***
Nie ma na świecie ludzi nie do
złamania. Niektórych po prostu nie da się zranić z zewnątrz. Chowają głęboko w
sercu ból i emocje, które powoli niszczą ich od środka, przyczyniając się do
powolnej i potwornej śmierci. Od czasu do czasu trzeba wyrzucić z siebie
wszystko, co skrywamy przed światem. Nieraz wypływa to z nas zupełnie
naturalnie, obruszone przez jakąś nic nie znaczącą drobnostkę, lecz nie
jesteśmy w stanie nad tym zapanować.
- Kochanie,
co jest? – spytał, chwytając mnie delikatnie za podbródek. – Coś się stało,
chcesz wracać do domu?
- Nie, po –
po prostu… - jąkałam się. – Tak jakoś… - mruknęłam, pociągając nosem - Nic się
nie stało, to wszystko tak się nagromadziło i… - wydukałam z trudem.
- I musisz
sobie popłakać? – szepnął, przytulając mnie mocno.
- I mam
odciski na rękach od tych cholernych kul. – warknęłam zrezygnowana. – Chyba
nieraz chciałabym być bardziej samowystarczalna, niż jestem w stanie. –
uśmiechnęłam się smutno.
- Czasem
trzeba pozwolić sobie pomóc. – odparł, całując mnie w czoło. – Już lepiej?
- Tak. –
powiedziałam cicho, wtulając się mocniej w jego tors. Jakie to uczucie tkwić w
ramionach obiektu westchnień połowy świata? Nieco smutne, muszę przyznać.
Dziwnie jest unieszczęśliwiać tak wielki odsetek kobiet na ziemi, do którego jeszcze
niedawno sama należałam.
- Jak się
czujesz? – spytał nagle mężczyzna, wyrywając mnie z zamyślenia. – Boli cię ta
noga?
- Nie, pod
warunkiem, że nic nie strzeli mi w kostce. Jest dobrze. – zaśmiałam się.
- A jak
strzeli? – dopytywał.
- Nie pytaj,
jeśli nie chcesz usłyszeć kilku zdań w języku ludzi ulicy. – odparłam. –
Chciałabym być dla ciebie taką kobietą, o jakiej marzysz, a nie taką, która
jest jaka jest.
- Skarbie… -
westchnął ciężko. – Ile razy mam powtarzać Ci to samo? Dla mnie… - zaczął, ale
mu przerwałam.
- Dla
ciebie, dla ciebie… Czy mogę zrobić coś dla własnej satysfakcji? – warknęłam
poirytowana.
- Możesz,
oczywiście, że możesz. – szepnął mi do ucha. – Ale proszę, nie nadwyrężaj się
przy tym za bardzo. Nie rób nic ponad siły.
- Kocham
cię, mój aniele stróżu. – rzuciłam, całując go soczyście w usta. – Tak bardzo
cieszę się, że mam cię przy sobie. Nawet nie wiesz, jak bardzo.
***
Była prawdziwą różą – pięknym
kwiatem z potrafiącymi zranić do krwi kolcami, które czyniły ją groźną, nieco
nieprzystępną, stanowiąc jej pancerz i broń. Należało zbliżać się do niej
powoli i ostrożnie, by nie musiała atakować. Delikatnie pielęgnować i doglądać
każdego dnia czy rośnie w zdrowiu, czy nie trapi jej jakieś zmartwienie.
Czerwona jak świeża krew, żarząca się w promieniach słońca, z pozoru silna i
olśniewająca, lecz w środku wrażliwa i czuła.
Siedząc obok mnie była drobną,
bezbronną dziewczyną, której ramiona ciasno oplatały mój tułów. Delektowałem
się ciepłem jej oddechu na karku, uwielbiałem jej bliskość, pragnąłem jej, nie
w sposób wulgarny, ale z czułością. Mówią, że na świecie nie ma ludzi idealnych,
że to mit, ale tak naprawdę to kompletna bzdura. Osoba, którą pokochamy – tak naprawdę,
całym sobą – staje się dla nas żywą perfekcją, a jej wady atutami. Dzieje się
tak, ponieważ serce jest w stanie zatuszować wszystko, co złe, a my nie mamy na
to absolutnie żadnego wpływu.
Spała z głową opartą na moim
barku, oczy miała przymknięte, choć jej powieki nie schodziły się zupełnie. W
żadnym wypadku nie chciałem jej budzić – wyglądała uroczo, jak mała dziewczynka
wtulona w ukochaną przytulankę – ale niestety nie miałem innego wyjścia.
Samochód nagle się zatrzymał, dając mi tym samym znak, że jesteśmy już na
miejscu.
- Rosie… -
mruknąłem do jej ucha. – Obudź się słońce, dojechaliśmy.
- Co? –
zapytała zdziwiona zaspanym głosem. – Matko, długo tak spałam?
- Całą
drogę. – odparłem wesoło.
-
Przepraszam, nawet nie wiem kiedy odleciałam. – powiedziała tonem pełnym
skruchy. – Ale dokąd mnie zabrałeś?
- Nie
poznajesz tego miejsca? – rzuciłem, otwierając przed dziewczyną drzwi limuzyny.
Spojrzała na mnie zdziwiona, otwierając delikatnie usta.
- To tutaj…
Tu mnie pierwszy raz zabrałeś. – mruknęła, próbując do mnie podejść, lecz
natychmiast ją zatrzymałem.
- Kule. –
odrzekłem stanowczo. – Albo na ręce cię wezmę.
- Jesteś
okropny! – krzyknęła, szturchając mnie w bok. – Bez przekupstwa nie ma mowy.
- I kto tu
jest okropny? – zbliżyłem się do niej, muskając delikatnie jej usta.
- Tylko
tyle? – mruknęła zalotnie, a ja nie zastanawiając się długo wtopiłem się w te
słodkie wargi, całując namiętnie, zachłannie, rękoma błądząc po jej plecach. –
Teraz jestem skłonna ulec… - odrzekła, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Kobiety…
***
Jeszcze nie tak dawno temu nie
potrafiłabym powiedzieć, że jakikolwiek mężczyzna jest w stanie działać na mnie
tak magnetyzująco. Każdy mijany na ulicy facet zwykł przyprawiać mnie o
dreszcze, napawać strachem. Nagle zdarzył się jakby cud, który odmienił moje
życie, wychodząc naprzeciw mnie i podając dłoń. Bez wahania ją chwyciłam, a on
zwyczajnie pomógł mi wstać, zyskując tym samym moje serce na wyłączność.
Lokal wyglądał tak samo jak
poprzednio – kolor ścian, natężenie świateł, czy układ stolików nic się nie
zmieniły. Nawet mój strój był równie nieelegancki, jak tamtego pamiętnego razu.
Choć restauracja była zupełnie pusta, zarezerwowane było do nas specjalne
miejsce, przy którym czekał już kelner z butelką czerwonego, zapewne drogiego,
wina.
- Dziękuję. –
rzucił ściszonym głosem Michael, dając tym znak kelnerowi, by odszedł.
- Pół roku…
Dokładnie pół roku. – mruknęłam, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Tak w
sumie to jakiś miesiąc. – zaśmiał się. – No wiesz, nie było nam dane za dużo
czasu spędzić tak, jak byśmy chcieli. – uśmiechnął się smutno. – Ale teraz już
będzie dobrze. – dodał, składając delikatny pocałunek na mojej dłoni.
Nie mogłam oderwać od niego
wzroku, wróciły do mnie wszystkie wspomnienia tamtego wieczoru. Onieśmielał
mnie jak nigdy, jego sarnie oczy połyskiwały, a kości policzkowe uwydatniały
się na jego twarzy bardziej niż kiedykolwiek. Gładka, niepokryta żadnymi
zmarszczkami skóra i wręcz perfekcyjna cera nadawały mu chłopięcego uroku. Choć
miałam świadomość, że nie było to do końca zasługą natury, uwielbiałam go
właśnie takiego – wiecznego chłopca z malutkim, uroczo zadartym noskiem i
zniewalającym uśmiechem. On także patrzył na mnie tak, jak patrzy ktoś, kto
kocha – ciepłym, czułym i pełnym troski spojrzeniem, przewiercającym mnie
niemal na wylot. Poczułam, jak na moją twarz wstępują rumieńce, zawstydzona
spuściłam głowę.
- Wiesz? –
mruknął. – Włosy też masz bardzo ładne, ale chyba wolę gapić ci się w oczy. –
powiedział, ukazując mi rząd białych perełek. – Myślałem o nas. Dużo myślałem. –
westchnął. – Nie przeszkadza ci to, że media tak nas napastują? Później nie
będzie już odwrotu.
- Czy mi to
nie przeszkadza? – zapytałam, nie wierząc w to, co słyszę. – Dlaczego pyta mnie
o to najbardziej rozchwytywany piosenkarz świata?
- Bo nie
chcę zniszczyć ci życia… - mruknął. – Jesteś dla mnie najważniejsza i chcę
chronić przed tymi hienami. Tak samo, jak nasze dzieci. Oni są zdolni do
wszystkiego.
- Ty jesteś
moim życiem. – odparłam. – I nie pozwolę, żeby cię zniszczyli. Nie ma już
podziału na „ty” i „ja”, jesteśmy „my”, rozumiesz? Tylko razem możemy dać sobie
radę. Pamiętasz, co sobie obiecaliśmy?
- „Cokolwiek
się stanie, nie puszczaj mej dłoni.” – zacytował, biorąc łyk wina. – Chociaż tutaj
już nawet nie chodzi mi o media. Fani w takich sytuacjach dzielą się na dwa
obozy i działają z mocą nadchodzącego tornada. – szepnął zrezygnowany.
- Co masz na
myśli? – spytałam skołowana jego słowami.
- Jedni będą
cię kochać, a drudzy nienawidzić. Jedni zrobią z ciebie gwiazdę, sygnowaną moim
nazwiskiem, a drugi będą widzieli w tobie swojego najgorszego wroga. – powiedział
smutno. – Kocham swoich fanów, ale oni nie uznają czegoś takiego, jak życie
prywatne ich idola. Angażują się we wszystkie jego aspekty, chcą wiedzieć
wszystko. Nieraz nawet za dużo. – dodał.
- Nie martw
się, jakoś to przeżyję. – odpowiedziałam, uśmiechając się złowieszczo. – W końcu
te kule są na tyle niebezpieczne, że jestem w stanie pozbyć się wszystkich groupies
w pobliżu jednym machnięciem. – zaśmiałam się. Doskonale wiedziałam co czują te
dziewczyny, a Michael niewątpliwie miał rację, choć mimo wszystko, moje
położenie jak najbardziej mnie satysfakcjonowało. Nie przykładałam wagi do tego
typu rzeczy, miałam świadomość, że razem możemy wszystko. W tym krótkim czasie
życie zdążyło już wiele razy wystawić nas na próbę, lecz w każdym przypadku wychodziliśmy
z tego bez szwanku. Miłości nie da się tak po prostu wymazać, pokruszyć, czy
zburzyć – jeśli istnieje naprawdę, będzie trwać wiecznie i nikt ani nic nie
jest w stanie tego zmienić.
***
Po powrocie do domu cudowna
atmosfera jakby prysła, rozmyła się, umknęła. Dziewczyna siedziała w milczeniu
na wielkim łóżku i pogrążona w myślach szarpała delikatnie palcami satynową
pościel. Podejrzewając, co leży jej na sercu, przybliżyłem się do niej, chcąc
objąć ukochaną ramieniem, lecz ta odsunęła się. Poczułem nieprzyjemne ukłucie w
sercu.
- Ja tak
bardzo chciałabym ci to dać, tę przyjemność… - zaszlochała. – Jak zrobiłaby to
każda inna. Chciałabym cię uszczęśliwić, ale nie umiem…
- Nie musisz
się zmuszać. To ma być przyjemność dla ciebie, a nie obowiązek… - szepnąłem
gładząc ją po ramieniu.
- To nie
jest przyjemność. Kobieta powinna umieć zaspokoić mężczyznę. Jak się kogoś
kocha, ból nie jest przeszkodą. On po prostu jest, ale jak się kogoś kocha, to
trzeba mu to dać, nie można patrzeć na siebie. – mówiła, jakby w jakimś amoku,
wzrok miała nieobecny, z jej oczu ciekły łzy. Złe wspomnienia porażały ją do
tego stopnia, że przestawała myśleć racjonalnie.
- Kochanie…
- mruknąłem, przytulając ją. – To nie jest obligacja, uwierz mi. To jest
najwyższy etap miłości dwóch osób, nie jednej. Mężczyzna nie może zadać
kobiecie bólu. Pod żadnym pozorem. Już nikt nigdy cię nie skrzywdzi. Obiecuję. –
ucałowałem ją w sam czubek głowy, czując jak się uspokaja.
- I to nie
boli? – zapytała niewinnie, niczym dziecko.
- Absolutnie
nie. – odpowiedziałem stanowczo.
- I
mężczyzna nie musi tego mieć? – powiedziała, spoglądając mi w oczy. Jej wzrok
był obcy, wystraszony, jak gdyby przerażenie zawładnęło jej umysłem.
- Nie, w
pierwszej kolejności powinien zadbać o zadowolenie swojej ukochanej. Inaczej
jest skończonym dupkiem. – tłumaczyłem spokojnie.
- Ufasz mi? –
mruknąłem, zbliżając nasze twarze.
- Ufam. –
odpowiedziała, wtapiając się w moje usta. Najdelikatniej jak tylko umiałem,
ułożyłem ją na łóżku, a będąc tuż nad nią, patrzyłem jej głęboko w oczy.
- Chciałabym
ci pokazać, że jest właśnie tak, jak mówię. – szepnąłem. – Na pewno?
- Kocham cię…
- odparła cicho, dając mi przyzwolenie do działania. Składając drobne pocałunki
na jej szyi, uniosłem tułów dziewczyny odrobinę do góry, pozbawiając ją cienkiej
bluzeczki. Powoli kierowałem się w dół, zatrzymując po drodze na tych
najwrażliwszych częściach jej ciała – delikatnie muskałem ustami piersi
ukochanej, opuszkami palców błądziłem po dolnej partii pleców, by w końcu
przejść do drażnienia rozgrzanymi wargami jej nagiego brzucha. Do moich uszu co
chwilę dochodziły wdzięczne westchnienia dziewczyny przeplatane cichymi
pojękiwaniami. Gdy dotarłem na sam dół, zatrzymałem się na chwilę, by ostatni
raz poprosić Czerwonowłosą o pozwolenie, lecz ta tylko odchyliła głowę w geście
zgody na każdy mój ruch. Niespiesznie pomogłem jej pozbyć się zbędnych części
garderoby, które wciąż przysłaniały jej największy, cielesny sekret, wodząc
następnie ustami po wewnętrznej części jej ud, czując narastające ciepło. Zbliżając
się do celu, próbowałem maksymalnie pobudzić każdy milimetr jej ciała,
gwarantując tym samym jeszcze przyjemniejszy finał, nie dbając ani odrobinę o
własną satysfakcję. Kiedy dotknąłem jej skarbu, cała zadrżała, wydając z siebie
nieco głośniejszy jęk. Gorącym językiem zwiedzałem każdy jej zakamarek,
delikatnie pomagając sobie sprawnymi palcami, doprowadzając ją tym do kolejnych
szczytów. Za każdym razem, gdy dziewczyna zaciskała uda na mojej głowie, jej
ciało prężyło się jak struna, nie pozwalając mi przestać. Drżała, wydając z
siebie błogie pomruki, kiedy ja, tracąc resztki sił bezwładnie opadłem na łóżko,
wyrywając się z jej uścisku. Oddech miała płytki i przyspieszony, spoglądała na
mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy, nie mogąc jeszcze zapanować nad swoim
ciałem. Po jej twarzy spływały kropelki potu, włosy stały się mokre, jak gdyby
przed chwilą wyszła spod prysznica. Nie mówiąc nic, wtuliłem się w ukochaną i
nawet nie wiem kiedy odpłynąłem do krainy snów.
***
Witam kochanych czytelników! <3
Słuchajcie, ta notka została napisana dość spontanicznie, ale i tak już długo zwlekałam.
Zbyt szczegółowy opis? Dobry? A może pobudzający? Czekam na Wasze opinie :)
Z notki jestem zadowolona. Ostatnio ogólnie całkiem mi się podoba to, co dla Was bazgrzę, to chyba dobrze.
Jak chyba zauważyliście, dość mocno zmienił się wygląd bloga - jak się podoba? :3
Przepraszam, że nie wrzucam Bena, ale zwyczajnie nie mam na niego weny - dajcie mu jeszcze z tydzień pozabawiać się z Dianą, a do Was wróci niebawem.
Pozdrawiam cieplutko! <3
Alex :)
P.S. Nowa notka w środę lub czwartek, wraz z życzeniami noworocznymi :)


Nie dość że w wyglądzie czerwono, to po końcówce rozdziału w głowie też czerwono xD
OdpowiedzUsuńTen Michael nasz taki niegrzeczny ;3
Scena wyszła Ci prze-zajebiście <3
Dziwię się tylko, że Rosa po takich doznaniach nie rzuciła się na niego jak Reksio na szynke i go nie rozszarpała xD
Jak Ty tak rozbudzasz wyobraźnie grą wstępną - to nie mogę się doczekać wielkiego finału ;> Gra wstępna to meeega ważna sprawa w łóżku, pomaga zbudować zaufanie partnera, rozbudzić emocje i przygotować ciało.
Dobrze, że Mike się tam nie udusił ani nie przyssał na dobre xD Jeszcze by mu tak zostało i co by było?
Michael to lepszy niż odkurzacz teraz jest, przy okazji może robić za mopa i dojarkę xD
Sorki - ja zawsze muszę coś głupiego napisać xD
Ogólnie jak już pisałam cudowna notka z cudowną sceną!<3
Pięknie opisane, pobudza wyobraźnie i zmysły lepiej niż nie jedne filmy dozwolone od lat +18 :D
To kiedy nam tego hota zaserwujesz? Co? Ja się niecierpliwię xD
Co do wyglądu to już jak Ci na fb pisałam - mega :3
Świetne tło, ogólnie jakoś tak klimatycznie się tutaj zrobiło - akurat na takie scenki xD
Duuużo weny Ci życzę!<3
Pisania kolejnych tak zajebistych rozdziałów, dużo wyobraźni przy ich pisaniu (nie ograniczaj się ;> ) no i Szczęśliwego Nowego Roku - pisze już, gdyż potem jak bd w Berlinie to nie będę miała jak złożyć :D
Także zapewne z przeczytaniem i skomentowaniem kolejnej notki się spóźnię - mam nadzieję, że wybaczysz?
Pozdrawiam <333
Hejka ❤
OdpowiedzUsuńNie wierze, po prostu nie wierze XDD Ja sobie oszczędze komentowania bo mam wyrobione zdanie na takie 'łóżkowe działania'. Ale liczy się jak to autor przedstawia i uważam, że przedstawiłaś to genialnie. Najważniejsze jest zaufanie-to prawda. Grunt, że Rosa się przełamała i zaufała Michaelowi w pełni.
Notka ogólnie wyszła Ci rewelacyjnie, jak zwykle moje serce zdobyły przemyślenia i opisy, które są perełką w Twoich opowiadaniach.
Ten komentarz jest totalną żenadą przez moje popierdolone myślenie, które nie pozwala mi spojrzeć na niektóre sprawy bardziej otwarcie. No cóż taka jestem :D
Wracając do notki; Rosa jest upartą kobietą co czyni ją wyjątkową. Tak. Chodzi o kule :D Ja tam jestem z niej dumna, że próbuje postawić na swoim, nie chce robić z siebie sierotki Marysi. Powinna być ogromnym autorytetem dla kobiet.
Czekam oczywiście na kolejną notkę, wybacz mi za mój bełkot. Życze masyy weny! Pozdrawiam cieplutko ❤
Marysia :*
Jestem i ja, ale chwila muszę się uspokoić bo mam głupawę po komentarzu Patryni :D
OdpowiedzUsuńOK jestem gotowa do działania.
Więc zacznę od tego, że nowy wygląd bloga jest super, postaeałaś się to trzeba przyznać.
No nie wiem jak mam wyrazić swoje odczucia po przeczytaniu tego rozdziału, a raczej jednej sceny.
Olu takich opisów to ja się po Tobie nie spodziewałam :) Niegrzeczna dziewczyno! No, ale co takie sceny mi się mają nie podobać?
Bardzo mi się podobało, ha piszę tak jakbym była na miejscu Rosy i szczerze? Tak się właśnie czuję :D przez klimat jaki stworzyłaś bo opisujesz to w taki sposób, że sama dreszcze mam i również się dziwię, że Rosa się nie rzuciła na Michaela chociaż? Na pewno chciała dać mu odpocząć po takiej WYCZERPUJĄCEJ PRACY XD.
Nie spodziewałam się, że coś takiego mi tu dasz, ale liczyłam na więcej. Kochana Ty moja ile ja mam czekać? Normalnie czuje niedosyt i jestem strasznie ciekawa skoro to była no nich będzie, że gra wstępna to jak Ty opiszesz resztę? Najważniejsze jednak, że Rosa się przełamała jeżeli pozwoliła Michaelowi na tyle to myślę, że dalej pójdzie już gładko :)
Czekam z niecierpliwością nexta.
Pozdrawiam gorąco :*****
Cześć. Ta część jest wyjątkowa! Pokazałaś jaki Michael był na prawdę. Przecież też był człowiekiem. Pokazałaś też jak kochał fanów, ale wiedział gdzie jest granica. Każda część opowiadania to kolejne wcielenie się w jego bohaterów. Jak piszesz ,,Oczami Michaela" to tak jakby czytelnicy stają się na chwilę tym Michaelem. To cudowne co robisz. Nie kończ z tym, ponieważ zapowiada się ciekawie. Ja kibicuje Twojemu blogowi i temu, aby Twoja pasja związana bardzo silnie z Michaelem się rozwijała. Czekam na więcej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam M.
Czytam Twojego bloga od hmm przed wczoraj i dotarłam juz tutaj....teraz mi powiedz co ja mam dalej czytac? Z niecierpliwoscią czekam na kontynuacje :*
OdpowiedzUsuńHej. No i jestem. Wybacz, ze nie komentowałam.
OdpowiedzUsuńNotki już przeczytałam więc powinnam być na bieżąco :)
Wygląd bloga? Cudo. Piękny jest.
Ten rozdział był cudowny. I em.. Ta scena...hym...Pięknie to opisałaś :) Nie umiem wyrazić tego słowami, i słowo ' Pięknie' mi tu przypasowało.
No nic, życzę ci Szczęśliwego Nowego Roku.
Wybacz błędy
Pozdrawiam. Liberian Girl