jest monotonnym i nieciekawym. Ktoś z Góry zsyła nam dary swojego miłosierdzia w małych dawkach - żebyśmy wierzyli bardziej. Im bardziej wierzymy, tym większe one są i w tym jest także nasz udział. Robi to, abyśmy byli lepsi. Po to, by nauczyć nas dostrzegać ogromne znaczenie drobnych gestów. Żebyśmy nie chcieli wiele, będąc kochanymi. I abyśmy nie chcieli wiele, by umieć prawdziwie kochać.

OCZAMI ROSY...



- Twój pokój, numer 207. Będę tuż obok, gdybyś czegoś potrzebowała. - rzucił z uśmiechem, podając mi klucz. - A właściwie, zobacz, czy wszystko Ci pasuje i daj mi znać.
- Dobrze, dziękuję. - powiedziałam, otwierając drzwi. To co zobaczyłam po wejściu do środka przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pokój? Apartament to wciąż niewystarczające słowo, by określić bogactwo tego wnętrza. Królestwo? Pasuje idealnie. Wielki salon połączony z kuchnią, z niego wejście do sypialni urządzonej bardzo surowo, co nadawało jej dostojeństwa. Wielkie łoże z baldachimem, wiktoriańskie komody, fotele. Wszystko idealnie się dopełniało. Prawdziwy warsztat mistrza. Z sypialni ciężkie drzwi prowadziły do łazienki z ogromną wanną i zabytkowymi umywalkami ustawionymi na planie okręgu w samym centrum pomieszczenia. Łazienka wypełniona różnego rodzaju zabytkowymi bibelotami i ozdobami, nie wspominając nawet o toalecie, która była zdobiona płaskorzeźbami, przypominała raczej muzeum lub antykwariat. 
Michael często tu przebywał. Uwielbiał stare wnętrza. Chwalił mi się nawet zakupem jakiegoś stuletniego stołu, zręcznie unikając odpowiedzi na pytanie o cenę. "Piękno jest bezcenne." - mówił. Miał rację. Tylko nie każdego stać na postawienie tego piękna w domu.
Usiadłam w fotelu i zastanowiłam się, co tak właściwie miałam zrobić. "Miałaś się rozpakować" - przypomniała mi podświadomość.
- Zaraz... - powiedziałam do siebie na głos. - Moje rzeczy! Calfucci, mamy problem...

***

OCZAMI MICHAELA...

Usłyszałem ciche pukanie do drzwi i zobaczyłem, że lekko się uchylają.
- Mogę wejść? - szepnęła. Uśmiechnąłem się i gestem zaprosiłem do środka. Zbliżała się trzecia w nocy. Byłem zmęczony, ale też szczęśliwy. Szczęśliwy, że poznałem osobę, która mnie rozumie. Bratnią duszę. Oczywiście zawsze miałem przy sobie Liz, którą traktowałem jak drugą matkę i kochałem nad życie, oraz partnera do spraw biznesowych, mojego menedżera, ale to nie było to samo. Potrzebowałem partnera dla duszy, nie opiekuna, czy kumpla, z którym mógłbym spędzać zupełnie bezowocnie wolny czas. Rosa wydawała się idealną kandydatką do tej roli.
- Podoba Ci się? Wszystko odpowiada? - zagadnąłem. - Przepraszam jedynie, jeśli zapach kosmetyków Ci nie pasuje. Wziąłem najbardziej uniwersalne, jakie były do wyboru, bo - no cóż - nie wiedziałem jeszcze kogo i o jakich gustach będzie mi dane tutaj przywieźć.
- Daj spokój. Co za różnica! Poza tym... Wszystko jest takie piękne... Uwielbiam takie wystroje wnętrz. I ten "pokój" jest dwa razy większy od mojego mieszkania! Ale... jest jeden problem.

- Tak? - zrobiłem poważną minę.
- Moje rzeczy... Są u mamy Joe'go. Zawiózł je tam, żebym "nie musiała bez sensu nosić". Ubrania i kosmetyki, chociaż to drugie to już nie problem.
- I co teraz? - powiedziałem z trudem powstrzymując śmiech. W końcu nie dałem rady.
- To nie jest śmieszne! - krzyknęła na mnie udając oburzenie.
- Mogę Ci coś pożyczyć. - widziała, że cała sytuacja dość mocno mnie rozbawiła. Nie kryłem tego.
- Okay... Czekaj, czekaj... Nie będę chodzić w Twoich gaciach!
- A myć się nie zamierzasz?
- Dobrze byłoby wziąć prysznic.
- Więc masz do wyboru bycie brudną, zostanie nago lub moje świeżutkie, wyprane w hipoalergicznym proszku gacie. W pakiecie dorzucam koszulę gratis.
- Chyba jednak się skuszę na Twoją propozycję.
- Dobry wybór! - uśmiechnąłem się i podałem jej czarne bokserki oraz jedną z czerwonych koszul. - Nie musisz oddawać.
- Są elastyczne? - zapytała łapiąc moją bieliznę.
- Raczej tak. Dlaczego pytasz?
- Inaczej nie miałabym szans się zmieścić. Mam trochę większy tyłek od Twojego.
- Spokojnie, od kilku lat już nie ubieram się na dziecięcym. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Masz rację. Dzieci dziś za szybko rosną, ciężko dostać Twój rozmiar.
- No właśnie. - wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dziękuję wybawco. Lecę się odświeżyć i spać. Dobranoc. - dała mu przyjacielskiego buziaka w policzek i odwróciła się w stronę wyjścia.

- Słodkich snów. - krzyknąłem za nią, gdy wychodziła. Posłała mi uśmiech i zniknęła za drzwiami.
Ja również postanowiłem wziąć gorącą kąpiel. Wziąłem piżamę i udałem się do łazienki. Rozebrałem się, odkręciłem wodę i dodałem do niej trochę olejku do kąpieli. Zapach lawendy zawsze mnie uspokajał i pomagał się wyciszyć. Wszedłem do wanny zanurzając się w wodzie i pianie, próbując się zrelaksować ułożyłem głowę na wyściełanym aksamitem oparciu. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Obudziły mnie krzyki Rosy. Woda była zimna, szybko wyskoczyłem z wanny, otarłem się ręcznikiem, ubierając jednocześnie pidżamę i biegnąc w stronę drzwi. Koniec końców, na korytarzu byłem już w pełni odziany. Szarpnąłem klamkę do sąsiedniego apartamentu. Drzwi były otwarte. Wchodząc, ujrzałem Rosę w strumieniach łez, w amoku szukającej czegoś na szafce nocnej. Nie mogła złapać oddechu. Za szafką leżało białe pudełeczko pełne tabletek. Podałem jej jedną, a ona natychmiast ją połknęła.
- Spokojnie. To tylko zły sen... Cichutko... - mówiłem do niej, przytulając ją do swojej klatki piersiowej. Czułem, że się uspokaja.
Ucałowałem ją delikatnie w skroń i zacząłem głaskać po włosach. - To tylko zły sen. Nic Ci tu nie grozi. - powtórzyłem. 

Podniosła głowę i skierowała na mnie swoje zapłakane oczy tak, że nasze spojrzenia się spotkały.
- M... Mike? - wyjąkała.
- Tak?
- Dzię... dziękuję, że jesteś.
- Nie masz za co.
- Wiem, że to głupie, ale... czy mógłbyś tu ze mną zostać?
- Oczywiście, Rosie. Już dobrze?
- Nigdy nie będzie dobrze.
- Po prostu złap mnie za rękę i uwierz, że może być.
- A obiecasz mi, że nigdy mnie nie puścisz?
- Obiecuję.
- Cokolwiek by się działo?
- Cokolwiek by się działo.

***

5 komentarzy:

  1. Hejka!
    Kurczę potrafisz rozśmieszyć nie ma co.
    Myślałam, że walne z Michaela i jego gaci wypranych w hipoalergicznym proszku. Hahaha no nie mogę. Boże smaruj następną notkę, bo już umieram z niecierpliwości i ciekawości.
    Życzę weny i pozdrawiam cieplutko :-)
    Basia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj!
    Bosz... CO ZA TALENT! *.*
    Wrzucaj następną część bo umrem...
    Końcówka wspaniała!
    Hehe, usnął w wannie... Musiał nawet fajnie wyglądać xDD
    Pozdrawiam i życzę Ci weny!
    Susie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne ! Brak mi słów.. Michael i jego gacie rozwaliły mnie i zabrały mi jakieś 10 minut na śmianiu się :D Hipoalergiczny proszek, taa :D
    Bardzo cieszę się, że Twoje opowiadania mają ,,głębie''. To nie tylko kocham Cię i nienawidzę ale prawdziwe problemy czy też...
    GACIE! CZYŚCIUTKIE GACIE! :D
    Z niecierpliwością czekam na nexta i życzę weny kochana ! ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. gdzie ja bylam jak rozdawali talent do pisania?! Ja się pytam GDZIE?! No dobra, mniejsza o to... Gacie Michaela rozbroiły mnie całkowicie, a jeszcze bardziej to, że Rosa ma w nich chodzić... Piszesz tak pięknie, kobieto! Wczoraj cały dzień siedziałam i czekałam. A dziś rano wstaje i taka niespodzianka! Życzę weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Heeeejka :)
    Zniszczyłaś mnie. Nawet nie wiem co powiedzieć.. Michael i Jego elastyczne gatki wyprane w hipoalergicznym proszku. Chciałabym zobaczyć Michaela w wannie śpiącego xD zapewne cudowny widok. Czekam z niecierpliwością na nexta :) Życze weny i Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.