3/29/2016

You've Got A Friend In Me: Epilog

***

                Niebo poszarzało, jak gdyby samo słońce okryło się żałobą. Ptaki zamilkły, dotrzymując towarzystwa milczącemu orszakowi przywdzianych w czerń ludzi podążających za swoim przyjacielem powolnym, wręcz ślamazarnym krokiem. A podążali za nim już po raz ostatni, choć nikt nie spodziewał się, że ten ostatni raz nadejdzie tak szybko. Zdawali się nawet obwiniać kogoś z góry za swoją bezmyślność. Zaczęli nawet żałować, że zmarnowali tyle czasu, że nie pamiętali, że przypomnieli sobie tak późno, że za późno. Szli więc ze spuszczonymi głowami, nic nie mówiąc. Nie mieli już sposobności, aby przepraszać za to, że zapomnieli wtedy, kiedy powinni byli pamiętać.
                Jednak byli i tacy, którzy przez cały ten czas pamiętali. Kroczyli tuż obok przyjaciela – tak, jak zwykli to robić na co dzień. Ich blade twarze silnie kontrastowały z żałobnym odzieniem, oczy zbierały siły na wylewanie kolejnych łez, gdy już trzeba będzie się pożegnać. Spojrzenia mieli nieobecne, białka oczu mocno przekrwione. Szli, równym krokiem, myśląc o przyszłości bez człowieka, z którym spędzili przeszłość.
                W żałobie nikt bowiem nie ma głosu, przez ludzi przemawia rozpacz. Niekiedy po cichu, ze łzami, nieraz donośnie szlocha, a nawet zdarza jej się krzyczeć. Jednak jej moc nie jest zależna od sposobu, w jaki się wypowiada. U niektórych nie piśnie nawet łezką, nawet nie zmusi wargi do drżenia. Po prostu czuwa utajona na dnie serca i dyskretnie je niszczy, nie mówiąc o tym światu.
                Tylko obcy skrzypek, przyzwyczajony do takich okoliczności, grał smutną, żałobną melodię. On nie przyszedł tu jednak nikogo żegnać. Jedynym jego zadaniem było wykonanie swojej pracy. Utwór, tak dobrze mu znany i wyuczony grał z pamięci, nutka po nutce, bez jakichkolwiek emocji na twarzy, bez bólu, zakłopotania, wstydu, bez poczucia winy. Tego dnia jedynie on i sprawca tego zamieszania mogli być spokojni.
                Tak już jest, tak funkcjonuje świat. Życie kończy się tak, jak gaśnie płomień świecy trącony nagłym, niespodziewanym podmuchem wiatru. Jednak nie można się na to przygotować. Choć każdy o tym wie, wciąż zadajemy pytanie „dlaczego?”, jak gdyby miało to coś zmienić. Niestety, nie zmienia nic. Bezskutecznie próbujemy rozwiązać nierozwiązywalną zagadkę wszechczasów. I znów, raz za razem, wracamy do punktu wyjścia.
                Aż wreszcie nadszedł moment, w którym rozpacz znów zaczęła przemawiać – szlochem, łkaniem – zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. To już był definitywny koniec wszystkiego. Człowiek spoczął pod grubą warstwą ziemi, a na nim poczęły osadzać się łzy stojących nad grobem przyjaciół przyjaciela. Przyjaciela-ojca, przyjaciela-męża, przyjaciela-teścia, przyjaciela-wujka, a nawet przyjaciela-irytującego sąsiada i przyjaciela-wrednego szefa. I gdy wszyscy już odeszli, przy przyjacielu zostało tylko kilka osób. I wszystkie te osoby milczały, pogrążone w myślach. Tak trudno było im zostawić tu już drugiego przyjaciela. Gdyby tylko mogli, zabraliby ich z powrotem do domu i żyli jak dawniej. Ale niestety, było to niemożliwe.
                Wreszcie i oni odeszli, lecz przy grobie pozostała jedna osoba. Po jej policzkach dopiero teraz zaczęły ściekać łzy. Nie chciała płakać przy innych. Nie miała ochoty pokazywać, jak bardzo było jej źle. Zamiast tego, pocieszała ich. A tymczasem, to właśnie ona została sama i właśnie to do niej dotarło. Dzieci odejdą, będą miały własne rodziny. A jej pozostały album ze zdjęciami, list napisany ręką, którą tak bardzo kochała. Ręką, której palce ginęły co wieczór w jej gęstych, ciemnych włosach. I wspomnienia, których nikt nigdy nie będzie w stanie jej odebrać.

                I to właśnie jest przeznaczeniem było opowiedzenie tej historii do końca. Może jeszcze nie teraz, może za kilka lat. Bo miłość jest jak węzeł. On rozpoczął zdanie, a ona musiała je dokończyć…

***

Dobry wieczór!
Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze pamiętają o tym blogu. Po dwumiesięcznej przerwie wracam do życia!
Notka krótka, nieobecność musicie zrozumieć - potrzebowałam wytchnienia, naładowania baterii.
Czekam na Wasze opinie. :)
W najbliższych dniach wrzucę krótkie info co do losów bloga.
Jak tam u Was? Wszystko w porządku?
Jak już wszystko nadrobię u moich dziewczyn, na pewno odezwę się w komentarzu!
Buziaki.
"Ta, która powstała z martwych" :)

3 komentarze:

  1. Olciu moja! Napisałaś to pięknie. W sumie nawet nie wiem jak to skomentować bo zabrakło mi słów. Benek mój ukochany Benek. Tak strasznie pokochałam to opowiadanie i przykro mi, że tak się szybko skończyło wraz z odejściem człowieka, którego tak strasznie pokochałam, Benjamina. Historia choć krótka, ale w pełni pokazałaś w niej wartości, którymi każdy człowiek powinien się kierować. Miłość, oddanie, poświęcenie, a co najważniejsze przyjaźń. Dziękuje, że stworzyłaś to dzieło, do którego wracać będę niejednokrotnie. ❤❤❤
    Trzymaj się! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Olu!
    Ty potrafisz doprowadzić do łez. I nie wiem czy się popłakałam dlatego, że był to bardzo smutny rozdział czy dlatego, że to był pogrzeb, a ja na każdym pogrzebie płacze nawet na pogrzebie ojca mojego kolegi, którego nie znałam.
    Smutno mi, że skończyłaś już to opowiadanie. Bardzo je lubiłam :) i co jak co, ale zakończenie mnie zaskoczyło.
    Mam nadzieję, że drugiego opo tak szybko nie skończysz :*
    I wróciłaś w końcu do nas! <3
    Pozdrawiam serdecznie :***

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurde, tyle cię nie było że aż musiałam sobie przypomnieć ostatnie rodziały aby się połapać co to tam było :D
    Epilog wyszedł Ci super. Strasznie smutny, a do tego świadomość że to koniec tego opowiadania też dobija. Było to coś innego i serio wartego uwagi. Mimo iż opowiadanie to nie było długie - dziękuję za stworzenie tego dzieła przynajmniej w tak zwięzłej postaci:)
    Mam nadzieje, że wrócisz tutaj w końcu na stałę i blog odżyje na nowo. Brakuje też mi naszego Michasia i 'Rudej' więc liczę że DLG też niedługo sie tutaj pojawi:)
    Dużo weny:)
    Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.