1/12/2016

Don't Let Go Of My Hand: Intensywna rehabilitacja



***

                Istnieją rzeczy, które jesteśmy w stanie zdobyć łatwo, od ręki, ale są i takie, które nie przychodzą nam ot tak, prosto. Niekiedy, by osiągnąć postawiony sobie cel, musimy włożyć ogrom wysiłku i pracy, wylać wiadro łez, kilka razy rozgryźć z bólu wargę aż do krwi. Życie nie zawsze jest usłane różami – by przetrwać, musimy często patrzeć pod nogi, aby nie wpaść przypadkiem w jakąś pułapkę. W upale, czy w burzy, nie możemy się zatrzymywać, ponieważ to oznaczałoby naszą porażkę. Kapitulację. Śmierć.
                Uważnie przyjrzałem się dziewczynie. Usiadła niepewnie na sofie, bawiąc się palcami. Wyglądała niczym dziecko onieśmielone wizytą obcego człowieka. Czerwone włosy zakrywały częściowo jej twarz, cała delikatnie drżała. Zająłem miejsce tuż obok niej, chwytając zimną i mokrą od potu dłoń kobiety, którą natychmiast z całej siły zacisnęła na mojej. Wzrok wlepiła w podłogę i trwała w milczeniu.
- A więc, czy mógłbym zobaczyć wypis ze szpitala? – odezwał się nagle mężczyzna. – Chciałbym zobaczyć, co dokładnie było operowane.
- Oczywiście. – zerwałem się, aby podać rehabilitantowi plik dokumentów. – Proszę, tu jest wszystko. – odparłem z uśmiechem, wręczając mu papiery.
- Dobrze… - mruknął, przeglądając kolejne kartki. – W takim razie, prosiłbym, żeby pani się przeszła. O, tędy. – wskazał gestem ręki trasę od jednego, do drugiego końca pomieszczenia. Dziewczyna wstała, chwyciła kule i posłusznie pokonała wyznaczony odcinek.
- Jak się pani chodzi? – zapytał po chwili zastanowienia.
- Zdecydowanie lepiej, niż z gipsem. – rzuciła, wracając na miejsce.
- W to nie wątpię. I nic pani nie dokucza? Żaden ból? – kontynuował wywiad.
- Na ogół nie, nieraz tylko w kostce coś mi strzela. – powiedziała, wskazując na bolące miejsce.
- Dobrze, proszę się położyć, chciałbym zobaczyć tę nogę. Wystarczy podwinąć spodnie do kolana. – odparł mężczyzna, wstając z fotela. Rosa z przerażeniem w oczach podciągnęła nogawkę i ułożyła się na sofie według jego wskazówek. Zadrżała, gdy ten ledwie ją dotknął.
- Coś zabolało? – spytał zaniepokojony. – Proszę spokojnie. – mruknął. – No dobrze. Nie zrobimy na razie zbyt wiele, z racji tego, że nie można tej nogi póki co zbytnio obciążać, więc prosiłbym pana, żeby pan spojrzał na to, co trzeba zrobić.
- Oczywiście. - odparłem.
- Zaczniemy od masażu. Czy to panią boli? – zagadnął, ścisnąwszy lekko palcami jej łydkę, w odpowiedzi otrzymując jedynie przeciągłe syknięcie. – No właśnie. Proszę się nie obawiać, to zupełnie normalne przy tak długim unieruchomieniu. – powiedział, widząc zaniepokojenie na mojej twarzy. – Ten obrzęk – wskazał na opuchniętą kończynę. – to limfa, która w wyniku trwałego usztywnienia, nie mogła krążyć prawidłowo. Teraz naszym zadaniem jest pobudzenie układu limfatycznego do pracy. Nie jest to trudne, ale wyjątkowo przyjemne też nie. Masujemy nogę od dołu do góry, raz ruchem płynnym, raz uciskając na całej długości. I tak po kilka razy. – wytłumaczył, chcąc zademonstrować ćwiczenie.
- Rozumiem, może ja spróbuję? – zapytałem, widząc jak wielki dyskomfort sprawia mojej ukochanej dotyk obcego mężczyzny. Ten odsunął się nieco, robiąc mi miejsce. Za każdym razem, gdy dotykałem jej obolałą kończynę, do moich uszu docierały bolesne jęki. I choć raz po raz widziałem płynące mimo woli kolejne łzy, miałem świadomość, że to, co robię jest tylko i wyłącznie dla jej dobra, a chwilowe cierpienie nie znaczy nic wobec odzyskanej na stałe sprawności i samodzielności.

***

                Siedziałam na łóżku, zdziwiona swoją reakcją na obecność człowieka, który nie miał wobec mnie złych zamiarów. Mimo, iż miałam świadomość, że rehabilitacja była konieczna, niewielka odległość między naszymi ciałami napawała mnie niezwyczajnym lękiem. Zastanawiałam się, jak to jest być normalnym – żyć w zgodzie z samym sobą, nie być sparaliżowanym przez nieustający strach i umieć odnaleźć się pośród ludzi. To wszystko było mi obce, nieznane. Czułam się inna, niepasująca do otoczenia, do tego wszystkiego, co widziałam w około. Zupełnie, jak gdyby moja dusza pochodziła z jakiegoś innego wymiaru.
- Poszedł. Wiesz, jaki honorowy był? Nie chciał czeku, tylko pięćdziesiąt dolarów do ręki. – zaśmiał się. – Profesjonalista.
- Widzisz? Może są jeszcze uczciwi ludzie na tym świecie? - uśmiechnęłam się smutno.
- Kochanie... - mruknął. - Nie miałaś czego się bać. Cały czas przy tobie byłem. Nie pozwoliłbym na to, aby zrobił ci coś złego. - spojrzał na mnie zatroskany.
- Wiem, ale... sam rozumiesz. - wyszeptałam, wtulając się z całej siły w mężczyznę. W tamtym momencie pragnęłam jedynie utonąć w jego ramionach i wsłuchać się w równiutki rytm bijącego serca. Tylko przy nim czułam się naprawdę bezpiecznie. Tylko jemu byłam w stanie tak bezgranicznie zaufać.
- Rozumiem... - odparł ściszonym głosem, składając drobny pocałunek na moim czole. - Zastanawiałaś się może nad naszym ślubem? 
- Co masz na myśli? Intercyzę? - zapytałam tonem absolutnie poważnym.
- Głuptasie, jaką znów intercyzę... Nie zamierzam nic takiego podpisywać. Gdybym chciała ode mnie odejść, żadne pieniądze nie byłyby dla mnie istotne. Chodziło mi tylko o to, jak chciałabyś, żeby wyglądał. - odpowiedział, uśmiechając się lekko.
- Wystarczysz mi ty. I biała suknia. - odparłam, bawiąc się kosmykiem jego kruczoczarnych włosów.
- I odpowiada ci skromna ceremonia, na jakimś zaciszu, daleko od szumu i zgiełku? - upewnił się.
- Odpowiada... - szepnęłam. - Ale z tymi kulami... - mruknęłam, spuszczając zasmucona głowę.
- Zaczekamy. Mamy czas, kochanie. - rzucił, zbliżając do siebie nasze twarze. - Jeszcze będziesz tańczyć całą noc.

***

            Choć kolejne miesiące były dla nas czasem wyjątkowo trudnym, nie poddawaliśmy się. Brnęliśmy prosto przed siebie z pewną zawziętością, nie zważając na wszelkie przeciwności. Nic nie zdołało nas powstrzymać. Tylko wspólnie byliśmy w stanie przetrwać te wszystkie próby, na jakie nieustannie wystawiał nas los. Tylko razem mogliśmy wygrać tę walkę. Mieliśmy wiele wzlotów i upadków, lecz mimo to, bardzo mocno wierzyłem w nasz sukces.
- Kochanie, gdzie jest... Rosie, co się dzieje? - zapytałem zaniepokojony. Dziewczyna złapała się obiema rękoma za głowę, a gdy znalazłem się tuż za nią, opadła nieprzytomna w moje ramiona. Bez zastanowienia porwałem ją na ręce i ułożyłem na sobie, próbując ocucić.
- Skarbie... Obudź się... - mówiłem, delikatnie poklepując kobietę po twarzy.
- Co się... - wydukała, odzyskawszy przytomność.
- Zemdlałaś... - szepnąłem, gładząc ukochaną po włosach. - Jak się czujesz?
- Już lepiej... - mruknęła, dochodząc do siebie. - Nie mam pojęcia, jak to się stało. Nagle zakręciło mi się w głowie i...
- Odpocznij, zadzwonię po lekarza. - odparłem, łapiąc za telefon, lecz ta natychmiast chwyciła mnie za rękę.
- Nie dzwoń, proszę... - powiedziała niemal błagalnym tonem, któremu z wielu powodów zmuszony byłem zmuszony ulec. - Nic mi nie jest. Mówili, że po takich wypadkach często zdarzają się omdlenia. To nic takiego. - dodała, spoglądając mi głęboko w oczy wzrokiem pełnym wdzięczności. Czerwonowłosa powoli wstała i nieco chwiejnym krokiem podeszła do okna. Intensywna rehabilitacja pozwoliła jej na pozbycie się kul o wiele wcześniej, niż przewidywano. Co prawda, nie mogła jeszcze biegać na wysokich obcasach, ale każdy kolejny dzień coraz bardziej przybliżał ją do odzyskania pełnej sprawności.
- Nie strasz mnie tak następnym razem, dobrze? - szepnąłem do jej ucha, oplatając ją rękoma w pasie. Dziewczyna mruknęła potakująco i wtuliła się we mnie z całych sił. - Wiesz co? Skoro już lepiej chodzisz, może zaczęlibyśmy planować nasz ślub? - zagadnąłem.
- Tak bardzo chciałbyś mieć już swoją kalekę na własność? - zaśmiała się.
- Na razie nie zamierzam cię ubezwłasnowolnić. Chyba, że tego pragniesz. - zażartowałem, całując ją w czoło. - Tak właściwie, to miałem w planach cię gdzieś zabrać.

- Znów do tej restauracji? - rzuciła zrezygnowana.
- A co, aż tak ci się tam nie podobało? - prychnąłem z udawanym oburzeniem. - Tym razem planowałem nieco ciekawsze miejsce.

***

            Gdy kochasz, nie liczysz dni, godzin. Czas spędzony u boku bliskiej osoby jest bezcenny i nie można ot tak, przeliczyć go na jakieś ustalone przez ludzi jednostki. Gdy kochasz, najsłodszą z wszelkich słodyczy jest smak ukochanych ust i żadne specjały z tego świata nie są w stanie się z nim równać. Gdy kochasz, to co było fikcją, staje się prawdą, a wszelkie cuda tego świata nagle zaczynają wydawać się jakieś zwyczajne, szare i nieciekawe.
- Nie podglądaj. – rzucił groźnym tonem mój ukochany, zawiązując mi przepaskę na oczach. – Dzieciaki, a wy nic nie mówcie!
- Czy to aby na pewno konieczne? – zaśmiałam się. – Nie mógłbyś…
- Nie mógłbym, a teraz milcz kobieto, bo nie ręczę za siebie. – powiedział w żartach. – I siedź spokojnie! Bo nigdy ci tego nie zawiążę.
- O to chodzi. – mruknęłam, wyprowadzając go tym nieco z równowagi.
- Panna coś mówiła, panno Calfucci? – zapytał z ironią.
- Tak, że już niedługo straci zaszczytny tytuł panny, bo zamierza wyjść za takiego jednego przygłupa z okolicy. – zażartowałam, słysząc chichot dzieci.
- O widzi panna, a ja niedługo też stracę wolność, bo się żenię z taką czerwonowłosą, wredną małpą. – odpowiedział, tłumiąc śmiech.
- No patrzcie, co za zbieg okoliczności, być nie może! – wykrzyknęłam z udawanym oburzeniem.
- Aby na pewno? – zapytał ściszonym głosem, w odpowiedzi otrzymując jedynie mój figlarny uśmieszek.
- Czy mógłby mi ktoś powiedzieć, dokąd znowu mnie wywozicie? – zawołałam nagle zmieniając temat.

- Coś ty taka niecierpliwa, co? – odparł mój narzeczony. – Poczekaj, za chwilę wszystkiego się dowiesz…


***

Dobry wieczór kochani!
Udało mi się zdążyć z notką. :3
Skomentuję ją tylko co nieco - akurat tak się złożyło, że miałam okazję przedstawić tutaj jakiś wątek z własnego doświadczenia. Musicie wiedzieć jedno - rehabilitacja to cholernie żmudna robota, ale działa cuda! :)
Piosenka... Co tu dopowiadać. Najpiękniejszy utwór o dążeniu do celu, jaki kiedykolwiek słyszałam. Osobiście to jedna z moich ulubionych.
Wiem, że długość znów nie powala, no ale - tak wyszło. Nie ma jednak co opisywać na siłę - piszę tak, jak to widzę. :)
Zapraszam do komentowania i oceniania!
Alex :)

3 komentarze:

  1. Hejka. :*
    Kolejna mądra z listy najmądrzejszych nie miała kiedy notki skończyć, nie mam już do was siły, po prostu ręce opadają. Znowu będę umierać z ciekawości co wydarzy się dalej. :c
    Notka wyszła jak zwykle cudnie! Gdy czytałam fragment jak lekarz tłumaczy Michaelowi pokazując co i jak to od razu przypomniało mi się jak ty mi opowiadałaś o rehabilitacjach. Ja nigdy ich nie przechodziłam lecz patrząc na to wszystko z boku mogę zobaczyć jak to wygląda. Chyba pokonywanie bólu, silnego bólu sprawia iż człowiek staje się fizycznie jak i psychicznie silniejszy bo nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.
    Pięknie opisałaś uczucia Rosie, a raczej jej zachowanie podczas wizyty mężczyzny, który był tak blisko przy niej. Rozumiem to w pełni, po takiej traumie nie łatwo się połapać i mimo upływu lat sztuką jest nabrać zaufania. Michael miał to szczęście, dał Rosie wszystko od bezgraniczneh miłości po bezpieczeństwo. Pomógł jej rozwinąć te skrzydła, które jako anioł posiadała lecz przeszłość jej to uniemożliwiała.
    Jak mówiłam notka wyszła świetnie. Nosz co za Jackson kombinuje, jeszcze z dziećmi w koalicje wszedł spryciarz jeden :D
    Oczywiście czekam na dwukrotnie wspomniany ślub, niech w końcu będą w prawdziwą rodziną Jacksonów :D
    Czekam z niecierpliwością na następną notke! :*
    Życze masy weny i Pozdrawiam gorąco! :* Marysia ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Być!<3
    Nie wiem czemu, ale tego lekarza rehabili-coś tam wyobrażam sobie jako takiego małego, stęchłego gremlina O.o
    No nie wiem jakoś takie pierwsze wrażenie i teraz jak czytam to mam garbusa przed oczami xD Nie dziwię się Rosie, że nie chciała by jej dotykał, też bym się brzydziła xD
    Mike słodziak z tym ślubem ;3 Widać, że mu zależy <3
    Jak mówiłam Ci na fb na priv - przeskok w czasie jak najbardziej na plus :D Wyszedł Ci tak fajnie, że prawie się nie zwróciło na to mega większej uwagi.
    Ciekawa jestem teraz co ten Mike planuje :D Rozbawił mnie dialog gdy jej oczy wiązał xD
    Podobno w ciemności lepsze doznania - potwierdzam xDDD
    Więc niech Rosa się nie opiera xD
    Trochę mnie zaniepokoiło to jej omdlenie - ale mam nadzieje, że to nic poważniejszego :P Ciązy nie mogę insynuować bo jeszcze jest Rosa od środka zarośnięta, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni xDDD
    Pozdrawiam!<3
    Weny!
    I dłuższe pisz!!! <333 :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem W KOŃCU!
    Ja na całe szczęście nie winem ci to jest rehabilitacja, bo nigdy nie miałam żadnych kontuzji bądź wypadków. Wierzę, że Rosa da rade, jest silną kobietą. A pozatym ma przy sobie kochających ludzi, którzy nigdy jej nie opuszczą. Olu Ty chyba chcesz mi się narazić co? :-D Nowe kto kończy w takim momencie?!! To jest karygodne. Pies z tym, że sama tak robię. Ale jak ja to mówię. Ja mogę wszystko! A wy nie :-P XDD
    Nie wspomnę już o tym, że rozczarowałaś mnie.... No gdzie ten HOT?!! Wiesz ja wiecznie żyć nie będę, a coś czuje, że ja prędzej urodzę piątkę dzieci niż Ty napiszesz hota XDD
    Tak więc czekam na niego do usranej śmierci :-* :-*
    Czekam z niecierpliwością na nexta.
    Pozdrawiam serdecznie <3 <3

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.