6/27/2015

WH: "Ja też jestem człowiekiem..."

Witam wszystkich serdecznie i przepraszam za dwudniowe opóźnienie!
Na początek chciałabym serdecznie podziękować wszystkim za odwiedziny na moim blogu i ponad 1200 wyświetleń! Jesteście wspaniali! Ostatnie dwa dni, a zwłaszcza przedwczoraj, jak każdy wie, były wyjątkowo smutne. Dzisiejszy rozdział chcę zadedykować moim dwóm ukochanym przyjaciółkom - Julii i Dominice, które wiernie wspierają mnie w "tworzeniu", a szczególnie agresywnie robi to druga, ochrzaniająca mnie za opóźnienia i lenistwo. Kocham Was obydwie! Zaczęły się wakacje, więc od tej pory opowiadania będą pojawiały się częściej. Zainteresowanych oczywiście będę informować na bieżąco o nn! Zapraszam do czytania i życzę udanych wakacji.
P.S. Jeśli macie jakieś szczególne życzenia co do opowiadania, albo pytania zapraszam na zakładkę "Kontakt...". A już w następnym rozdziale newsy dotyczące planu mojego opowiadania!
Buziaki!
Wasza Alex 
***
OCZAMI ROSY...
Na dworze było ciemno. Szliśmy obok siebie, Michael przestał mnie obejmować. W jego czekoladowych oczach dostrzegłam troskę, ale też delikatne rozczarowanie moim zachowaniem.
- Jeszcze kawałek. Szofer nie mógł podjechać pod samo wejście. - zaczął. - Denerwujesz się czymś?
- Nie... To znaczy tak. Wstyd mi iść będąc tak ubraną do jednej z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych  restauracji w USA.  - powiedziałam, wykonując gest wskazujący na moje ciuchy. - W dodatku z człowiekiem, który całe życie był moim niedostępnym ideałem. - Nie skłamałam, ale nie powiedziałam też całej prawdy. Nie chcę, aby pomyślał, że się go bałam. Nie bałam się jego. Bałam się jego gestów.
- Przestań, jesteś śliczna, nie potrzebujesz sukni do ziemi i tony makijażu, żeby ładnie wyglądać. - rzucił z promiennym uśmiechem na ustach, a ja się zarumieniłam. - Restaurację zarezerwowałem tylko dla nas, nie musisz obawiać się czyjejkolwiek krytyki. Naprawdę, byłem Twoim ideałem?
- Póki co wciąż jesteś ideałem i idolem.
- Póki co? - zaśmiał się, a ja odpowiedziałam mu tym samym.
- No wiesz, to się okaże, jakie zrobisz na mnie wrażenie podczas tej kolacji, panie gwiazdo. A tak poważnie, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. To spotkanie, ten przypadek. Marzenia jednak się spełniają. Nawet zwykłemu człowiekowi nieraz zdarza się coś wspaniałego.
- Ja też jestem tylko człowiekiem.
- Nie. Jesteś tylko bardzo znanym, utalentowanym, przystojnym i skromnym człowiekiem, w którym lubuje się żeńska część społeczeństwa.
- I najbardziej samotnym, nieznanym, spokojnym człowiekiem, na którego polują paparazzi, tylko po to, by uprzykrzyć mu życie.
- Przecież masz wszystko - pieniądze, sławę, talent, rodzinę - czego może Ci brakować? - zapytałam.
- Przyjaźni, miłości i innych ludzkich przywilejów. Tego nie da się kupić. Ludzie widzą we mnie ikonę, Michaela Jacksona, a nie człowieka, który ma takie same uczucia jak oni. Traktują jak maszynę do rozdawania autografów. Nie rozmawiają o normalnych rzeczach. Nigdy nie miałem prawdziwego przyjaciela. A ja też jestem człowiekiem - kiedy się skaleczę, krwawię równie mocno jak inni. Ale nikt tego nie rozumie. - odpowiedział smutno, a mnie zrobiło się głupio.
- Przepraszam, masz rację. Rozumiem Cię. - mruknęłam skruszona. - Więc po co chciałeś się spotkać z fanem, którego nie znasz?
- Chciałem dopuścić do siebie jedną z takich osób, żeby zobaczyć czy potrafią traktować mnie jak normalnego człowieka. I chyba znalazłem. - uśmiechnął się ciepło, jego czekoladowe oczy błyszczały w świetle księżyca. Podeszłam do niego i wtuliłam się. On odwzajemnił mój uścisk i ucałował w czoło. Po raz pierwszy w ramionach mężczyzny czułam się bezpiecznie, nie obrzydzał mnie jego dotyk. Nie rzuciłam się na niego jak poprzednim razem. To był naturalny gest, spowodowany głosem serca. Nagle zza rogu wyłonił się wysoki mężczyzna, po chwili go rozpoznałam. Był to Robert, jeden z osobistych ochroniarzy Michaela. Podszedł do nas, gdy ja delikatnie uwolniłam się z objęć "pana gwiazdy" i powiedział:
- Szefie, limuzyna stoi tutaj od pół godziny! Miałem Was szukać, myślałem, że napadli Was fani!
- Robert, spokojnie. - rzucił Michael, wyraźnie rozbawiony przesadnym zaangażowaniem swojego pracownika w jego obowiązki. - tylko się zagadaliśmy, prawda Rosie? - "Kolejny sobie moje imię 'zangielszczył'." - pomyślałam, uśmiechając się delikatnie i nieznacznie kiwnęłam głową, na znak potwierdzenia.
***
OCZAMI MICHAELA...
Wyprzedziłem ochroniarza i otworzyłem przed nią drzwi limuzyny. Uśmiechnęła się szeroko, kręcąc z niedowierzaniem głową. Znaliśmy się kilka godzin, ale ona już wydała mi się bliska. Jej gest przed kilkoma minutami... Moment, w którym poczułem jej bliskość, ciepło. Coś wtedy pchnęło mnie ku tej dziewczynie. Byłem od niej szesnaście lat starszy, ale nie czułem tej różnicy. Nie zachowywała się jak każda inna fanka. Nie twierdziła, że mnie kocha, a już tym bardziej nie próbowała mnie całować, obmacywać, ani nic z tego typu czynności. To, co zrobiła na scenie było wynikiem impulsu, ale czymś się różnił, od tych impulsów, z którymi muszę się mierzyć na codzień. Oczarowała mnie od pierwszej chwili. Wystarczyła jej chwila, by mnie zrozumieć. Myślę, że obdarzyliśmy się wzajemnie zaufaniem. Widziałem, że skrywa jakieś tajemnice. Zastanawiałem się, czy mi je zdradzi. Gdy wsiadała, spojrzałem na jej profil - miała delikatnie garbaty nosek, który dodawał jej uroku. Pośpieszany przez ochroniarza, również wskoczyłem do limuzyny i usiadłem przy niej. Na siedzeniu obok, siedział honorowy gość, przyjaciel małej Bianci - posadził go tu zapewne któryś z ochroniarzy. Wziąłem misia do rąk i uważnie przeczytałem napisaną dziecięcą rączką wiadomość na jego ubranku. Kochałem dzieci. Te istoty bez jakiejkolwiek zmazy, takie niewinne i bezbronne. Ile z nich doświadczyło ogromnego cierpienia ze strony świata? Ile ma go jeszcze doświadczyć? Te pytania siedziały mi w głowie od wielu lat.
- Szefie, możemy już jechać? - z przemyśleń wyrwał mnie szofer.
- Tak, Ethan. O której będziemy na miejscu?
- Za pół godziny, szef ma godzinne opóźnienie. Zapewne panienka maczała w tym palce! - zaśmiał się.
***
OCZAMI ROSY...
- Yhm. - mruknęłam. - A panienka ma na imię Rosa, chociaż niektórzy stąd - Spojrzałam na Michaela, a on uniósł ręce w geście kapitulacji. - wolą angielską wersję i nazywają mnie 'Rosie' - gwiazdor uniósł głowę z tryumfalną miną, na co nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Dobrze, więc Rosie. Mów mi Ethan. Już państwu nie przeszkadzam. Przerwę Wam pogaduchy, gdy będziemy na miejscu. - powiedział, zamykając okienko między naszą "komnatą", a siedzeniem kierowcy.
Michael z misiem na kolanach wyglądał komicznie. Mały, duży chłopiec.
- Chyba się polubiliście. - rzuciłam, nieco zazdrosnym tonem, co zabrzmiało dość wiarygodnie, a mój towarzysz podniósł głowę patrząc mi prosto w oczy.
- Ben, patrz! Nasza Rosie jest zazdrosna! Wybacz, moja droga, misie także wymagają uwagi. - nie wytrzymałam i roześmiałam się. Nie miałam pojęcia, jakim sposobem w ciele tego mężczyzny, zostało uwięzione dziecko.
- Widzisz, a teraz się z nas śmieje! Śliczne marszczy Ci się nos, gdy się uśmiechasz. - "Przestań tak się gapić, bo doprowadzasz mnie do szaleństwa!" - krzyczała moja głowa.
***
OCZAMI MICHAELA...
- Dziękuję. A Ty... - zaczęła, na jej policzki wstąpiły bladoróżowe rumieńce.
- A ja?
- A Ty masz hipnotyzujące spojrzenie. - zacząłem się śmiać. - No co?
- Myślałem, że powiesz mi raczej, jak bardzo jestem dziecinny.
- Nie. Wyglądałeś uroczo. Zresztą, ja też lubię być dzieckiem od czasu do czasu. - zachichotała. - No wiesz, razem z Bee czeszemy lalki, oglądamy bajki, wyprawiamy podwieczorki dla przyjaciół Bena. Nieraz za bardzo się wczuwam. Bianca śmieje się ze mnie wtedy i udaje, że to ona jest matką w tym domu. Uwierz mi, wcale się jej nie dziwię.
- Ja też lubię się bawić z moimi dzieciakami. Urządzamy bitwy na balony wodne, zawody na karuzeli. Nawet jutro planujemy je zorganizować! Właśnie, nie zasypali Cię pytaniami?
- Skądże znowu! To cudowne dzieciaki, mają to zapewne po tatusiu! - Te słowa nieco mnie speszyły. Rozmawialiśmy o naszych pociechach, gdy nagle przerwał nam Ethan.
- Moi państwo, jesteśmy na miejscu! Życzymy udanej kolacji i zachęcamy do ponownego korzystania z naszych usług. Polecam, Ethan Mars! - "Ten mój szofer to ma poczucie humoru." - pomyślałem, pomagając wysiąść mojej nowej koleżance.

7 komentarzy:

  1. Heejka. Też mi coś nie pasowało i tak se myśle to w końcu Rosa czy Rosie. Notka cudowna, poprawiła mi znacznie humor bo wyczuwam, że ta noc będzie tragiczna. Fajnie, że Michael i Rosa idą na tą kolacje. Podoba mi się strasznie, że poruszasz te tematy, że ludzie nie rozumieją Michaela i widzą w nim jedynie ikone Popu, a przecież był taki sam jak inni tak jak powidział i sama zacytowałaś 'Kiedy się skaleczył krwawił'. Jeszcze raz notka genialna. Z niecierpliwością czekam na nexta. Życzę weny i Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
  2. Super notka! Ja nie mogę z tego Michaela. Te jego poczucie humoru. :-D Jak wyobrażam go sobie z tym misiem, to normalnie takie dziecko, a nie facet, ale to właśnie było w nim najfajniejsze, że był takim dużym dzieckiem i za to go kochamy!! :-) Fajnie, że w twoim opowiadaniu zrobiłaś takiego właśnie Michaela, a nie aroganckiego dupka i podrywacza :-) I to mi się podoba.
    Czekam z niecierpliwością nn.
    Pozdrawiam Basia.

    OdpowiedzUsuń
  3. super rozdział. HIStoria Rosy jest przerażająca i naprawdę jej współczuję... Mam nadzieję, że dzieki Michaelowi zazna szczęścia w życiu :) Pozdrawiam PS powiadamiaj mnie o nowych notkach, ok? :) marzeniasiespalniaja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć No i jestem. Przepraszam, ze się opuściłem w komentowaniu. Po prostu ta sprawa z dziewczyną.. trochę namieszała w moim życiu i na niczym nie umiem się skupić. Najpierw się czepia o wszystko, próbowałem a ona zawsze mówiła, ze to ja jestem ten zły.. a teraz gdy chce zapominieć, chce wrócić. Nie wiem co mam myśleć. Kompletnie nie znam sie na dziewczynach..
    Co do notki.. uroczy był ten rozdział. Wyobraziłem sobie go z tym misiem i pękałem z śmiechu. Poprawiłaś mi humor. Powiem, że pierwszy raz spotkałem się z taką historią. Bardzo mi się podoba. A Rosa nasza Rosie kochana bardzo przypadła mi go gustu i już ją lubię.
    P.S Jeszcze raz przepraszam, ze nie komentuje. A i przepraszam za błędy, ale piszę z telefonu.

    Pozdrawiam. Michael

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja historia z dziewczyną zainspirowała mnie do umieszczenia pewnego wątku w kolejnych rozdziałach. Ale nie będzie taki tragiczny w skutkach!
      Wszystkiego dobrego i dochodź szybko do siebie!
      Alex ;)

      Usuń
  5. Hej :) dotarłam i ja! XD Notka jest cudna! Biedny Michael... Ale no cóż... Cena sławy... Jesteś sławny- jesteś maszyną, "nie masz uczuć"...
    Czekam na dalszy przebieg kolacji! :)
    Mike i miś. XD Zawsze zostanie "wiecznym dzieckiem". XD
    WENY! Czeekam na nn xD

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.