1/17/2016

Don't Let Go Of My Hand: Kręta droga



***

                Życie jest drogą, która wymaga od nas odwagi i wytrwałości. Stawia nas przed wieloma trudnymi wyborami, których nie można cofnąć. Sami wyznaczamy swój szlak, jako drogowskazy zostawiając po sobie wszystko to, co ciąży nad nami i nie pozwala iść dalej – ból, cierpienie, strach, przykre wspomnienia, urazy, nienawiść, niewłaściwych ludzi. Im dalej jesteśmy w swojej wędrówce, im więcej wąskich uliczek odkryliśmy, tym bliżej jesteśmy osiągnięcia spełnienia, które jako jedyne może zagwarantować nam wieczny żywot w pełnym szczęściu.
                Zastanawiałam się nieraz, którym miejscu tej drogi tak właściwie się znajduję - jaką część trasy mam już za sobą, a jaka pozostaje wciąż nieodkryta? Kiedy nadejdzie mój czas? Czy nastąpi to niespodziewanie, czy będę mogła przygotować się na śmierć? Czy zostanę kolejny raz matką? Czy będę żoną, umierającą któregoś dnia w ramionach kochającego męża, czy trzymającą go konającego za rękę? Czy zdążę zrobić to wszystko, o czym marzę, czy może moja szansa już minęła? Istniało tak wiele pytań, lecz wszystkie bez odpowiedzi.
                W chwili, gdy przygotowujesz się do przekierowania swojego życia na zupełnie inny tor, zaczynasz analizować to wszystko, co już było oraz wszystko to, co jeszcze nie nadeszło. Mimo bycia pewnym decyzji, jaką masz podjąć, ogarnia cię jakiś nieokreślony strach. Strach przed samym sobą, strach przed przyszłością, strach przed porażką. Uczucie, które kolejny raz musisz zrzucić z pleców, niczym ciężki głaz, lecz tym razem z czyjąś pomocą.
- Czy mógłbyś mi to wreszcie zdjąć z oczu? – zapytałam poirytowana ciągłym potykaniem się o wszystko, co jakby na złość wyrastało pod moimi nogami. – Zaraz będziesz mnie zbierał z tego chodnika.
- Przecież cię prowadzę. Jeszcze kawałek. – mruknął. W tonie jego głosu dało się wyczuć delikatne rozbawienie.
- Mama, uważaj, krawężnik! – krzyknęła Bianca, ratując mnie przed zaryciem twarzą o kamienne podłoże.
- Dziękuję, kochanie! – odparłam. – Gdyby nie ty, mój kochany przewodnik, a wasz mądry tatuś mógłby nie zdążyć mnie złapać! – fuknęłam, w odpowiedzi słysząc cichy chichot. – A ty z czego się cieszysz?
- Z ciebie nerwusie. – rzucił beztrosko, rozwiązując opaskę zasłaniającą mi oczy. – Proszę bardzo, jesteśmy. I jak?
- Ja się… ja nie… - jąkałam się, bezskutecznie próbując wypowiedzieć jakieś składne zdanie.
- Wiesz, skoro miałaś tylko dwa wymagania co do naszego ślubu, pomyślałem, że coś ci się należy. – szepnął, obejmując mnie w pasie. – A że ja tu już jestem, to chociaż suknię musisz mieć idealną. – mruknął, składając delikatny pocałunek na moim policzku. Gapiłam się przed siebie, nie wierząc własnym oczom, a to, co widziałam, przechodziło moje najśmielsze oczekiwania. Wystawa salonu mieniła się od setek kryształków i perełek umieszczonych na śnieżnobiałych, wymyślnych sukniach o przeróżnych krojach.
- Ale wiesz, że wystarczyłaby mi skromna sukienka… - odparłam, przecząc samej sobie.
- Ale przecież taki dzień jest raz w życiu! – zawołała Paris, podbiegając do nas. – Nie kłam, że nie podobają ci się takie, jak tam. – dziewczynka wskazała palcem na wystawę.
- Tego nie powiedziałam, skarbie… - rzuciłam z uśmiechem. – Tylko to ogromny wydatek.
- Żartujesz sobie, prawda? – zapytał Michael, mierząc mnie wzrokiem. – Już ja osobiście dopilnuje, żeby wszystkie metki zniknęły. Poza tym, w środku ktoś na ciebie czeka. No, idziemy! Prince! – zwrócił się do chłopaka. – Wiem, że czeka nas długi i ciężki dzień, ale jakoś ci to wynagrodzę…

***

                Zadziwiające, ile trudu człowiek potrafi włożyć w to, aby dojść do wyznaczonego celu. Jak łatwo jest mu wyzbyć się niecierpliwości, gdy na ogół przejmuje ona nad nim kontrolę. Zastanawiające, jak wiele szczęścia daje mu każdy, nawet najdrobniejszy z drobiazgów. Fascynujące wręcz, jak bardzo zmienia oczekiwanie na coś, co kochamy.
                Można kalkulować i podsumowywać to, ile razem przeszliśmy, ale po co człowiek miałby to robić, nim historia zostanie zakończona? Po co marnować czas na to, co minęło, co było złe, skoro wolno nam ekscytować się tym, co wciąż znajdowało się przed nami? Marzyć i śnić, o pięknie, dobrze i szczęściu, o posiadaniu tego wszystkiego w nadmiarze, po tym, gdy zwyczajnie nam tego zabrakło – fantazjować o tym, by już zawsze było tak, jak teraz.
                Dziewczyna wszedłszy do środka rozejrzała się niepewnie po bogato dekorowanym pomieszczeniu. Na ścianach wisiały różnokolorowe obrazy, wśród których stanowczo przeważały reprodukcje dzieł surrealistycznych. Czerwonowłosa zawiesiła wzrok na jednym z nich.
- Jak bardzo trzeba być nienormalnym, żeby wymyślić coś takiego? – zapytała, wskazując na dzieło.
- To jest wyobraźnia. – odparłem.
- Nie, kochanie. Malowanie połączenia człowieka i ryby musi być objawem jakiejś ciężkiej choroby psychicznej, na którą René Magritte wyraźnie cierpiał. – zaśmiała się.
- Może widział świat inaczej? – odparłem ściszonym głosem, widząc rozmarzenie na jej twarzy. Nagle zza moich pleców wyłoniła się smukła postać, podchodząc dyskretnie do zamyślonej dziewczyny.
- Hej młoda! – krzyknęła jej do ucha.
- Mój Boże! – pisnęła wystraszona Rosa.
- Twój Bóg chyba stoi gdzieś nieopodal, ale akurat tym razem to ktoś inny. – zażartowała brunetka.
- Amanda… - mruknęła moja narzeczona. – Czy ty chcesz, żebym dostała zawału? – fuknęła oburzona, rzucając się przyjaciółce na szyję.
- Nie małpo, musiałam po prostu jakoś ukarać cię, za to, że tak długo się nie widziałyśmy. – wyszczerzyła się. – To jak, idziemy wreszcie? Chłopaki chyba się denerwują.
- Nie, skądże. – odparł mój syn, którego udało mi się przekupić nowymi modelami samochodów wyścigowych, po jednym za każdą spędzoną na zakupach godzinę. – Nie musicie się spieszyć.
- Znalazł się fan zakupów. – powiedziałem z ironią w głosie. Chłopak w odpowiedzi wystawił mi język.
- Tatuś dobrze płaci, co? – zaśmiała się Amanda.
- Chodźcie wreszcie… - mruknąłem.
                Tak jak przewidywałem, kolejne godziny mijały, kilka zamówionych przez nas pizz zostało pochłoniętych, a dziewczyny wciąż tkwiły w przymierzalni, z której suknie jedna za drugą wyfruwały niemal tak szybko, jak trafiały w ich ręce. Znużony ciągłym oczekiwaniem Prince drzemał sobie słodko na miękkiej kanapie, a ja będąc w stanie pełnej gotowości, upatrywałem otwierających się drzwi.
- Pan Jackson proszony do ocenienia sukni numer siedemnaście. – zawołała mnie Amanda.
- Już idę. – odparłem, podnosząc się z wygodnej sofy.
- Mógłbyś się pospieszyć, nie mamy całego dnia. Najpierw suknia, potem jeszcze trzeba dobrać wszystkie dodatki… - fuknęła zniecierpliwiona brunetka.
- I kto to mówi… - prychnąłem. – To mogę już zobaczyć swoją przyszłą żonę?
- Tylko nie zemdlej z wrażenia. – odparła, uchylając drzwi przymierzalni. Przez chwilę nie byłem w stanie wypowiedzieć ani słowa. Czerwonowłosa stała przede mną w obszernej, białej sukni wysadzanej perłami i kryształkami, które mieniły się w świetle lamp, o niezliczonej liczbie warstw tiulu, spoglądając na mnie pytająco.
- Wyglądasz jak… - wydukałem. – Jak księżniczka.
- Królowa! – krzyknęła Bianca.
- Bogini… - westchnęła z zachwytem moja córka.
- Wyglądam po prostu jak przyszła żona tego gościa z otwartą gębą, może być? – zaśmiała się Rosa.
- Jego osobista bogini? – zapytała nieco ochrypłym głosikiem pięciolatka.
- Nie skarbie, jego osobista ja…

***

                Tego dnia po raz pierwszy czułam się dumna z tego, kim byłam. Nie musiałam nikogo udawać, ani niczego ukrywać. Uświadomiłam sobie, co tak naprawdę czyni nas wszystkich pięknymi – to szczerość, która pozwala na budowanie relacji, to wybory, których dokonujemy i miłość, którą mamy w sercach. Tak więc tego dnia po raz pierwszy poczułam się naprawdę piękna – zarówno ciałem, jak i duszą.
                Leżąc razem w łóżku, omawialiśmy wszystkie szczegóły związane z naszym ślubem. Niektórzy określiliby go mianem nieprzemyślanej decyzji, inni powiedzieli, że za bardzo się spieszyliśmy, lecz ja robiłam tylko to, co podpowiadało mi serce. Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, po wielu upadkach, sporach i nieprzespanych nocach nie było już spraw, które wymagałyby jakiegokolwiek zastanowienia. Musieliśmy dopełnić woli tego, który nas połączył i związać się świętym węzłem, który rozerwać mogłaby jedynie śmierć.
- Musimy porozsyłać zaproszenia do twoich gości, omówić kwestię kuchni z Margaret i znaleźć jej kogoś do pomocy, ustalić godzinę i dokładny termin z księdzem… Nie, jeszcze raz. – plątałam się we własnych myślach.
- Spokojnie… - szepnął. – Najpierw urząd, potem ksiądz, dopiero następnie goście i Margaret. Za dwa tygodnie mamy ostatnie przymiarki, a później… - przerwał, uśmiechając się delikatnie. – Cieszysz się?
- Tak. – mruknęłam cicho, spuszczając głowę. – Szkoda tylko, że rodzice i ciocia nie mogą być teraz ze mną. Zawsze marzyłam o tym, żeby tata odprowadził mnie do ołtarza. – wydukałam przez łzy. – Ale teraz to już nieważne. Na pewno zerkają na nas z góry i są szczęśliwi, że trafiłam na tak wspaniałego mężczyznę. – odparłam, wtulając głowę w jego klatkę piersiową.
- Wspaniałego? No patrzcie, co ta miłość robi z człowiekiem. Wspaniały facet, który miał w szufladzie niemałą kolekcję magazynów z gołymi babami… Chodzący ideał, prawda? – zaśmiał się. – Rosie, muszę tylko spytać cię o jedną rzecz. – wyrwał nagle.
- Zamieniam się w słuch. – wymamrotałam, kreśląc palcem ósemki na jego torsie.
- Miałabyś coś przeciwko, jeśli zaprosiłbym ojca? – zapytał poddenerwowany.
- Michael… - westchnęłam, spoglądając mu w oczy. – Naprawdę nie powinieneś rozpamiętywać tego, co wtedy powiedział. To twój ojciec, i mimo, że jest, jaki jest, ja go toleruję. Jeśli on mnie nie – nie przyjdzie. Ale nie musisz robić niczego ze względu na mnie. – odparłam, całując go delikatnie w usta. – Rozumiesz?
- Na pewno? Nie chciałbym, aby zepsuł… - mówił zmartwiony, jakby biorąc na siebie winę za czyny tego starego zgreda.
- Kochanie… Rozmawialiśmy już o tym. – powiedziałam spokojnie, bawiąc się kosmykiem jego kruczoczarnych włosów. – Skoro ty będziesz tam ze mną, nic i nikt nie będą w stanie zepsuć tego dnia. – dodałam. Mężczyzna chwycił mnie za rękę, splatając nasze palce razem.
- Na zawsze razem, mimo wszystko i ponad wszystko? Jesteś tego pewna? – spytał.
- Na zawsze razem… - odparłam. Nagle usłyszałam odgłos otwieranym drzwi, w których stanęła zapłakana Paris.
- Córeczko, co się stało? – wykrzyknął zmartwiony Michael.
- Bo Bianca tak strasznie kaszle, nie może złapać oddechu i… - wydukała przez łzy, na co natychmiast wyskoczyłam z łóżka i ruszyłam w kierunku drzwi. Nawet nie wiem, jak szybko pokonałam wszystkie schody i korytarz, ale wydawałoby się, że w ułamku sekundy znalazłam się przy dziewczynce.
- Skarbie, spokojnie… - przerażona pogłaskałam po główce pięciolatkę, której zanoszenie się panicznym płaczem wcale nie pomagało przy dusznościach. – Paris, słońce, kiedy ona zaczęła kaszleć?
- Przed chwilą, ja się tak wystraszyłam i od razu przybiegłam. – zaszlochała.
- Dzwonię po lekarza. – krzyknął Michael zza drzwi.
- Byle szybko… - szepnęłam, przytulając córeczkę. – Zaraz będzie lepiej, kochanie…

***

Dobry wieczór kochani!
Wiem, że trochę mnie tu nie było - szkoła, prywatne zajęcia, a na dodatek niemiecki chciał mnie ostatnimi czasy zabić.
Notkę dedykuję Wam - wszystkim czytelnikom, których przepraszam za wszystko, co zrobiłam - wszelkie niewywiązywania się z obietnic, opóźnienia z notkami i tego typu rzeczy. Cieszę się, że mimo wszystko jesteście tu ze mną, wspierając mnie na mojej drodze i z całego serca bardzo Wam dziękuję.
Szczególnie chciałabym przeprosić jedną osobę, którą trochę przypadkiem, a trochę swoim myśleniem uraziłam. Patrycja - nieraz  ludzie mówią nieco za dużo. Mam nadzieję, że chociaż tutaj zostanie tak, jak było do tej pory, bo jak już wspominałam u Ciebie - zawsze będę podziwiać Twoją twórczość i Ciebie jako autorkę.
Życzę Wam miłego wieczoru i mam nadzieję, że już niebawem pojawię się tutaj z kolejną częścią opowieści o Benie. :)
Pozdrawiam serdecznie.
Alex :)

P.S. Przepraszam, jeśli w notce pojawiły się błędy, ale ból głowy skutecznie utrudnił mi sprawdzanie ich.

3 komentarze:

  1. Hejka! ❤❤❤
    To takie miłe, dziękujemy za dedykacje tak pięknego rozdziału, który mnie strasznie wzruszył. Przemyślenia bohaterów były wyjątkowo obszerne co osobiście ubóstwiam. Naprawde sprawia mi ogromną przyjemność czytanie takich przemyśleń, składnia mnie to do głębokich refleksji i przekładam to na swoje życie. Jakoś czytanie, jak i pisanie mnie do tego skłania, wręcz zmusza, ale też pomaga.
    Olciu, notka wyszła Ci świetnie. Strasznie ciekawiłam się co ten Michael wymyśli, ale Jego pomysły mimo, że w większość głupkowate (niczym on XD) to dziś mnie zaskoczył. Kobieta podczas tak ważnego dnia jakim jest ślub chce się czuć zapewne wyjątkowo, a piękna stylizacja mimo, że odgrywa role 'drugoplanową' dodaje pewności siebie. Michael jest cudownym mężczyzną i kochankiem. ❤
    Co do Bee to nie ukrywam - zaniepokojona jestem co tej naszej małej księżniczce się stało, oby nic poważnego.
    Pisz Olu, dla nas pisz bo robisz to cudnie. Nosz masz ten potencjał, którego nie da się ukryć. ❤❤❤
    Czekam na mojego Benia i na następną notke DLG ❤
    Życze ogromu weny! Trzymaj się :*
    Pozdrawiam :*
    Marysia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, zacznę od rozdziału, a potem przejdę do naszej ostatniej Mody na Sukces z życia prywatnego xD
    Rosie to taki człowiek ideał, że aż żal człowiekowi że mało takich ludzi stąpa po tej ziemi. To jak stękała do Michasia jak ją prowadził z zawiązanymi oczami - mistrzostwo xD
    Aż jej współczułam - zaryć twarzą o chodnik nie fajnie xD Jeszcze by biedna musiała zęby zbierać z betonu albo by miała między nimi asfalt xD
    Michael, stać Cię aby wykarmić przyszłą żonę, gruzu jej oszczędź.
    Te ich planowania co do ślubu i przyszłości strasznie mnie urzekły ;3
    A i jeszcze obraz: ni to człowiek, ni to ryba, kijanki też nie przypomina.... Może to etap przejściowy syrenki? Jak byłam mała chciałam być syrenką, ale huj jak na to patrzę to mi się odechciewa xDDD
    Mam nadzieję, że Biance nic nie jest... Weź Ty tutaj dramatów nie wprowadzaj bo jak Cię kopnę w dupę to w kosmos polecisz.
    A teraz przechodząc do tego i tamtego: weźcie wy mi tutaj nie piszcie, że mnie przepraszacie bo mi się smutno robi a ja tutaj sukę grać próbuję xD - a co! będę szczera jak zawsze, nie?
    Jak pisałam na konfie przed odejściem z niej: świat bloggera jest innym wymiarem i to co się wydarzyło między nami jako ludźmi, nie przechodzi na świat pisarski.
    Ja również ubóstwiam Twoje dzieło i nie wyobrażam sobie nie czytać go przez takie pierdy - nawet jakbym była hujem i nie komentowała, to i tak bym czytała xD
    Ale że pisanie komentarzy daje mi możliwość wylania z siebie emocji + po prostu lubię je pisać, to o to się bać nie musisz xD
    Ludzie mówią za dużo? Owszem, ale to lepsze niż milczenie. Ważniejsza od słów jest energia, która za nimi stoi:)
    Tak czy siak nie ciesz się - obiecałam, że wpadnę w wakejszyn, a ja słowa dotrzymuję. Słowo koniarza niczym przysięga, więc spodziewaj się w czerwcu wiadomości ode mnie na priv w sprawie tego wyjazdu:)
    Pozdrawiam, dużo weny i te sprawy!
    Wykurwisty internet od godziny mnie rucha w dupę i jak nie doda mi się ten komentarz to pierdolę tę robotę.
    Buziaki i dobrej nocy!
    Ty wiesz jakich snów ja Ci życzę xD :3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem, żeby nie było przeczytałam i od razu komentuję, bo ja bardzo lubię odkładać wszystko na później i z jednego dnia robi się tydzień ;-)
    Co do rozdziału, to wspaniały jak zawsze i jak zawsze coś się dzieje. Zacznijmy od tego salonu z sukniami ślubnymi. Zaskoczyłaś mniej, bo sobie tak myślę gdzie ten Michael ją tak ciągnie :-D i Amanda, której dawno nie było się pojawiła. Co do ślubu ta ja bym Josepha nie zapraszała. Stary zgred znając życie coś odpierdoli delikatnie mówiąc. Albo Rosie znowu naubliża. Ja rozumiem, że to jest ojciec Michaela, ale po cholerę on im tam do szczęścia. Przecież on ma swojego syna jak i przyszłą synową głęboko w dupie. Naprawdę Olu będę musiała oglądać jego zakazaną mordę? Nie oszczędzisz mi tego? XDDD
    Mam jednak nadzieję, że zamknie tą swoją nie wyparzoną mordę i będzie udawał, że świetnie się bawi. Bianca strasznie mnie wystraszyła tym jej napadem kaszlu. Oby nie było jej nic poważnego. Jak zwykle skończyłaś w zajebistym momencie. Dziękuje Ci bardzo za niego :****
    Olu błagam Cię, Ty i błędy?! Nie rozśmieszaj mnie, to ja się Ciebie pytałem czy przed "bo" stawia się przecinek XDDD
    Dla mnie jesteś chodzący słownik ortograficzny no i angielskiego :-)
    Czekam z niecierpliwością na nexta!
    Pozdrawiam cieplutko <3333

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.