1/09/2016

You've Got A Friend In Me: Drugi w rankingu



***

                Nie musiałem zbyt długo zastanawiać się, skąd nagle mojej żonie przyszedł do głowy pomysł przeprowadzenia rytuału „babskich pogaduszek”. Miałem świadomość, że było to ściśle związane z naszą rozmową, wiedziałem na co stać jej gumowe ucho. Bez wątpienia trafiłem w jej czuły punkt, lecz pod żadnym pozorem nie czułem się z tego powodu winny – wypełniałem tylko wolę swojego przyjaciela. Wobec tego wszystkiego, co zrobił dla mnie, było to tylko drobnostką i czy tego chciała czy nie, powinna to uszanować.
- To co, wpadniesz jutro, tak? – usłyszałem głos swojej kobiety.
- Tak, pewnie, o tej samej godzinie co zawsze. Do zobaczenia! – rzuciła dziewczyna, zamykając drzwi.
- Co tam, kochanie? – zapytała wesoło, jak gdyby nic się nie stało. – Co taki jakiś naburmuszony jesteś?

- Naburmuszony?! – warknąłem. – Może ty mi powiesz, co odwalasz? Najpierw sterczysz po drzwiami podsłuchujesz, potem dziewczynę na rozmowę bierzesz, co to ma być do cholery?
- Ach tak? – mruknęła kpiąco. – A czy ktoś się mnie spytał o zdanie? A zresztą. Ben, ja jej tylko wytłumaczyłam swoją postawę… – powiedziała skruszona. – Wiem, nie powinnam.
- Co ja z Tobą mam… - westchnąłem, przytulając ją. – Z czego się śmiejesz znowu? – zapytałem, widząc na jej twarzy chytry uśmieszek.
- Dziecko masz… - szepnęła.
- Że co?! – krzyknąłem skołowany.
- No to, że zapyliłeś swoją podstarzałą żonę… - nie zastanawiając się ani chwili, wtopiłem się w usta kobiety, porywając ją na ręce. Porzuciliśmy marzenia o powtórnym rodzicielstwie wiele lat temu. Teraz nasze marzenie znów się spełniło. Po raz kolejny.

---

                Leżałem wygodnie na łóżku, zatopiony w myślach, całkowicie zamykając się na wszelkie bodźce z zewnątrz. Był to dla mnie czas na swego typu medytację, kiedy pogrążałem się we wspomnieniach i rozważaniach dotyczących przyszłości. Porządkując i segregując przeszłe wydarzenia, mogłem lepiej przygotować się na to, co miało nadejść. A już niebawem nadejść miały ogromne zmiany.
                W życiu każdego z nas mają miejsce chwile tak wyjątkowe, że jesteśmy w stanie zapamiętać je do jego końca, ze wszystkimi szczegółami. Choć nie zawsze byłem idealnym ojcem, dzień, w którym nim zostałem, już zawsze będzie tym najpiękniejszym i niezapomnianym. Każdy błąd jaki popełniłem, każde złe słowo padające z moich ust są niczym wobec ojcowskiej miłości, jaką każdy mężczyzna powinien darzyć swoje dziecko, nawet jeśli okazywanie uczuć niekiedy przychodzi mu trudno.

                Nigdy nie spotkałem jednak nikogo, kto byłby równie wspaniałym ojcem jak Michael. Jego oddanie i podejście do dzieci zawsze wzbudzało we mnie podziw. Odchodząc zostawił po sobie pustkę, której nie uda się wypełnić, dziurę nie do załatania. W chwilach takich jak te zwykłem zastanawiać się, jak wyglądałby teraz nasz mały świat, gdyby wciąż tu był. Czy popierałby moje decyzje i wspierał w każdej sytuacji, czy może odwodził od złych wyborów? Czy upijałby się ze mną z radości, czy pogratulowałby mi tylko z uśmiechem na twarzy? Być może wszystkie te pytania już zawsze pozostaną bez odpowiedzi.

---

                Siedząc przy stole, spoglądałem na krzątającą się po kuchni kobietę. Miała w zwyczaju ubierać się prosto i elegancko, jednocześnie podkreślając tym swoje atuty. Mimo swojego wieku, wciąż była szczupła, dbała o figurę bardziej, niż młode dziewczyny, rzekomo głęboko zakompleksione i odchudzające się na potęgę. Żadna inna kobieta nie mogła się jej równać, a bynajmniej nie w moich oczach.
- Czy ja muszę za każdym razem podsuwać ci wszystko pod nos? – usłyszałem nagle głos żony. – Przecież to dla twojego dobra… - dodała zatroskanym tonem, podając mi garść tabletek i szklankę wody.
- Wątpię, żeby to jakkolwiek pomogło. W końcu firmy farmaceutyczne produkują lekarstwa dla chorych, a nie zdrowych. – zaśmiałem się. – Wiesz co by się stało, gdyby wszystkich wyleczyły te ich specyfiki? Zbankrutowaliby!
- Twoje serce bez nich może nie wytrzymać… - mruknęła, przytulając się do mnie. – A ja go potrzebuję. Nasza kruszyna – wskazała palcem na swój brzuch. – też go potrzebuje.
- Kochanie… - szepnąłem. – Bardzo cię kocham, ale na coś i tak kiedyś umrę, żadne lekarstwa mnie przed tym nie uchronią. Tak już jest, nikt z nas nie będzie żył wiecznie. Choć nie ukrywam, iż na myśl, że ktokolwiek inny mógłby cię chociażby tknąć…

- Wiem, wiem. – przewróciła oczami. – Niebo potrafi czekać, tak? – uśmiechnęła się, siadając mi na kolanach.
- Potrafi, gdy ma w tym jakiś cel. Nie czeka bez sensu. – odparłem, patrząc jej głęboko w oczy. – Każdy ma swój misję. Gdy ją spełni – odchodzi. A my nawet nie możemy spostrzec się jak i kiedy. Po prostu umiera. – dodałem.
- Nie umiałabym być z nikim innym… - szepnęła mi do ucha. – To ty już zawsze będziesz moim jedynym, chociażby wszystko się skończyło. Mimo wszystko co było i co będzie.
- Kochanie, ja jeszcze żyję! – rzuciłem wesołym tonem. – Takie rzeczy będziesz mi mogła mówić nad trumną, dobrze? – pogłaskałem ją po głowie, widząc zirytowanie na jej twarzy.
- Ty i ten twój humor… - warknęła. – Bierz te tabletki, bo zaraz osobiście wepchnę ci je do gardła.

---

                Niektóre wspomnienia można uwiecznić na fotografiach, czy filmach. Inne zaś istnieją tylko w naszej pamięci. To co niematerialne, choć często najpiękniejsze, niekiedy trudno przekazać drugiej osobie. Ludzie nie chcą wierzyć w to, czego nie mogą dotknąć i zobaczyć. Boją się oszustwa, bądź też uciekają przez nienamacalną prawdą, która nie może w żaden sposób zostać udowodnioną.
                Siedziałem w gabinecie, otoczony dziesiątkami albumów fotograficznych, oglądając uważnie jedno po drugim zdjęcia, które doskonale znałem. To było to, co kochałem robić najbardziej – udawałem się w podróż po swoim życiu, przeżywając raz jeszcze wszystkie chwile smutku i radości, bólu i szczęścia. Znów czułem, jak będąc młodym człowiekiem, powoli nabywam doświadczenia i uczę się nowych rzeczy, by z czasem zostać mężem i ojcem. A to wszystko u boku najlepszego przyjaciela – nauczyciela, mentora, brata.
- Wujku? – zza moich pleców dobiegł mnie ściszony głos. – Nie przeszkadzam?
- Nie, oczywiście, że nie. – odparłem, odwracając się w stronę nastolatki. Mimo niebieskich oczu, jakie odziedziczyła po matce, miała dość ciemną karnację, a uśmiech identyczny jak jej ojciec. – Siadaj. – odparłem pogodnie.
- Przeglądasz zdjęcia? – zapytała, choć bardziej przypominało to stwierdzenie.
- Nie uciekną. – uśmiechnąłem się do niej ciepło. – Już jestem do twojej dyspozycji. Coś się stało?
- Tak, ale to trochę dawno. Ponad siedem lat temu. – rzuciła smutno. – Po prostu, jakoś tak…

- Rozumiem. – przysiadłem się do dziewczyny, obejmując ją ramieniem. – Też tak czasami mam.
- Wiesz, nieraz po prostu chciałabym do niego podejść, przytulić go i zwyczajnie powiedzieć mu „Kocham cię, tatusiu”, ale jedyne, co mogę zrobić, to stanąć nad jego grobem i pytać, dlaczego odszedł. Nigdy, przenigdy nie otrzymując odpowiedzi. – zaszlochała. – Tak bardzo mi go brakuje.
- Nam wszystkim go cholernie brakuje. – mruknąłem, przytulając ją mocniej. – Ale pamiętaj – on żyje, dopóki masz go w sercu. Jest przy tobie w każdej sytuacji.
- Nieważne, czy będę kiedyś miała chłopaka i jak bardzo będę go kochać… - szepnęła. – Tata zawsze będzie najważniejszym mężczyzną w moim życiu.
- I tak trzymaj. – mruknąłem z wymuszonym uśmiechem, powstrzymując łzy.

- I choć nikt nigdy go nie zastąpi, to wiem, że dla mnie zawsze będziesz dla mnie tym drugim w rankingu, wujku…

***

Dobry wieczór kochani!
Uroczyście ogłaszam - Ben do Was wrócił.
Powiem szczerze, że trochę zaplątałam się w tej historii i nie umiałam się do końca odnaleźć, aż wreszcie wpadłam na pewien pomysł, jakim właśnie jest taka notka, a mianowicie - jak wygląda ich życie bez Michaela, Całość jest tylko i wyłącznie moją wizją - możliwe, że chciałabym, żeby tak było naprawdę. Słyszałam nie raz, nie dwa, że treść jest trochę podobna do książki Franka Cascio. Zaczęłam ją czytać i uśmiałam się, bo momentami podobieństwo było faktycznie uderzające!
Czasem mam wrażenie, że ta historia mnie przerasta. Jest dla mnie ogromnym wyzwaniem, nie ukrywam - choć nieraz zdarza mi się zgubić gdzieś między fikcją a prawdą.
Czekam na Wasze opinie!
Przepraszam za wszelkie zaległości na Waszych blogach - szkoła wykańcza. Po ośmiu godzinach spędzonych w jej murach wena ucieka gdzieś daleko i nie chce wrócić, dlatego też taki problem ostatnio sprawia mi pisanie. Nie martwcie się - kolejne notki będą dłuższe!
Pozdrawiam serdecznie!
Alex :)

4 komentarze:

  1. Hejka Olu! ❤
    Nie ukrywam - w 'okach' niejedna łezka się zakręciła. Jak ja się ciesze, że Diana i nasz kolejny uparciuch(któremu te tabletki osobiście bym wścisnęła, Diana zbyt delikatnie do tego podchodzi XD) spodziewają się kolejnego potomka. Aż się miło na sercu zrobiło :3
    Strasznie wzruszyłam się na wspimnienie tytuły, wzrotu (whatever) "Niebo potrafii czekać" i dopisek, że każdy ma swoją misje, pierwsze skojarzenie to moja Lilcia. Każdy ma tą misje i zachodząc od drugiej strony Ben, Diana, Michael - też ją mieli. To taki piękne lecz smutne..
    Potem rozmowa Paris i Benjamina, która mnie zmiażdżyła. Nie dziwie się Paris, że tęskni. Straciła ojca, przyjaciela, bratnią dusze, człowieka, który darzył ją bezgraniczną miłością no i jest pierwszym mężczyznom w rankingu.
    Rozdział bardzo mi się spodobał, strasznie poruszył moje serduszko. ❤
    Czekam z niecierpliwością na nexta. Życzę masy weny! Siły i wytrwania w tej dżungli jaką jest szkoła.
    Trzymaj się kochana!
    Pozdrawiam Marysia :*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówka mnie uwiodła <3
    Ta rozmowa z Paris - znów miałam przez Ciebie łzy w oczach no xD
    Ogólnie lubię charakterek Diany, lubię po prostu ludzi którzy nie przebierają w słowach, nie zachowują się jak cielaki bez jakichkolwiek ambicji i zdania.
    Informacja o ciąży mega mnie zaskoczyła, oczywiscie pozytywnie :D
    Mimo iż wciąż nie czaję postanowień Diany z przeszłości (chodzi o to rodzenie dzieci MJ), to wprost ją uwielbiam :D
    Rozdział świetny - szkoda tylko że taki krótki ;c
    No podobieństwo o MPM jest, ale to tylko świadczy jaka z ciebie zajebista pisarka :D
    Uciekam teraz do nauki - sesja nie zna liotości ;c
    Ale przed otworzeniem zeszytu musiałam wejść, przeczytać i Ci skomentować xD Inaczej bym się skupić na nauce nie mogła i myślała co ty tam znów nawymyślałaś xD
    Pozdrawiam <3
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj kochana! W końcu dotarłam.
    Jestem takim geniuszem, że zamiast ten rozdział to nie wiem jakim cudem zaczęłam czytać poprzedni i sobie tak myślę co jest? Przecież to już było, patrzę na datę a tam grudzień XD Ja zawsze coś odwale.
    Rozdział piękny. Jestem w szoku, że Diana jest w ciąży. Co, gdzie, kiedy, jak? :-D
    Benek pewnie się cieszy.
    Jednak najbardziej podobała mi się scena Bena z Paris jak przyszła do niego. Wiesz, że się popłakałam? Wiem jestem pizgnięta, czego ja rycze?! Ale jak Paris powiedziała "Kocham Cię tatusiu " to już nie wytrzymałam, jeszcze akurat słuchałam piosenki Michaela. A w głowie nie wiem czemu pojawiły się wspomnienia z jego pogrzebu jak oglądałam w tv, byłam mała 10 lat miałam. Było mi smutno jak cholera, nie pamiętam czy płakałam ale znając mnie i to, że ja rycze z byle powodu pewnie tak :-)
    Dziękuję Olu za ten rozdział wyszedł Ci jak zwykle świetnie.
    Ben w końcu powrócił!
    Bardzo lubię to opowiadanie. Nie wiem czy jest podobieństwo między Twoim opo a książką MPM bo wstyd się przyznać, ale jej nie czytałam. Spokojnie w niedalekiej przyszłości mam zamiar ją przeczytać, bo ponoć z Michaela to niezłe ziółko było :-D
    Czekam z niecierpliwością na nexta.
    Pozdrawiam serdecznie <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejo!
    Przyznaję się bez bicia, że też się czasem gubię. Muszę przeczytać dwa czy trzy razy żeby ogarnąć XD
    Pięknie opisałaś sytuację z Paris. Pewnie właśnie tak wygląda życie tej całej trójki. Na pewno nie mają łatwo.
    Ah, zapomniałabym. Mały opierdziel za tak długi czas bez YGAFIM się należy!
    Życzę masy weny i pomysłów na nowe rozdziały!
    Pozdrawiam :)
    Karolina.

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.