1/04/2016

Don't Let Go Of My Hand: Cudotwórca

(Ostatnio jakoś się zakochałam w tej piosence)


***

            Nie jesteśmy w stanie czegoś ocenić, dopóki tego nie spróbujemy. Z różnych przyczyn niekiedy boimy się nowych doświadczeń, ale kiedyś przychodzi moment, aby przełamać wszelkie zahamowania. Nieraz wymaga to po prostu obecności i wsparcia odpowiednich osób, lecz innym razem naszego samozaparcia i chęci odkrycia czegoś dotychczas nieznanego. W moim przypadku, potrzebne były obydwa te czynniki.
            Spał z głową ułożoną wygodnie na moich piersiach, każdym, niekontrolowanym, nawet najmniejszym ruchem wywołując na moim ciele przyjemny dreszcz. Z dojrzałego mężczyzny znów zamienił się w małego chłopca, lecz mimo to, pewne obrazy wciąż tkwiły w mojej głowie dając mi częściowe poczucie bycia prawdziwą kobietą. Pokazał mi, ile dla niego znaczę i pomógł mi wyzbyć się strachu przed tym, co zupełnie naturalne i ludzkie, jednocześnie nie czerpiąc z tego żadnej cielesnej przyjemności, którą po tym wszystkim bez lęku byłam gotowa mu zafundować.
            Pięknym jest zrozumieć, na czym polega miłość i pozwolić rozwijać jej skrzydła, różnymi jej barwami urozmaicając każdy kolejny dzień. To zupełnie jak narodzić się na nowo, odkryć siebie w samym sobie i odnaleźć swoje miejsce w świecie. Uczucie po prostu nie do opisania i niezrozumiałe dla tego, kto nigdy go nie doświadczył.
            Tej nocy nie mogłam zmrużyć oka. Widok śpiącego przy mnie Michaela niezwykle mnie rozczulił, a to w połączeniu z kłębiącymi się we mnie emocjami stanowiło mieszankę wybuchową. Ucieczka do krainy snów była w tamtym momencie czymś skrajnie niemożliwym. Chciałam, by ten moment trwał wiecznie. Niestety, jak na złość, godziny mijały mi z prędkością światła i nim się spostrzegłam, nastał słoneczny poranek.
- Dzień dobry, kochanie. – szepnęłam, składając drobny pocałunek na szyi mężczyzny. – Wyspałeś się?
- Jak nigdy. – mruknął, lustrując mnie uważnie wzrokiem. Z przyzwyczajenia zawstydzona spuściłam głowę. – Wyglądasz ślicznie. – rzucił z uśmiechem na ustach. Nie odpowiedziałam, lecz po kilku sekundach trwania w ciszy bez słowa wtopiłam się w jego wargi, dociskając go z powrotem do łóżka. Nie przeszkadzała mi nawet moja nagość. Byłam tak zaślepiona pragnieniem uszczęśliwienia go, że prawie nie zauważyłam, kiedy nas rozłączył.
- Nie możesz tak łatwo ulegać chwili. – powiedział.
- Nie rozumiem, o czym mówisz… - odparłam cicho, wracając do całowania szyi mężczyzny.
- Rosa. – wydukał, oddychając nieco szybciej. – Proszę cię, przestań.
- Dlaczego? – natychmiast się od niego odsunęłam, odruchowo zasłaniając się kołdrą. – Nie chcesz mnie?
- Kochanie… - westchnął. – Chciałbym, aby ta chwila była wyjątkowa. – uśmiechnął się do mnie zadziornie. – A na to nigdy nie będzie za późno, nie martw się. – mruknął, puszczając mi oczko. Poczułam, jak się czerwienię. On widocznie to zauważył, bo podał mi swoją, leżącą na krześle koszulę, abym mogła się nią okryć i objął mnie mocno ramieniem, chichocząc pod nosem.
- Uwierz mi - szepnął wprost do mojego ucha. - że w tej chwili to mi trudniej jest się powstrzymać. Ale nieraz trzeba. - mruknął z udawaną rezygnacją w głosie. - Napalona małpka. Pomyśleć, że jeszcze niedawno taka grzeczna byłaś.
- Włoska krew kiedyś musi zacząć buzować. - rzuciłam, przygryzając delikatnie wargę.
- Coś czuję, że ten twój temperamencik kiedyś mnie wykończy. - zażartował.
- Coś czuję, że właśnie się rozbudził...

***

            Nie przypuszczałem nawet, że to, co zrobiłem mogło mieć tak wielki wpływ na psychikę dziewczyny. Jeszcze wczoraj wystraszona, dziś już zupełnie odstresowana, można by powiedzieć nawet, że w pełni świadoma swojego ciała i uczuć. Zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, która – o dziwo! – nie została wcale użyta…
            Z uśmiechem przyglądałem się ubierającej przy mnie bez skrępowania dziewczynie, jednocześnie nie pozwalając sobie na żadne niestosowne gesty czy znaki. Mimo wszystko wciąż musiałem znać granice, lub w pewnych przypadkach wyznaczać je samodzielnie. Wiedziałem doskonale, że niewiele trzeba, aby stracić zaufanie tej kruchej wewnątrz istoty, raz po raz karanej przez okrutny los. Zbyt wiele razem przeszliśmy, abym jednym, zbyt śmiałym ruchem zburzył wszystko, co udało nam się zbudować.
- To dzisiaj przyjeżdża ten rehabilitant? – zagadnęła, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Za jakąś godzinę. – odparłem, spoglądając na zegarek.
- Czy to jest naprawdę aż tak konieczne? – zapytała zrezygnowanym tonem. – Przecież sama jestem w stanie nauczyć się chodzisz.
- Tak, to jest aż tak konieczne. – odpowiedziałem stanowczo. – I nie chcę słyszeć nawet słowa sprzeciwu. – dodałem, gdy miała zacząć coś mówić. Dziewczyna przewróciła oczami i ruszyła w stronę łazienki.
- A kule? – krzyknąłem za nią.
- Mają wakacje. – warknęła przekornie, sięgając po jakiś kosmetyk. Nie cierpiałem tego typu zachowania. Chwyciłem więc za stojące w kącie metalowe pręty i spokojnym krokiem wkroczyłem do łazienki. Czerwonowłosa nie zwróciła na mnie uwagi, zajęta nakładaniem na twarz płynnego fluidu. Podszedłem do niej, lecz ta uśmiechnęła się tylko smutno, gdy położyłem rękę na jej ramieniu. Nie reagując na moją obecność, kontynuowała wykonywanie makijażu.
- Przecież to jest tylko i wyłącznie dla twojego dobra… - szepnąłem jej do ucha. – Zrozum, że jeśli zaszkodzisz sobie teraz, przez długi czas nie będziesz samodzielna. Naprawdę chcesz tak ryzykować? – zapytałem.
- Czy to się kiedyś skończy? – jęknęła żałośnie. – Czy ja nigdy nie będę mogła sobie pożyć sobie w spokoju? A zresztą… - westchnęła. – O czym ja w ogóle do ciebie mówię… - mruknęła, odwracając się w moją stronę. – Ale żeśmy się dobrali.
- Jak dwie połówki pomarańczy. – zażartowałem.
- Tylko z ciebie jakaś podstarzała ta połówka. – zaśmiała się.
- Bardzo zabawne. – prychnąłem, rozmazując kroplę fluidu na jej czole. – Ubrudziłaś się czymś.
- Nie musiałabym się tym brudzić, gdybyś pozwolił mi na wizytę u chirurga plastycznego. – mruknęła, strzelając mi pstryczka w nos.
- Nie jest ci to potrzebne. Za to mi by się przydało. – westchnąłem, podchodząc do lustra. – Chyba masz rację, starzeję się. O patrz, tu mi się zmarszczka robi. A ten nos? Skóra? Szkoda słów… – odparłem, zrezygnowany stanem swojej twarzy.
- Baba. – rzuciła z uśmiechem na ustach. – Mi się taki podobasz. Zapomnij o jakichkolwiek poprawkach.
- Wiesz co? – zagadnąłem. – A zgodziłabyś się, gdybyśmy poszli razem?
- Jesteś jak dziecko. Musiałabym to przemyśleć… – powiedziała ściszonym głosem, zbliżając się do mnie, by połączyć na krótko nasze usta w soczystym pocałunku. – A teraz wynoś się stąd. – fuknęła, odrywając się ode mnie. – Chciałabym zdążyć przed przyjazdem cudotwórcy.

***

            Człowiekowi, któremu wydaje się, że od zawsze zdany jest tylko i wyłącznie na siebie, zwyczajnie i po ludzku trudno jest przyjmować pomoc z rąk drugiej osoby. Nie znosi jakiejkolwiek litości, wszędzie dookoła widzi tylko wrogie twarze i patrzące złowieszczo oczy. Na to, by dostrzegł w innych jakiekolwiek dobre intencje potrzeba czasu. Nieraz miałam wrażenie, że mimo wszystko, mi też przydałaby się go choć odrobina.
            Ostatni raz spojrzałam w lustro. Zrobiłam wszystko, co mogłam, aby ukryć różnorodne pamiątki na mojej twarzy. Nie było idealnie, ale nie było też najgorzej. Przy Michaelu czułam się swobodnie, ale nie byłam w stanie pokazać tych wszystkich niedoskonałości obcej osobie. W dalszym ciągu, niezmiennie, miałam w sobie pewną blokadę, która mi na to nie pozwalała. Gdy mój ukochany znikał z pola widzenia, cała pewność siebie w jednej chwili ze mnie ulatywała. Zaufanie jednej osobie nie pomogło mi wyzbyć się strachu przed całą resztą.
            Nie zatrzymując długo wzroku na swoim odbiciu, chwyciłam kule i skierowałam się w stronę wyjścia, a następnie – schodów. Nie mogłam ukryć, że bez gipsu pokonywanie kolejnych stopni szło mi o wiele sprawniej. Po chwili znajdowałam się już na dole, gdzie zza rogu wyskoczyły na mnie dzieciaki.
- Cześć mamo! – krzyknęły chórkiem, ściskając mnie każde z osobna.
- Cześć urwisy. – zaśmiałam się. – Co zepsuliście? – zapytałam, uważnie się im przyglądając. Stali w równym rządku, uśmiechając się sztucznie.
- Nic… - mruknął Prince, spuszczając głowę.
- Na pewno? – zmierzyłam ich kolejno wzrokiem.
- Bo my… - dukała Paris. – Kojarzysz tę starą lampę, która stała w salonie? – dodała ściszonym głosem
- W ilu kawałkach jest? – szepnęłam z kolokwialnym „bananem” na twarzy.
- Ciężko zliczyć. – odparła dziewczynka, uśmiechając się lekko. – Myślisz, że tata będzie zły?
- Idźcie mu coś narysować. Ja z nim pogadam. – mruknęłam ciepło.
- Ja też? – spytał zrezygnowany chłopak.

- Chodź, nie marudź! – krzyknęła Bee, ciągnąc go za rękę. W miarę, jak dzieci oddalały się, coraz bardziej przepełniało mnie szczęście. Wreszcie ta lampa, która psuła wystrój całego salonu zniknęła!
            W pewnej chwili usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Gdy podniosłam głowę, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Stał w nich, oczywiście w towarzystwie jednego z ochroniarzy, niewysoki, krępy mężczyzna z niemałym garbem na plecach i sporym brzuszkiem. Jego ubioru pod żadnym pozorem nie można było nazwać schludnym, a na głowie połyskiwały mu siwe włosy, choć nie wydawał mi się być w wieku emerytalnym, lecz znacznie młodszym. W jego obecności poczułam się dziwnie skrępowana.
- Dzień dobry. – usłyszałam nagle głos Michaela, który nie wiadomo skąd pojawił się tuż obok.
- Dzień dobry panu. Bardzo… Ładny domek. – rzucił facet, rozglądając się w około. – John Stevens. A nasza poszkodowana? – spojrzał pytająco w moim kierunku.
- Rosa… Rosa Calfucci. – odparłam, podchodząc do niego. – Proszę wybaczyć. – mruknęłam, wskazując na kule, gdy ten wyciągnął rękę w moją stronę.
- Rozumiem. Widzę, że ma się pani dobrze. – powiedział beztrosko.
- Wyśmienicie. – odpowiedziałam zmieszana.

- Zapraszam… - Michael wskazał gestem ręki na salon. Mężczyzna skinął głową i ruszyliśmy razem w kierunku pomieszczenia.

***

Dobry wieczór kochani!
Tę notkę chciałam dedykować Patrycji, bo to właśnie jej słowa zainspirowały mnie do napisania takiego, a nie innego wstępu do tej notki! Dzięki zjebku :*
Powiem tak - na początku uznałam notkę za dno, ale w sumie nie mam się czego czepiać, poza tym, że krótka jest. Przepraszam za to, ale nie miałam weny. Męczyłam się z nią od piątku!
Pozostawiam ją Waszej ocenie.
Co tam u Was? Jak po wolnym samopoczucie? Bo moje tragiczne.
Pozdrawiam serdecznie.
Alex :)

9 komentarzy:

  1. Hejka ❤
    Kazanie Patrycji tosz to pamiętam :D i nie ukrywam, że czytając właśnie przypomniała mi się rozmowa na konfie.
    Nie marudź tak w ogóle bo notka wyszła Ci rewelacyjnie. Jakoś pochłonęłam ją tak szybko, że nie zdążyłam się zorientować kiedy zleciała. Przyjemnie napisana i przyjemnie też się ją czytało.
    Nie powiem, że ciekawiły mnie stosunki Michaela i Rosy po wieczornym zajściu. Jestem mile zaskoczona i w ogóle. Dobrze, że Rosa otworzyła się, a z drugiej strony bardzo podoba mi się postawa Michaela.
    Rosa uparciuch, ale jak to było ujęte, że jeśli osoba jest skazana wyłącznie na siebie to w późniejszym czasie trudno jest przyjąć czyjąś pomoc.
    Dzieciaki urwisy, co się im dziwić?
    Czekam z niecierpliwością na nexta! :*
    Życze masyy weny i Pozdarwiam cieplutko :* ❤❤
    Marysia :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję się wyróżniona xD
    Pamiętam tę rozmowę i moją 'przemowę' :D Bardzo fajnie to wszystko ujęłaś na wstępie, co ja chciałam wtedy wam przekazać :D
    Notka zajebista - chociaż ja wciąż na tego hota czekam nie ukrywam xD
    Tę kulę to bym na miejscu Rosy Michaelowi w dupę wsadziła, gdyby mi tak marudził xD Aż by mu uszami wyszła.
    Po wolnym srednio, jakoś humor mam tak zjebany ostatnio że nic tylko rzucić się z dywanu pozostaje xd
    A co do zjebka to czemu mówisz do mnie tak brzydko, skurwielku? <3
    Powinnaś dostać za to karniaka i to porządnego, też by Ci uszami wyszedł - albo gardłem, ty tam zapewne wolisz xD
    Pozdrawiam Cię mój niedoszły mężu <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejoo! <3
    Zacznę od tego, że rozwaliła mnie scena o poranku w łóżku xD boska!
    Coś mi się już nie podoba "doktorek ". Nie wiem czemu, ale mam co do niego złe przeczucia..
    No, a ja mam jeszcze wolne!
    Życzę masy weny!
    Pozdrawiam :)
    Karolina.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że nasza Patrynia same dedykacje dzisiaj zbiera :)
    Olu moim zdaniem, notka wyszła Ci zajebiście jak zawsze, długość też może być, chociaż ja piszę krótsze co postaram się zmienić.
    Mi tam rehabilitant odpowiada, nic mi w końcu nie zrobił nie? :D Ale zachowanie Rosy to mnie rozwaliło jak rano z Michaelem w łóżku gadała, się rzuciła na niego jak na kupę mięcha XD
    Widzę, że strasznie niecierpliwa kobitka z niej jest, już by biegać pewnie chciała. Ja też taka jestem. Operacje plastyczne?!! Jeszcze czego, a po cholerę? Piękni są, a oni operacje jeszcze będą robić. Nie pozwól im
    na to! :D
    Ja wiem, że dupę truję no ale kochana Ty moja ja się jakiegoś zacnego hota w tym rozdziale spodziewałam, a tu ni ma. Ile ja mam czekać?
    Widzisz Ty nie masz weny , ja też tyle, że na komentarze.
    Czekam z niecierpliwością na nexta.
    Życzę zatem Ci tej weny!
    Pozdrawiam gorąco <33333

    OdpowiedzUsuń
  5. Heyo.
    Oj Rosa, Rosa... Dobrze że się otworzyła. Wiele przeszła, za wiele. Ale spotkała takiego Michaela, on wie co robić.
    Bardzo spodobało mi się jego zachowanie.
    Rozdział wyszedł ci świetnie, albo jak wolisz rewelacyjnie.
    Życzę ci masy weny no i czekam na nn.
    Pozdrawiam ~~
    Liberian Girl

    OdpowiedzUsuń
  6. Co to znaczy skarajnie wyniszczony organizm miał Michael? Dziewczyno co ty wymyślasz na fb?
    Czytałaś wyniki autopsji - był zdrowszy niz przecietny 50-cio latek, organy wewnętrzne był w porządku, tylko miał bóle pleców przez monachium. Z leków zakupionych pod koniec i na początku 2009 w czerwcu 2009 zniknęły ledwie 2-3 tabletki.

    Nie wiem skąd masz takie bzdurne informacje. Szczerze powiedziawszy to cholernie przykre, ze fani mając znikomą wiedzę takie głupoty powielają - głupoty za brukowcami w gruncie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny anonimie,
      uprzejmie proszę o niewyciąganie dyskusji z Facebooka na mojego bloga.
      Komentarz ten nie jest zbytnio na temat, a jeśli to jakiś problem w stosunku do mojego zdania, zapraszam do rozmowy prywatnej.

      Usuń
    2. Anomimie
      Posłuchaj mnie teraz Uważnie. To, co jest na Facebooku, zostaje na Nim. JASNE?
      Alex ma prawo do własnego zdania i proszę je USZANOWAĆ.
      Gdyby był zdrowy, to Jermaine nie pisałby w swojej książce o MJ, że ten był strasznie wychudzony. Nie pisałby o tym, że Michael nie miał siły zrzucić lekkiej rzeczy z pleców. Wspominałeś o lekach. 2-3 pastylki? Tak? Oj... "Zmarł na skutek znacznego przedawkowania propofolu. " Tyle w tym temacie.
      " W chwili śmierci ważył zaledwie 63 kilogramy" nie... Nie był wychudzony... Nie wiem jak to nazwiesz inaczej.
      "Michael zaczął podupadac na zdrowiu. (..) ktoś zauważył, że źle wygląda. Porównał Go do ducha. Trudno się dziwić - był POTWORNIE WYCHUDZONY. Wyglądał jak szkielet. (...) Nie był w stanie samodzielnie wejść i zejść ze sceny. tańcząc do Thrillera, miał zrzucić z siebie wielkiego robaka. Rekwizyt był leciutki, ale Michael nie zdołał go odepchnąć. "
      To wszystko to fragmenty z "Nie jesteś sam Michael. Oczami brata " No a kto wie lepiej, jak nie rodzina? :) I kto tu ma fałszywe informacje? Bo Alex nie.
      Ważka :)

      Usuń
  7. Witaj!
    Dawno nie zostawiłam tu śladu.
    Powiem tak: WOW!
    Michael zachował się tak przyzwoicie. Nie pozwolił aby pokusa była silniejsza.
    Wielki plus dla niego!
    Rosa nie raz będzie mogła się odwdzięczyć. XD
    Trzymaj się!
    Dużo weny!

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.