10/01/2015

You've Got A Friend In Me: Ilustrowane wspomnienia


***

               Niekiedy trudno jest określić początek danej historii. Wszystko w naszym świecie jest względne, a każdą tezę można zakwestionować. Ruch, bogactwo, piękno… Ilu ludzi, tyle zdań i opinii. Musimy więc przyjąć jedną wersję, która wydaje nam się być tą najbardziej właściwą i po prostu jej się trzymać.
- Będziesz robić notatki? – zapytałem dziewczynę, pociągając łyk herbaty.
- Tak, proszę zaczynać. – odpowiedziała grzecznie i zerknęła na mnie z zaciekawieniem.
- Poczekaj. – wstałem, by wziąć leżącą na regale książkę i podałem ją blondynce. – Ilustrowane wspomnienia. – zaśmiałem się. – Może dzięki temu albumowi uwierzysz w moje słowa.
- I z pewnością wszystko lepiej zapamiętam. – dodała. – Zatem jak wszystko się zaczęło?
- Opowiem ci wszystko od samego początku. – mówiłem spokojnie, uśmiechając się lekko. – Początku, który spośród wszystkich początków sprawia wrażenie bycia tym najbardziej trafnym. – spojrzała na mnie pytająco. – Każdy koniec oznacza nowy początek, prawda? – przytaknęła, kiwając niepewnie głową. – Jedna historia kończy się, by kolejna mogła się rozpocząć. Tak właśnie było z naszą. Zaczęła się właśnie wtedy, gdy skończyła się inna. Gdy straciłem wszystko, co miałem…

***

                Nieraz w życiu nie zastanawiasz się nad przyszłością, nawet tą najbliższą. Po prostu żyjesz, nie zbaczając na to, co może spotkać cię za chwilę. Nie myślisz o tym, że w jednym momencie wszystko może diametralnie się zmienić. Wydaje ci się, że jesteś panem swojego losu, nikt i nic nie może stanąć ci na przeszkodzie. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, że odgrywasz tylko swoją rolę w boskiej sztuce i wystarczy wykreślić jedynie parę zdań w scenariuszu, aby twoje życie zmieniło się na zawsze. Ja także kiedyś taki byłem. Dopóki nie poczułem działania tego nadludzkiego mechanizmu na własnej skórze. Tamtego poranka byliśmy szczęśliwą rodziną. Nie wiedziałem, że jeszcze tego samego dnia wszystko co znałem i kochałem po prostu zniknie, zupełnie jakby umknęło przez palce i już nigdy nie wróci. A bynajmniej nie w tym świecie.
            Poniedziałek. Mgła gęsta jak mleko, do tego deszcz, a temperatura nie przekraczała kilku stopni. Niechętnie założyłem wełniany płaszcz i wychodząc z domu chwyciłem czarny parasol. Wydawało mi się, że tego dnia nic nie będzie w stanie zepsuć mi humoru. Prowadziłem beztroskie życie typowego nastolatka. Najpopularniejszy chłopak w szkole, tancerz i marzenie wszystkich koleżanek. Wtedy tak mi się wydawało. Nigdy nie zapomnę słów swojej mamy: „Pamiętaj synu, gwiazd na niebie widzisz setki, ale tylko jedna świeci dla ciebie. Nie każdy jest twoim przyjacielem”. Oczywiście, mając szesnaście lat nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę. Przecież masz wielu znajomych, którzy zawsze są dookoła ciebie. Nie masz żadnych problemów. Korzystasz z życia. Jesteś młody, wszystko przed tobą. Wyciągasz ręce do niebios, chwytasz chmury, biegniesz po tęczy.. Nie myślisz o tym, że nie zawsze wszystko jest takie kolorowe. Zapominasz, że każda tęcza gdzieś się kończy i nie zawsze znajdziesz na jej krańcu garniec pełen złota. Ale nie przejmujesz się tym, nie wiesz, czym są zmartwienia. Przecież ciebie to nie dotyczy… Do czasu.
            Czas ten może nadejść nagle, niespodziewanie. Nikt z nas nie potrafi przewidzieć, kiedy nastanie chwila, w której wszystko dobiegnie końca. Wszystko, co ma dla nas znaczenie. Nasz mały świat ukryty pośród innych wielu małych światów. W tamtej chwili nie zastanawiałem się nad kruchością życia. Wydawało mi się to bardzo odległe, nierealne. Los, a raczej ten, który nim kieruje, zadecydował inaczej. W jednym momencie usunął mi spod nóg stabilny grunt, po którym całe życie kroczyłem.
            Wracając do domu miałem złe przeczucia. Ludzie zerkali na mnie ukradkiem szeptając coś do siebie, miałem w głowie milion myśli. Kolejne plotki na mój temat?  Krople deszczu spływały mi po twarzy, przyspieszyłem kroku. Nie oglądając się za siebie wpadłem do bramy i wbiegłem po schodach wprost do naszego mieszkania, gdy usłyszałem znajomy odgłos telewizora. Podszedłem bliżej i do moich uszu dotarł komunikat, którego treści nigdy nie zapomnę: „Wśród ofiar katastrofy samolotu znalazł się także znany amerykański konstruktor, Steven Carter.”. Na dźwięk tych słów opadłem na fotel i zacząłem je dogłębnie analizować z każdą kolejną sekundą uświadamiając sobie coraz bardziej, co tak naprawdę się wydarzyło…
            Wstałem i nerwowo krążyłem po pokoju. „Czy to sen? Koszmar odgrywający się na jawie?” Zadając sobie w myślach te pytania, pośpiesznie wyszedłem z salonu.
- Mamo? – nawoływałem, czując jak serce podchodzi mi do gardła. – MAMO?! – krzyczałem coraz głośniej, aż wreszcie wpadłem do łazienki.
            Zanosząc się płaczem upadłem na kolana. Leżała nieprzytomna w purpurowej kałuży krwi, obok niej żyletka i liścik. Drżącą dłonią ująłem nadgarstek ciężarnej matki wyczuwając słaby puls. Zacząłem krzyczeć i usiłowałem ją ocucić, ale na próżno.
- Nie rób mi tego. – szlochałem. – Mamo, nie rób mi tego…
            Nie mogąc się opanować, czułem jak tracę świadomość. Widziałem na własne oczy, jak wszystko co miałem znika, osuwa się w mrok. Nie można było tego cofnąć ani zatrzymać. Stało się to nagle, niespodziewanie. Pamiętam tylko jak ktoś wezwał pomoc… A potem straciłem kontakt z rzeczywistością.
            Z transu zdołał wyrwać mnie głos lekarza. Oschły i obojętny, który na samo wspomnienie dudni mi w uszach.
- Przykro mi. Nie żyje. – rzucił i odszedł. Słysząc te słowa usiadłem na krześle i odetchnąłem głeboko, gdy nagle usłyszałem płacz noworodka. Wstałem i podszedłem do przeszklonych drzwi od sąsiedniej sali. Zobaczyłem pielęgniarkę ciągnącą za sobą inkubator, a w nim drobniutkie niemowlę.
- Chcesz zobaczyć siostrę? – szepnęła do mnie kobieta. Niepewnie kiwnąłem głową. Co teraz będzie z nią? Ze mną? Z nami?
- Cześć mała. – mruknąłem wyciągając do dziewczynki palec, który ujęła. – Wiesz, ja nie mogę się teraz tobą zaopiekować. Ale obiecuję, kiedyś cię znajdę… - do oczu zaczęły napływać mi łzy. – Tylko najpierw muszę odnaleźć w tym wszystkim samego siebie. Trzymaj się… i bądź szczęśliwa. – uśmiechnąłem się smutno do dziecka i wyszedłem z pomieszczenia. Wyjąłem z kieszeni zmięty skrawek papieru i przeczytałem treść liściku:

„Synku. Przepraszam. Moje miejsce jest przy nim. Wybacz mi, że Cię zostawiłam. Dbaj o siebie. Bądź szczęśliwy. Bardzo Cię kocham. Mama”.

Tego dnia zrozumiałem, że wszystko się zmieniło… Na zawsze.

***

            Dziewczyna ocierała rękawem łzy, oglądając zdjęcia z mojej młodości. Gdy zauważyła, że się jej przyglądam pośpiesznie zamknęła album i spojrzała na mnie.
- Przepraszam. – wyszeptała. – To musiało być dla pana bardzo trudne.
- Było. Ale przecież nie zawsze wszystko jest proste, prawda? – uśmiechnąłem się do niej. – Nie płacz, przecież ja nie płaczę. – zaśmiałem się.
- Przepraszam. – powtórzyła. – Czy miał pan kiedykolwiek żal do mamy o to, co zrobiła? – zapytała.
- Owszem, dopóki nie poznałem co znaczy miłość. Wtedy zrozumiałem. – powiedziałem.
- Co było dalej? – dopytywała.
- Masz dziennikarski zmysł! – zażartowałem. – Chcesz się dowiedzieć WSZYSTKIEGO, prawda? – kiwnęła zawstydzona głową. – To właśnie tutaj zaczęła się nasza historia…

***

            Dom dziecka. Nienawidziłem go. Nienawidziłem tych ludzi, a oni nie znosili mnie. Wszyscy z wyjątkiem pani Johnson. Była w wieku mojej mamy. Tak jak ja straciła rodziców będąc nastolatką. Tylko ona mnie rozumiała. Odwiedzała mnie w każdą sobotę. Nie miałem tu innego towarzystwa. Dni ciągnęły się niemiłosiernie. Żyłem we własnym świecie nie zwracając uwagi na innych. Teraz, gdy straciłem wszystko liczyły się tylko muzyka i taniec… I to właśnie dzięki nim w moim życiu nastał nowy początek.
            Jak zwykle w sobotni poranek po śniadaniu ćwiczyłem. Taniec był dla mnie wszystkim. Założyłem na uszy słuchawki i po prostu oddałem się muzyce nie zbaczając na krzywe spojrzenia współlokatorów. Michael Jackson. Był moim idolem i największą inspiracją. Kimś godnym podziwu. Kimś, kogo od zawsze chciałem poznać. Wystarczyło jedynie uwierzyć w to, że marzenia się spełniają…
- Ben? – złapała mnie za ramię Anna. Otworzyłem oczy i zdjąłem słuchawki, ściskając wolontariuszkę na powitanie. – Mam dla ciebie niespodziankę. – uśmiechnęła się, a ja spojrzałem na nią pytająco. – Ktoś chciał cię poznać.
- Nieźle tańczysz. – usłyszałem tak dobrze znany mi głos, a serce na moment przestało mi bić…

***

Witam najukochańszych czytelników!

Przede wszystkim chciałam Was ogromnie przeprosić za niemal tygodniowe spóźnienie… Jestem za to wściekła na samą siebie, ale co zrobić. Ciągle coś do zrobienia, a to wieczne spory z rodzicami, konieczność wyjścia na zakupy czy ogromne zmęczenie po całym dniu chodzenia o kulach. Coraz częściej ogarnia mnie zwyczajna niemoc. Po prostu siedzę i patrzę się w jeden punkt, nie mam siły się ruszyć i w tej sposób marnuję godziny. Ale nareszcie do Was powracam.
Po drugie chcę także przeprosić za braki komentarzy pod Waszymi notkami. Jestem, czytam, zaglądam cały czas, ale zwyczajnie brakuje mi chwili na napisanie kilku słów. Wybaczcie mi.
Dzisiaj, jak na mnie, dłuższa notka, z której jestem zadowolona, choć właśnie z wymienionych wyżej powodów pisałam ją półtora tygodnia… Co zrobić.
Po trzecie chciałam zareklamować siostrę, a właściwie jej ogłoszenie. Jest ktoś może zainteresowany kupnem perkusji, może jacyś znajomi? http://olx.pl/oferta/sprzedam-perkusje-pearl-w-stanie-idealnym-CID751-IDbNQwW.html#67fbb9ce89 Cena do negocjacji :).
Po czwarte, chciałabym Wam powiedzieć, że nie wiem kiedy wrzucę Don’t Let Go… Dominika na razie nie ma czasu na rysunki i musimy obydwie się ogarnąć. Na pewno nowy rozdział pojawi się do połowy października, ale póki co postaram się nadrobić YGAFIM. Mam nadzieję, że taki układ Wam odpowiada.
Jak tam u Was? Szkoła też pragnie Was pozabijać lub pożreć żywcem?
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz przepraszam z całego serca!

Alex :)

8 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    No nareszcie! Tyle czekałam i się doczekałam!
    Już czuję, że to będzie niesamowita historia. Te opisy i wszystkie te.. No.. Kurde, słów mi zabrakło. Ale wiesz o co chodzi ;) są po prostu idealne
    Pozdrawiam
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejjj ♥
    Brak słów. Wiadomo jak opowiadałaś mi 'szkic' tego opowiadania to wywarło na mnie ogromne wrażenie, nie ukrywam bo pomysł mi się ogromne spodobał, ale jeśli czytam to już opisane i dobracowane to ten zachwyt wzrasta killa krotnie. Notka wyszła Ci rewelacyjnie. Opisy są genialne, łatwo się w to wczuć iii ♥
    Historia Bena jest bardzo wzruszająca bo nie każdemu chłopcu praktycznie w naszym wieku nie przychodzi się zmierzyć z taką tragedią. Stracić w jednym dniu dwie najważniejsze osoby to jest czymś strasznym. Podziwiam Benka i wiem, że opiszesz tą historie najlepiej jak można było. Ja już po dwóch notkach jestem pod ogromnym wrażeniem, a co będzie w połowie opowiadania?
    Masz Oluś ogromny potencjał! Genialnie piszesz i na notke nawet poczekam kilka tygodni (choć licze, że nie każesz tyle mi cierpieć). Czekam z ogromną niecierpliwością na następny rozdział! Życze masy weny i SIŁY ♥ Pozdrawiam, Marysia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wooow MEGA! Szkoda mi chłopaka. :(
    Historiazaczyna się świetnie. Nie mogę się doczekać kolejnej części. Hmm... A szkoła jak to szkoła raz jest źle raz dobrze. Pozdrawiam. Jak chciałbyś zajrzeć na mojego bloga to zapraszam Prettyoungdreamonnwalker.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Alex, nie ważne kiedy ważne, że w ogóle wróciłaś, tak jak obiecałaś. ;-) Nie martw się w szkole mam to samo.
    Noteczka świetna, oczywiście jak żeby inaczej.
    Bardzo spodopało mi się to opowiadanie, bo jest takie inne od wszystkich.
    Czekam zatem na Don't Let Go.
    Życzę weny i powodzenia w szkole.
    Pozdrawiam cieplutko.
    Basia.

    OdpowiedzUsuń
  5. No w końcu przeczytałam :P
    Rozdział cudowny <333
    Historia z rodzicami strasznie smutna... Jak to się mówi: nie docenisz posiadania rąk i nóg dopóki ich nie stracisz. Bo kto by pomyślał, że może być to powód do szczęścia ?
    Z rodziną jest tak samo, w sumie ze wszystkim. Trzeba coś stracić by docenić.
    Dom dziecka niefajne miejsce, ale jak widac po rozwoju akcji było to pisane, aby mógł zacząć inne, lepsze życie.
    Czekam z niecierpliwością na nexta, życzę Ci dużo weny i czasu na pisanie - u mnie też teraz przez studia mniej go mam.
    Pozdrówki kochana i pisz szybko <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja teraz taka podjarana bo to takie cudowne! Ja chcę więcej! Haha, moje komentarze to porażka :"). Bardzo podoba mi się motyw samobójstwa matki (nie wiem czemu). Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
    Podrabiam i życzę weny. ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. W końcu dotarłam!
    Przeczytałam i najzwyczajniej w świecie zabrakło mi słów. Tak pięknie i prawdziwie to wszystko opisałaż, że najzwyczajniej w życiu czytałam ze łzami w oczach. Po prostu cudo. Już nie mogę się doczekać następnego, ale na takie dzieła warto czekać.
    Dużo weny, Pozdrawiam
    Frikiki ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej. Wreszcie dotarłam. Jest jeszcze nadzieja. Przepraszam że dopiero teraz komentuje ale szkoła mnie wykańcza. Sama rozumiesz :( No nic nie smucę tylko idę do notki. Cudowna . Pokochałam tą. historię jest taka inna. Pokazuje co oznacza 'prawdziwa przyjaźń' . Współczuję Benowi . Ma chłopak pecha...a nawet nie pecha. Współczuje mu. Więc nie zostaje mi nic innego jak czekać.
    Życzę masy weny .
    Przepraszam za błędy.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.