***
I choćbym zbłądził
Choćbym nie znał drogi
Prowadź mnie
Świeć mi jasno jak
latarnia
Usuwaj gałęzie spod
moich stóp
Pomóż mi podnieść się
z upadku
Bądź moim stróżem
I pamiętaj:
Nigdy nie puszczaj
mojej dłoni.
***
OCZAMI
MICHAELA…
- Michael…
Dlaczego? – przerwała ciszę Rosa. Spojrzałem na nią pytająco. – Dlaczego
właśnie ja? Jest tyle kobiet, z którymi mógłbyś być, a wybrałeś…
- Wybrałem
tę, na którą czekałem całe życie. Tę, przy której chcę budzić się rano i
zasypiać wieczorem. Tę, z którą pragnę dzielić każdą chwilę, aż do końca swoich
dni. A ona wybrała mnie. – ująłem jej dłoń i ucałowałem, a ona zarumieniła się
lekko.
- I
przestała uciekać… - westchnęła, wtulając się we mnie. – A co jeśli oni nas
zniszczą?
- Ufasz mi?
– spytałem, patrząc jej w oczy.
- Ufam.
- Nie
pozwolę Ci odejść. Nie puszczę Twojej ręki, jeśli nie będziesz chciała, bym to
zrobił. – jej oczy zaszkliły się i spuściła głowę. – Coś nie tak?
- Wiesz…
Zawsze chciałam, żeby Bianca wychowywała się w pełnej rodzinie. A teraz… Teraz
to pragnienie ma szanse się spełnić.
- Już się
spełniło. – uśmiechnęła się przez łzy. - I moje chyba też.
- Czy Prince i Paris mnie zaakceptują? - szepnęła. -
Czy kiedykolwiek będą potrafili spojrzeć na mnie... jak na matkę?
- Przecież Ty jesteś naszą mamą! - usłyszałem krzyk
moich dzieci biegnących w stronę Rosy. W jej oczach zalśniły łzy, mruknęła
każdemu z nich coś do ucha i wyściskała, próbując ukryć wzruszenie.
- To znaczy, że... - wydukała Bee, idąc
niepewnie w moim kierunku. - Teraz będziesz moim tatusiem? Kocham Cię
Michael! - wyćwierkała mi do ucha, zawieszając mi drobne rączki na szyi. -
Tata! Tatuś! - zobaczyłem, jak Rosa ukradkiem wymyka się z pokoju.
Ucałowałem w czoło wtuloną we mnie dziewczynkę .
- Tak, kochanie. Pamiętaj, zawsze możesz na mnie
liczyć. I na swoje rodzeństwo również. - uśmiechnąłem się do dzieci
porozumiewawczo.
- Ojej, ja zawsze chciałam mieć siostrę! - pisnęła
Paris.
- Ja też. Przynajmniej dwie baby zajmą się sobą i będę
miał spokój. - skwitował mój syn.
- Poczekaj Prince... Jeszcze parę lat i zobaczysz,
jeszcze niejedna z tych bab zawróci Ci w głowie. - zaśmiałem się, na co zrobił
oburzoną minę. – A przy okazji, ładnie to tak podsłuchiwać dorosłych? – spytałem
wesoło w odpowiedzi otrzymując jedynie cichy chichot brzdąców.
***
OCZAMI ROSY...
Nie potrafiłam zapanować nad emocjami. Łzy spływały
jedna za drugą po moich zapadniętych policzkach. Siedziałam na skórzanej sofie
patrząc w jeden punkt na przeciwległej ścianie.
- Dziękuję ci... - zaczęłam.
- Nie ma za... - uciszyłam go gestem ręki.
- Dziękuję ci, że mogę cię kochać. Dziękuję ci, że
mogę czuć się bezpiecznie. - mówiłam, składając drobne pocałunki na jego
policzkach. - Dziękuję ci, że... mogę dla Ciebie tracić głowę coraz bardziej z
każdą kolejną chwilą. - szepnęłam, całując delikatnie jego usta. - I za to, że
mogę cię mieć oraz, że mogę robić to... - dokończyłam, przywierając do jego
warg na dobre.
- Kocham Cię, Rosie... - mruknął mi do ucha. - Na
zawsze.
***
OCZAMI
MICHAELA…
- Rosie? –
mruknąłem niepewnie przerywając ciszę. – A co będzie potem?
- To znaczy?
– zapytała zdezorientowana.
- Po śmierci…
Co będzie, jeżeli się nie spotkamy? Ty jesteś katoliczką, ja wychowywałem się w
wierze Świadków Jehowy. Wyznajemy inne poglądy, zasady.
- Michael…
Bóg kocha każdego bez wyjątku. Dla niego nie liczą się wiek, bogactwo, sława
ani wygląd. Najważniejsze są Twoje czyny i to, co czujesz tutaj. – przyłożyła dłoń
do mojej klatki piersiowej. – W sercu. Nieważne w jaki sposób go wyznajesz, istotne
jak bardzo jesteś mu oddany. On jest Panem nas wszystkich, choć każdy z nas
postrzega go inaczej. Postrzeganie jest ludzkie. To, co boskie nas jednoczy. –
powiedziała, patrząc mi w oczy.
- A co jeśli…
Jeśli ja nie należę do żadnej z tych grup? Może ja po prostu nie zasługuję na
jego miłość? – dziewczyna spojrzała na mnie z troską i ujęła moją dłoń.
- Każdy bez
wyjątku zasługuje na Boże miłosierdzie. Nieraz otrzymujemy je w małych dawkach,
nieraz w większych… A całe zło, które nad nami ciąży to próba, na którą nas
wystawia, by sprawdzić, czy nasza wiara jest prawdziwa. Potrzebujemy jedynie
przewodnika, który wskaże nam drogę.
- Twoim jest
Kościół? – spytałem, chcąc upewnić się, że dobrze zrozumiałem jej słowa.
Przytaknęła. – Wiesz… Podczas ostatniej wizyty w szpitalu widziałem chłopca,
któremu przetaczano krew. Czy on nie będzie zbawiony?
- Mike… To,
czy będzie zbawiony zależy tylko i wyłącznie od tego jak przeżyje swoje życie.
Obca tkanka w organizmie nie ma tu nic do rzeczy, rozumiesz?
- Ale… -
próbowałem coś powiedzieć, lecz natychmiast mi przerwała.
- Czy
pozwoliłbyś umrzeć niewinnemu dziecku? Czym zawinił, że miałby nie osiągnąć
życia wiecznego? – zapytała. Czułem, jak łzy napływają mi do oczu.
- Nawet
największy ból i cierpienie potrafią przynieść spokój i radość… - powiedziała,
przytulając mnie do siebie. – Ja to wiem. W końcu zyskałam ciebie.
- Mogę pójść
jutro z wami do kościoła? – zapytałem niepewnie.
- Tak… Tak,
oczywiście. – wydukała.
- Dziękuję Rosie…
- wyszeptałem jej do ucha. – Dziękuję, że cię mam. Dziękuję, że mam was.
***
OCZAMI
ROSY…
Spojrzałam
na rodzinną fotografię. Byliśmy na niej wszyscy – mama w objęciach taty i ja
trzymająca na rękach małą Bee. Szczęśliwi, mimo wszystkich złych chwil, które
przeżyliśmy. Moja rodzicielka właśnie tego życzyła mi w życiu – szczęścia.
- Widzisz,
mamo? Twoje marzenie się spełniło. – rzuciłam do kobiety na zdjęciu. – Kiedyś się
spotkamy. Obiecuję.
Odwróciłam
się na pięcie i powędrowałam do pokoju mojej córeczki. Na dworze było już
ciemno, temperatura nie przekraczała kilku stopni Celsjusza. Słysząc jednak
cienki głosik Bianci, zatrzymałam się przed uchylonymi drzwiami.
- Panie
Boże, dziękuję ci za tatusia, za mamusię oraz za brata i siostrę. Ja zawsze chciałam
mieć tatusia, wiesz? Mam ciebie, ale ty masz dużo dzieci. A ja chciałam mieć
takiego swojego, jak każdy. Ale nie przejmuj się, ciebie też bardzo kocham. Fajnie
jest mieć rodzeństwo. Teraz mam się z kim bawić. A, jeszcze proszę cię, żeby
moja mamusia zawsze była taka uśmiechnięta. I żeby już zawsze się kochali. I
żeby Prince nam nie dokuczał. Kocham Cię Panie Boże i dziękuję. Kocham cię
bardzo, bardzo mocno. Amen. – powiedziała, wykonując znak krzyża, a ja nie
mogłam ukryć wzruszenia. Po cichu weszłam do pokoju i okryłam ją kołdrą, a kciukiem
nakreśliłam na jej czole krzyżyk.
- Bardzo Cię
kocham córeczko. – powiedziałam, dając jej buziaka „na dobranoc”.
- Ja Ciebie
też, mamusiu. – szepnęła. – Bardziej. – zachichotała, ocierając rączką łzy z
moich policzków.
***
Witam Was!
Jak obiecałam, tak zrobiłam!
Oto ostatni rozdział WH. Jutro epilog! Mam wrażenie, że przez te trzy miesiące napisałam zaledwie parę rozdzialików, a tu proszę... Ponad dwadzieścia notek! Nie wierzę, że faktycznie tyle tu wytrwałam. Jesteście cudowną mobilizacją i chciałabym podziękować wszystkim czytelnikom! Aczkolwiek, to jeszcze nie pora... Takie rzeczy w sobotę.
Mam nadzieję, że notka się Wam spodoba, bez względu na to, czy lub jak jesteście wierzący. Jak mówi sam tytuł - chciałam przedstawić różne postaci miłości. Ile ich wyłapaliście? Naprawdę włożyłam w nią serce, wypłynęła ze mnie, choć nie do końca jestem to cała ja. Ale o tym więcej także w sobotę.
Zapraszam do komentowania i serdecznie dziękuję za taką niebywałą (przynajmniej dla mnie) liczbę wyświetleń :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Alex :)



Hejo.. Wita się fenomenalny zdechlak...mam chwilę dosłownie pięć minut, dlatego komentuje. Nie mogłem nie skomentować posta mojej wiernej fanki ( przy okazji...jestem twym oddanych fanem) XD
OdpowiedzUsuńCo do wierzeń...moja ciocia i kuzyni są wyznawcami świadków Jehowy...i em... szczerze...ja nie mam nic do żadnej wiary. Każdy jest tym kim chce. Dla mnie ważne jest jaki jest człowiek a nie kim jest.
Oh...mam zapalenie oków! Ty niedobry człowieczku, którego uwielbiam.
Nie wierze, ze już będzie epilog... co do rozdziałów ( mam tak samo... ciągle wydaje mi się mało.. zawsze tak jest)
Co do tego przysłania bokserek na urodziny ( musiałabyś znać mój rozmiar... ) ale nic więcje nie mówię XD Miło by mieć takie gadcie prosto od Alex wyprane w hiperalergicznym porszku XD Do tego z twoim autografem...wiesz przemyślę to :)
Życzę ci masy weny, na drugą część tego cuda i do opowiadaniu o Benku, którego ( szczerze dziś słucham bez końca)
No nic... jeszcze raz masy weny, dobrego humoru, em... słodyczy, em...karaluchy pod poduchy XD I wszystkiego czego twoja duszyczka sobie zapragnie :)
P.S Jak mi się uda dam ten dziś rozdział * Oczami Mickeya.
Przepraszam za błędy... telefony... sama rozumiesz
Pozdrawiam
Twój zdechlak :)
Hej Kochanie Moje Ty! <3
OdpowiedzUsuńWiesz jakie to piękne> Na początku mimo wszystko zaczęłam się śmiać bo dzieciaki podsłuchiwały, a potem ta rozmowa o Bogu.
Sama jestem bardzo wierząca (tak to ja przeklinam :) tak to ja jestem istnym szatanem :) ) . Zgadzam się z Rosą, Bóg kocha wszystkich bez wyjątku i tego trzeba się trzymać. Pięknie opisałaś jak Rosa tłumaczyła Michaelowi <3
I tak co nie co wiem co wydarzy się w życiu Rosy i Michaela, ale mimo to historia mnie ciekawi i mimo wszystko zaskakuje. Kocham to opowiadanie! Jest dla mnie bardzo ważne w sercu bo uczy moralności. Jest przemyślane i przede wszystkim czyta się go z przyjemnością. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział, a raczej Epilog. Życzę Ci masy weny. Pozdrawiam Cieplutko ~MeryMJ
A i piękny wiersz na początku <3
UsuńJest dopracowany do perfekcji bo przecież "pisałaś Go 3 dni" <3 Cuudoo <3
Pierwsza! XD Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Prince'a i Bee w przyszłości coś połączyło! XD
OdpowiedzUsuńMichael i Rosa- cudo! Wreszcie! XD Czekam na dalsze części.
Ja odnalazłam dwa rodzaje miłości- nieskalana, czysta i prawdziwa (Michael i Rose) i nieodwzajemniona (Grace i Mike), chociaż... Ja bym zachowanie niani nazwała chorobą psychiczną... Wpakowała się nieproszona do łóżka MJ...
Czekam na nn! :*
No ej!! XD Trzeciaa* xd
UsuńWitaj!
OdpowiedzUsuńRozdział... wzruszający i głęboki.
Takie cuda kocham najbardziej.
Masz ogromny talent.
Wzruszyłam się.
Bardzo.
Jeszcze ta część jak mówią o Bogu i modlitwa małej...
Cudowne!
Trzymaj się i dużo weny.
Susie.
Ja osobiście nie jestem wierząca, ale to co mówiła Rosa i Bianca było piękne, wzruszające i.. No właśnie, brak mi słów.
OdpowiedzUsuńPiękne zakończenie tej części. Płakałam! Ta miłość jest piękna, czysta, niesplamiona żadnym pożądaniem. A w dzisiejszych czasach trudno o taką..
Jestem tu prawie od początku i.. Od pierwszej notki Cie podziwiam. Twój talent, wyobraźnię, Twoja osobę ;)
Pozdrawiam <3
A ja jestem wierząca tylko do kościoła mi się nie chcę chodzić :-)
OdpowiedzUsuńCo tu dużo mówić, również miałam zapalenie oków.
Bardzo pięknie napisałaś o Bogu i wierze, wiadomo każdy jest inny ale Bóg jest jeden i kocha każdego bez względu na wyznanie.
Tak na marginesie cudowny wiersz i mówiłam już, że powinnaś zostać pisarką? Jeśli nie to właśnie Ci to mówię.
Jak wszyscy czekam z niecierpliwością na epilog.
Pozdrawiam serdecznie.
Basia <3
Mimo iż nie jestem wierząca, to rozdział bardzo mi się podobał. Szczególnie modlitwa małej, kiedy dziękowała za wszystko Bogu. Cudownie dobrałaś to w słowa. Cieszę się, że Rosa i Mike są razem, szczęśliwi... Co tu dużo mówić ? Weny Ci życzę, u mnie nowa notka w sobotę się szykuje :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!:)
Zacznę, że nie czytałam od początku opowiadania (W najbliższym czasie to zrobię) ale opowiadanie, już mi się spodobało. Zauważyłam kilka błędów jak to ja. Na początku powinno być (..) – Wybrałem tę, na którą czekałem całe życie.
OdpowiedzUsuńA powinno być (..) – Wybrałem tą, na którą czekałem całe życie. Bardziej pasuje do tego co chciałaś przedstawić. Akapity, brak ich, a są one ważne kiedy zaczyna się dialog czy opis uczuć, przeżyć, krajobrazu. A jeśli chodzi o to, właśnie tego mi brakowało opisu uczuć. Chociaż rozpisane w kilku zdaniach, a człowiek inaczej postrzega postać w opowiadaniu, a nawet się z nią utożsamia :) Jeśli planujesz jakieś opowiadanie, weź to pod uwagę. Dzięki temu zobaczysz, wielką różnice. Mam nadzieje, że cię nie uraziłam. Po prostu daję radę. A czy ją wykorzystasz, to już nie moja sprawa. Pozdrawiam <3
W zakładce dla blogerów, zostawiłam odnośnik do mojego bloga. Jeśli masz ochotę, to serdecznie zapraszam :D