***
Kiedy ktoś potrafi trafić w twój
czuły punkt, może zupełnie niespodziewanie przejąć nad tobą kontrolę. Każdy
kolejny cios zadaje ci niewyobrażalny ból, coraz bardziej osłabia. Z początku
paraliżuje cię strach, ale im dłużej to trwa, człowiek jest w stanie się
przyzwyczaić. Co prawda, nie jest to łatwe, ale stopniowo buduje wokół siebie
kamienną fortecę, rodem ze średniowiecznych grodów, chroniąc się tam przed
kolejnymi najazdami, napadami i wymierzonymi w nią kulami armatnimi. Lecz jak
długo można udawać, że nie dochodzą do nas obelgi z ust najeźdźców odgrodzonych
od nas potężnym murem? Kiedyś nadchodzi taka chwila, aby to zakończyć. Odeprzeć
atak. Ukazać swą siłę. Zatriumfować.
Czułem, że ten moment wreszcie dla
mnie nadszedł. Miałem już prawie czterdzieści lat, trójkę dzieci i kobietę, z
którą chciałem spędzić resztę życia, a ona wcale temu nie protestowała. Zdawało
mi się, że rosnę. Rodziłem się na nowo, by zawalczyć o to, co moje. Powstałem z
kolan, żeby ukazać kim jestem. Nadszedł czas, bym sam zadecydował o swoim życiu
i ustanowił co powinno być ustanowione, bez względu na jakiekolwiek opinie innych.
- Kochanie? –
mruknąłem, wchodząc do pokoju Rosie. – Mogę na chwilę?
- Wiesz? – zaczęła mówić
zapatrzona w sufit, zupełnie ignorując moje pytanie. – Może ja faktycznie się
nie nadaję? Zobacz, ile razy próbowałam się do ciebie zbliżyć, nie byłam w
stanie się przełamać. Przecież doskonale wiem, że nie zrobisz mi krzywdy. Jest
świetnie do pewnej chwili – a potem – pyk – blokada, brak dostępu. Nie ma. –
zaśmiała się kpiąco.
- To nie jest
najważniejsze. – powiedziałem, ujmując jej dłonie. – Grunt, że jesteś ze mną, a
takie rzeczy nie mają znaczenia.
- Gdyby nie miały
znaczenia, nie byłoby rasy ludzkiej. – odrzekła, wciąż unikając mojego wzroku. –
Michael, to jest ważne, każdy normalny facet tego chce, ty też, nie próbuj się
oszukiwać. Nie umiem spełnić oczekiwań mężczyzny i tyle. Twój ojciec miał
rację. – rzuciła, spuszczając głowę.
- Chcieć nie zawsze oznacza musieć posiąść, pamiętaj o tym. – chwyciłem jej twarz i uniosłem delikatnie, zmuszając
ją, by na mnie spojrzała. – Dla ciebie mogę czekać całą wieczność, rozumiesz?
To, co mówił Joseph to stek bzdur. Wstyd mi za niego. – mruknąłem zrezygnowany.
- Nie możesz wstydzić
się za jego słowa. On mówił prawdę, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. – jej
oczy nagle rozżarzyły się. – Ale nie wybaczę mu tego, co powiedział o Biance. O
mnie może mówić co chce, proszę bardzo. Nie pozwolę jednak, żeby jakiś
podstarzały dupek, czyimkolwiek ojcem by nie był, obrażał moje dziecko, w
dodatku w taki sposób! Ludzie, czemu moje maleństwo jest winne?! – krzyknęła ze
łzami w oczach.
- Nasze dziecko. –
szepnąłem, otulając ją ramieniem. – Bianca jest moją córeczką i zawsze nią
będzie, czy mu się to podoba, czy nie. Nie może mną już dłużej pomiatać. Rosie,
nie płacz… - pogłaskałem ją po włosach. – Kocham cię, kocham was, a on czy
ktokolwiek inny nie zmieni tego w żaden sposób.
- Twoja mama to taka
wspaniała kobieta. Podziwiam ją, jak ona z nim wytrzymuje? – prychnęła.
- Wiesz, też zawsze się nad tym
zastanawiałem. Wiele razy sugerowałem jej, żeby go
zostawiła, ale nieraz miłość, nawet ta najbardziej toksyczna jest wieczna. Cóż
więc zrobić?
- Dać mi buziaka. - uśmiechnęła się. Złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku. - Oby i nasza taka miłość była.
- Toksyczna? - zapytałem zdziwiony.
- Wieczna geniuszu, wieczna. - powiedziała, przewracając oczami. - Mógłbyś porozmawiać z Bee? Wydaje mi się, że za bardzo wzięła sobie do serca słowa Josepha.
- To właśnie zamierzałem zrobić. - odparłem. - Zabiorę dzieciaki na karuzelę. Dasz sobie radę sama?
- Właściwie, to miałam do ciebie pytanie. - spojrzałem na nią pytająco. - Wiesz, i tak każdą noc spędzamy razem, może przeniesiemy się do jednej sypialni?
- Czyżby jakieś niemoralne propozycje, panno Calfucci? - zaśmiałem się. - Myślę, że to świetny pomysł. Pod warunkiem, że przeniesiesz się do mnie. - wyszczerzyłem zęby, czekając na jej reakcję.
- Skąd wiedziałam, że to powiesz... Dobrze, uprzątnę trochę ten syf w szafkach. - udałem, że nie słyszałem tego, co powiedziała. - Nie graj durnia, wyrzucę wszystkie graty z tych twoich szufladek. Co ty chcesz, papierki po cukierkach dla potomności zachować?
- Nie sprzątałem tam od kilku lat... - odpowiedziałem zakłopotany.
- Czas najwyższy, panie Jackson. Przynajmniej do czegoś ci się baba przyda.
- Dać mi buziaka. - uśmiechnęła się. Złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku. - Oby i nasza taka miłość była.
- Toksyczna? - zapytałem zdziwiony.
- Wieczna geniuszu, wieczna. - powiedziała, przewracając oczami. - Mógłbyś porozmawiać z Bee? Wydaje mi się, że za bardzo wzięła sobie do serca słowa Josepha.
- To właśnie zamierzałem zrobić. - odparłem. - Zabiorę dzieciaki na karuzelę. Dasz sobie radę sama?
- Właściwie, to miałam do ciebie pytanie. - spojrzałem na nią pytająco. - Wiesz, i tak każdą noc spędzamy razem, może przeniesiemy się do jednej sypialni?
- Czyżby jakieś niemoralne propozycje, panno Calfucci? - zaśmiałem się. - Myślę, że to świetny pomysł. Pod warunkiem, że przeniesiesz się do mnie. - wyszczerzyłem zęby, czekając na jej reakcję.
- Skąd wiedziałam, że to powiesz... Dobrze, uprzątnę trochę ten syf w szafkach. - udałem, że nie słyszałem tego, co powiedziała. - Nie graj durnia, wyrzucę wszystkie graty z tych twoich szufladek. Co ty chcesz, papierki po cukierkach dla potomności zachować?
- Nie sprzątałem tam od kilku lat... - odpowiedziałem zakłopotany.
- Czas najwyższy, panie Jackson. Przynajmniej do czegoś ci się baba przyda.
***
Miłość jest dziwnym,
niezdefiniowanym jasno uczuciem. Nie da się określić jej granic. Prawdopodobnie
takie nawet nie istnieją. Jednak niektóre pragnienia trzeba spełniać, są bowiem
podstawą, bazą udanego związku. Miłość fizyczna jest uzupełnieniem układanki,
którą bez tego zasadniczego elementu może się łatwo rozsypać. Nie ma takiej
osoby, która by tego nie potrzebowała. Ludzi ciągnie do siebie niczym dwa
przeciwne bieguny magnetyczne, taka jest nasza natura, tak skonstruowany jest
świat. Nie można od tego uciec, prędzej czy później do tego dojdzie, w pewnym
momencie strach minie, bariera się skruszy, zostaną tylko dwa spragnione,
złączone ze sobą ciała, w namiętnym tańcu, choreografii ułożonej przez nich
samych.
Przeszukiwałam już ostatnią
szufladkę, wciąż śmiejąc się ze starych zdjęć Michaela, które udało mi się
znaleźć. W tym momencie pewien element szczególnie przykuł moją uwagę. Ukryty
na samym dnie, pod całą stertą różnych innych szpargałów i rupieci. Gdy
dokopałam się do tajemniczego skarbu, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nagle zza drzwi usłyszałam śmiechy dzieciaków.
- Następnym razem
wygram! – krzyknął Michael, wchodząc do pokoju.
- Następnym razem to
się porzygasz! – odpowiedział mu Prince, drąc się z dołu.
- I jak tam ci idzie,
kochanie? – mruknął widocznie zadowolony z zabawy z dziećmi. – Wysprzątałaś już
każdy zakątek?
- Czy mógłbyś wejść i
zamknąć drzwi? – syknęłam, lecz on nie zauważył w moim tonie nic
nadzwyczajnego.
- A co, masz coś dla
mnie? – zapytał, zastosowawszy się do moich poleceń i podszedł do mnie,
próbując ucałować mnie w szyję, ale natychmiast odwróciłam się do niego twarzą.
- Owszem, mam coś dla
ciebie. Cały stos gazetek z nagimi babami. – warknęłam. – Który chyba nawet jest twój, bo nie przypominam sobie, żebym to ja je tu włożyła!
- Ale… - zająknął
się.
- Ale przecież ty nie
patrzysz w ten sposób na kobiety, prawda? – prychnęłam. – Przecież ty nie
potrzebujesz seksu, nie? Tobie wystarczą gołe dupy z tych dennych czasopism i
własna ręka! – krzyczałam. – To dlatego tak… Odejdź ode mnie! – wrzasnęłam, gdy
do mnie podszedł.
- Może… - znów
próbował coś powiedzieć, ale i tym razem nie pozwoliłam mu dojść do słowa.
- Tak, dla ciebie to
się nie liczy! Anioł bez potrzeb fizycznych! Myślałby kto! – fuknęłam z ironią.
– Cholera, aż tak bardzo ci tego brakuje? Proszę, idź, ja cię nie trzymam, ty…
- darłam się, czując jak po policzkach spływają mi łzy.
Nie dokończyłam – mężczyzna zbliżył
się do mnie, unieruchomił mi ręce za plecami i zatopił się w moich ustach, mimo,
że początkowo stawiałam mu opór. Był stanowczy, silny, dominował nade mną, jednocześnie wcale nie tracąc swojej niezwykłej delikatności i wyczucia. Skutecznie
zamknął mi usta, choć byłam wściekła tak na niego, jak i na siebie
samą. Nie potrafiłam mu się jednak w żaden sposób oprzeć – takie właśnie są
konsekwencje tej bezgranicznej miłości wobec drugiej osoby.
- Czy teraz możesz
mnie wreszcie wysłuchać? – zapytał spokojnie, odrywając się ode mnie.
- Wykorzystujesz moje
słabostki. A mam inne wyjście? – powiedziałam, przewracając oczami. – Proszę,
czekam na jakieś sensowne wyjaśnienie, panie Jackson, kochający, wzorowy tatu…
- Zamkniesz się
wreszcie? – warknął, spoglądając na mnie złowrogo. – Dobrze, przyznaję się, to
moje.
- Coś jeszcze? –
spytałam kpiąco.
- Skoro trzymasz te
gazetki w ręku, proszę, zrób z nich użytek i spójrz na datę wydania. – mruknął,
a ja niechętnie spojrzałam na okładkę, na której jakaś seksowna aktorka
pozowała w samej bieliźnie. Jej ciału blisko było do ideału, w przeciwieństwie
do mojego. Ogarnęło mnie poczucie beznadziei, rezygnacji i chęć zapadnięcia się
pod ziemię. Tak naprawdę nie mogłam mu się dziwić. Co taki mężczyzna jak on
widział w takiej poturbowanej sierocie jak ja?
- Wrzesień ’91.
Październik ’91. Luty ’90… - czytałam kolejne daty, czując narastający wstyd.
- Rosa, ja naprawdę
nie miałem ich w rękach od dobrych kilku lat… Pewnie były gdzieś na dnie
jakiejś szuflady, wrzucone i zapomniane… - mruknął zażenowany. – Powinienem był
je dawno wyrzucić. Albo nigdy nie kupować. Rosie – zbliżył się do mnie, gdy
spuściłam głowę. – Naprawdę nie mógłbym… Teraz mi wierzysz?
- Przepraszam, ale… -
szepnęłam, ale natychmiast wszedł mi w słowo.
- Nie przepraszaj.
Każdy tak by zareagował. Zapomnijmy o tym, dobrze? – odparł, całując mnie w
czoło i przytulając. – Stare dzieje. To było dawno i nieprawda.
***
Tylko ktoś, kto naprawdę kocha
potrafi zrozumieć, wysłuchać i zachować w tajemnicy nawet tak żenującą sytuację
jak ta – co prawda, niekiedy trzeba nieco przekonać tę osobę do wysłuchania
naszych tłumaczeń, ale to jeszcze nic nie znaczy. Zastanawiałem się, co mogła
czuć, gdy to znalazła – smutek, ból, zawód, czy może wszystko naraz. Nie
chciałem jej ranić. Była dla mnie wszystkim, stanowiła część mojego świata,
należała do zamkniętego kręgu tych, przed którymi mogłem być sobą i nie
musiałem udawać nikogo innego. To ona nauczyła mnie czym jest miłość, pokazała
nieco inną drogę do szczęścia, niż ta którą znałem – lepszą, szerszą, prostszą.
- Co tak nagle
zamilkłeś, świętoszku? – zapytała dziewczyna, spoglądając mi w oczy.
- Za każdym razem gdy
jesteś przy mnie, czuję magię, której nie umiem opisać słowami. Magię, która
porywa moje ciało i duszę. Chcą tańczyć, choć nikt dla nich nie gra. Chciałyby
śpiewać, lecz nie ma pieśni, która mogłaby opiewać twoje piękno. Nie ma jednak
takich słów, które mogłyby to powiedzieć. Czynisz mnie niemym, odbierasz mi
mowę… - mówiłem szeptem wprost do jej ucha.
- To jakim sposobem
mi tu gadasz, w dodatku wierszem? – zaśmiała się. – Wariat.
- Ale za to jaki
kochany. – dodałem.
- Oj, bardzo, ale to
bardzo kochany… Świętoszek.
***
Moi kochani!
W związku ze zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia życzę Wam i sobie:
- Michaela,
- Michaela,
- Jeszcze więcej Michaela,
- Rodzinnego ciepła, spokoju, szczęścia, samych radosnych chwil, dużo zdrowia i rozwiązania wszelkich problemów!
Nie umiem składać życzeń - wszystkiego dobrego!
Tymczasem, zapraszam do komentowania i życzę miłego wieczorku!
Następna notka w sobotę :)
Pozdrawiam!
Alex :)


Hejjj ♥
OdpowiedzUsuńZaczne od tradycyjnej lecz w pełni szczerej formułki, że notka wyszła cudownie. W wesoły motyw genialnie wplotłaś troszke smutku.
Jak pisałam na fb wzięłam sobie strasznie mocno słowa Rosy (mimo, że później okazało się, że Jackson jest [po części] nie winny). Raczej kobieta, która znajduje takie gazetki u swojego mężczyzny musi czuć się strasznie, ale ty poszłaś w innym kierunku co mi się również spodobało. Każdy aniołek nosi na zapas różki. Taki jest los człowieka, że nie jest idealny.
Ogólnie notka wyszła bardzo zabawnie, że chichrałam się jak głupia.
A co do życzeń powiem wielkie: Wzajemnie kochana!
Czekam z niecierpliwością na nexta. Życze masy wenyy!
Pizdrawiam Świątecznie!
Marysia ;***
Jestem już!!!
OdpowiedzUsuńOgólnie to motyw świerszyczka zajebisty wręcz xD
No w końcu to facet, nie?!
Ja nie zapomnę jak raz z moim byłym (wtedy obecnym) razem przeglądaliśmy gazetkę Playboy'a i śmialiśmy się jak idioci z tym typiar tam pozujących xD
Więc jak widać mogą przynieść dużo radości xD
Mike świetnie wybrnął z sytuacji - Rosa trochę się spaliła, ale w sumie miała prawo tak zareagować :D
Również się mega uśmiałam xD
Pozdrawiam, również Wesołych itd ale to dostaniecie jutro w notce u mnie :)
Buziaki!:*
No dotarłam również i ja , po małych rewolucjach z internetem . Więc powiem,że rozdział mi się bardzo podobał ,a zresztą jak zawsze :)Czytając o kolorowych czasopismach zajebiście świętego Jacksona lałam ze śmiechu :D
OdpowiedzUsuńPo Twoim Michaelu się tego nie spodziewałam, w ogóle nie chcę dopuszczać do siebie myśli chociaż nie wiem czemu, że MJ takie rzeczy oglądał ,ale wiem że na pewno to robił więc no :)Najważniejsze ,że jak to powiedział to było dawno i nieprawda .Dobrze ,ze wytłumaczył Rosie wszystko, bo jak zobaczyła te gazetki to na pewno zrobiło się jej przykro i jak było widać wkurwiła się nie na żarty :) Jak mój chłopak takie gołe baby by oglądał , to uwierzcie ,że nie chcecie wiedzieć co bym mu zrobiła ;)
No ,ale wyjaśnione ?Wyjaśnione .Szczerze to na początku jak Michael i Rosa gadali na "te tematy" to nie wiedzieć czemu miałam jakieś takie przeczucie ,że coś się wydarzy w tym rozdziale .Ale ja naprawdę nie wiem czemu miałam te przeczucie . Hahahahaha no kurde wszyscy mnie chyba na serio dosyć mają za te "moje nadzieje na małe co nieco ".Ale żeby nie było ja czekam , jestem wytrwała i chociaż miałabym czekać do usranej śmierci to poczekam :D
Czekam z niecierpliwością na nexta.
Wesołych świąt , dużo prezentów i pijanego
sylwestra ! <33
Pozdrawiam gorąco :******
Jednym słowem? Genialne!
OdpowiedzUsuńRozwijając...cóż to dopiero mój drugi rodział tego opowiadania i żałuje, że pojawiłam się tutaj dopiero teraz. Muszę to nadrobić jak najszybciej !
Po przeczytaniu pierwszych kilku zdań zdałam sobie sprawę, że mam doczynienia z ciekawą historią i jeszcze ciekawszą autorką.
Spodziewałam się kolejnego słabego fanfiction o MJ typu "byłam smutna i samotna i pojawił się Michael i on był moim mężem potem! Ojejee" otóż nic
bardziej mylnego! Cała fabuła ; lub przynajmniej te części, które już przeczytałam, są całkiem prosto skonstruowane bez jakiś nierealistycznych elementów. Mam wrażenie, że postaci, które umieściłaś istaniały w życiu Michaela naprawdę. Podczas czytania jakiejkolwiek części wszystkie opisy wpływają na wyobraźnie i emocje - wszystko jest takie żywe i realistyczne.
Niesamowite jest też to, jak gładko i przejrzyście prowadzisz akcje...całość czyta się przyjemnie i nie nudzisz się przy tym.
Jak już się tak rozpisałam w tym moim zachwycie to dodam, że podoba mi się, że pisane jest to z perspektywy dwóch różnych osób. Można się nieźle wczuć!
Nic dodać nic ująć. Kawał dobrej roboty! Oby tak dalej. Ja lece czytać poprzednie części, a Ty już szykuj nowy rozdział <3 ;>
Wesołych świąt!
Buziaki :) :*