12/19/2015

You've Got A Friend In Me: Inny punkt widzenia

(Nie wiem dlaczego ta piosenka, ale jest piękna, więc niech będzie)

***

                Nasz największy sekret, skarb ukrywany przez wiele lat przed tym okropnym światem został właśnie odkopany, choć nikt nawet nie musiał rozszyfrowywać mapy. Zupełnie tak, jak gdyby podano go rąk pierwszemu, lepszemu przechodniowi. Poczułam ukłucie w sercu, chłodny dreszcz przebiegł mnie po plecach, a oddech przyspieszył. W mojej głowie gromadziły się przeróżne myśli, od wieków nieporuszane wątki, a ja sama miałam wrażenie, jak gdybym stała obok siebie i przyglądała się tej roztrzęsionej kobiecie, którą właśnie byłam.
                Gdy klamka poruszyła się, automatycznie odskoczyłam na bok. Z reguły nie byłam osobą, którą często paraliżował stres, ale tego razu tak właśnie było. Niestety – musiałam dokończyć to, co zaczęto bez mojej woli. Mój mąż powiedział zbyt wiele, aby zostało zapomniane, lecz i za mało, by pozwolić innym zrozumieć.
- To do zobaczenia jutro. – usłyszałam głos dziewczyny.
- Ojej, wychodzisz już? – zagadnęłam nerwowo. – Myślałam, że napijemy się kawy i pogadamy sobie – no wiesz, tak o babskich sprawach, bo ile można tak w facetami gadać. Ba, gadać do nich, przecież i tak nie mają nic do powiedzenia. – zaśmiałam się sztucznie.
- Bardzo śmieszne. – wtrącił się Benjamin. – A poza tym, od kiedy jesteś plotkarą?
- Każda kobieta nieraz tego potrzebuje. – rzuciła wesoło blondynka. – Akurat dziś mi się nie spieszy, więc z chęcią chwilę zostanę.
- To super. – powiedziałam z udawanym entuzjazmem. – A ty wołaj naszą ukochaną młodzież na obiad, wszystko macie przygotowane na stole w jadalni. – zwróciłam się do męża, na co kiwnął głową i odmaszerował, nawołując dzieciaki już z drugiego końca korytarza. – Mad, idź proszę na taras, a ja za chwilę przyjdę.

***

                Choć kobieta pozornie sprawiała wrażenie nad wyraz miłej, wyczuwałam, że coś było na rzeczy. Zachowywała się inaczej niż zwykle, dało się od niej wyczuć swego rodzaju niepokój, ale mogłam jedynie domyślać się o co jej chodziło. Nie minęła kilka chwil, gdy weszła na taras z tacą, niosąc wraz z nią wszem i wobec cudowną woń świeżo mielonej kawy.
- Dobrze, czy ma to związek z moją rozmową z Benjaminem? – zapytałam wprost.
- Jak ty mnie świetnie rozumiesz… – westchnęła. – Myślałam, że nie będzie wspominał o moich sprawach z Michaelem, ale jednak się pomyliłam. – uśmiechnęła się smutno.
- Owszem, powiedział mi, że jesteś matką Blanketa i że – tutaj wzięłam głębszy oddech. – wolą Michaela było powiedzenie o tym światu. – kobieta spojrzała na mnie zdziwionymi oczami. – Coś nie tak?
- Wola Michaela? Czyli ten skubaniec nawet mnie nie zapytał o zgodę? – warknęła, kręcąc głową. – Jackson, ty kretynie, nie dość, że tak szybko zawinąłeś się z tego świata, że zostawiłem nas tutaj samych, to jeszcze żarty sobie ze mnie stroisz? – zapytała, kierując wzrok ku niebu.

- Co masz na myśli? – rzuciłam zdezorientowana.
- To miało nigdy nie wyjść poza mury tego miejsca. Miało pozostać tajemnicą dla ludzi. Nie chciałam, aby nasz syn był w centrum zainteresowania całego świata – w końcu dziecko urodzone byłemu narzeczonemu przez żonę jego najlepszego przyjaciela byłoby tematem na pierwsze strony kolorowych magazynów! – krzyknęła, a jej oczy zaszkliły się. – Nie mogłabym patrzeć na to, że tabloidy niszczą mojemu dziecku życie. Dostatecznie zgnoili Michaela, aby pokazać na ile ich stać. – powiedziała smutno.
- Ale dlaczego urodziłaś mu to dziecko? – spytałam. – Czy wciąż go kochałaś?
- Czy kochałam? Czy tęskniłam? To nieco dłuższa opowieść…

***

                Kiedy straciłam moje maleństwo, czułam, jak gdyby ktoś wyrwał mi kawałek serca. On także bardzo to przeżył. Początkowo starał się być silnym, ale ja nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Miałam poczucie winy, zawiodłam. Z czasem i on się poddał, bowiem był to mężczyzna o ogromnym, lecz i bardzo kruchym sercu. Szukałam pocieszenia w ramionach kogoś, z kim uprzednio nie łączyło mnie nic a nic. Początkowo niewinnie, lecz stopniowo coraz bardziej pragnęłam bliskości mojego pocieszyciela – a gdy pragnęłam już nieco za bardzo, postanowiłam zakończyć to, co wciąż ciągnęłam.
                Przyjął to bez oporów, lecz pierścionek nakazał mi zatrzymać. Choć byłam pewna, że gdy dowie się całej prawdy, wybuchnie między nami wojna, nic takiego się nie wydarzyło. Tamtego dnia dowiedziałam się, co oznacza przyjaźń. Ta dwójka stała się dla mnie jej definicją, na zawsze i do końca świata.
                Mijały lata, a nasze szczeniackie zauroczenie przerodziło się w miłość, a z niej zrodził się nasz syn. Poślubiłam Benjamina dwa lata po jego narodzinach, oraz rok po pierwszym ślubie Michaela. Ten jednak nie miał szczęścia – ich małżeństwo rozpadło się zdecydowanie zbyt szybko. Daleko im było do „na zawsze” i „aż do śmierci”, a mnie wciąż nękały wyrzuty sumienia.

                Potem ożenił się z inną. Urodziła mu dwójkę dzieci. I wtedy zaczął się koszmar. Wątpliwości. Kryzys. Byłam przekonana, że to ja miałam być tą, która powinna mu je dać. Że go zawiodłam, a on musiał szukać takiej, która temu podoła. Siedziałam godzinami w łazience, wylewając litry łez na wspomnienie utraconego dziecka. Wiedziałam, że nigdy o nim nie zapomniał, ale ta świadomość zabijała mnie od środka. Czułam się niepełnosprawna w roli kobiety. Kobiety, która powinna być matką, a nią nie była.
                Była bowiem dla innego, tamtego nie zawiodła, choć zaczęła się od niego odsuwać. Miała w głowie tylko fikcyjny obraz szczęśliwej rodziny, który nie miał szans zaistnieć. Nikt go nie namalował, choć szkic przygotowany był starannie.
                W ciele tej kobiety zostałam uwięziona ja, przykuta łańcuchami do jakiejś nędznej kreatury, która miotała się pomiędzy rzeczywistością, a światem wymyślonym, zastanawiającej się każdego dnia „Co byłoby gdyby…?”, pogubionej we własnych uczuciach, z jakimś swoistym rozdwojeniem jaźni, pozornie normalna, lecz wewnętrznie opętana przez demony, nazywane potocznie sumieniem i niezakończoną historią…
                Przeszłość mieszała się z teraźniejszością, przeplatając się wzajemnie. Niszczyła to, co trwało, niszczyła to, co już było zniszczone. Rujnowała świat od fundamentów, pozwalając powoli upadać murom miłosnego imperium – rodziny.

***

- Całe życie byłam suką. Raniłam i jednego, i drugiego. – z moich oczu ciekły łzy, mówiłam cicho, szlochając. – Kiedy chciałam dać coś pierwszemu, zabijałam tym drugiego. Ale to nie pozwalało żyć mnie samej. Rozpadałam się w środku, moje serce krwawiło, musiałam.
- Ale… - zaczęła oszołomiona dziewczyna.
- Ale to Benjamina kochałam. – przerwałam jej. – I nigdy, przenigdy go nie zdradziłam. Byłam po prostu zmuszona, aby zakończyć stare sprawy. Michael był, jest i będzie elementem mojego życia, nie można wymazać z pamięci kogoś, z kim tak wiele cię łączyło. – powiedziałam. – Lecz kiedy odszedł, stał się tylko sentymentem. Na zawsze jednak będzie dla mnie przyjacielem. – westchnęłam. – A jeśli czegoś jeszcze nie rozumiesz, weź to. – podałam dziewczynie kopertę. – Tymczasem, napijmy się wreszcie tej kawy, bo stygnie.

***

                Przez całą drogę powrotną analizowałam słowa Diany, rzucone tak chaotycznie, lecz zarazem bardzo konkretnie i sensownie. Wszystko zaczynało mi się układać w spójną całość – poroniła, straciła kontakt z narzeczonym, szukała ciepła kogoś innego, zaszła w ciążę po raz kolejny, urodziła zdrowego syna, który to właśnie odstawiał mnie do domu, a potem dręczyły ją chore i niewytłumaczalne wyrzuty sumienia związane z tym, komu tego syna urodziła. Historia zaczynała nabierać sensu.
- O czym tak myśli pani dziennikarka? – usłyszałam nagle głos mężczyzny.
- A o tym, o czym dyskutowała wcześniej z pańską rodzicielką. – odpowiedziałam.
- Ślicznie wyglądasz, kiedy tak się zamyślisz. – rzucił z uśmiechem Nathan.
- Dzię… Ej, ty się gap na drogę, a nie na mnie! Chciałabym jeszcze trochę pożyć. – krzyknęłam, udając przerażenie.
- Mam podzielną uwagę. – zaśmiał się.

- I tak lepiej będzie, jeśli skupisz się na prowadzeniu auta, a nie na… Możesz mi powiedzieć co robisz? – zapytałam zdezorientowana.
- Zjeżdżam na pobocze, żebym mógł cię spokojnie podrywać, nie musząc wysłuchiwać twojego lamentu, że narażam nasze życie, robiąc to. – poruszył zabawnie brwiami.
- Podrywać? – mruknęłam, pozwalając mu się do siebie zbliżyć.
- No tak. A nie wolno? – szepnął uwodzicielsko, przysuwając się do mnie.
- A wolno… - odparłam, łącząc nasze wargi w delikatnym pocałunku. Nie mogłam zaprzeczyć temu, że oddziaływał na mnie jak jakiś cholerny magnes. Rozpływałam się w jego dotyku, tonie głosu i bliskości, ale nie chcąc pozwolić mu na zbyt wiele, postanowiłam wbrew sobie przerwać tę błogą chwilę. – Chyba miałeś odwieźć mnie do domu, prawda?
- No tak. Przepraszam. – mruknął skruszony.
- Ależ nie masz za co…

---

                Wpadając do mieszkania, wyjęłam z kieszeni kopertę i wskoczyłam na sofę, aby móc w spokoju do niej zajrzeć. W środku znajdowała się kartka, którą natychmiast pochwyciłam. a na niej słowa. Słowa, których nigdy nie zapomnę.

Tam gdzie mrok łączy się z jasnością
A ciemność ze świtem
Dwa ciała złączone
Na zawsze będą lite
Jedność stanowiły
Już sentymenty czas zagłuszyć
Grzechy stare spłacić
Choćby zabić cały świat
By sumienie zgasić
Złe wspomnień głosy
Głęboko ranią
Krwią krwawią bordową
Plamy nigdy nie znikają
Ukrywać wciąż je trzeba
Wiedzą tylko nieba
Ile bólu zadały
Czekam
Wkrótce też zemrzemy

***

Dobry wieczór!
Moi drodzy - dziś YGAFIM z perspektywy dwóch kobiet. Przepraszam za długość notki, ale taka była moja wizja i nie mogłam napisać ani słowa więcej. Stwierdziłam dziś, że jest tutaj bardzo mało Michaela - chcecie, abym pisała to dalej? Całość jest bardzo zagmatwana i tajemnicza, taka po mojemu, ale nie wiem, czy Wam odpowiada. Czekam na opinię.
Osobiście lubię tę historię, choć ciężko się ją pisze, mocno oddaje moje myśli. Ten chaos, a dziś wiersz - pewnie dla Was niezrozumiałe do końca. Domyślam się, że nie jest lekko czytać coś takiego, a moje pomysły cały czas Was zaskakują. Także od Was zależy, czy chcecie, czy nie.
Ja z notki jestem zadowolona. Nawet bardzo. Kolejne dwie notki jakie się pojawią, to DLG. Benek niech zostanie z Wami na parę dni dłużej :)
Pozdrawiam serdecznie kochani!
Alex :)

3 komentarze:

  1. Jestem! <3
    Fajnie, że udało Ci się dzisiaj wstawić ;3
    Ogólnie to rozwiewając Twoje wątpliwości - wcale tutaj nie było mało Michasia, głównym temat przeciez i tak się jego tyczy :D
    Ogólnie straaasznie mnie poruszyły słowa Diany, mimo iż i tak cała akcja i pomysł z tym rodzeniem dziecka byłemu jest for me absurdalny - to jej słowa, ból i cierpienie mnie urzekły (lub po prostu ty tak pięknie to opisałaś ;3).
    Benek to inne opo, ale w końcu o to chodzi aby czytać coś nowego. A fakt że jest trudne - robi z Ciebie coraz to lepszą pisarkę.
    A no i buziak z Nathanem mnie urzekł! Od początku było widać, że Ci dwoje mają się ku sobie ;3
    Wiersz cudowny - pozazdrościć Ci tylu talentów i pomysłów <3
    Pisz je, niech Cię wena nie opuszcza <3
    Pozdrawiam i czekam na nowe notki <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka !
    Ja Ci wpierdziel dam za Twój wieczny bełkot i żeby Cię boska ręka chroniła przed przerwaniem tego dzieła! Ja od początku, od pierwszej notki jestem zakochana w tym niezwykłym opowiadaniu. Benek to totalna odskocznia od romansideł do świata ludzkich problemów. Mnie przekupujesz z kolejną to notką.
    Ja odkąd pamiętam staram się wchodzić w głębie opowiadań i staram się zawsze rozumieć przekaz, który nie zawsze jest mi łatwo wytłumaczyć lecz jeśli czuje, że to jest 'to coś' co mnie porusza i niewyjaśnialnie wpływa na postrzeganie wielu spraw to jest dla mnie bardzo ważne (to zdanie jest niezrozumiałą gadaniną, jedziemy dalej XD)
    Hisoria Diany, Benka i Michaela jest taka wstrząsająca i mimo, że wydaje się dziwna jest naprawdę niezwykła. Niskie ukłony, że dobierasz to wszystko w tak piękne słowa, że czyta się to z dodatkową przyjemnoś.
    Mad i Nath widzę, że romansik się szykuje, fajnie, że wplatasz to też ich historie i błagam Cię nie mów, że tu jest mało Michaela bo tak jak to Patka powiedziała wszystko się jego tyczy i kręci w okół jego osoby. Ja tam zachwycona jestem, uwielbiam to opowiadanie i to się nigdy nie skończy. ♥
    Czekam z niecierpliwością na następne notki, życze masy weny! I pozdrawiam ciepluśko ♥ Marysia :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze że przepraszasz, bo ja lubię jak jest długo! :) Ja również uwielbiam tą historię, bo jak już wspomniałam jest inna, to nie jest typowy fan fic o MJ i to czyni je wyjątkowym. Ogólnie to ja trochę nie rozumiem Diany, nie wiem może jestem za głupia żeby ją zrozumieć. Kochała Bena, a potem tak dopadły ją wyrzuty sumienia, że urodziła dziecko Michaelowi bo ich pierwsze dziecko poroniła. Jestem w szoku, że Ben się na zgodził, a jeszcze bardziej że ona wpadła na taki pomysł. Moim zdaniem dziecko ma się z kimś kogo kocha. To co mi jest żal Michaela i rzucam wszystko w cholere i rodze mu dziecko od tak. No ja już sama nie wiem. Miała sentyment,do Michaela, wspomnienia, ale to nie jest powód chyba do tego żeby urodzić mu dziecko. A jak już urodziła mu Blanketa to te wyrzuty sumienia minęły, a może dziecko ponownie złączyło ją z Michaelem, że zaczęła coś do niego czuć, mimo że była żoną Bena i kochała go? W końcu w którymś rozdziale nie pamiętam czy to Diana mówiła czy Ben że po urodzeniu Blanketa miało wrócić wszystko do normy, być tak jak kiedyś. A było jeszcze gorzej, bo zaczęli się od siebie oddalać. Dlaczego?
    Mimo że nie których rzeczy nie rozumiem to uwielbiam to opo. Żeczywiście takie to tajemnicze wszystko,intrygujące. Zaskakujesz Olu mnie cały czas. Oby tak dalej!
    No trochę mało tego naszego Michałka, ale to nic. Mimo że jego jest mało, za to dużo wątków z nim. I tak naprawdę wszystko się wkoło niego kręci.
    Czekam na nexta.
    Pozdrawiam serdecznie <333333

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.