12/09/2015

You've Got A Friend In Me: Niedokończone sprawy




***

                Chociaż coś przestaje istnieć, to tak naprawdę nigdy nie umiera do końca – pozostaje we wspomnieniach i w sercach, stając się nieśmiertelnym. Nie jesteśmy w stanie wymazać z pamięci tego, co było. Jak to mówią – co się stało, już się nie odstanie. Lecz niektóre z tych wspomnień zyskują drugie życie, swoje kolejne pięć minut, po to, by zakończyć pewien dział w życiu i na dobre rozpocząć kolejny.
                Często odnoszę wrażenie, że to, co się stało było kontynuacją owego rozdziału. Jej. Ich. Naszego. Dziecko bowiem jest skarbem, który łączy trwale i na zawsze. I to właśnie ono nie pozwoliło zakończyć trwale tamtego rozdziału – tamtej nieszczęśliwej miłości, która nie dostała tej szansy, by przetrwać i zakwitnąć. Poniekąd.



---

                Spojrzałam na mężczyznę. Trwał w zamyśleniu z głową wspartą na ramieniu, a nieobecny wzrok skierowany miał w stronę okna. Na jego skroniach lśniło kilka siwych włosów, z bliska na twarzy mężczyzny można było dostrzec dość głębokie zmarszczki, choć normalnie wyglądał on na wiele młodszego, niż faktycznie był.
- Benjamin? – szepnęłam. – Wszystko w porządku?
- Ta – tak… Przepraszam. – mruknął, jak gdyby właśnie obudził się ze snu. – Zastanawiałem się tylko, w jakie słowa powinienem ubrać to, co chciałem ci opowiedzieć. I jak to wytłumaczyć. – odparł spokojnie, wzdychając ciężko.
- Nie musisz przecież mówić wszystkiego, jeśli nie masz ochoty. – odpowiedziałam ze spokojem, przeczuwając, że nie jest to błahostka, którą wstydził się przede mną wyjawić.
- Tutaj nie chodzi o to, czego ja chcę, Mad. – powiedział ściszonym głosem. – Tylko o to, co już dawno powinno było zostać powiedziane, a nigdy nie zostało. Michael nie zdążył tego zrobić, więc muszę zrobić to za niego. – pochylił głowę, splatając nerwowo dłonie. – Pozwolisz, że przeskoczymy nieco w czasie?
- Oczywiście, zamieniam się w słuch. – uśmiechnęłam się delikatnie, lecz twarz mężczyzny wciąż pozostawała poważna.
- A zatem przejdźmy do rzeczy…

***

                Tak naprawdę ona nigdy nie była w stu procentach moja. Ból i wspomnienia nie pozwalały jej wkroczyć w pełni w nową rzeczywistość. Nie przeczę temu, że mnie kochała, bo to była prawda. Po prostu przez sentyment i stale nawracające w pamięci obrazy nie była w stanie odciąć się od tamtego rozdziału. Choć wydawać by się mogło, że został dawno zakończony, tak naprawdę owy wątek ciągnął się jeszcze przez długi czas, nie dając żyć w spokoju żadnemu z nas.
                Paris i Prince zdążyli już trochę podrosnąć, a w międzyczasie nasz syn Nathan osiągnął już wiek szkolny i zaczął uczęszczać do szkoły podstawowej. Wszystko układało się po naszej myśli. Aż do czasu, w którym całe nasze dotychczasowe życie zostało wywrócone do góry nogami.
- Jak oni szybko rosną… - westchnął pewnego razu Michael. – Tak sobie myślę, że fajnie byłoby znowu do tego wrócić.
- Do czego? – spytałem zdezorientowany.
- No wiesz, te małe stópki, rączki… Po prostu zostać ojcem trzeci raz. – mruknął rozmarzony.
- Proszę cię… Nie wystarczy ci dwójka? Jak dla mnie jeden krasnal… – wskazałem palcem na chłopca ćwiczącego grę na pianinie. – Jest zupełnie wystarczający. Poza tym, chyba wieloryb już trochę nie w formie na rodzenie dzieci. – zaśmiałem się.
- Nie mów tak o niej, przecież to dzięki niej mam teraz te dwa skarby… - powiedział.
- Co nie zmienia faktu, że objętościowo jest jakieś trzy razy większa od ciebie. Zresztą, co z niej za matka… - rzuciłem oburzony. – Kiedy ona ostatnio widziała którekolwiek z nich?
- Mają mnie, nie potrzebują matki. – odparł.
- Michael… - szepnąłem. – Nigdy nie zastąpisz im matki, doskonale o tym wiesz. Diana czuwa nad nimi, jak tylko może. – dodałem.
- Masz rację… - powiedział smutno. – Dziękuję wam.

---

                Sprawa nieco ucichła, na jakieś kilka miesięcy. Wprawdzie mój przyjaciel nieraz wspominał o swoich ojcowskich marzeniach, ale przewaga milczenia w tym temacie była zapowiedzią burzy. Jak miało się później okazać – wcale niemałej.
- Co ty tak łazisz jak opętana, coś cię w tyłek ugryzło? – zażartowałem, lecz odpowiedziało mi jedynie mordercze spojrzenie żony. – Powiesz mi do jasnej cholery, o co ci chodzi? – warknąłem. – Cały czas jakaś naburmuszona jesteś, nic ci się nie chce, na nic nie masz ochoty, narzekasz od rana do wieczora.
- Nie mogę mieć złego dnia? – mruknęła.
- Masz zły dzień od tygodnia, albo dwóch! – krzyknąłem. – Mam dość tego jak mnie traktujesz, mam żonę, a czuję się jakbym jej nie miał.
- To nie moja wina, że czułości ci się zachciało. Mam teraz większe problemy niż twoje widzimisię. – rzuciła nerwowo, siadając na łóżku.
- Tak? – zapytałem ironicznie. – To może wtajemniczysz ukochanego męża w te swoje problemy? – fuknąłem. Gdy podniosła głowę, w jej oczach zalśniły łzy. Czułem się źle naskakując na nią, jednocześnie wiedząc, że tylko w ten sposób byłem w stanie cokolwiek z niej wydusić. Patrzyła na mnie tak, jak gdyby chciała mnie przeprosić, jakby zrobiła coś karygodnego – tak, jak spogląda na rodzica dziecko, kiedy wie, że coś spsociło. – Powiesz mi o co chodzi? – mruknąłem łagodniej.
- Ja go wtedy tak bardzo zawiodłam. On pragnął być ojcem, a ja go zawiodłam. – słuchałem uważnie, nie wiedząc do czego zmierza. – Teraz powinnam naprawić to, co zepsułam, wynagrodzić mu to…
- O czym ty mówisz? – spytałem, nie mogąc przetworzyć do końca jej słów. – Komu?
- Muszę mu dać to dziecko, o którym marzy. Muszę to zrobić i zakończyć to, czego nigdy nie zakończyłam. – szepnęła, po jej policzkach spływały łzy, a ja stałem jak zaklęty. Nie mogłem wyobrazić sobie tego, o czym mówiła – moja żona miała zamiar urodzić dziecko mojemu przyjacielowi. To samo w sobie brzmiało absurdalnie, lecz ona mówiła zupełnie poważnie. – I zrobię to, niezależnie od twojego zdania. Czuję się zobowiązana… Przepraszam. – rzuciła i wyszła, zamykając się w łazience, podczas gdy do mnie wciąż nie dochodziły jej słowa.

---

                Kochałem ją. Ponad wszystko i mimo wszystko, najbardziej na świecie i chyba jeszcze trochę mocniej. Równie mocno kochałem mojego przyjaciela – człowieka, który sprezentował mi nowe życie i człowieka, który oddał w moje ręce kobietę, którą kochał. Kobietę, z którą po prostu nie było pisane mu być. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że miłość jest wtedy, gdy dobro ukochanej osoby przekładasz nad swoje. I choć to bardzo trudne, nieraz trzeba wybrać. Ja wybrałem i nigdy, ale to przenigdy nie pożałuję swojego wyboru.
- Na pewno nie masz nic przeciwko temu? – spytał po raz setny Michael. – Nie chciałbym, żeby coś między wami się zepsuło.
- Podjąłem już decyzję. – uśmiechnąłem się do niego. Zasługiwał na szczęście i jeśli moja żona chciała mu je dać, nie mogłem tego nie zaakceptować. Wiedziałem doskonale, że nie byłem tym jedynym ważnym. Innym może się to wydawać dziwne, ale Michael funkcjonował w jej sercu jako niedokończone wspomnienie. Na wpół żywe i trwające, na wpół martwe.

---

                Choć zgodziłem się na to, co chciała zrobić moja żona, czułem się nie tylko odtrącony, ale i niepotrzebny i zagubiony. Oddalaliśmy się od siebie, coraz częściej zastanawiałem się czyjej czułości i opieki tak naprawdę było jej trzeba – mojej, czy Michaela. Z jednej strony rozumiałem ją, lecz z drugiej nie mogłem poradzić sobie z tą sytuacją, w której nagle się znalazłem.
                Gdy na świat przyszedł Blanket, wszystko miało zacząć się układać. Ale wcale nie zaczęło. Było jeszcze gorzej, niż do tej pory – ciągłe kłótnie, krzyk, płacz, wrzask.
- Michael, zrozum… - krzyczała przez łzy. – Ja zrobiłam to dla ciebie i nie chcę, żeby mówił do mnie „mamo”! Wiesz doskonale, że kocham go tak samo jak starszą dwójkę, ale nie mogę! Jesteś dobrym ojcem… - szlochała. – Po prostu wychowaj go tak, jak ich. Tak będzie dla niego lepiej. Może kiedyś się przydam, ale na razie… Nie mogę, przepraszam.
                Stosunki między nimi były napięte jeszcze przez dłuższy czas, a Diana nie umiała traktować chłopca tak samo, jak Prince’a i Paris. Dla niej jako matki było to skrajnie niemożliwe. Walczyła sama ze sobą, choć za każdym razem przegrywała. Do czasu, aż któregoś dnia usłyszałem zza ściany następujące słowa:
- Powiedzmy mu.

***

- Czyli… - zaczęła zdezorientowana dziewczyna. – Blanket wie, że Diana jest jego matką?
- Tak. – uśmiechnąłem się lekko. – Pewnie stwierdzisz, że jesteśmy tu wszyscy zwyczajnie nienormalni, ale dla mnie jego dzieci są jak moje własne. I zawsze będą.

                Nie dziwiło mnie w żaden sposób to, że nie rozumiała. Wiele osób nigdy nie zrozumie, tak już jest skonstruowany świat. Ale byłem pewny, że postąpiłem słusznie, a Diana – naprawdę mnie kochała i wciąż kocha… Na zawsze.

***

Dobry wieczór!
Po pierwsze, przepraszam za... tygodniowe spóźnienie! Znów, wiem, znów.
Poprawię się, dziękuję za życzenia urodzinowe i w ogóle!
No to tego... Notka nietypowa, co? Ja to mam pomysły, tego chyba jeszcze nikt nie wymyślił.
Ostrzegam, ta historia jeszcze nie jest do końca wyjaśniona...
Zapraszam do komentowania, a ja obiecuję ponadrabiać u Was! (Znów nie sprawdzałam rozdziału, nie chce mi się... XD)
DLG pojawi się niedługo! 
Coś czuję, że w komentarzach będzie szum XD
Miłego wieczorku! <3
Alex :3

4 komentarze:

  1. Hejka!
    Nosz chalera jasna, nie wytrzymałam, musiałam! Kocham Benia i jestem uzależniona od tego opowiadania bo jest świetne. To prawda zaskoczyłaś mnie (choć wcześniej wiedziałam, że to knujesz). Pomysł uważam, że jest świetny, taki inny i nie powtarzalny. Dzisiejszą notką jestem zachwycona, opisywane uczucia i dialogi wyszły rewelacyjnie.
    To co Dianna zrobiła dla Michaela jest czymś wielkim, dała mu na świat dziecko. Nawet jeśli chciała mu wynagrodzić stratę z przed lat zrobiła o wiele więcej. Ben wykazał się również ogromną wyrozumiałością, wiedział na czym stoi i mimo wszystko sie zgodził. Jak mówiłam pomysł świetny, oby więcej takich bo opowiadanie nabiera tępa co mnie bardzo cieszy ♥ Jakoś mam ogromny sentyment do YGAFIM, kiedyś gdzieś pisałam, że uwielbiam opowiadania, które uczą żyć, kiedy wpływają na emocje, mają mocny przekaz.
    Licze, że Benek będzie trwał i trwał ♥
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, życze masy weny! :*
    Pozdrawiam cieplutko ♥
    Marysia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O zesz kurde to mnie zdziwilas xd
    Pomysł inny i to się bardzo ceni, aczkolwiek zastanawialo mnie co oni wszyscy mieli w głowach ? Xd
    Zrozumiała bym jakby Diana wciąż kochała Michaela, bo dziecko powinno być w końcu owocem miłości, no ale skoro twierdzi uparcie ze kocha Benka to ja się pogubilam i to bardzo bardzo xd
    Jakoś nie potrafię się chyba wczuć w sytuację, nie rozumiem jak Benek mógł pozwolić, jak Diana mogła chcieć urodzić dziecko komuś kogo niby nie kocha a mając innego faceta którego kocha xd
    Może jak przyblizysz nieco sprawę to mi się rozjasni wszystko xd
    Sorki za błędy ale jestem w szkole i z tel pisze xd
    Pozdrawiam, życzę weny i nie spóźniaj się tu nam więcej z notkami !!!
    Czekam na DLG <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację takiego czegoś jeszcze nie było. Nie wiem, ale od jakiegoś czasu wszyscy mnie zaskakują, a Ty już w szczególności. Nie spodziewałam się, że Diana zdecydowała się na takie coś i jest matką Blanketa. Nie spodziewałam się również tego, że Ben się na to zgodzi, naprawdę. Ale po raz kolejny nam pokazałaś jak powinna wyglądać taka prawdziwa przyjaźń. Zastrzeliłaś mnie tym kompletnie, jestem w pozytywnym szoku :-) Aż brak mi słów mogę tylko powiedzieć że czekam z niecierpliwością na kolejną część tego jakże intrygującego opowiadania.
    Ten tekst mnie rozbroił :
    - Pozatym wieloryb już chyba nie w formie na rodzenie dzieci.
    Kocham, kocham,
    kocham!!! :-D
    Pozdrawiam cieplutko <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaskoczyłaś mnie i muszę przyznać, że pozytywnie. Ujęłaś w tym rodziale jak głęboka może być przyjaźń. W zupełności się tego nie spodziewałam i na początku musiałam się porządnie wczuć w sytuację każdego z bohaterów, aby zrozumieć ich postępowanie. Lubisz zaskakiwać i świetnie ci to wychodzi, więc jak najbardziej czekam z niecierpliwością na next tego bardzo ciekawego i różniącego się od innych pomysłów opowiadania.
    Pozdrawiam kochana i masy weny ♥

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.