12/28/2015

Don't Let Go Of My Hand: Walka ze wspomnieniami



***

                Nie ma na świecie ludzi nie do złamania. Niektórych po prostu nie da się zranić z zewnątrz. Chowają głęboko w sercu ból i emocje, które powoli niszczą ich od środka, przyczyniając się do powolnej i potwornej śmierci. Od czasu do czasu trzeba wyrzucić z siebie wszystko, co skrywamy przed światem. Nieraz wypływa to z nas zupełnie naturalnie, obruszone przez jakąś nic nie znaczącą drobnostkę, lecz nie jesteśmy w stanie nad tym zapanować.
- Kochanie, co jest? – spytał, chwytając mnie delikatnie za podbródek. – Coś się stało, chcesz wracać do domu?
- Nie, po – po prostu… - jąkałam się. – Tak jakoś… - mruknęłam, pociągając nosem - Nic się nie stało, to wszystko tak się nagromadziło i… - wydukałam z trudem.
- I musisz sobie popłakać? – szepnął, przytulając mnie mocno.
- I mam odciski na rękach od tych cholernych kul. – warknęłam zrezygnowana. – Chyba nieraz chciałabym być bardziej samowystarczalna, niż jestem w stanie. – uśmiechnęłam się smutno.
- Czasem trzeba pozwolić sobie pomóc. – odparł, całując mnie w czoło. – Już lepiej?
- Tak. – powiedziałam cicho, wtulając się mocniej w jego tors. Jakie to uczucie tkwić w ramionach obiektu westchnień połowy świata? Nieco smutne, muszę przyznać. Dziwnie jest unieszczęśliwiać tak wielki odsetek kobiet na ziemi, do którego jeszcze niedawno sama należałam.
- Jak się czujesz? – spytał nagle mężczyzna, wyrywając mnie z zamyślenia. – Boli cię ta noga?
- Nie, pod warunkiem, że nic nie strzeli mi w kostce. Jest dobrze. – zaśmiałam się.
- A jak strzeli? – dopytywał.
- Nie pytaj, jeśli nie chcesz usłyszeć kilku zdań w języku ludzi ulicy. – odparłam. – Chciałabym być dla ciebie taką kobietą, o jakiej marzysz, a nie taką, która jest jaka jest.
- Skarbie… - westchnął ciężko. – Ile razy mam powtarzać Ci to samo? Dla mnie… - zaczął, ale mu przerwałam.
- Dla ciebie, dla ciebie… Czy mogę zrobić coś dla własnej satysfakcji? – warknęłam poirytowana.
- Możesz, oczywiście, że możesz. – szepnął mi do ucha. – Ale proszę, nie nadwyrężaj się przy tym za bardzo. Nie rób nic ponad siły.
- Kocham cię, mój aniele stróżu. – rzuciłam, całując go soczyście w usta. – Tak bardzo cieszę się, że mam cię przy sobie. Nawet nie wiesz, jak bardzo.

***

                Była prawdziwą różą – pięknym kwiatem z potrafiącymi zranić do krwi kolcami, które czyniły ją groźną, nieco nieprzystępną, stanowiąc jej pancerz i broń. Należało zbliżać się do niej powoli i ostrożnie, by nie musiała atakować. Delikatnie pielęgnować i doglądać każdego dnia czy rośnie w zdrowiu, czy nie trapi jej jakieś zmartwienie. Czerwona jak świeża krew, żarząca się w promieniach słońca, z pozoru silna i olśniewająca, lecz w środku wrażliwa i czuła.
                Siedząc obok mnie była drobną, bezbronną dziewczyną, której ramiona ciasno oplatały mój tułów. Delektowałem się ciepłem jej oddechu na karku, uwielbiałem jej bliskość, pragnąłem jej, nie w sposób wulgarny, ale z czułością. Mówią, że na świecie nie ma ludzi idealnych, że to mit, ale tak naprawdę to kompletna bzdura. Osoba, którą pokochamy – tak naprawdę, całym sobą – staje się dla nas żywą perfekcją, a jej wady atutami. Dzieje się tak, ponieważ serce jest w stanie zatuszować wszystko, co złe, a my nie mamy na to absolutnie żadnego wpływu.
                Spała z głową opartą na moim barku, oczy miała przymknięte, choć jej powieki nie schodziły się zupełnie. W żadnym wypadku nie chciałem jej budzić – wyglądała uroczo, jak mała dziewczynka wtulona w ukochaną przytulankę – ale niestety nie miałem innego wyjścia. Samochód nagle się zatrzymał, dając mi tym samym znak, że jesteśmy już na miejscu.
- Rosie… - mruknąłem do jej ucha. – Obudź się słońce, dojechaliśmy.
- Co? – zapytała zdziwiona zaspanym głosem. – Matko, długo tak spałam?
- Całą drogę. – odparłem wesoło.
- Przepraszam, nawet nie wiem kiedy odleciałam. – powiedziała tonem pełnym skruchy. – Ale dokąd mnie zabrałeś?
- Nie poznajesz tego miejsca? – rzuciłem, otwierając przed dziewczyną drzwi limuzyny. Spojrzała na mnie zdziwiona, otwierając delikatnie usta.
- To tutaj… Tu mnie pierwszy raz zabrałeś. – mruknęła, próbując do mnie podejść, lecz natychmiast ją zatrzymałem.
- Kule. – odrzekłem stanowczo. – Albo na ręce cię wezmę.
- Jesteś okropny! – krzyknęła, szturchając mnie w bok. – Bez przekupstwa nie ma mowy.
- I kto tu jest okropny? – zbliżyłem się do niej, muskając delikatnie jej usta.
- Tylko tyle? – mruknęła zalotnie, a ja nie zastanawiając się długo wtopiłem się w te słodkie wargi, całując namiętnie, zachłannie, rękoma błądząc po jej plecach. – Teraz jestem skłonna ulec… - odrzekła, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Kobiety…

***

                Jeszcze nie tak dawno temu nie potrafiłabym powiedzieć, że jakikolwiek mężczyzna jest w stanie działać na mnie tak magnetyzująco. Każdy mijany na ulicy facet zwykł przyprawiać mnie o dreszcze, napawać strachem. Nagle zdarzył się jakby cud, który odmienił moje życie, wychodząc naprzeciw mnie i podając dłoń. Bez wahania ją chwyciłam, a on zwyczajnie pomógł mi wstać, zyskując tym samym moje serce na wyłączność.
                Lokal wyglądał tak samo jak poprzednio – kolor ścian, natężenie świateł, czy układ stolików nic się nie zmieniły. Nawet mój strój był równie nieelegancki, jak tamtego pamiętnego razu. Choć restauracja była zupełnie pusta, zarezerwowane było do nas specjalne miejsce, przy którym czekał już kelner z butelką czerwonego, zapewne drogiego, wina.
- Dziękuję. – rzucił ściszonym głosem Michael, dając tym znak kelnerowi, by odszedł.
- Pół roku… Dokładnie pół roku. – mruknęłam, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Tak w sumie to jakiś miesiąc. – zaśmiał się. – No wiesz, nie było nam dane za dużo czasu spędzić tak, jak byśmy chcieli. – uśmiechnął się smutno. – Ale teraz już będzie dobrze. – dodał, składając delikatny pocałunek na mojej dłoni.
                Nie mogłam oderwać od niego wzroku, wróciły do mnie wszystkie wspomnienia tamtego wieczoru. Onieśmielał mnie jak nigdy, jego sarnie oczy połyskiwały, a kości policzkowe uwydatniały się na jego twarzy bardziej niż kiedykolwiek. Gładka, niepokryta żadnymi zmarszczkami skóra i wręcz perfekcyjna cera nadawały mu chłopięcego uroku. Choć miałam świadomość, że nie było to do końca zasługą natury, uwielbiałam go właśnie takiego – wiecznego chłopca z malutkim, uroczo zadartym noskiem i zniewalającym uśmiechem. On także patrzył na mnie tak, jak patrzy ktoś, kto kocha – ciepłym, czułym i pełnym troski spojrzeniem, przewiercającym mnie niemal na wylot. Poczułam, jak na moją twarz wstępują rumieńce, zawstydzona spuściłam głowę.
- Wiesz? – mruknął. – Włosy też masz bardzo ładne, ale chyba wolę gapić ci się w oczy. – powiedział, ukazując mi rząd białych perełek. – Myślałem o nas. Dużo myślałem. – westchnął. – Nie przeszkadza ci to, że media tak nas napastują? Później nie będzie już odwrotu.

- Czy mi to nie przeszkadza? – zapytałam, nie wierząc w to, co słyszę. – Dlaczego pyta mnie o to najbardziej rozchwytywany piosenkarz świata?
- Bo nie chcę zniszczyć ci życia… - mruknął. – Jesteś dla mnie najważniejsza i chcę chronić przed tymi hienami. Tak samo, jak nasze dzieci. Oni są zdolni do wszystkiego.
- Ty jesteś moim życiem. – odparłam. – I nie pozwolę, żeby cię zniszczyli. Nie ma już podziału na „ty” i „ja”, jesteśmy „my”, rozumiesz? Tylko razem możemy dać sobie radę. Pamiętasz, co sobie obiecaliśmy?
- „Cokolwiek się stanie, nie puszczaj mej dłoni.” – zacytował, biorąc łyk wina. – Chociaż tutaj już nawet nie chodzi mi o media. Fani w takich sytuacjach dzielą się na dwa obozy i działają z mocą nadchodzącego tornada. – szepnął zrezygnowany.
- Co masz na myśli? – spytałam skołowana jego słowami.
- Jedni będą cię kochać, a drudzy nienawidzić. Jedni zrobią z ciebie gwiazdę, sygnowaną moim nazwiskiem, a drugi będą widzieli w tobie swojego najgorszego wroga. – powiedział smutno. – Kocham swoich fanów, ale oni nie uznają czegoś takiego, jak życie prywatne ich idola. Angażują się we wszystkie jego aspekty, chcą wiedzieć wszystko. Nieraz nawet za dużo. – dodał.
- Nie martw się, jakoś to przeżyję. – odpowiedziałam, uśmiechając się złowieszczo. – W końcu te kule są na tyle niebezpieczne, że jestem w stanie pozbyć się wszystkich groupies w pobliżu jednym machnięciem. – zaśmiałam się. Doskonale wiedziałam co czują te dziewczyny, a Michael niewątpliwie miał rację, choć mimo wszystko, moje położenie jak najbardziej mnie satysfakcjonowało. Nie przykładałam wagi do tego typu rzeczy, miałam świadomość, że razem możemy wszystko. W tym krótkim czasie życie zdążyło już wiele razy wystawić nas na próbę, lecz w każdym przypadku wychodziliśmy z tego bez szwanku. Miłości nie da się tak po prostu wymazać, pokruszyć, czy zburzyć – jeśli istnieje naprawdę, będzie trwać wiecznie i nikt ani nic nie jest w stanie tego zmienić.

***

                Po powrocie do domu cudowna atmosfera jakby prysła, rozmyła się, umknęła. Dziewczyna siedziała w milczeniu na wielkim łóżku i pogrążona w myślach szarpała delikatnie palcami satynową pościel. Podejrzewając, co leży jej na sercu, przybliżyłem się do niej, chcąc objąć ukochaną ramieniem, lecz ta odsunęła się. Poczułem nieprzyjemne ukłucie w sercu.
- Ja tak bardzo chciałabym ci to dać, tę przyjemność… - zaszlochała. – Jak zrobiłaby to każda inna. Chciałabym cię uszczęśliwić, ale nie umiem…
- Nie musisz się zmuszać. To ma być przyjemność dla ciebie, a nie obowiązek… - szepnąłem gładząc ją po ramieniu.
- To nie jest przyjemność. Kobieta powinna umieć zaspokoić mężczyznę. Jak się kogoś kocha, ból nie jest przeszkodą. On po prostu jest, ale jak się kogoś kocha, to trzeba mu to dać, nie można patrzeć na siebie. – mówiła, jakby w jakimś amoku, wzrok miała nieobecny, z jej oczu ciekły łzy. Złe wspomnienia porażały ją do tego stopnia, że przestawała myśleć racjonalnie.
- Kochanie… - mruknąłem, przytulając ją. – To nie jest obligacja, uwierz mi. To jest najwyższy etap miłości dwóch osób, nie jednej. Mężczyzna nie może zadać kobiecie bólu. Pod żadnym pozorem. Już nikt nigdy cię nie skrzywdzi. Obiecuję. – ucałowałem ją w sam czubek głowy, czując jak się uspokaja.
- I to nie boli? – zapytała niewinnie, niczym dziecko.
- Absolutnie nie. – odpowiedziałem stanowczo.
- I mężczyzna nie musi tego mieć? – powiedziała, spoglądając mi w oczy. Jej wzrok był obcy, wystraszony, jak gdyby przerażenie zawładnęło jej umysłem.
- Nie, w pierwszej kolejności powinien zadbać o zadowolenie swojej ukochanej. Inaczej jest skończonym dupkiem. – tłumaczyłem spokojnie.
- Dupkiem… - powtórzyła.
- Ufasz mi? – mruknąłem, zbliżając nasze twarze.
- Ufam. – odpowiedziała, wtapiając się w moje usta. Najdelikatniej jak tylko umiałem, ułożyłem ją na łóżku, a będąc tuż nad nią, patrzyłem jej głęboko w oczy.
- Chciałabym ci pokazać, że jest właśnie tak, jak mówię. – szepnąłem. – Na pewno?

- Kocham cię… - odparła cicho, dając mi przyzwolenie do działania. Składając drobne pocałunki na jej szyi, uniosłem tułów dziewczyny odrobinę do góry, pozbawiając ją cienkiej bluzeczki. Powoli kierowałem się w dół, zatrzymując po drodze na tych najwrażliwszych częściach jej ciała – delikatnie muskałem ustami piersi ukochanej, opuszkami palców błądziłem po dolnej partii pleców, by w końcu przejść do drażnienia rozgrzanymi wargami jej nagiego brzucha. Do moich uszu co chwilę dochodziły wdzięczne westchnienia dziewczyny przeplatane cichymi pojękiwaniami. Gdy dotarłem na sam dół, zatrzymałem się na chwilę, by ostatni raz poprosić Czerwonowłosą o pozwolenie, lecz ta tylko odchyliła głowę w geście zgody na każdy mój ruch. Niespiesznie pomogłem jej pozbyć się zbędnych części garderoby, które wciąż przysłaniały jej największy, cielesny sekret, wodząc następnie ustami po wewnętrznej części jej ud, czując narastające ciepło. Zbliżając się do celu, próbowałem maksymalnie pobudzić każdy milimetr jej ciała, gwarantując tym samym jeszcze przyjemniejszy finał, nie dbając ani odrobinę o własną satysfakcję. Kiedy dotknąłem jej skarbu, cała zadrżała, wydając z siebie nieco głośniejszy jęk. Gorącym językiem zwiedzałem każdy jej zakamarek, delikatnie pomagając sobie sprawnymi palcami, doprowadzając ją tym do kolejnych szczytów. Za każdym razem, gdy dziewczyna zaciskała uda na mojej głowie, jej ciało prężyło się jak struna, nie pozwalając mi przestać. Drżała, wydając z siebie błogie pomruki, kiedy ja, tracąc resztki sił bezwładnie opadłem na łóżko, wyrywając się z jej uścisku. Oddech miała płytki i przyspieszony, spoglądała na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy, nie mogąc jeszcze zapanować nad swoim ciałem. Po jej twarzy spływały kropelki potu, włosy stały się mokre, jak gdyby przed chwilą wyszła spod prysznica. Nie mówiąc nic, wtuliłem się w ukochaną i nawet nie wiem kiedy odpłynąłem do krainy snów.

***

Witam kochanych czytelników! <3
Słuchajcie, ta notka została napisana dość spontanicznie, ale i tak już długo zwlekałam.
Zbyt szczegółowy opis? Dobry? A może pobudzający? Czekam na Wasze opinie :)
Z notki jestem zadowolona. Ostatnio ogólnie całkiem mi się podoba to, co dla Was bazgrzę, to chyba dobrze.
Jak chyba zauważyliście, dość mocno zmienił się wygląd bloga - jak się podoba? :3
Przepraszam, że nie wrzucam Bena, ale zwyczajnie nie mam na niego weny - dajcie mu jeszcze z tydzień pozabawiać się z Dianą, a do Was wróci niebawem.
Pozdrawiam cieplutko! <3
Alex :)

P.S. Nowa notka w środę lub czwartek, wraz z życzeniami noworocznymi :)

6 komentarzy:

  1. Nie dość że w wyglądzie czerwono, to po końcówce rozdziału w głowie też czerwono xD
    Ten Michael nasz taki niegrzeczny ;3
    Scena wyszła Ci prze-zajebiście <3
    Dziwię się tylko, że Rosa po takich doznaniach nie rzuciła się na niego jak Reksio na szynke i go nie rozszarpała xD
    Jak Ty tak rozbudzasz wyobraźnie grą wstępną - to nie mogę się doczekać wielkiego finału ;> Gra wstępna to meeega ważna sprawa w łóżku, pomaga zbudować zaufanie partnera, rozbudzić emocje i przygotować ciało.
    Dobrze, że Mike się tam nie udusił ani nie przyssał na dobre xD Jeszcze by mu tak zostało i co by było?
    Michael to lepszy niż odkurzacz teraz jest, przy okazji może robić za mopa i dojarkę xD
    Sorki - ja zawsze muszę coś głupiego napisać xD
    Ogólnie jak już pisałam cudowna notka z cudowną sceną!<3
    Pięknie opisane, pobudza wyobraźnie i zmysły lepiej niż nie jedne filmy dozwolone od lat +18 :D
    To kiedy nam tego hota zaserwujesz? Co? Ja się niecierpliwię xD
    Co do wyglądu to już jak Ci na fb pisałam - mega :3
    Świetne tło, ogólnie jakoś tak klimatycznie się tutaj zrobiło - akurat na takie scenki xD
    Duuużo weny Ci życzę!<3
    Pisania kolejnych tak zajebistych rozdziałów, dużo wyobraźni przy ich pisaniu (nie ograniczaj się ;> ) no i Szczęśliwego Nowego Roku - pisze już, gdyż potem jak bd w Berlinie to nie będę miała jak złożyć :D
    Także zapewne z przeczytaniem i skomentowaniem kolejnej notki się spóźnię - mam nadzieję, że wybaczysz?
    Pozdrawiam <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka ❤
    Nie wierze, po prostu nie wierze XDD Ja sobie oszczędze komentowania bo mam wyrobione zdanie na takie 'łóżkowe działania'. Ale liczy się jak to autor przedstawia i uważam, że przedstawiłaś to genialnie. Najważniejsze jest zaufanie-to prawda. Grunt, że Rosa się przełamała i zaufała Michaelowi w pełni.
    Notka ogólnie wyszła Ci rewelacyjnie, jak zwykle moje serce zdobyły przemyślenia i opisy, które są perełką w Twoich opowiadaniach.
    Ten komentarz jest totalną żenadą przez moje popierdolone myślenie, które nie pozwala mi spojrzeć na niektóre sprawy bardziej otwarcie. No cóż taka jestem :D
    Wracając do notki; Rosa jest upartą kobietą co czyni ją wyjątkową. Tak. Chodzi o kule :D Ja tam jestem z niej dumna, że próbuje postawić na swoim, nie chce robić z siebie sierotki Marysi. Powinna być ogromnym autorytetem dla kobiet.
    Czekam oczywiście na kolejną notkę, wybacz mi za mój bełkot. Życze masyy weny! Pozdrawiam cieplutko ❤
    Marysia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem i ja, ale chwila muszę się uspokoić bo mam głupawę po komentarzu Patryni :D
    OK jestem gotowa do działania.
    Więc zacznę od tego, że nowy wygląd bloga jest super, postaeałaś się to trzeba przyznać.
    No nie wiem jak mam wyrazić swoje odczucia po przeczytaniu tego rozdziału, a raczej jednej sceny.
    Olu takich opisów to ja się po Tobie nie spodziewałam :) Niegrzeczna dziewczyno! No, ale co takie sceny mi się mają nie podobać?
    Bardzo mi się podobało, ha piszę tak jakbym była na miejscu Rosy i szczerze? Tak się właśnie czuję :D przez klimat jaki stworzyłaś bo opisujesz to w taki sposób, że sama dreszcze mam i również się dziwię, że Rosa się nie rzuciła na Michaela chociaż? Na pewno chciała dać mu odpocząć po takiej WYCZERPUJĄCEJ PRACY XD.
    Nie spodziewałam się, że coś takiego mi tu dasz, ale liczyłam na więcej. Kochana Ty moja ile ja mam czekać? Normalnie czuje niedosyt i jestem strasznie ciekawa skoro to była no nich będzie, że gra wstępna to jak Ty opiszesz resztę? Najważniejsze jednak, że Rosa się przełamała jeżeli pozwoliła Michaelowi na tyle to myślę, że dalej pójdzie już gładko :)
    Czekam z niecierpliwością nexta.
    Pozdrawiam gorąco :*****

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć. Ta część jest wyjątkowa! Pokazałaś jaki Michael był na prawdę. Przecież też był człowiekiem. Pokazałaś też jak kochał fanów, ale wiedział gdzie jest granica. Każda część opowiadania to kolejne wcielenie się w jego bohaterów. Jak piszesz ,,Oczami Michaela" to tak jakby czytelnicy stają się na chwilę tym Michaelem. To cudowne co robisz. Nie kończ z tym, ponieważ zapowiada się ciekawie. Ja kibicuje Twojemu blogowi i temu, aby Twoja pasja związana bardzo silnie z Michaelem się rozwijała. Czekam na więcej.
    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam Twojego bloga od hmm przed wczoraj i dotarłam juz tutaj....teraz mi powiedz co ja mam dalej czytac? Z niecierpliwoscią czekam na kontynuacje :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej. No i jestem. Wybacz, ze nie komentowałam.
    Notki już przeczytałam więc powinnam być na bieżąco :)
    Wygląd bloga? Cudo. Piękny jest.
    Ten rozdział był cudowny. I em.. Ta scena...hym...Pięknie to opisałaś :) Nie umiem wyrazić tego słowami, i słowo ' Pięknie' mi tu przypasowało.
    No nic, życzę ci Szczęśliwego Nowego Roku.
    Wybacz błędy
    Pozdrawiam. Liberian Girl

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.