***
Wraz z nastaniem kolejnego dnia
znów wstało słońce, przyroda jakby nagle ożyła. Wszystko, co znajdowało się wokół
nas mieniło się kolorami. Rozćwierkane ptaki krążyły gdzieś nad nami tak, że
mogłoby wydawać się, iż całe niebo śpiewa razem z nimi. Jedynie my, pogrążeni w
ciszy podziwialiśmy sztukę napisaną i wystawianą przez samą naturę. A ciszę tę
trudno było przerwać – tak naprawdę żadne z nas nie wiedziało od czego zacząć
rozmowę, o co pytać i co odpowiadać.
Pamiętałem czasy, gdy nie
przejmowałem się zupełnie niczym. Gdyby ktoś jednego z tamtych dni
powiedziałby, że kiedyś będę miał rodzinę, zaśmiałbym mu się w twarz – przecież
mamy tylko jedno życie, prawda? Po co je marnować, skoro można świetnie się
bawić, bez żadnych zobowiązań? A jeśli ktokolwiek próbowałby mi wmówić, że
byłbym gotów oddać swoje życie, by uratować czyjeś, zaśmiałbym się jeszcze
głośniej. Niewiarygodne, jak bardzo potrafią wpłynąć na nas ludzie. Ale jeszcze
bardziej niewiarygodne jest to, jak mogą wpłynąć na nas ci, których kochamy.
-
Zauważyłem, że bardzo dobrze dogadujesz się z Nathanem. – wypaliłem nagle.
- Tak… -
mruknęła dziewczyna, a na jej twarz natychmiast wstąpił rumieniec. – Jest bardzo
miły.
- Mógłby
wreszcie postarać się o względy u takiej fajnej dziewczyny. – zaśmiałem się,
puszczając jej oczko. – Niedługo to on przejmie w tej rodzinie obowiązki ojca,
więc powinien uczyć się postępować z kobietami.
- Ojca? –
zapytała zdezorientowana.
- Wiesz,
niedługo pewnie mnie zabraknie, a… - zacząłem.
- Chyba nie
wybierasz się jeszcze na tamten świat? – krzyknęła z niepokojem w głosie,
zupełnie, jakby miała obok siebie kogoś bliskiego.
- Po prostu
mam przeczucie, że… Muszę ustąpić komuś miejsca. – odparłem. – Komuś, kto
grzecznie rośnie sobie pod sercem mojej żony.
- To dlatego
piła kawę zbożową… - wymamrotała pod nosem. – Gratuluję, Ben. – szepnęła. – To co,
opowiesz mi coś jeszcze?
- Opowiem ci
wszystko, o co tylko zapytasz.
---
Rok później…
Usiadłem przy biurku. Wziąłem
kartkę i pióro. Odetchnąłem głęboko, choć piekący ból w klatce piersiowej wcale
mi tego nie ułatwiał. Zacząłem pisać – nieco niestarannie, ale wciąż czytelnie:
Opowieści
nie zawsze są piękne jak z obrazka. Mają one obrazować życie takim, jakim ono
jest – mniej lub bardziej barwne – wliczając w to zarówno wszystkie piękne
momenty, jak i te smutne i przykre, o których niemalże każdy człowiek chciałby
zapomnieć. Ale takie właśnie jest życie – ciągle daje nam coś i odbiera, raz
kij, raz marchewka – choć u niektórych dość często występuje znaczna przewaga
kija.
Stworzyłem
coś na kształt przekroju nie tylko życia Michaela, ale także swojego. Dzień w
dzień myślami przeżywałem na nowo to wszystko, co już raz się zdarzyło. Od
momentu utraty rodziców przez niezbyt przyjemne doświadczenia z sierocińca, w
końcu docierając aż do poznania swojego jedynego i najlepszego przyjaciela.
Osoby, która wyrwała mnie z piekła, zapewniła dach nad głową, utrzymała,
wychowała jeszcze raz i zdobyła moją wierność i zaufanie.
Nie
wiedziałem, że przyjaźń może być tak silna, ale faktycznie była silniejsza, niż
wszystkie relacje, jakich do tamtej pory doświadczyłem. Dala mi podstawę do
życia, nauczyła kochać bezgranicznie i bezwarunkowo. Nauczyła mnie dbać o wszystko,
co kocham i walczyć o to do utraty tchu. Nakazała być obok, gdy komuś brakuje
podpory, wpoiła, że najskuteczniejszym lekarstwem na wszelkie spory jest
rozmowa. Przyjaźń jest wielka. Ale jeszcze większy jest ten, który był mi
przyjacielem.
Nic
w świecie nie ma takiej wartości, jak wspomnienia. Wspomnienia pozwalają
utrzymać przy życiu nawet tych, którzy odeszli, a to, co kryjemy w sercu nie
może zostać nam zabrane. Jest nasze na zawsze.
Ale
nieraz nadchodzi taki czas, w którym trzeba pożegnać się z tym, co doczesne.
To, co jest ludzkie, nie jest boskie, a co, co jest boskie, nigdy ludzkie nie
będzie. A koniec to jedynie pojęcie względne. Dla
niektórych jest to śmierć, dla innych rozstanie, a dla jeszcze innych to
jedynie swego rodzaju czasowe rozdzielenie. Wszystko co się zaczyna, zaczyna
się jako ludzkie, a tak naprawdę jest jedynie kontynuacją rozpoczętego dzieła
tworzenia. A ja głęboko wierzę w to, że ostateczne zakończenie jest czymś ponad
ludzi, czymś boskim. Ziemski koniec nie jest definitywny. To tylko chwilowa
rozłąka. Prawdziwej przyjaźni nikt i nic nie jest w stanie zabić. Ona trwa
wiecznie. Wystarczy jedynie wierzyć i czekać. Tylko jedna istota jest w stanie
wszystko zakończyć, tak samo, jak pobudziła martwą nicość do życia.
Cieszę
się, że z dumą mogłem zawsze powiedzieć: „Kocham. Jestem ojcem. Mężem.
Przyjacielem. Już zawsze nim będę.”. Dziękuję i przepraszam. Za wszystko.
Benjamin
List położyłem na biurku i po
raz ostatni sięgnąłem po album ze zdjęciami. Przez ten rok udało mi się zrobić
wiele. Czułem, że wypełniłem swoją misję, że osiągnąłem cel. Spojrzałem na
rodzinne zdjęcie – byliśmy tam wszyscy razem. Wszyscy, poza Michaelem. Nagle
ból stał się nie do wytrzymania.
- Do
zobaczenia, przyjacielu.
***
Dobry wieczór?
Zanim zdecydujecie się mnie zabić, zapraszam na krótkie tłumaczenie.
No więc, już od jakiegoś czasu chciałam zakończyć to opowiadanie w taki sposób - nagle, niespodziewanie i niezrozumiale. Tak, jak kończy się życie. Po prostu.
Dlaczego tak szybko? Bo całość mnie przerosła i nie chciałam przepisać wydarzeń z książki Franka.
Dlaczego tak krótko? Taka moja wizja.
Czy to ostatni rozdział? Nie, jeszcze będzie epilog.
Osobiście uważam to opowiadanie za moją porażkę. Niby pokazałam to, co chciałam, ale jednak nie do końca. Skończyłam trochę za szybko.
Czekam na hejty.
Pozdrawiam serdecznie.
Alex
Hejka! ❤
OdpowiedzUsuńCzuje się winna. Serio czuje się winna. Klepałam Ci (nie zlicze jak wiele razy), że to opowiadanie przypomina mi książke Franka. Nawet teraz mogę powiedzieć, że tak jest bo nie czytając tej książki wykreowałaś postać, która uderzająco przypomina autora książka, a w konsekwencji przyjaciela Michaela. Ja jestem tym zachwycona, to jest znak jak sama postrzegasz pewne sprawy i przelewasz to na papier (łupiąc w klawiature, ale to szczegół XD, i jak to zbiega sie z rzeczywistością. To nie jest plagiat, w żadnym, najmniejszym wypadku.
Nie chce się rozpisywać, zrobie to w epilogu choć liczę, że jeszcze zdecydujesz się nie rezygnować z tego dzieła. Chciałam tylko powiedzieć, że to opowiadaanie było jednym nie tyle co najukochańszym, a najważniejszym w każdym znaczeniu tego słowa. Fikcja lubi bawić się człowiekiem, zabiera mu każde komulowaane w sobie emocje. Motyw przyjaźni - nigdy nie spodziewałam się iż ktoś pójdzie w tym kierunku. To nie łatwy temat. Zawsze powtarzam, że określenie "przyjaciel" w dzisiejszych czasach jest nadużywane. Sama nie kryje się, że nie posiadam takiej osoby. Nie dlatego, że mnie nikt nie kocha (kij, że to prawda XDD Mania introwertyk), ale dlatego, że nie poznałam osoby, której mogłabym na tyle zaufać, która mnie nie zdradzi i będzie zawsze lojalna wobec mnie. To jest 'związek' na lata, a jeśli nie spodziewanie wygasa to co to za przyjaźń. Złudzenie, czyste złudzenie.
Pięknie udało Ci się opisać przyjźń Benia i Michaela to fakt. Zaczynając od ich pierwszego spotkania kończąc po no właśnie.. I ten ból, że nie dałaś nam szansy poznania ich całej histori, a tylko namiastkę tego. Ty zła kobieto.
Kocham, lubie i szanuje to dzieło. Zawsze sikałam ze szczęścia, że jest notka, a dziś.. Bum.
Jest mi nie tyle przykro, a żałuje, że to już koniec bo naprawdę wciągnęła mnie ta niezwykła i jedyna w swoim rodzaju historia.
Czekam na następną notke, czymkolwiek ona by nie była.
Życze masy, trzymajj się :*
Pozdrawiam, Marysia :***
Ps; Ja zawsze gadam gadam i zapominam o najważniejszym; list Benka wyszedł cuudnie :* jestem zachwycona gdyż uwielbiam taką forme wypowiedzi (? zabrakło mi słowa) bohatera :*
OdpowiedzUsuńZamelduję się od razu, bo potem zapomnę :P
OdpowiedzUsuńWkurwiłaś mnie i to tak, że lepiej że Cię obok tutaj nie ma, bo jak byś dostała z laczka ode mnie, to byś przez trzy dni z dywanu nie wstała. Ukręcić Ci jaja to mało (nie wnikam czy owe masz czy nie masz xD), a jak nie masz to Ci doszyję i bd mieć wtedy co ukręcać.
Mimo iż szanuję Twoją decyzję, to jej w żadnym stopniu nie popieram. Stworzyłaś coś innego, coś co przyciągnęło uwagę i potrafiło naprawdę wywoływać różne emocje.
I NIGDY nie waż się mówić, że uważasz je za swoją porażkę - nie chodzi nawet o to że wyszło Ci ono zajebiście, ale też o to, że wszystko nas czegoś uczy. Każdy rozdział nas rozwija, jest dla nas wyzwaniem.
Jak to się mawia w jeździectwie: jeśli stoisz w miejscu, to tak jakbyś się cofał.
A Ty Olu szłaś naprzód, a to się liczy najbardziej.
Z jednej strony rozumiem, że nie chcesz pisać na siłę, jednak nie mogę pojąć dlaczego rezygnujesz z czegoś tak wyjebistego? No czaje jakbyś jebnęła koziołka matołka który hasa po łąkach niczym koń Rafał i sobie patataja po górkach, lata po tęczy i chuj wie jeszcze co xD
No wybacz ja się nie moge pogodzić z tym wewnętrznie xD
Powinnaś dostać takiego karniaka, że z dupy wiadro by Ci się zrobiło.
Dobra, ja kończę swoją wypowiedź bo jeszcze ciśnienie mi skoczy xD W razie czego czuj się winna mojego uszczerbku na zdrowiu, jeśli umrę to zrobię Ci w nocy takie Paranormal Activity, że się posrasz. Pościel będzie do wymiany, to Ci obiecuję.
Dobra serio koniec bo mnie znów poniosło xD
To co???
Życzę Ci dużo weny na ten epilog, abyś zajebała taki zajebisty aby nas z krzeseł zmiótł. Dużo radości z pisania, abyś doceniała swoje dzieła!!!
Pozdrawiam
"ta, która nadaje Twojemu życiu sens"
Oj Olu będzie wpierdol XDD
OdpowiedzUsuńCzemu kończysz to opowiadanie ja się pytam?! Znaczy napisałaś dlaczego, ale mi tak smutno teraz no, bo tak nie spodziewanie. Ja myślałam, że tu się jeszcze wiele wydarzy. A Ty tak kończysz. Nie wiem co powiedzieć. Ja nie uważam, że to opowiadanie jest porażką. Wiesz nie czytałam książki Franka więc jeżeli są tu jakieś wydarzenia z tej książki to mi to nie przeszkadza, a zresztą i tak nie przepisujesz słowo w słowo tylko opisujesz wszystko swoim pięknym słownictwem. Zawsze uważałam to opowiadanie za "inne", wyjątkowe. Pokazałaś nam co znaczy słowo przyjaźń. Odniosę się teraz do samego rozdziału. List Bena mnie zaskoczył, bo pisał tak jakby już umierał. Nie wiem czy ja coś przeoczyłem, albo nie zrozumiałam. Ale ten list wyszedł Ci super. Mam nadzieję, że zrozumiałaś cokolwiek z tego bełkotu. Przepraszam, ale nie mam jakoś weny na komentarz. Czekam w takim razie na nexta.
Życzę weny!
Pozdrawiam gorąco ;***
Hej!
OdpowiedzUsuńWybacz, że przebywam tu dopiero po takim czasie. Ale niestety dużo się działo i nie mogłam..
Ale zacznijmy od początku.
DLACZEGO TO JUŻ KONIEC?
Dobra, wybacz, emocje mnie poniosły. Serio, pokochałam tą historię. Ukazywała Michaela takim, jakim naprawdę był. A Ben? On był jego najlepszym przyjacielem, mogli sobie nawzajem ufać.
Przyznaję się bez bicia, na początku nie ogarnęłam wątku z Dianą XD
Piszę jakby to już był koniec , a przecież jeszcze epilog!
Wybacz!
Weeny! Pozdrawiam ;)
Karolina.
Why? Why? :( BEEEEEN! NIEEEEEE! :'( BŁAGAM przemysl to jescze :(
OdpowiedzUsuńKiedy czytałam ten rozdział, łezka się zakręciła w moim oku... nie nadal nie wierzę, że to koniec. :(
List jest cudowny. Ben mógłby być prawdziwym przyjacielem naszego MJ. Może Mike wtedy nie brałby leków i by żył, gdyby taki Ben by sie z nim przyjaźnił...
Serio przemyśl to... proszę...
Ważka.