12/23/2015

Don't Let Go Of My Hand: Kolorowe czasopisma świętoszka



***

            Kiedy ktoś potrafi trafić w twój czuły punkt, może zupełnie niespodziewanie przejąć nad tobą kontrolę. Każdy kolejny cios zadaje ci niewyobrażalny ból, coraz bardziej osłabia. Z początku paraliżuje cię strach, ale im dłużej to trwa, człowiek jest w stanie się przyzwyczaić. Co prawda, nie jest to łatwe, ale stopniowo buduje wokół siebie kamienną fortecę, rodem ze średniowiecznych grodów, chroniąc się tam przed kolejnymi najazdami, napadami i wymierzonymi w nią kulami armatnimi. Lecz jak długo można udawać, że nie dochodzą do nas obelgi z ust najeźdźców odgrodzonych od nas potężnym murem? Kiedyś nadchodzi taka chwila, aby to zakończyć. Odeprzeć atak. Ukazać swą siłę. Zatriumfować.
            Czułem, że ten moment wreszcie dla mnie nadszedł. Miałem już prawie czterdzieści lat, trójkę dzieci i kobietę, z którą chciałem spędzić resztę życia, a ona wcale temu nie protestowała. Zdawało mi się, że rosnę. Rodziłem się na nowo, by zawalczyć o to, co moje. Powstałem z kolan, żeby ukazać kim jestem. Nadszedł czas, bym sam zadecydował o swoim życiu i ustanowił co powinno być ustanowione, bez względu na jakiekolwiek opinie innych.
- Kochanie? – mruknąłem, wchodząc do pokoju Rosie. – Mogę na chwilę?

- Wiesz? – zaczęła mówić zapatrzona w sufit, zupełnie ignorując moje pytanie. – Może ja faktycznie się nie nadaję? Zobacz, ile razy próbowałam się do ciebie zbliżyć, nie byłam w stanie się przełamać. Przecież doskonale wiem, że nie zrobisz mi krzywdy. Jest świetnie do pewnej chwili – a potem – pyk – blokada, brak dostępu. Nie ma. – zaśmiała się kpiąco.
- To nie jest najważniejsze. – powiedziałem, ujmując jej dłonie. – Grunt, że jesteś ze mną, a takie rzeczy nie mają znaczenia.
- Gdyby nie miały znaczenia, nie byłoby rasy ludzkiej. – odrzekła, wciąż unikając mojego wzroku. – Michael, to jest ważne, każdy normalny facet tego chce, ty też, nie próbuj się oszukiwać. Nie umiem spełnić oczekiwań mężczyzny i tyle. Twój ojciec miał rację. – rzuciła, spuszczając głowę.
- Chcieć nie zawsze oznacza musieć posiąść, pamiętaj o tym. – chwyciłem jej twarz i uniosłem delikatnie, zmuszając ją, by na mnie spojrzała. – Dla ciebie mogę czekać całą wieczność, rozumiesz? To, co mówił Joseph to stek bzdur. Wstyd mi za niego. – mruknąłem zrezygnowany.
- Nie możesz wstydzić się za jego słowa. On mówił prawdę, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. – jej oczy nagle rozżarzyły się. – Ale nie wybaczę mu tego, co powiedział o Biance. O mnie może mówić co chce, proszę bardzo. Nie pozwolę jednak, żeby jakiś podstarzały dupek, czyimkolwiek ojcem by nie był, obrażał moje dziecko, w dodatku w taki sposób! Ludzie, czemu moje maleństwo jest winne?! – krzyknęła ze łzami w oczach.
- Nasze dziecko. – szepnąłem, otulając ją ramieniem. – Bianca jest moją córeczką i zawsze nią będzie, czy mu się to podoba, czy nie. Nie może mną już dłużej pomiatać. Rosie, nie płacz… - pogłaskałem ją po włosach. – Kocham cię, kocham was, a on czy ktokolwiek inny nie zmieni tego w żaden sposób.
- Twoja mama to taka wspaniała kobieta. Podziwiam ją, jak ona z nim wytrzymuje? – prychnęła.
- Wiesz, też zawsze się nad tym zastanawiałem. Wiele razy sugerowałem jej, żeby go zostawiła, ale nieraz miłość, nawet ta najbardziej toksyczna jest wieczna. Cóż więc zrobić?
- Dać mi buziaka. - uśmiechnęła się. Złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku. - Oby i nasza taka miłość była.
- Toksyczna? - zapytałem zdziwiony.
- Wieczna geniuszu, wieczna. - powiedziała, przewracając oczami. - Mógłbyś porozmawiać z Bee? Wydaje mi się, że za bardzo wzięła sobie do serca słowa Josepha.
- To właśnie zamierzałem zrobić. - odparłem. - Zabiorę dzieciaki na karuzelę. Dasz sobie radę sama?
- Właściwie, to miałam do ciebie pytanie. - spojrzałem na nią pytająco. - Wiesz, i tak każdą noc spędzamy razem, może przeniesiemy się do jednej sypialni?
- Czyżby jakieś niemoralne propozycje, panno Calfucci? - zaśmiałem się. - Myślę, że to świetny pomysł. Pod warunkiem, że przeniesiesz się do mnie. - wyszczerzyłem zęby, czekając na jej reakcję.
- Skąd wiedziałam, że to powiesz... Dobrze, uprzątnę trochę ten syf w szafkach. - udałem, że nie słyszałem tego, co powiedziała. - Nie graj durnia, wyrzucę wszystkie graty z tych twoich szufladek. Co ty chcesz, papierki po cukierkach dla potomności zachować? 
- Nie sprzątałem tam od kilku lat... - odpowiedziałem zakłopotany.
- Czas najwyższy, panie Jackson. Przynajmniej do czegoś ci się baba przyda.

***
            Miłość jest dziwnym, niezdefiniowanym jasno uczuciem. Nie da się określić jej granic. Prawdopodobnie takie nawet nie istnieją. Jednak niektóre pragnienia trzeba spełniać, są bowiem podstawą, bazą udanego związku. Miłość fizyczna jest uzupełnieniem układanki, którą bez tego zasadniczego elementu może się łatwo rozsypać. Nie ma takiej osoby, która by tego nie potrzebowała. Ludzi ciągnie do siebie niczym dwa przeciwne bieguny magnetyczne, taka jest nasza natura, tak skonstruowany jest świat. Nie można od tego uciec, prędzej czy później do tego dojdzie, w pewnym momencie strach minie, bariera się skruszy, zostaną tylko dwa spragnione, złączone ze sobą ciała, w namiętnym tańcu, choreografii ułożonej przez nich samych.
            Wzdychając głęboko, usiadłam na skraju łóżka, lustrując uważnie wzrokiem wszystkie szafy, szafki i szafeczki. Ku mojej wielkiej uciesze, było ich tu od groma – za przyzwoleniem gospodarza mogłam beztrosko szperać, grzebać, wywalać i przewracać wszystko, jak tylko mi się podobało. Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką uwielbiałam przeszukiwać wszelkie kredensy i szufladki rodziców, odkrywając wszystkie sekrety ich życia po zmroku, czy też miliony przepisów na ciasta i ciasteczka. Pewnego razu na gorącym uczynku przyłapał mnie tata – udałam wtedy, że zajęta byłam odczytywaniem tajemnej receptury na domowy syrop malinowy. Nigdy nie zapomnę jego miny, gdy zobaczył, że studiowałam jednak zupełnie inną lekturę, której treść do dziś pozostawała w mej pamięci. Teraz czułam, jak gdyby to wszystko wróciło. Fakt faktem, może i nie byłam w stanie nigdzie pobiec, ale duchem przeniosłam się z powrotem do tego cudownego okresu w życiu człowieka, zwanego dzieciństwem.
            Przeszukiwałam już ostatnią szufladkę, wciąż śmiejąc się ze starych zdjęć Michaela, które udało mi się znaleźć. W tym momencie pewien element szczególnie przykuł moją uwagę. Ukryty na samym dnie, pod całą stertą różnych innych szpargałów i rupieci. Gdy dokopałam się do tajemniczego skarbu, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nagle zza drzwi usłyszałam śmiechy dzieciaków.
- Następnym razem wygram! – krzyknął Michael, wchodząc do pokoju.
- Następnym razem to się porzygasz! – odpowiedział mu Prince, drąc się z dołu.
- I jak tam ci idzie, kochanie? – mruknął widocznie zadowolony z zabawy z dziećmi. – Wysprzątałaś już każdy zakątek?
- Czy mógłbyś wejść i zamknąć drzwi? – syknęłam, lecz on nie zauważył w moim tonie nic nadzwyczajnego.
- A co, masz coś dla mnie? – zapytał, zastosowawszy się do moich poleceń i podszedł do mnie, próbując ucałować mnie w szyję, ale natychmiast odwróciłam się do niego twarzą.
- Owszem, mam coś dla ciebie. Cały stos gazetek z nagimi babami. – warknęłam. – Który chyba nawet jest twój, bo nie przypominam sobie, żebym to ja je tu włożyła!
- Ale… - zająknął się.
- Ale przecież ty nie patrzysz w ten sposób na kobiety, prawda? – prychnęłam. – Przecież ty nie potrzebujesz seksu, nie? Tobie wystarczą gołe dupy z tych dennych czasopism i własna ręka! – krzyczałam. – To dlatego tak… Odejdź ode mnie! – wrzasnęłam, gdy do mnie podszedł.
- Może… - znów próbował coś powiedzieć, ale i tym razem nie pozwoliłam mu dojść do słowa.
- Tak, dla ciebie to się nie liczy! Anioł bez potrzeb fizycznych! Myślałby kto! – fuknęłam z ironią. – Cholera, aż tak bardzo ci tego brakuje? Proszę, idź, ja cię nie trzymam, ty… - darłam się, czując jak po policzkach spływają mi łzy.
            Nie dokończyłam – mężczyzna zbliżył się do mnie, unieruchomił mi ręce za plecami i zatopił się w moich ustach, mimo, że początkowo stawiałam mu opór. Był stanowczy, silny, dominował nade mną, jednocześnie wcale nie tracąc swojej niezwykłej delikatności i wyczucia. Skutecznie zamknął mi usta, choć byłam wściekła tak na niego, jak i na siebie samą. Nie potrafiłam mu się jednak w żaden sposób oprzeć – takie właśnie są konsekwencje tej bezgranicznej miłości wobec drugiej osoby.
- Czy teraz możesz mnie wreszcie wysłuchać? – zapytał spokojnie, odrywając się ode mnie.
- Wykorzystujesz moje słabostki. A mam inne wyjście? – powiedziałam, przewracając oczami. – Proszę, czekam na jakieś sensowne wyjaśnienie, panie Jackson, kochający, wzorowy tatu…
- Zamkniesz się wreszcie? – warknął, spoglądając na mnie złowrogo. – Dobrze, przyznaję się, to moje.
- Coś jeszcze? – spytałam kpiąco.
- Skoro trzymasz te gazetki w ręku, proszę, zrób z nich użytek i spójrz na datę wydania. – mruknął, a ja niechętnie spojrzałam na okładkę, na której jakaś seksowna aktorka pozowała w samej bieliźnie. Jej ciału blisko było do ideału, w przeciwieństwie do mojego. Ogarnęło mnie poczucie beznadziei, rezygnacji i chęć zapadnięcia się pod ziemię. Tak naprawdę nie mogłam mu się dziwić. Co taki mężczyzna jak on widział w takiej poturbowanej sierocie jak ja?
- Wrzesień ’91. Październik ’91. Luty ’90… - czytałam kolejne daty, czując narastający wstyd.
- Rosa, ja naprawdę nie miałem ich w rękach od dobrych kilku lat… Pewnie były gdzieś na dnie jakiejś szuflady, wrzucone i zapomniane… - mruknął zażenowany. – Powinienem był je dawno wyrzucić. Albo nigdy nie kupować. Rosie – zbliżył się do mnie, gdy spuściłam głowę. – Naprawdę nie mógłbym… Teraz mi wierzysz?
- Przepraszam, ale… - szepnęłam, ale natychmiast wszedł mi w słowo.
- Nie przepraszaj. Każdy tak by zareagował. Zapomnijmy o tym, dobrze? – odparł, całując mnie w czoło i przytulając. – Stare dzieje. To było dawno i nieprawda.
 
***

            Tylko ktoś, kto naprawdę kocha potrafi zrozumieć, wysłuchać i zachować w tajemnicy nawet tak żenującą sytuację jak ta – co prawda, niekiedy trzeba nieco przekonać tę osobę do wysłuchania naszych tłumaczeń, ale to jeszcze nic nie znaczy. Zastanawiałem się, co mogła czuć, gdy to znalazła – smutek, ból, zawód, czy może wszystko naraz. Nie chciałem jej ranić. Była dla mnie wszystkim, stanowiła część mojego świata, należała do zamkniętego kręgu tych, przed którymi mogłem być sobą i nie musiałem udawać nikogo innego. To ona nauczyła mnie czym jest miłość, pokazała nieco inną drogę do szczęścia, niż ta którą znałem – lepszą, szerszą, prostszą.
- Co tak nagle zamilkłeś, świętoszku? – zapytała dziewczyna, spoglądając mi w oczy.
- Za każdym razem gdy jesteś przy mnie, czuję magię, której nie umiem opisać słowami. Magię, która porywa moje ciało i duszę. Chcą tańczyć, choć nikt dla nich nie gra. Chciałyby śpiewać, lecz nie ma pieśni, która mogłaby opiewać twoje piękno. Nie ma jednak takich słów, które mogłyby to powiedzieć. Czynisz mnie niemym, odbierasz mi mowę… - mówiłem szeptem wprost do jej ucha.
- To jakim sposobem mi tu gadasz, w dodatku wierszem? – zaśmiała się. – Wariat.
- Ale za to jaki kochany. – dodałem.
- Oj, bardzo, ale to bardzo kochany… Świętoszek.

***

Moi kochani!

W związku ze zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia życzę Wam i sobie:
- Michaela,
- Michaela,
- Jeszcze więcej Michaela,
- Rodzinnego ciepła, spokoju, szczęścia, samych radosnych chwil, dużo zdrowia i rozwiązania wszelkich problemów!

Nie umiem składać życzeń - wszystkiego dobrego!
Tymczasem, zapraszam do komentowania i życzę miłego wieczorku!
Następna notka w sobotę :)
Pozdrawiam!
Alex :)

4 komentarze:

  1. Hejjj ♥
    Zaczne od tradycyjnej lecz w pełni szczerej formułki, że notka wyszła cudownie. W wesoły motyw genialnie wplotłaś troszke smutku.
    Jak pisałam na fb wzięłam sobie strasznie mocno słowa Rosy (mimo, że później okazało się, że Jackson jest [po części] nie winny). Raczej kobieta, która znajduje takie gazetki u swojego mężczyzny musi czuć się strasznie, ale ty poszłaś w innym kierunku co mi się również spodobało. Każdy aniołek nosi na zapas różki. Taki jest los człowieka, że nie jest idealny.
    Ogólnie notka wyszła bardzo zabawnie, że chichrałam się jak głupia.
    A co do życzeń powiem wielkie: Wzajemnie kochana!
    Czekam z niecierpliwością na nexta. Życze masy wenyy!
    Pizdrawiam Świątecznie!
    Marysia ;***

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem już!!!
    Ogólnie to motyw świerszyczka zajebisty wręcz xD
    No w końcu to facet, nie?!
    Ja nie zapomnę jak raz z moim byłym (wtedy obecnym) razem przeglądaliśmy gazetkę Playboy'a i śmialiśmy się jak idioci z tym typiar tam pozujących xD
    Więc jak widać mogą przynieść dużo radości xD
    Mike świetnie wybrnął z sytuacji - Rosa trochę się spaliła, ale w sumie miała prawo tak zareagować :D
    Również się mega uśmiałam xD
    Pozdrawiam, również Wesołych itd ale to dostaniecie jutro w notce u mnie :)
    Buziaki!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. No dotarłam również i ja , po małych rewolucjach z internetem . Więc powiem,że rozdział mi się bardzo podobał ,a zresztą jak zawsze :)Czytając o kolorowych czasopismach zajebiście świętego Jacksona lałam ze śmiechu :D
    Po Twoim Michaelu się tego nie spodziewałam, w ogóle nie chcę dopuszczać do siebie myśli chociaż nie wiem czemu, że MJ takie rzeczy oglądał ,ale wiem że na pewno to robił więc no :)Najważniejsze ,że jak to powiedział to było dawno i nieprawda .Dobrze ,ze wytłumaczył Rosie wszystko, bo jak zobaczyła te gazetki to na pewno zrobiło się jej przykro i jak było widać wkurwiła się nie na żarty :) Jak mój chłopak takie gołe baby by oglądał , to uwierzcie ,że nie chcecie wiedzieć co bym mu zrobiła ;)
    No ,ale wyjaśnione ?Wyjaśnione .Szczerze to na początku jak Michael i Rosa gadali na "te tematy" to nie wiedzieć czemu miałam jakieś takie przeczucie ,że coś się wydarzy w tym rozdziale .Ale ja naprawdę nie wiem czemu miałam te przeczucie . Hahahahaha no kurde wszyscy mnie chyba na serio dosyć mają za te "moje nadzieje na małe co nieco ".Ale żeby nie było ja czekam , jestem wytrwała i chociaż miałabym czekać do usranej śmierci to poczekam :D
    Czekam z niecierpliwością na nexta.
    Wesołych świąt , dużo prezentów i pijanego
    sylwestra ! <33
    Pozdrawiam gorąco :******

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednym słowem? Genialne!
    Rozwijając...cóż to dopiero mój drugi rodział tego opowiadania i żałuje, że pojawiłam się tutaj dopiero teraz. Muszę to nadrobić jak najszybciej !
    Po przeczytaniu pierwszych kilku zdań zdałam sobie sprawę, że mam doczynienia z ciekawą historią i jeszcze ciekawszą autorką.
    Spodziewałam się kolejnego słabego fanfiction o MJ typu "byłam smutna i samotna i pojawił się Michael i on był moim mężem potem! Ojejee" otóż nic
    bardziej mylnego! Cała fabuła ; lub przynajmniej te części, które już przeczytałam, są całkiem prosto skonstruowane bez jakiś nierealistycznych elementów. Mam wrażenie, że postaci, które umieściłaś istaniały w życiu Michaela naprawdę. Podczas czytania jakiejkolwiek części wszystkie opisy wpływają na wyobraźnie i emocje - wszystko jest takie żywe i realistyczne.
    Niesamowite jest też to, jak gładko i przejrzyście prowadzisz akcje...całość czyta się przyjemnie i nie nudzisz się przy tym.
    Jak już się tak rozpisałam w tym moim zachwycie to dodam, że podoba mi się, że pisane jest to z perspektywy dwóch różnych osób. Można się nieźle wczuć!
    Nic dodać nic ująć. Kawał dobrej roboty! Oby tak dalej. Ja lece czytać poprzednie części, a Ty już szykuj nowy rozdział <3 ;>
    Wesołych świąt!
    Buziaki :) :*

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.