8/28/2015

WH: Epilog

(Randomowy utwór, który wpadł mi w ucho)
              
***

                Choć bycie kochanym daje szczęście, a miłość do drugiego człowieka sprawia, że czujemy się potrzebni, tylko ryzyko straty ukochanej osoby czyni nas silnymi i gotowymi do walki. Czas jest za to najlepszym nauczycielem – uczy nas zrozumieć i zaakceptować los.

***

OCZAMI ROSY…
               
                Czasem w naszym życiu pojawia się ktoś, kto przychodzi zupełnie niespodziewanie i od razu staje się jego częścią niezależnie od nas. Taką właśnie osobą był dla mnie Michael. Przyjacielem, bratem, miłością mojego życia oraz ojcem naszych dzieci. Choć miłość nieraz rodzi się bardzo szybko, nie czyni jej to mniej prawdziwą.
                Był pogodny, jesienny poranek. Ciepło jego dłoni przepływało przez całe moje ciało, delikatny uśmiech dodawał mu uroku. Szedł obok mnie zamyślony, nieobecny. Przemierzaliśmy wąską alejkę w ciszy, rozkoszując się spokojem. Nawet Bee nic nie mówiła, po prostu rozglądała się wokoło.
- Denerwujesz się? – zapytałam z troską, patrząc, jak impulsywnie poprawia kapelusz.
- Nigdy nie byłem w kościele… - mruknął. – A jak zrobię coś głupiego?
- Po pierwsze mężczyzno – zaśmiałam się, porywając jego nakrycie głowy – musisz mi to oddać. – spojrzał na mnie jak na wariatkę. – Tylko kobiety mają takie przywileje, prawda córciu?
- Tak! Tato, jak wejdziesz musisz umoczyć rękę w wodzie święconej i się przeżegnać. A, jeszcze uklęknąć przed ołtarzem. – pisnęła Bianca. – No a potem…
- No a potem siadamy w ławce – nie chcąc stresować mojego chłopaka, przerwałam wykład pięciolatce. – i modlimy się.
- Prawie jak w szkole – zachichotał. – A później?
- A później rób to co ja. – rzuciłam.
- Do twarzy ci z tym kapeluszem. – powiedział, przygryzając wargę. – Córeczko, przyznasz mi rację?
- Tak! Mam najpiękniejszą mamusię na świecie! – uśmiechnęłam się mimowolnie. Zostać ojcem jest łatwo, trudniej jest nim być. Jednego jestem pewna - Michael podołał temu wyzwaniu.

***

OCZAMI MICHAELA…

                Wiatr targał jej czerwone włosy, burząc starannie ułożone loki. Szła powoli, z klasą. Biały kostium podkreślał jej wdzięki, na ramiona miała narzucony prosty żakiet tego samego koloru. Nie mogłem uwierzyć, że idę obok kobiety, którą kocham. Mojej Rosie, dla której mógłbym zrobić wszystko. Tej Rosy Cristiny Marie Calfucci, która napawała mnie szczęściem i wypełniła mój świat.
- No… Wchodzimy na bardzo niebezpieczny teren. Oddaj mi kapelusz, Ariel. – zaśmiałem się. – W ogóle, chyba nie mówiłem Ci jeszcze, że wyglądasz jak Mała Syrenka?
- Szkoda tylko, że nie umiem tak dobrze pływać. – prychnęła. – A tak całkiem poważnie, to moja ulubiona bajka. Moja gwiazda nigdy nie chce jej oglądać.
- Bo ja wolę Króla Lwa! – wykrzyknęła. – Ariel wcale nie żyła z księciem długo i szczęśliwie. Zamieniła się w morską pianę!
- Kochanie, czasem warto pokolorować nieco życie… Wtedy staje się piękniejsze. – powiedziałem, czochrając Biancę po włosach.
- Chociaż nieraz opłaca się poświęcić własne życie za kogoś, kogo się kocha. – szepnęła Rosa, jakby do samej siebie. – To nazywa się oddanie. – na jej ustach zagościł uśmiech.
                Mimo pięknej pogody, ulice zdawały się być puste. W duchu dziękowałem Bogu, że nikt jeszcze się na mnie nie rzucił. Od dawna marzyłem o wyjściu z rancza bez przebrania, jak normalny człowiek. Nie jako Król Popu, nie jako gwiazda. Po prostu, jako ja – Michael Jackson. Za to kochałem Rosę. Dla niej nie liczyły się pieniądze, moja sława. Była inna, przy niej nie musiałem nikogo udawać.
- Rosie, coś się dzieje? – spytałem, gdy puściła moją rękę i zatrzymała się. – Rosa?
- Przepraszam… - rzuciła, biegnąc w stronę dziewczyny wchodzącej na ulicę. – STÓJ! – krzyknęła. Widziałem, jak zasłania ją przed nadjeżdżającym pojazdem. Słyszałem klakson, krzyk, do moich uszu dotarł przerażający skowyt hamującego samochodu i odgłos uderzenia. Nie mogłem się poruszyć, nieobecny stałem w miejscu, kurczowo trzymając dłoń Bianci. Świat na chwilę się zatrzymał, wszystko pociemniało wokoło.
- Rosie… - szepnąłem. – Nie rób mi tego.

***

Szczęścia ulotne chwile
Choć zdają się trwać wiecznie
Umykają z podmuchem wiatru
Czy przeżyjesz tę próbę?
Nie pozwól nadziei skonać
Nim Bóg nie wypowie
Ostatecznego słowa
Gdy swoją nadzieję
Przy życiu zachowasz
Twoje szczęście powróci
Powróci i ONA



***

Witajcie kochani!
No cóż... Ostatnia notka z WH. Tego się nie spodziewaliście, co?
Nie gadam dzisiaj. Jutro się nagadam.
Czekam na komentarze, dziękuję za ciepłe słowa i opinie :)
No to do jutra! :D

8 komentarzy:

  1. Czy Ty chcesz usmiercic Rosie?! Nie no, ona Będzie żyć, ale co Ty chcesz jej zrobić?
    Piękna notka!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja płacze.. Olu, kochanie moje ty, ja wiedziałam, ale przeżyłam wstrząs. Na początku śmieszna scenka, a potem przeskok akcji i..Powtarzam to raz setny jesteś utalentowana! Tak jak Ci to teraz powiedziałam jak mi marudziłaś, że jesteś geniuszem jak Michael. Stworzyłaś dzieło.. I mimo, że to jak dla niektórych może się zdawać zwykłe FanFic piszesz dzieło!
    Skończyłaś część z wielkim bum, a ja chcę więcej! Notka - majstersztyk! Czekam z niecierpliwością na następną notke. Życze Ci weny i Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej, no nie. Ja się tak nie bawię!
    Nie tak!
    Źle!
    Nie lubię Cię! ;p
    Dobra, żarcik...
    Nie uśmiercaj Jej, Droga Autorko.
    No ja się tak nie bawię.
    Ma być wspaniale.
    Notka niesamowita.
    Trzymcia się i dużo weny!
    Susie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Alex. Nie chce popaść w depresję więc błagam nie uśmiercaj jej oki.
    Zamierzam się rozpisać więc...Droga Alex...zacznę tak dokładnie pamiętam jak czytałem prolog już wtedy wiedziałem że czeka na nas cudowną historia. O miłości która przezwycięży. wszystko. Zawsze zaczyna się od przyjaźni...to co spotkało Rose było okrutne nikt nie ma prawa tak skrzywdzić kobiety. Tacy faceci to zwykli tchórze. Niemal godzinie zastanawiam się...Dlaczego? Co one takiego zrobiły? Jakim trzeba być draniem by posunąć się do takiego czynu...cierpiała...ale wtedy na jej drodze pojawił się on. Jej idol...pomyśleć że teraz są razem...przyznam ci się...bałem się epilogu...to nie koniec ale...każdy koniec jest bolesny...jesteś ciekaw co dalej...
    Cudownie opisywałaś. każda notke. Mam kilka ulubionych ale ogólnie całe opowiadanie jest cudowne.
    Piszesz że jestem fenomenalny a nawet nie dajesz sobie sprawy jaką ty jesteś fenomenalny i utalentowana.
    I tak pomyslalem skoro ty walniesz mi autograf na bokserkach które mi wyslesz ...to może ją ci wyśle stanik z autografem :)
    Jestem twoim ogromnym fanem
    Przepraszam za błędy...telefoniki ;)
    Pozdrawiam
    Pan proszę proszę
    P.S u mnie nowa jakbyś chciała...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj... No nie słodź mi tak.
      Co do stanika, to napisałam Ci o wymaganiach ;)
      Pozdrawiam.
      Alex ;)

      Usuń
  5. Powiedz, że z Rosie będzie wszystko w porządku prawda? No bo chyba nie chcesz jej uśmiercać? Nie rób tego, w takim razie czekam z cierpliwością na następne twoje dzieła i Pozdrawiam serdecznie ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. No masz rację tego to ja się nie spodziewałam. Jestem w szoku, przerażona i chcę więcej. Mam nadzieję, że Rosie nic poważnego się nie stanie i jej nie uśmiercisz.
    Czekam z niecierpliwością na nexta.
    Życzę weny.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Basia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Obecna !
    Przepraszam, że teraz ale sama wiesz dlaczego wczoraj nie mogłam xD <3
    No zakończenie mnie zaskoczyło O.o
    Mam nadzieje, że Rose wyjdzie z tego cało. Czasami tak jest, że dobre uczynki są nagradzane takimi nieszczęściami.
    Normalnie nie wierzę, że to juz Epilog. Mam nadzieję, że wena Cie nie opuści i przygoda z Rose i Michaelem będzie jeszcze dlugo trwała :)
    Więcej nagadam się pod dzisiejszą notką :D <3

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.