8/27/2015

WH: Wszystkie wcielenia miłości...



***

I choćbym zbłądził
Choćbym nie znał drogi
Prowadź mnie
Świeć mi jasno jak latarnia
Usuwaj gałęzie spod moich stóp
Pomóż mi podnieść się z upadku
Bądź moim stróżem
I pamiętaj:
Nigdy nie puszczaj mojej dłoni.



***

OCZAMI MICHAELA…

- Michael… Dlaczego? – przerwała ciszę Rosa. Spojrzałem na nią pytająco. – Dlaczego właśnie ja? Jest tyle kobiet, z którymi mógłbyś być, a wybrałeś…
- Wybrałem tę, na którą czekałem całe życie. Tę, przy której chcę budzić się rano i zasypiać wieczorem. Tę, z którą pragnę dzielić każdą chwilę, aż do końca swoich dni. A ona wybrała mnie. – ująłem jej dłoń i ucałowałem, a ona zarumieniła się lekko.
- I przestała uciekać… - westchnęła, wtulając się we mnie. – A co jeśli oni nas zniszczą?
- Ufasz mi? – spytałem, patrząc jej w oczy.
- Ufam.

- Nie pozwolę Ci odejść. Nie puszczę Twojej ręki, jeśli nie będziesz chciała, bym to zrobił. – jej oczy zaszkliły się i spuściła głowę. – Coś nie tak?
- Wiesz… Zawsze chciałam, żeby Bianca wychowywała się w pełnej rodzinie. A teraz… Teraz to pragnienie ma szanse się spełnić.
- Już się spełniło. – uśmiechnęła się przez łzy. - I moje chyba też.
- Czy Prince i Paris mnie zaakceptują? - szepnęła. - Czy kiedykolwiek będą potrafili spojrzeć na mnie... jak na matkę?
- Przecież Ty jesteś naszą mamą! - usłyszałem krzyk moich dzieci biegnących w stronę Rosy. W jej oczach zalśniły łzy, mruknęła każdemu z nich coś do ucha i wyściskała, próbując ukryć wzruszenie. 
- To znaczy, że... - wydukała Bee, idąc niepewnie w moim kierunku. - Teraz będziesz moim tatusiem? Kocham Cię Michael! - wyćwierkała mi do ucha, zawieszając mi drobne rączki na szyi. - Tata! Tatuś! - zobaczyłem, jak Rosa ukradkiem wymyka się z pokoju. Ucałowałem w czoło wtuloną we mnie dziewczynkę .
- Tak, kochanie. Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć. I na swoje rodzeństwo również. - uśmiechnąłem się do dzieci porozumiewawczo.
- Ojej, ja zawsze chciałam mieć siostrę! - pisnęła Paris.
- Ja też. Przynajmniej dwie baby zajmą się sobą i będę miał spokój. - skwitował mój syn.
- Poczekaj Prince... Jeszcze parę lat i zobaczysz, jeszcze niejedna z tych bab zawróci Ci w głowie. - zaśmiałem się, na co zrobił oburzoną minę. – A przy okazji, ładnie to tak podsłuchiwać dorosłych? – spytałem wesoło w odpowiedzi otrzymując jedynie cichy chichot brzdąców.

***

OCZAMI ROSY... 

Nie potrafiłam zapanować nad emocjami. Łzy spływały jedna za drugą po moich zapadniętych policzkach. Siedziałam na skórzanej sofie patrząc w jeden punkt na przeciwległej ścianie.
- Tu jesteś. - usłyszałam melodyjny głos Michaela. - Nie płacz. - przyciągnął mnie do siebie i ucałował w skroń. - Makijaż spływa ci już po szyi. - spojrzałam mu tylko w oczy i wtuliłam się w jego pierś. Zapach delikatnych perfum Mike’a zawsze mnie uspokajał.
- Dziękuję ci... - zaczęłam.
- Nie ma za... - uciszyłam go gestem ręki.
- Dziękuję ci, że mogę cię kochać. Dziękuję ci, że mogę czuć się bezpiecznie. - mówiłam, składając drobne pocałunki na jego policzkach. - Dziękuję ci, że... mogę dla Ciebie tracić głowę coraz bardziej z każdą kolejną chwilą. - szepnęłam, całując delikatnie jego usta. - I za to, że mogę cię mieć oraz, że mogę robić to... - dokończyłam, przywierając do jego warg na dobre.
- Kocham Cię, Rosie... - mruknął mi do ucha. - Na zawsze.

***

OCZAMI MICHAELA…

- Rosie? – mruknąłem niepewnie przerywając ciszę. – A co będzie potem?
- To znaczy? – zapytała zdezorientowana.
- Po śmierci… Co będzie, jeżeli się nie spotkamy? Ty jesteś katoliczką, ja wychowywałem się w wierze Świadków Jehowy. Wyznajemy inne poglądy, zasady.
- Michael… Bóg kocha każdego bez wyjątku. Dla niego nie liczą się wiek, bogactwo, sława ani wygląd. Najważniejsze są Twoje czyny i to, co czujesz tutaj. – przyłożyła dłoń do mojej klatki piersiowej. – W sercu. Nieważne w jaki sposób go wyznajesz, istotne jak bardzo jesteś mu oddany. On jest Panem nas wszystkich, choć każdy z nas postrzega go inaczej. Postrzeganie jest ludzkie. To, co boskie nas jednoczy. – powiedziała, patrząc mi w oczy.
- A co jeśli… Jeśli ja nie należę do żadnej z tych grup? Może ja po prostu nie zasługuję na jego miłość? – dziewczyna spojrzała na mnie z troską i ujęła moją dłoń.
- Każdy bez wyjątku zasługuje na Boże miłosierdzie. Nieraz otrzymujemy je w małych dawkach, nieraz w większych… A całe zło, które nad nami ciąży to próba, na którą nas wystawia, by sprawdzić, czy nasza wiara jest prawdziwa. Potrzebujemy jedynie przewodnika, który wskaże nam drogę.
- Twoim jest Kościół? – spytałem, chcąc upewnić się, że dobrze zrozumiałem jej słowa. Przytaknęła. – Wiesz… Podczas ostatniej wizyty w szpitalu widziałem chłopca, któremu przetaczano krew. Czy on nie będzie zbawiony?
- Mike… To, czy będzie zbawiony zależy tylko i wyłącznie od tego jak przeżyje swoje życie. Obca tkanka w organizmie nie ma tu nic do rzeczy, rozumiesz?
- Ale… - próbowałem coś powiedzieć, lecz natychmiast mi przerwała.
- Czy pozwoliłbyś umrzeć niewinnemu dziecku? Czym zawinił, że miałby nie osiągnąć życia wiecznego? – zapytała. Czułem, jak łzy napływają mi do oczu.
- Nie, oczywiście, że nie. – mruknąłem. – Dzieci nie powinny cierpieć. Nikt nie powinien.
- Nawet największy ból i cierpienie potrafią przynieść spokój i radość… - powiedziała, przytulając mnie do siebie. – Ja to wiem. W końcu zyskałam ciebie.
- Mogę pójść jutro z wami do kościoła? – zapytałem niepewnie.
- Tak… Tak, oczywiście. – wydukała.
- Dziękuję Rosie… - wyszeptałem jej do ucha. – Dziękuję, że cię mam. Dziękuję, że mam was.

***

OCZAMI ROSY…

Spojrzałam na rodzinną fotografię. Byliśmy na niej wszyscy – mama w objęciach taty i ja trzymająca na rękach małą Bee. Szczęśliwi, mimo wszystkich złych chwil, które przeżyliśmy. Moja rodzicielka właśnie tego życzyła mi w życiu – szczęścia.
- Widzisz, mamo? Twoje marzenie się spełniło. – rzuciłam do kobiety na zdjęciu. – Kiedyś się spotkamy. Obiecuję.
Odwróciłam się na pięcie i powędrowałam do pokoju mojej córeczki. Na dworze było już ciemno, temperatura nie przekraczała kilku stopni Celsjusza. Słysząc jednak cienki głosik Bianci, zatrzymałam się przed uchylonymi drzwiami.
- Panie Boże, dziękuję ci za tatusia, za mamusię oraz za brata i siostrę. Ja zawsze chciałam mieć tatusia, wiesz? Mam ciebie, ale ty masz dużo dzieci. A ja chciałam mieć takiego swojego, jak każdy. Ale nie przejmuj się, ciebie też bardzo kocham. Fajnie jest mieć rodzeństwo. Teraz mam się z kim bawić. A, jeszcze proszę cię, żeby moja mamusia zawsze była taka uśmiechnięta. I żeby już zawsze się kochali. I żeby Prince nam nie dokuczał. Kocham Cię Panie Boże i dziękuję. Kocham cię bardzo, bardzo mocno. Amen. – powiedziała, wykonując znak krzyża, a ja nie mogłam ukryć wzruszenia. Po cichu weszłam do pokoju i okryłam ją kołdrą, a kciukiem nakreśliłam na jej czole krzyżyk.
- Bardzo Cię kocham córeczko. – powiedziałam, dając jej buziaka „na dobranoc”.
- Ja Ciebie też, mamusiu. – szepnęła. – Bardziej. – zachichotała, ocierając rączką łzy z moich policzków.

***

Witam Was!
Jak obiecałam, tak zrobiłam!
Oto ostatni rozdział WH. Jutro epilog! Mam wrażenie, że przez te trzy miesiące napisałam zaledwie parę rozdzialików, a tu proszę... Ponad dwadzieścia notek! Nie wierzę, że faktycznie tyle tu wytrwałam. Jesteście cudowną mobilizacją i chciałabym podziękować wszystkim czytelnikom! Aczkolwiek, to jeszcze nie pora... Takie rzeczy w sobotę.
Mam nadzieję, że notka się Wam spodoba, bez względu na to, czy lub jak jesteście wierzący. Jak mówi sam tytuł - chciałam przedstawić różne postaci miłości. Ile ich wyłapaliście? Naprawdę włożyłam w nią serce, wypłynęła ze mnie, choć nie do końca jestem to cała ja. Ale o tym więcej także w sobotę.
Zapraszam do komentowania i serdecznie dziękuję za taką niebywałą (przynajmniej dla mnie)  liczbę wyświetleń :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Alex :)

10 komentarzy:

  1. Hejo.. Wita się fenomenalny zdechlak...mam chwilę dosłownie pięć minut, dlatego komentuje. Nie mogłem nie skomentować posta mojej wiernej fanki ( przy okazji...jestem twym oddanych fanem) XD
    Co do wierzeń...moja ciocia i kuzyni są wyznawcami świadków Jehowy...i em... szczerze...ja nie mam nic do żadnej wiary. Każdy jest tym kim chce. Dla mnie ważne jest jaki jest człowiek a nie kim jest.
    Oh...mam zapalenie oków! Ty niedobry człowieczku, którego uwielbiam.
    Nie wierze, ze już będzie epilog... co do rozdziałów ( mam tak samo... ciągle wydaje mi się mało.. zawsze tak jest)
    Co do tego przysłania bokserek na urodziny ( musiałabyś znać mój rozmiar... ) ale nic więcje nie mówię XD Miło by mieć takie gadcie prosto od Alex wyprane w hiperalergicznym porszku XD Do tego z twoim autografem...wiesz przemyślę to :)
    Życzę ci masy weny, na drugą część tego cuda i do opowiadaniu o Benku, którego ( szczerze dziś słucham bez końca)
    No nic... jeszcze raz masy weny, dobrego humoru, em... słodyczy, em...karaluchy pod poduchy XD I wszystkiego czego twoja duszyczka sobie zapragnie :)
    P.S Jak mi się uda dam ten dziś rozdział * Oczami Mickeya.
    Przepraszam za błędy... telefony... sama rozumiesz
    Pozdrawiam
    Twój zdechlak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Kochanie Moje Ty! <3
    Wiesz jakie to piękne> Na początku mimo wszystko zaczęłam się śmiać bo dzieciaki podsłuchiwały, a potem ta rozmowa o Bogu.
    Sama jestem bardzo wierząca (tak to ja przeklinam :) tak to ja jestem istnym szatanem :) ) . Zgadzam się z Rosą, Bóg kocha wszystkich bez wyjątku i tego trzeba się trzymać. Pięknie opisałaś jak Rosa tłumaczyła Michaelowi <3
    I tak co nie co wiem co wydarzy się w życiu Rosy i Michaela, ale mimo to historia mnie ciekawi i mimo wszystko zaskakuje. Kocham to opowiadanie! Jest dla mnie bardzo ważne w sercu bo uczy moralności. Jest przemyślane i przede wszystkim czyta się go z przyjemnością. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział, a raczej Epilog. Życzę Ci masy weny. Pozdrawiam Cieplutko ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i piękny wiersz na początku <3
      Jest dopracowany do perfekcji bo przecież "pisałaś Go 3 dni" <3 Cuudoo <3

      Usuń
  3. Pierwsza! XD Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Prince'a i Bee w przyszłości coś połączyło! XD
    Michael i Rosa- cudo! Wreszcie! XD Czekam na dalsze części.
    Ja odnalazłam dwa rodzaje miłości- nieskalana, czysta i prawdziwa (Michael i Rose) i nieodwzajemniona (Grace i Mike), chociaż... Ja bym zachowanie niani nazwała chorobą psychiczną... Wpakowała się nieproszona do łóżka MJ...
    Czekam na nn! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!
    Rozdział... wzruszający i głęboki.
    Takie cuda kocham najbardziej.
    Masz ogromny talent.
    Wzruszyłam się.
    Bardzo.
    Jeszcze ta część jak mówią o Bogu i modlitwa małej...
    Cudowne!
    Trzymaj się i dużo weny.
    Susie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja osobiście nie jestem wierząca, ale to co mówiła Rosa i Bianca było piękne, wzruszające i.. No właśnie, brak mi słów.
    Piękne zakończenie tej części. Płakałam! Ta miłość jest piękna, czysta, niesplamiona żadnym pożądaniem. A w dzisiejszych czasach trudno o taką..
    Jestem tu prawie od początku i.. Od pierwszej notki Cie podziwiam. Twój talent, wyobraźnię, Twoja osobę ;)
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jestem wierząca tylko do kościoła mi się nie chcę chodzić :-)
    Co tu dużo mówić, również miałam zapalenie oków.
    Bardzo pięknie napisałaś o Bogu i wierze, wiadomo każdy jest inny ale Bóg jest jeden i kocha każdego bez względu na wyznanie.
    Tak na marginesie cudowny wiersz i mówiłam już, że powinnaś zostać pisarką? Jeśli nie to właśnie Ci to mówię.
    Jak wszyscy czekam z niecierpliwością na epilog.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Basia <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo iż nie jestem wierząca, to rozdział bardzo mi się podobał. Szczególnie modlitwa małej, kiedy dziękowała za wszystko Bogu. Cudownie dobrałaś to w słowa. Cieszę się, że Rosa i Mike są razem, szczęśliwi... Co tu dużo mówić ? Weny Ci życzę, u mnie nowa notka w sobotę się szykuje :)
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zacznę, że nie czytałam od początku opowiadania (W najbliższym czasie to zrobię) ale opowiadanie, już mi się spodobało. Zauważyłam kilka błędów jak to ja. Na początku powinno być (..) – Wybrałem tę, na którą czekałem całe życie.
    A powinno być (..) – Wybrałem tą, na którą czekałem całe życie. Bardziej pasuje do tego co chciałaś przedstawić. Akapity, brak ich, a są one ważne kiedy zaczyna się dialog czy opis uczuć, przeżyć, krajobrazu. A jeśli chodzi o to, właśnie tego mi brakowało opisu uczuć. Chociaż rozpisane w kilku zdaniach, a człowiek inaczej postrzega postać w opowiadaniu, a nawet się z nią utożsamia :) Jeśli planujesz jakieś opowiadanie, weź to pod uwagę. Dzięki temu zobaczysz, wielką różnice. Mam nadzieje, że cię nie uraziłam. Po prostu daję radę. A czy ją wykorzystasz, to już nie moja sprawa. Pozdrawiam <3

    W zakładce dla blogerów, zostawiłam odnośnik do mojego bloga. Jeśli masz ochotę, to serdecznie zapraszam :D

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.