11/16/2015

You've Got A Friend In Me: Miłość jest śmiertelniczką...



***

                Niektórzy mówią, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko, że nic nie jest w stanie jej zniszczyć. Ale, czy jeśli żyjesz teraz, znaczy, że będziesz żył wiecznie? Któregoś dnia umrzesz, lecz w takim razie - czy żyłeś na niby? Nie, twój żywot był prawdziwy. Po prostu któregoś dnia się skończył. Tak samo jest z miłością, nie jest nieśmiertelna - można ją zabić, skruszyć. Jest ludzka, więc umiera tak samo, jak ludzie - odchodzi i ginie. Bo skoro umiera istota, umiera też więź. Każda, poza przyjaźnią. Przyjaźń jest niczym miłość braterska. Bratem jest się na zawsze. W końcu i tak wszyscy złączymy się w nieskończonym kręgu braci i sióstr. Ale jeszcze nie tutaj i nie teraz.
                Zdarzają się sytuacje, które są w stanie zabić nawet tę miłość, która wydaje się być prawdziwie nierozerwalną. Lecz każdy koniec przynosi nowy początek – tam, gdzie kończy się jedna miłość, zaczyna się druga. Szczęście umyka jednej osobie, by wpaść w ręce kogoś innego. Taka jest właśnie niezmienna i nienaruszalna kolej rzeczy.
- Jak się wypad do kina udał? – zapytałem siedzącej obok mnie blondynki, która spuściła zawstydzona głowę. – Z tym fajnym chłopakiem oczywiście.
- Było fajnie. – odpowiedziała zmieszana. – Bardzo fajnie. No więc… - mruknęła, chcąc zmienić temat. – Co było dalej?
- A co ci się tak śpieszy, co? – zażartowałem. – Dalej działy się same ciekawe rzeczy…

***

                Odbicie narzeczonej najlepszemu przyjacielowi mogłoby zdawać się zadziwiające. Przecież to nietaktowane, nie w porządku, tak nie wypada. Czyżby miłość była złym czynem? W sytuacji, gdy poprzednia umarła śmiercią naturalną nikt nie powinien mieć do siebie żalu, a przynajmniej tak mi się wydaje. I nigdy nie powiedziałbym tak, gdybym nie miał jasnego powodu.

                Michael i Diana byli parą idealną – wszystko razem, wszędzie razem i zawsze razem. Jednych przyprawiało to o mdłości, u innych wzbudzało zazdrość, a u niektórych podziw. Ich miłość kwitła, każdego dnia nabierając coraz to żywszej barwy i rozwijając swoje płatki niczym tulipan. Nic w tym znów dziwnego, że tak, jak z kwiatu zradza się owoc, tak i z ich miłości zrodził się pewien, nazywany potocznie dzieckiem. Jednak ich szczęście nie chciało trwać dłużej i „zrodził” okazało się być złym określeniem.
                Płakała dniami i nocami, ubolewając nad śmiercią swojego maleństwa. Samotnie, pozwalając umrzeć także uczuciu, które przecież tak mocno ich łączyło. On także się poddał, nie umiał spojrzeć jej w oczy. Przegrali batalię z losem, stracili to, co mieli, szukając oparcia nie w sobie nawzajem, lecz w innych.
                Wtedy i mnie przydzielono rolę. Początkowo niezbyt znaczącą, lecz z czasem zacząłem grać nie tylko epizodycznie, ale i wcielać się w postać drugoplanową – wiernego kompana głównego bohatera. Pomagałem podnieść się dwóm leżącym osobom, które jeszcze do niedawna były sobie tak bliskie. Nie umiałem niestety połączyć ich na nowo w jedność – na to było już za późno.
                Minęło jeszcze kilka tygodni (a może miesięcy?). Atmosfera zelżała tak samo, jak ich starania o ratowanie tego związku. Przestało im już w jakikolwiek sposób zależeć. Czekali tylko, aż któreś z nich wreszcie zakończy to raz na zawsze. Zakończy, by pozwolić rozwijać się czemuś nowemu. Tym czymś byłem ja. I ona.
                Mimo, że czułem się podle, czułem także, że walka z samym sobą nie przyniesie większych rezultatów. Wtedy, gdy uczyniła pierwszy krok, wiedziałem, że nie ma już odwrotu.
- Ben? – szepnęła mi do ucha. – Obiecaj, że mnie nie odrzucisz. Ani teraz, ani nigdy. – mruknęła.
- Obiecuję. – odpowiedziałem, gdy ta niebezpiecznie zbliżyła się do moich ust, by po chwili zawirować językiem w ich wnętrzu. Przyciągnąłem ją mocniej do siebie i z każdą kolejną chwilą pogłębiałem pocałunek, przesuwając rękoma po jej plecach w poszukiwaniu zamka od letniej sukienki. Ona nie pozostawała mi dłużna, pospiesznie pozbawiła mnie kilku części garderoby. A potem… Potem stwierdziłem, że była to jedna z dwóch najlepszych nocy w moim życiu.
---

- Zerwała ze mną. – powiedział beznamiętnie, a ja poczułem, jak nagle serce skoczyło mi do gardła. – Ona chyba już kogoś ma, wydawała się taka radosna… jak kiedyś.
- Michael? – mruknąłem niepewnie, przełykając ślinę. – Muszę coś ci powiedzieć.
- Mów śmiało. – rzucił entuzjastycznie. – Znalazłeś sobie wreszcie kogoś na poważnie?
- Nie. To znaczy… Chyba tak. – gubiłem się w słowach. – Jestem… z Dianą. – poczułem ulgę, wyrzucając to wreszcie z siebie. Poczucie winy w jednej chwili uleciało ze mnie jak powietrze z przebitego balonika.
- Nie mogłeś tak od razu?! – krzyknął, a ja w tym samym momencie spojrzałem na niego niczym na uciekiniera z wariatkowa. – Nawet nie wiesz jak się cieszę!
- Ale… czym? – spytałem zdziwiony.
- Jak to czym? Tym, że mój przyjaciel jest szczęśliwy i ona jest szczęśliwa! – wrzasnął rozradowany, a ja gapiłem się w niego, jak gdybym nie rozumiał co mówi…

***

                Na tym właśnie polegają zarówno przyjaźń, jak i miłość – bez względu na sytuację i okoliczności cieszysz się szczęściem bliskiej osoby lub też dzielisz z nią smutek, nie pozwalając zostać jej samej w tym wszystkim. Taka jest odwieczna rola przyjaciela – bo przecież partner także powinien nim być.
- I od tamtej pory… - zaczęła dziewczyna, kiwając z niedowierzaniem głową.
- Dwadzieścia sześć lat, trzy miesiące i cztery dni razem. – dokończyła za nią moja żona.
- Ile godzin? – zażartowałem. – Przyznaję się bez bicia, sam aż tak dokładnych kalkulacji nigdy nie prowadziłem.
- Pamiętaj Mad – dopóki facet pamięta o rocznicy ślubu, jeszcze nie masz się czego uczepić. – małżonka pogłaskała mnie po głowie tak, jak robi się to małym dzieciom. – Prawda, kochanie?
- I jeśli dotrzymuje obietnic. – dodałem.
- Tak jak Ben. – mruknęła z uśmiechem.
- Dokładnie. – skwitowałem. – Właśnie tak jak ja.

***

- Mad! – usłyszałam wołanie młodego mężczyzny. – Zaczekaj!
- Tak? – odwróciłam się i uśmiechnęłam na widok biegnącego za mną Nathana. – Spokojnie, nie uciekam. – zaśmiałam się.
- Bardzo mnie to cieszy. – objął mnie ramionami. – Już myślałem, że nie chcesz nawet się ze mną przywitać.
- Dlaczego miałabym nie chcieć? – zapytałam zdziwiona.
- Bo tego nie zrobiłaś. – odrzekł, szczerząc się od ucha do ucha. – Pozwolisz, że porwę cię na kawę?
- A może pozwolę? – próbowałam zgrywać poważną, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze. Ten chłopak działał na mnie jak magnes. A ja byłam tym cholernym, przeciwnym biegunem…

***

Dobry wieczór kochani!
Nie będę się rozpisywać. Komentujcie i życzcie mi jutro szczęścia na konkursie.
Notka krótka - następna będzie dłuższa, obiecuję! <3
Dobrej nocy!
Alex :)

4 komentarze:

  1. Hejka ♥
    W końcu dotarłam!
    Jestem pod ogromnym wrażeniem notki, zawarłaś w niej wszystko co ważne i naistoniejsze, nie rozdrobniłaś, nie dzieliłaś na czynniki pierwsze, bo po co? Trzeba iść dalej. Pamiętam, że nie chciałaś mi zdradzić jak to było, że Diana rozstała się z Michaelem, a pałeczki przejął Benek, ale to jak to rozegrałaś jest genialne. Idealny dowód przyjaźni. Benek nie ukrywał swojego związku z Dianą zaś Michael podszedł do tego z ludzkim spokojem, a mógł zacząć wypominać, wściec się i odwalać inne akcje, ale zrobił tak jak pownienen zrobić. To prawda miłość się kiedyś kończy tak samo jak życie sie kończy, ale jeśli 'miłość' się kończy od tak to znaczy, że to nie miłość. Najwyraźniej nie było to dane, miało się to tak potoczyć, przeznaczenie kieruje wszystkim. Grunt, że Diana związała się z Benjaminem i tworzął szczęśliwe małżeństwo od dwudziestusześciu lat, trzch miesięcy i czterech dni :D
    Notka jak zwykle cudowna, ubóstwiam to opowiadanie bo strasznie je przeżywam, mówiła to niejednokrotnie, ale opisywane sceny są bardzo realne. Dziękuje, że tworzysz takie dzieło i, że ja - my czytelnicy możemy wchodzić w ten cudowny i niepowtarzalny świat - piękniejszy świat.
    Majstersztyk! ♥
    Czekam z niecierpliwością na DLG i na następny rozdział Benka. ♥
    Życzeee masyyy weny!! :**
    Pozdrawiam cieplutkoo ♥
    God Bless You. :*
    Marysia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale zdezo xD
    Normalnie nieźle mnie zaskoczyłaś całą 'akcją' z Dianą i wgl normalnie zdziwko hahaha :D Pomysł genialny, Michael okazał się naprawdę cudownym przyjacielem. Aczkolwiek ja bym na miejscu Bena pewnie nie potrafiła tak xD (byłam kiedyś życiowo w takiej sytuacji, mimo że koleżanka nie miała problemu bym była z jej byłym to nie zrobiłam tego dla wewnętrznego dobrego samopoczucia).
    Ale fajnie że im się ułożyło :3
    Aczkolwiek zgodzę się z Marysią !!!
    Miłość albo jest wieczna, albo wcale. Uczucie może osłabnąć, ale jeśli znika całkowicie to znaczy, że to nie było po prostu to. Widać Diana i Mike nie byli sobie po prostu pisani, ważne że każde potrafiło odnaleźć własne szczęście :) Jak widać przeznaczenie wybrało Benka i się nie pomyliło skoro tyle czasu są razem :D
    Czemu tylko tak krótko ?! Nosz ty ja się wkręcam a tutaj nagle taki smuteczek :c

    Czekam na nn <333
    Moje najlepsiejsze DLG więc pisaj mi tutaj szybko ! <333
    Weny życzę ;**
    Pozdrówki !

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, że znowu z opóźnieniem. Ja się zawsze i wszędzie spóźniam :-)
    Ale najważniejsze, że przeczytałam.
    I się nie zawiodłam, jak zwykle zresztą, bo rozdział JAK ZWYKLE ZRESZTĄ świetny. Wreszcie wiem co było między Michaelem a Dianą i jestem zdziwiona. Narzeczona, dziecko. Szkoda, że im nie wyszło, że się poddali i nie chcieli walczyć. A jeszcze dziwniejsze było jak Michael zareagował na wieść o tym że Ben jest z Dianą. Naprawdę myślałam, że na niego nakrzyczy i wgl będzie zły. Ale w końcu zachował się jak prawdziwy przyjaciel. Jego postawa bardzo mi się spodobała :-) Jak zawsze pięknie opisałaś uczucia, wstęp którego ja bym lepiej nie napisała. Bardzo lubię te Twoje wstępy do rozdziałów, albo autorskie wiersze.
    Czekam z niecierpliwością na nexta.
    Pozdrawiam cieplutko <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Reakcja Michaela mnie naprawdę zaskoczyła!
    Pięknie piszesz te wszystkie opisy <3
    Pozdrawiam :)
    Karolina

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.