10/24/2015

You've Got A Friend In Me: Wariat na wolności


Rozdział dedykuję Dominice, mojemu 'komuś, kto pośród ciemności wyciągnął do mnie rękę'. <3

***

                Możemy mówić, że nienawidzimy jednych, a kochamy drugich, lecz niewielu z nas ma świadomość tego, że istnieje coś, co jest zarówno naszym wrogiem, jak i przyjacielem. Wrogiem, ponieważ odbiera nam tych, których kochamy, a przyjacielem, gdyż zabija kipiącą w nas wszelką nienawiść i złość. To coś, na co człowiek nie ma wpływu – nie da się tego ani zatrzymać, ani cofnąć, ani też przyspieszyć. Tym czymś jest czas.
                Spojrzałem na świeżą twarz dziewczyny. Na twarz, która pewnie nie zaznała jeszcze miłości, a jej pogodny uśmiech jeszcze nigdy nie został przemieniony w pełen boleści grymas. Dopiero wkraczała w dorosłe życie, powoli, małymi krokami. Nie musiała dorosnąć z dnia na dzień. Wszystko w jej życiu zdawało się odbywać w należytym porządku, według pewnego procederu. W moim przypadku został on poważnie zaburzony.
- To co, jedziemy da… Hej, Ben! – pomachała mi ręką przed oczami blondynka, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak. Już… - rzuciłem zakłopotany, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
- Dzień dobry pani, witaj tatusiu! – krzyknął wesoło mój syn głosem pięciolatka, który, nie ukrywam, niezbyt pasował do wysokiego i dość dobrze zbudowanego dwudziestojednolatka. – Właśnie się dowiedziałem, że opowiadasz jakieś ciekawe historie ze swojego życia, więc pomyślałem, że fajnie byłoby posłuchać sobie co nieco. – wyćwierkał rozentuzjazmowany, po czym zwrócił się do studentki, wyciągając dłoń w jej stronę. – Jestem Nate, miło mi.
- Madison, mów mi Mad. Czy my się przypadkiem skądś nie znamy? Nathan Carter? – spytała zdezorientowana.
- Jeśli to ty jesteś tą Madison, która zgubiła w autobusie portfel z pełną zawartością jakiś czas temu, to chyba się znamy. – zaśmiał się. – Nathan Carter we własnej osobie. – ukłonił się teatralnie.
- Jaki ten świat mały… - westchnęła.
- Możesz wreszcie usiąść? – rzuciłem karcąco synowi, jednocześnie powstrzymując uśmiech wpełzający mi na twarz.
- Spokojnie, już się zamykam. – odpowiedział, siadając na krześle.
- Kontynuujmy…

***

                Czekałem przed wejściem do budynku, wypatrując na horyzoncie drobnej, kobiecej sylwetki. Niezależnie jak bardzo pragnąłem wreszcie stąd uciec, wydostać się z więzienia zwanego potocznie sierocińcem, nie wyobrażałem sobie nie pożegnać się z nią. Z osobą, która jako jedyna stanowiła dla mnie oparcie przez ostatnie miesiące.
- Ben! – krzyknęła. – Myślałam, że już pojechałeś!
- Bez pożegnania? Nie mógłbym. – powiedziałem, ściskając ze wszystkich sił wolontariuszkę.
- Obiecaj mi, że będziesz szczęśliwy. – wyszeptała.
- Obiecuję. Dziękuję ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. – mówiłem, czując jak łzy napływają mi do oczu.
- Nie masz za co. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę, jak mój mały Ben będzie znanym na całym świecie tancerzem. – rzuciła z uśmiechem.
- A ja mam nadzieję, że moja bohaterka pomoże jeszcze nie jednemu takiemu małemu Benowi. Dziękuję raz jeszcze. Trzymaj się. – odparłem, uwalniając ją z uścisku.
- Weź to. Powodzenia, młody! – wręczyła mi tajemniczy podarunek i odbiegła, machając ręką na do widzenia.

---

- Miałeś kiedyś przyjaciela? – wyrwał mnie z przemyśleń Michael.
- Nie. Wydawało mi się, że mam, ale grubo się pomyliłem. – odpowiedziałem, wzdychając ciężko.
- A co z Anną? – dopytywał.
- Ona… ona zastąpiła mi mamę. W momencie, gdy tego potrzebowałem. – szepnąłem, w jednej wypowiedzi zawierając wszystko, co tak naprawdę czułem. – Powiedz mi, kim tak właściwie jest przyjaciel?
- Przyjaciel… - zaczął. – Przyjaciel to osoba, która wyciąga do kogoś rękę, szczerze i bezinteresownie, niosąc pomoc.
- To chyba już mam przyjaciela. – mruknąłem. – Michael?
- Tak? – spojrzał na mnie pytająco.
- Dziękuję, przyjacielu.

---

                Przyjaciel. Słowo, zdawałoby się, oczywiste. A jednak nie umiemy go jasno zdefiniować, dopóki nie doświadczymy tego sami – dopóki nie spotkamy osoby, która nam pomoże i której jednocześnie pomożemy my. On dał mi nadzieję, szansę na lepszą przyszłość i wsparcie, a ja zaoferowałem mu w zamian wszystko to co miałem – wierność, zrozumienie i zaufanie.
- Jesteśmy na miejscu, wysiadaj myślicielu. – szturchnął mnie mój wybawca. – Trzecie piętro, mieszkanie numer dziesięć.
- Już idę, już idę. – mruknąłem niezadowolony.
- Zaraz weźmiemy walizki, żeby nie chodzić po kilka razy. – krzyknął, gdy otworzyłem bagażnik terenowego wozu.
- Tak jest, szefie. – zasalutowałem, śmiejąc się i wbiegłem do budynku, w którym znajdowała się kawalerka Michaela.
- Co się tak śpieszysz, klucza nie masz! – wrzasnął z dołu, podczas gdy ja grzecznie siedziałem na wycieraczce.
- Klucz właśnie idzie po schodach, a ja na niego czekam. – zaśmiałem się. – No co tak długo? – spytałem rozbawiony, widząc Mike’a targającego potężną walizkę.
- Coś ty tam wpakował? – powiedział zasapany.
- Dokładnie połowę dobytku. – odparłem, wyszczerzając się w szerokim uśmiechu.
- Nie przestrasz się tylko. – rzucił, otwierając drzwi.

---

- To… jest twoje mieszkanie? – zapytałem zdziwiony.
- W rzeczy samej, rozgość się. – odpowiedział, widocznie nieporuszony moim pytaniem. – Wypadałoby tu z lekka ogarnąć. – rzuciłem okiem na otaczającą nas przestrzeń. Wszędzie spoczywały sterty brudnych ubrań, porozrzucane kartki, zeszyty, przybory do pisania, pudełko po pizzy i wiele innych skarbów.
- A gdzie śpisz? – zagadnąłem.
- Tutaj, nie martw się, zmieścimy się. – mruknął, zabierając się za sprzątanie. – Spokojnie, nie żyję na co dzień w takim syfie. – roześmiał się. – Ale twoja mina była bezcenna.
- Ale… Nie masz łóżka? – pytałem dalej, niedowierzając w to, co widziałem.
- Po co mi łóżko? Na podłodze jest wygodniej. - wybuchnął śmiechem. – A tak poważnie, to mieszkam tu od niedawna i po prostu nie zdążyłem się urządzić. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci to za bardzo…
- Słuchaj… Wreszcie dowiedziałem się, co tak właściwie oznacza „wolność”.

***

- Nie wierzę, Michael Jackson, milioner, nie miał łóżka w domu? – zaśmiała się Mad.
- To prawda, opowiadał mi o tym wiele razy. – wtrącił Nathan, nie odrywając wzroku od dziewczyny. Był tak zaabsorbowany obserwowaniem jej rąk unoszących do ust filiżankę herbaty, że zapewne nawet oberwanie w głowę patelnią nie odwróciłyby od niej jego uwagi.
- Nie mogę się już doczekać ciągu dalszego tej historii. – skwitowała entuzjastycznie blondynka.
- Miło wspomina się takie chwile. – dodałem.

- Nie wątpię. Niestety, muszę już uciekać, za pół godziny zaczynają się zajęcia na uczelni. Mam nadzieję, że jutro będziemy mogli kontynuować. – westchnęła.
- Również mam taką nadzieję. Nie wiedziałem, że mam aż tak dobrą pamięć. – powiedziałem z uśmiechem, otwierając przed dziewczyną drzwi gabinetu.
- Może cię podwieźć? – zaoferował Nate dziewczynie, na co speszyła się lekko. – To naprawdę nie jest problem, a wręcz przeciwnie.
- Poczekajcie chwilę, ciasto muszę ci zapakować! – krzyknęła z dołu moja żona, co omal nie spowodowało u mnie wybuchu niekontrolowanego śmiechu. Odkąd zrezygnowała z pracy na pełen etat, odnalazła swoją trzecią (dwiema pierwszymi jesteśmy ja i nasz syn) miłość – gotowanie. – No, gotowe. Możecie iść, tylko uważajcie na siebie.
- Oczywiście. – powiedział chłopak, pomagając założyć studentce płaszcz.
- Dziękuję za wszystko. – rzuciła z uśmiechem dziewczyna, po czym zniknęła za drzwiami naszego domu.

---

                Słońce już dawno zniknęło za horyzontem, pojedyncze gwiazdy świeciły na niebie, a ja jak każdego wieczoru podsumowywałem miniony dzień, leżąc w satynowej pościeli, którą tak bardzo lubiła moja żona. Nasuwało mi się na myśl pytanie – dlaczego tej dziewczynie tak bardzo zależy na ukazanie ludziom prawdy o moim przyjacielu? Dla pieniędzy? A może po prostu tacy ludzie jeszcze istnieją? Nie umiałem odpowiedzieć.
- Nathanowi chyba wpadła w oko ta Madison. – powiedziała Diana, wychodząc z łazienki, okryta jedynie cienkim szlafrokiem.
- Wiedziałaś o tym, że nasz syn ją zna, ba, został bohaterem? Uratował jej zaginiony portfel! – zaśmiałem się.
- To fajna dziewczyna… - odparła rozmarzona. – A nuż coś im z tej znajomości się wykluje?
- Być może. – mruknąłem, wstając z łóżka i podszedłem do kobiety. – A nuż z tego naszego wieczoru coś się wykluje? – zapytałem zniżonym głosem, porywając żonę na ręce.
- Stary wariat. – zaśmiała się cicho, gdy ułożyłem ją na łożu i zacząłem całować jej obojczyki.
- Może i wariat… - szepnąłem. – Ale na te sprawy za stary nigdy nie będę.

***

Dobry wieczór!
Moi drodzy – notka, która pojawia się dzisiaj, jak obiecałam dziewczynom (i się wywiązuję, jeszcze mamy sobotę!), ma nieco specyficzną formę i nie jest to przypadkowe. Gdyby ktoś nie do końca zrozumiał przekaz – chaotyczne akapity, wiele dialogów i mało opisów – to wszystko ma oddać uczucia bohaterów, którzy w tamtej chwili działali, a raczej mówili pod wpływem impulsu i niekoniecznie interesowali się szczegółami otaczającego ich świata. To moja wizja na ukazania nagłej zmiany w życiu każdego z nich. Ponadto, zgodnie ze swoją wizją na tę historię, poza wspomnieniami chcę przedstawić życie bohaterów w teraźniejszości, po tych wszystkich wydarzeniach, żeby było to jak najbardziej realistyczne i urozmaicone, a także po to, żebyście zobaczyli później co „wyrosło” z tych naszych bohaterów. No, takie małe nawiązanie do fabuły. Czekam na Wasze opinie.
Mi osobiście ten rozdział się podoba. Od czasu do czasu trochę dynamiki się przydaje. :)
A propos mnie – już nie mam gipsu, chodzę jednak o kulach, ale już niedługo wracam do szkoły i jestem dobrej myśli co do swojej nogi.
Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do komentowania!

Alex :)

4 komentarze:

  1. Hejkaaa!!! ♥
    Notka cuudna :* udało Ci się mnie rozwalić. XD Po co Jacksonowi łóżko? Podłoga wygodna, a jak! Ja to sie obawiam, że on Benka tymi swoimi pomysłami z kosmosu prędzej zdemoralizuje XD. Nie no żartuje. To opowiadanie jest tak realne, że nigdy nie spotkałam się z takim czymś. Nie chodzi mi, o opisy, czy przedstawienie sytuacji realnie, ale chodzi mo o historie. My fani Mike wiemy jakim świrem był, znamy co nieco anegdotek i historyjek z jego życia, ale Olciu opisujesz to w bardzo rzeczywisty sposób, że mniej poinformowany człek mógłby uwierzyć, że sie to naprawde wydarzyło. Ja jak zwykle pod wpływem emocji nieumiem wyrazić swojej opini tak jak chce :')
    Notka jak mówiłam wyszła genialnie. Końcówka.. *myry myry*. Łóżko zarwią i tak dalej.
    Czekam z niecierpliwością na neeexta! Życze maaaasy weny i Pozdrawiam, Marysia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam.
    Notka jest świetna, zresztą tak jak zawsze. Masz naprawdę ogromny talent. Z tym brakiem łóżka u Michaela mnie rozwaliłaś, oczywiście w pozytywnym sensie tego słowa.
    Pozostaje czekać na next i cieszę się, że nie masz już gipsu. Z nogą będzie teraz coraz lepiej.
    Dużo weny i Pozdrawiam 😆

    OdpowiedzUsuń
  3. A po co komu łóżko. Podłoga wygodniejsza XD Nie no rozwaliłaś mnie.
    Notka jedna z najlepszych. Mi też się bardzo podobała. Opisałaś to tak, jakby wydarzyło się naprawdę. I zaczynam się zastanawiać, czy Michael myślał tak naprawdę ;) Nie no mam głupawkę po tym rozdziale.
    Opisujesz to świetnie, nie wiem nawet co mam napisać. Opisałaś to po prostu świetnie. I to opowiadanie, jest odemienne ale to jest w nim cudowne!
    Życzę masy weny.
    Czekam na nn.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu jestem - wybacz, ale miałam dzisiaj od rana niezły zapierdziel i do tej pory w sumie mam jeszcze, teraz chociażby dla relaksu wleciałam do Ciebie na bloga by choć na chwilę zapomnieć o tej szarej codzienności:P
    Łóżka są dla frajerów xD
    Ja ostatnio polubiłam spanie w samochodzie - nie pytaj xD <3
    Rozdział super <3 Mnie się bardzo podobało, bardzo fajnie robisz przejścia między teraźniejszością a wspomnieniami Bena.
    Przez Twoje pudełko po pizzy głodna się zrobiłam xD Michael słodziak, taki kochany wariat ;3
    Czekam na nn <3
    Pozdrawiam ciepło i weny życze <3

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.