10/29/2015

You've Got A Friend In Me: Niegrzeczna dziewczynka



***

                Ludzie odchodzą. Proste i oczywiste stwierdzenie, a jednak wymaga ono jakiegoś konkretnego rozwinięcia. Nasuwają się nam do głowy pytania: „jak?”, „skąd?”, „dokąd?”, „dlaczego?”. Czy jesteśmy w stanie udzielić na nie odpowiedzi? Czy w ogóle szukanie jakichkolwiek jest warte zachodu? Można tak rozmyślać, zamęczać się przez całe życie, ale i tak będzie to bezskuteczne. Tymczasem należy skupić się na poszukiwaniu. Poszukiwaniu tych, którzy odeszli. Nie mam tutaj na myśli duchów. Mowa tu o wspomnieniach, o uporządkowaniu kart swojej pamięci. Nieważne, gdzie są ci ludzie – odtwarzając w myśli i słowie minione chwile, przywołujemy ich na nowo do życia. Opowiadając o Michaelu, czułem się zupełnie tak, jak gdybym przeżywał to wszystko raz jeszcze, ale w nieco odrębny sposób – jako obserwator.
- Ładna dzisiaj pogoda. Zdążyłem stęsknić się za słońcem. – powiedziałem, zaciągając się świeżym powietrzem.
- To prawda. – rzuciła, rozglądając się dookoła, próbując objąć wzrokiem kilkuhektarowy plac zieleni. – Piękny… ogród.
- Pewnie zaraz zapytasz, czy kiedykolwiek byłem tam. – wskazałem palcem na drugi koniec działki. – Nie, nie byłem. Ale nasz pan gospodarz zapewne zwiedził tu każdy zakątek. W końcu Neverland to jego czwarte dziecko. – zaśmiałem się.
- Dobrze, że nie pozwoliliście, żeby taka posiadłość poszła na straty. Musiało to was sporo kosztować. – dodała.
- Nie, wcale nie. – wtrąciłem. -  Przynajmniej nasza część spadku na coś się przydała. Dlaczego dzieciaki miałyby nie mieszkać w swoim domu? To bez sensu. My nie potrzebowaliśmy tych pieniędzy. – odparłem.
- Rozumiem. To co, wracamy do twojej historii? – zagadnęła z zaciekawieniem.
- Wspominałaś coś o tym, że ci się spieszy? – spytałem blondynkę, na co zmieszała się lekko.
- Tak, jestem umówiona. Do kina… Z fajnym chłopakiem. – odpowiedziała zawstydzona.
- No więc na czym to ja skończyłem…?

***

                Wolność. No właśnie – nikt nie każe ci iść spać zaraz po zmroku, jeść regularnie posiłków, które na dodatek nie chcą przejść ci przez gardło, nie wydaje poleceń. Musisz jedynie mieć w sobie trochę samodyscypliny, żeby nie skończyć jak pies spuszczony z łańcucha – biegasz z radości, wyżerasz resztki jedzenia z kosza na śmieci i wszystko wydaje się być fajne, dopóki nie wpadniesz pod samochód. Jesteś wolny – jesteś sam – nikt nie będzie chciał cię ratować. Wtedy przygoda dobiega końca i nie ma już odwrotu.
- Za bardzo się obijamy ostatnio, prawda Ben? Chodź, bierzemy się do roboty. – powiedział Michael, podnosząc się z materaca.
- Jakiej roboty, o czym ty mówisz? – spojrzałem na niego, jak na kosmitę.
- Jak to jakiej? Układ sam się nie wymyśli i nie zatańczy, a film nie nakręci…
                I tak właśnie zostałem profesjonalnym tancerzem. A mój przyjaciel? Prawdziwą gwiazdą. Kimś wielkim, znanym i pożądanym przez cały świat (właściwie, to głównie kobiety).  Jego album zyskał popularność na calusieńkim globie, sława z dnia na dzień rosła, a on sam zdobywał kolejne prestiżowe nagrody muzyczne. Lecz wewnętrznie wciąż był tym samym człowiekiem, przytłoczonym nieco swoją popularnością, jednakże nawet ona nie zdołała ani trochę go zmienić.
                Kolejne lata mijały, skończyłem szkołę średnią, mogłem już legalnie spożywać alkohol, a nawet odrobinę zmądrzałem. A nasza więź? Stała się nierozerwalna, wytrzymywała wszystkie zgrzyty i spory. Była czymś wyjątkowym. Czymś, czego aż do tej pory nie umiem jasno opisać. Po prostu BYŁA. Obecność, to coś, czego potrzebujemy. Coś, co utwierdza nas w przekonaniu, że nie jesteśmy sami, że mamy komu ufać i na kim polegać. Jest najważniejszym i jednocześnie namacalnym dowodem posiadania przyjaciela.
                I wtedy, po tych kilku latach pojawiła się ona…
                Michael pracował nad nowym albumem, który miał pojawić się niebawem. Pamiętam, że nocowaliśmy wtedy w hotelu, do którego udaliśmy się po zakończonym koncercie dla lokalnej publiczności. Pamiętam także, że siedziałem z przyjacielem w pokoju, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Można? – szepnęła uwodzicielsko dziewczyna, wślizgując się do apartamentu.
- Wiesz co? – zwróciłem się do gwiazdora. -  Ja już chyba pójdę się zdrzemnąć. Na razie. – powiedziałem wymigująco i wiedząc, co się szykuje, wyszedłem z pomieszczenia. Brunetka zerknęła na mnie kątem okna, uśmiechając się przy tym zadziornie. Miała krótką, czarną sukienkę, szpilki, co podkreślało długie, zgrabne nogi, a niesforne loki opadały jej na twarz. Co było dalej? To znam już jedynie z opowiadań:
„Weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Widziałem ją w pierwszym rzędzie na koncercie, przygryzała wargę. Nie znałem nawet jej imienia. Paraliżował mnie strach. Nigdy wcześniej nie byłem z kobietą. Oszałamiała urodą, figurą i wdziękiem. Podeszła do mnie niebezpiecznie blisko i powiedziała: „Dzisiaj śpisz ze mną, mój drogi…”.
                Diana, bo tak owej piękności było na imię, nie była zwyczajną groupie. Widziała w nim mężczyznę ze snów. Co więcej, zawróciła facetowi w głowie do tego stopnia, że niemal natychmiast zostali parą. I chociaż ich znajomość rozpoczęła się dość ciekawie, a dziewczyna zainspirowała Michaela do napisania znanego wszystkim utworu, bez wątpienia była to miłość, której w pewnym momencie coś stanęło na przeszkodzie. Coś, co odmieniło życie każdego z nich raz na zawsze, obciążając oboje niemałym bagażem doświadczeń.

***
- Czyli Diana rozpra… Naprawdę, twoja żona… - jąkała się dziewczyna, jakby nie wierząc w to, co przed momentem usłyszała.
- No cóż, niezłe było z niej ziółko, trzeba przyznać. – zaśmiałem się. – Ale spokojnie, to dopiero krótki wstęp do właściwej historii. Jak widzisz, nie zawsze zwykła ona przesiadywać godzinami w kuchni i piec szarlotkę. – uśmiech nie schodził mi z twarzy, lecz dziewczyna wciąż wpatrywała się we mnie jak w przybysza z obcej planety. – No co?
- Coś zmyślasz… - mruknęła podejrzliwie.
- Nie zmyśla. – usłyszałem zza pleców głośne westchnienie żony – To wszystko prawda. Miałam wtedy z siedemnaście lat, choć powiedziałam mu, że jestem pełnoletnia. To była obsesja, która nie dotknęła tylko mnie, ale jedynie w moim przypadku zamieniła się ona w coś większego. Ale to przeszłość. Zamknięty rozdział. – zakończyła stanowczo. – Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję… Właściwie… – blondynka zerknęła na mnie niepewnie – Powinnam już się zbierać.
- Tak szybko? A dokąd ty tak pędzisz dziewczyno? – spojrzała na nią wymownie, w związku z czym postanowiłem przejąć inicjatywę.
- Do kina. Z FAJNYM chłopakiem. – odparłem, cytując słowa studentki, na co zarumieniła się lekko.
- To ja już lecę. Dziękuje za gościnę i… – uśmiechnęła się lekko. – Widzimy się jutro?
- Oczywiście.

---

                Usiadłem na ławce, wciągając delikatną woń kwiatów do płuc. Czy chciałbym przeżyć drugi raz swoją młodość? Tak, ale nie czynnie. Bez możliwości zmiany podjętych wówczas decyzji – to one nauczyły mnie, abym nigdy nie popełniał tych samych błędów. Choć właśnie dzięki niektórym z nich jestem tu, gdzie jestem. Bo przecież wszystko ma swoje plusy i minusy.
- Ej, a dokąd tak biegniesz? – krzyknąłem do syna, który niemal przefrunął tuż obok mnie.
- Jak to „dokąd?”? Do kina z pewną fajną dziewczyną…

***

Dobry wieczór moi drodzy!
Miało być wczoraj – jest dzisiaj. Tak wyszło. Wczoraj opuściła mnie wena twórcza, a rehabilitacja wykończyła.
Mam nadzieję, że notka, choć krótka, przypadnie Wam do gustu. Jestem z niej nawet zadowolona.
Jak widzicie – to dopiero początek. Zabawa wkrótce się zacznie.
Pracowałam nad tym rozdziałem chyba z osiem godzin, próbując zawrzeć wszystko, co chciałam w nim opisać. I nie martwcie się – następny będzie dłuższy.
Kiedy kolejna notka? Prawdopodobnie w sobotę. W związku z tym, że Dominika aktualnie nie ma czasu na rysunki, opowiadanie będzie opatrzone w zdjęcia i gify. Szkoda, ale mam nadzieję, że uda mi się nadrobić to treścią.
Oczywiście mówiłam teraz o ‘Don’t Let Go…’. A Benek powróci ze swoimi opowieściami w weekend lub zaraz po nim. Do zobaczenia!
Tymczasem zapraszam do komentowania – to bardzo, ale to bardzo zagrzewa do roboty.
Co u Was słychać?
Miłego wieczoru i dobrej nocy!

Alex :) :)

8 komentarzy:

  1. Heeejkaa <3
    Ta notka jest genialna. Krótka, bo krótka, ale cudnie napisana. Nie mówiłaś mi o akcji z Dianą więc umieram z ciekawości bo ta bohaterka mnie bardzo, ale to bardzo zaintrygowała.
    Jak mówiłam nie raz nie dwa, że to opowiadanie jeeestttt tak realne i tak cudowne, że czasem brakuje mi słów. Czasem fajnie jest się oderwać od romansideł i poczytać coś co pokazuje też inne, piękne wartości.
    Mad poszła z FAJNYM chłopakiem do kina zaś synek Benka z FAJNĄ dziewczyną.. Będą z tego dzieci ;D?
    Akcja się roozkręca. Czekam z niecierpliwością na następne dzieło, życzę duuużo weny i siły. :*
    Trzymajj się Olciu moja ty kochana! ♥
    Pozdrawiam, Marysia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne opowiadanie ale mielonka jest fajniejsza, buziaczki z Australii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj! Wreszcie mam czas! xD Nadrobiłam notencje!
    Zaskoczyłaś mnie tym pobraniem krwi! serio. :D
    A ta notka... Niegrzeczny Michael... Baaardzo niegrzeczny xDD
    Czekam na nn! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejo. Notka cudowna. Bardzo mi się spodobała. Całe opowiadanie, przypadło mi do gustu.
    Diana, ta akcja z nią mnie zaskoczyła. Raczej pozytywnie :)
    Notka wyszła ci po prostu świetnie. Akcja się rozkręca co bardzo mnie cieszy.
    No to chyba tyle.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu jestem ;3
    Wybacz, ale późne powroty z uczelni + pełne ręce roboty na stajni nie zawsze i nie na długo pozwalają mi na siedzenie na kompie teraz.
    Rozdział cudowny <3
    Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy z Diana :P
    Fajny pomysł, czekam na rozwinięcie watku :3
    Haha coś czuję że syneczek Benia jeszcze wyrwie naszą cudowną blondyneczkę :D
    Notka mimo, że krótka to nadrobiłaś to w 100% jakością także czasem lepiej krótko a porządnie, niż długie a do dupska :P
    Pozdrawiam i życzę weny <3 !
    + czekam na moje kochane DLG <333

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam strasznie , że dopiero dzisiaj komentuje . To już drugie takie spóźnienie . Powiem szczerze , że jestem normalnie w szoku . Ale , że Diana jego żona to ona z Michaelem była , czy to był romans czy co ? To ta dziewczyna z Dirty Diany ? Ja pierdziele , nie mogę . Na prawdę ? Nie wiem co powiedzieć . Rozwaliłaś mnie tym . Nie spodziewałam się czegoś takiego . Coraz bardziej podoba mi się to opowiadanko . Czekam na rozwój wydarzeń . Jestem strasznie ciekawa co będzie dalej . Pisz szybko :)
    Życzę miłego dnia i jeszcze raz przepraszam .
    Pozdrawiam serdecznie :* :* :*
    Basia.

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.