6/16/2015

WH:"Masz go, mała!"

Na początek chcę podziękować za ciepłe komentarze. Zmotywowaliscie mnie do pisania! Moje rozdziały nie będą zbyt długie, ale postaram się wrzucać coś 1-2 razy w tygodniu, prawdopodobnie we wtorki i soboty, tak się umówmy.
Zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu! ;) Komentujcie i oceniajcie! :*
OCZAMI ROSY...
Było ciemno, szłam jedną z wąskich weneckich uliczek, przeciskałam się wśród tłumu gapiów. Wszyscy mieli na twarzach maski, ich sylwetki kryły się w mroku. Miałam wrażenie, że znajduję się w centrum uwagi. Postaci zdawały się mnożyć w niekończącym się korytarzu, uśmiechając się przy tym drwiąco. Przyśpieszyłam kroku czując czyjś oddech na swoim karku. Ktoś za mną szedł. Skręciłam w boczną uliczkę, idąc coraz szybciej i szybciej, aż dotarłam do opuszczonej kamienicy, w której nie było przejścia na drugą stronę. Usłyszałam za plecami perlisty śmiech. Nie miałam dokąd  uciekać, odgłosy stawały się coraz głośniejsze, aż w pewniej chwili zostałam obezwładniona. Spokojnie, bez pośpiechu pozbyli się dolnych części mojej garderoby, wkładali ręce pod bluzkę. Było mi niedobrze, chciałam krzyczeć, ale poczułam silnie splecione na moim gardle męskie dłonie. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam nic zrobić. Wiłam się i nerwowo próbowałam złapać oddech, ale bezskutecznie. Zaczęłam cicho łkać, dusząc się i drżąc, kiedy oni przytrzymywali mnie i kolejno krzywdzili. Słone łzy spływały po moich policzkach, a ciało traciło wszelką energię. Rozstrzęsiona powoli traciłam świadomość, przekonana, że to koniec...
W amoku nerwowo zaczęłam szukać tabletek... Zrzucając wszystkie drobiazgi z szafki nocnej, rozpaczliwie próbowałam odnaleźć małe białe pudełko pełne pigułek, aż nagle wyczułam je pod drżącą ręką. Jedna. Druga... Starałam się uspokoić oddech, miałam zaciśnięte gardło. Jeszcze trzecia. "Właśnie zażyłaś dobową dawkę, idiotko." - szepnął głos w mojej głowie. Powoli dochodziłam do siebie, jednocześnie zalewając się łzami. "Kiedy ten koszmar się skończy?!" - pytałam się w myślach. Nawet nie spostrzegłam, kiedy do mojej sypialni weszła wystraszona Bianca. Wskoczyła na moje łóżko, otuliła i wciąż zanosząc  się szlochem zapytała cichutko:
- Mamusiu, wszystko dobrze? Ten pan sobie poszedł? Bałam się, że zrobi Ci krzywdę.
- Skarbie, mamie tylko śnił się zły sen. Nie było tutaj żadnego pana. Nie płacz. Już, spokojnie. - wyszeptałam, ścierając kciukami pojedyncze łzy spływające po jej policzkach. - Każdemu nieraz śni się coś złego. To nic takiego. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Na pewno? Ale ja nie chcę żeby Ci się śnili źli panowie. Pani w przedszkolu mówiła, że sny mogą się spełniać. - "Moje dziecko jest pod opieką wariatki" - pomyślałam.
- Może mogą, kto wie? Ale my nie wierzymy w takie rzeczy, prawda kochanie? - kiwnęła nieznacznie głową - To co, idziemy spać?
- A mogę z Tobą?
- Pewnie, chodź. - mała wtuliła się we mnie, a ja ucałowałam ją w czoło. Było po czwartej. Przy córeczce natychmiast się wyciszyłam i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
***
OCZAMI MICHAELA...
Kolejna noc ciągnęła mi się w nieskończoność. Kolejna, bezsenna oczywiście noc. Nie mogę wziąć leków, działają zbyt długo, a od rana trwają przygotowania do koncertu. Zrezygnowany wstałem i wyszedłem ze swojej sypialni. Wszyscy spali, a wiszący na ścianie zegar wskazywał kwadrans po drugiej. Stare sposoby nie działały ("Synuś, po co Ty się tą chemią faszerujesz? Szklanka ciepłego mleka i śpisz jak zabity!"), niestety mamo. Postanowiłem przejść się po Neverlandzie. Narzuciłem płaszcz na moją ukochaną pidżamę z Myszką Mickey i wyszedłem głównymi drzwiami. Powietrze było chłodne i suche, poczułem na skórze delikatny powiew letniego wiatru. Szedłem przed siebie szlakami, które znałem na pamięć. Dotarłem do królestwa mojego pupila, Bubbles'a.
- Małpko, powiedz mi, czy tylko ja w tym domu jestem takim nocnym markiem? - powiedziałem, śmiejąc się. Mój małpi kumpel spał nie jak małpa, ale raczej jak suseł.
Znudzony brakiem atrakcji na trasie wycieczki, wróciłem do swojej komnaty. Położyłem się wygodnie. Budzik przy łóżku wskazywał 3:48. Świetnie, za niecałe 4 godziny mam być gotowy do wyjścia i wypoczęty. Nakryłem głowę poduszką i prawdopodobnie minął zaledwie kwadrans, a ja już spałem.
***
OCZAMI ROSY...
- Słonko wstało, a moja gwiazdka dalej śpi! Rozumiem, że nie skusisz się na moje naleśniki?
- Naleśniki? - w oczach mojego do niedawna śpiącego dziecka zalśniły tysiące iskierek.
- Z bitą śmietaną, borówkami i sosem czekoladowym! - roześmiałam się widząc, jak Bianca szybko wyskakuje z łóżka i biegnie się do mnie przytulić. Ucałowałam ją w skroń i wróciłam do kuchni, a ona zajęła się poranną toaletą. Miała zaledwie pięć lat, ale mimo to była bardzo rozważna i samodzielna. Gdy skończyła i w podskokach wpadła do kuchni, śniadanie było już gotowe, więc usiadłyśmy razem do stołu. Rozstrzęsienie po sytuacji w nocy minęło, byłyśmy w świetnych humorach. "To dziś" - myślałam - "Już dziś go zobaczę."
- Mamo? - z rozmyśleń wyrwała mnie Bee - cieszysz się, że spotkasz się z Michaelem? - Sprytna moja, kiedy ja jej mówiłam o wejściu na backstage?
- Bardzo skarbie. A nie masz nic przeciwko, jeśli ciocia Amanda przyjdzie dziś wieczorem do Ciebie?
- Ciocia Amanda! - moja córka była cała w skowronkach. Pewnie siedzą do późna i oglądają bajki, nie tak jak z mamusią, która każe córeczce iść grzecznie spać o 20. - Ale super! Muszę jej pokazać nowe lalki!
Amanda była moją przyjaciółką od trzech lat. Gra w kapeli rockowej, która często występuje w naszym barze. Świetnie się dogadujemy, mimo różnic. Jest chyba jedyną osobą, do której mogę się wygadać. Po prostu zawsze mogę na tę wariatkę liczyć.
Skończyłyśmy jedzenie, a gdy ja sprzątałam, Bee pobiegła umyć zęby. Przeraziłam się, gdy spojrzałam na zegarek - było po 13, za dwie godziny mieli się tu zjawić Amanda i jej chłopak, który miał mnie odwieźć (równie złoty chłopak, ale bardziej poukładany, spokojny i... słucha muzyki klasycznej. No cóż.), a ja nawet jeszcze nie zdecydowałam, co założę. Tak więc, kiedy Bianca wyszła z mojego "królestwa" pobiegłam pod prysznic.
Po półtorej godziny byłam gotowa. Czarne, dopasowane spodnie, włosy związane starannie w wysoki kucyk, grafitowa koszulka (oczywiście z Michaelem Jacksonem, w końcu idę na jego koncert!), delikatny makijaż. W torebce płyta oczekująca na autograf, bilet V.I.P, na głowie czarny kapelusz fedora. Wszystko gotowe. Nie jestem tylko pewna, czy dotarło do mnie, kogo spotkam.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Pośpiesznie otworzyłam, przywitałam się z przyjaciółką i Joe.
- Wyglądasz ślicznie! - krzyczała od progu Amanda - Ten Twój Jackson to Ci się nie oprze! Masz go, mała!
- Kochana, on takich jak ja ma na pęczki, dlaczego miałby akurat zwrócić na mnie uwagę? To gwiazdor, nie facet z baru - zaśmiałam się.
Chwilę pogadałyśmy, ale ultrapunktualny Joe, zwrócił nam uwagę, że powinniśmy już jechać. Przyznałam mu rację i zaczęliśmy się żegnać z Biancą i "ciocią Amandą".
- Pa skarbie. Wrócę jutro. Bądź grzeczna i słuchaj cioci.
- Dobrze. Mamusiu, weź go i daj panu Michaelowi - podała mi ulubionego misia - powiedz, że to od najwierniejszej fanki. Uśmiechnęłam się wzruszona, wzięłam pluszaka, ucałowałam ją i wyszliśmy.
"To już za dwie godziny. Tylko dwie godziny, Calfucci" - pomyślałam.

9 komentarzy:

  1. Super :) Bianka najwierniejszą fanką - jak słodko ^.^ . Już nie mogę sie doczekac ciągu dalszego :D Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka.
    Notka cudna. Na początku się przeraziłam, że Rosa drugi raz została skrzywdzona, ale naszczęście to tylko sen, no może nie tak fajnie bo te nocne koszmary związane z taką traumą mogą zniszczyć psychike, ale.. Bi cudna, jejej..Nie moge sie doczekać nexta i całego koncertu i spotkania Rosy i Mike.. Jej to będzie cudne za pewne. Więc czekam do soboty tak? Życzę weny, Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile błędów, łoo matko xD przepraszam za nie piszę z telefonu ;)

      Usuń
  3. Hej! ;-)
    Właśnie ten początek też mnie trochę przeraził, ale całe szczęście to tylko sen :-)
    Kurcze, ale Rosa ma fajnie też bym chciała mieć bilet na koncert Michaela i to VIP - owski. Ale jak mogłaś przerwać w takim momencie... No cóż pozostaje czekać do soboty :-D
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Basia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej :) notka cudna! :D
    Rosa zobaczy Michaela!!! :D I to w dodatku ma bilet VIP! :D
    Bianca jest cudna! :D Michael dostanie jej ulubionego misia *.*
    czekam na nexta i zapraszam do siebie.
    http://whoisit1.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejka u mnie nowa notka, zapraszam.
    http://storiesmj.blogspot.com/

    PS: Nie chcę coś narzucać, ale dajmy że podaje pomysł. Mogła byś zrobić zakładkę SPAM ? Myślę, że wielu bloggerom (nie wiem jak to się mówi) było by łatwiej :) Pozdrawiam ~MeryMJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję takie rzeczy, ale ostatnio wrzucam z telefonu, więc niewykonalne. Dzięki za radę, jak widzisz tło nawet nie na temat, bo to stary blog. W weekend się wezmę za wszystko! ;)

      Usuń
  6. Notka cudowna. Naprawdę. Wiem, że póxno komentuje, ale nie mam ostatnio czasu. Na poczatku trochę mnie zaszkokowałaś mnie.. ale potem wszystko sie ułożyło co do bezsenności Michaela, wiem jak to jest. Ostatnio też mam problemy ze snem i to jest cud, jak uda mi się chociaż na chwilę zasnąć. Ale mniejsza wracając do opowiadania Rosa ma bilety na koncert i wejście za kulisty.. no nieźle. Już nie umiem się doczekac nowej. Przepraszam za błędy, ale piszę z telefonu.
    P.S Jakbys chciała to zapraszam na swoje opowiadanie:
    http://another-story-of-michael-jackson.blogspot.com/
    Pozdrawiam. Mike

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.