***
Prawdziwego szczęścia nie da się
kupić za żadne pieniądze. Wręcz przeciwnie – w nadmiarze mogą nawet bardzo
unieszczęśliwić człowieka. Jednak to, co daje nam radość - roześmiane buzie
dzieci, widok ukochanej kobiety, rodzinne zdjęcia w salonie - nie figuruje na
półkach sklepowych regałów. Jedynie taki obrazek widziany każdego dnia pozwala
nam posiąść pełne szczęście, które miałem teraz na wyciągnięcie ręki.
Kiedy wracałem do domu, poczułem
nadzwyczajny spokój. Wszystko, o czym marzyłem przez lata, było właśnie o krok
od spełnienia. Mimo wielu przeciwności i problemów jakie napotykaliśmy na
swojej drodze, byłem pewny, że zmierzamy ku dobremu. Wszelkie obawy naraz
zniknęły, jak gdyby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a nawet słowa „dom”
i „rodzina” nagle zaczęły nabierać nowego znaczenia. Do niedawna bajka i fikcja
już niedługo miały stać się rzeczywistością. Rzeczywistością, która zawsze
zdawała się być dla mnie tak nieprawdopodobna i odległa.
Choć nie wszyscy mogli być teraz
w domu, sprawiał on wrażenie wypełnionego. Nawet jeśli nie było kogoś ciałem,
zajmował tu swoje miejsce duszą. Mimo że było tak już od dłuższego czasu,
zacząłem dostrzegać to dopiero teraz. Dopiero teraz byłem pewny, że ci, których
kochałem przynależeli do tego samego miejsca, co ja. I, że cokolwiek się
stanie, zawsze tam będą do niego wracać. Rozrzucone zabawki, nieumyta filiżanka
po kawie - każdy zostawia po sobie jakieś ślady, zaznacza teren, aby nawet
podczas jego nieobecności wszyscy myśleli, że jest. I w tym cały sens - ciało może odejść, ale człowiek zostaje w
swoim miejscu na zawsze.
Idąc po śladach naszych dzieci,
doszedłem do wniosku, że żądza zaznaczenia swojego terytorium zupełnie nimi
zawładnęła. Siedzieli przed telewizorem, niczym król i królowa, wpatrzeni w
ekran jak w święty obraz.
- Dzień
dobry państwu, nie przeszkadzam? - zapytałem z uśmiechem, siadając obok córki,
która automatycznie zarzuciła mi ręce na szyję i złożyła powitalnego buziaka na
moim policzku.
- Dobrze, że
jesteś, bo mam jej już dość. - mruknął mój syn, przewracając przy tym oczami. -
Baby to same problemy.
- Ciekawe co
byś jadł, gdyby ci "baba" nie ugotowała. - odgryzła mu się siostra.
- Kiedyś się
przekonasz, że jednak "baby" są nam potrzebne do życia. - zaśmiałem
się. - Bo zobacz, ile one piękna wnoszą do naszego życia.
- Chyba
jedzenia. - burknął.
- Za parę
lat przyznasz mi rację. - stwierdziłem, chcąc zakończyć temat. - Co robiliście
pod nieobecność ojca?
- Uczyliśmy
się. - odparli zgodnie, uśmiechając się delikatnie do siebie. Tak już jest z
rodzeństwem. Sojusznicy pod przykrywką wrogów. W dyskusji zawsze po dwóch
stronach barykady, w spisku natomiast wyłącznie razem. I choć było to oczywiste
kłamstwo, przynajmniej w nim się zgadzali.
***
Spoglądałam na jej spokojniutką
twarzyczkę pogrążoną we śnie. Nawet nie wiem kiedy, w którym momencie mój mały
bobas przepoczwarzył się z gąsieniczki w pięknego, dorodnego motylka. W jednej
sekundzie dotarło do mnie, jak szybko mijają chwile. Mijają, aby już nigdy nie
powrócić, aby ustąpić miejsca nowym łzom i salwom śmiechu. Mijają, aby albumy
fotograficzne mogły zostać zapełnione kolorowymi wspomnieniami, obrazami
zdarzeń. Mijają, aby nas zmieniać, uczyć, abyśmy mogli poznawać świat. Tak
trudno uwierzyć w to, że lada moment za moim małym skarbem zaczną uganiać się
chłopcy, że nastanie era nastoletnich buntów, skończą się rodzinne przytulanki,
buziaki, spokojne, słodkie rozmowy zostaną zastąpione przez kłótnie i wrzaski,
wynikające z dziedzicznego włoskiego temperamentu. Teraz jeszcze cichutka i
grzeczna, powód do radości, nim będzie za późno.
Całe nasze życie się zmieniało,
każdego dnia coraz bardziej wdrażałyśmy się we wszystko to, co do tej pory było
dla nas obce, nieznane. Do tego dochodziły pewne obawy – czy sobie poradzę? Czy
będę dobrą żoną? Czy będziemy umieli rozwiązywać spory? Czy uda nam się
stworzyć pełną, szczęśliwą i kochającą się rodzinę? Nieraz do głowy nasuwało mi
się pytanie – czy różnica wieku nas nie zniszczy, nie poróżni? Czy wytrwamy
razem aż do śmierci? Oczywiście, każdy oburzony moimi obawami pewnie
powiedziałby, że nie wiem co mówię, że przecież miłość przetrwa wszystko. To
prawda, miłość przetrwa. Ludzie wciąż będą się kochać. Ale bycie razem to nie
tylko miłość.
Przerażały mnie jego sława, brak
prywatności. Przerażało mnie także to mocno zachwiane poczucie bezpieczeństwa.
Przerażały mnie kamery, paparazzi, komentarze na temat każdego ruchu, słowa,
czy gestu. Kochających się ludzi mogą rozdzielić tylko niekorzystne
okoliczności, środowisko – właśnie tego najbardziej się obawiałam. Lecz
silniejsza od obaw była nadzieja na szczęśliwe życie u boku mężczyzny swojego
życia, cudownego ojca i przyjaciela. Niekiedy po prostu musimy podjąć ryzyko,
nawet jeśli mamy wiele do stracenia. W końcu na tym świecie mamy tylko jedną
szansę, tylko raz wchodzimy na scenę, aby zabłysnąć lub ponieść klęskę. Lepiej
jest bowiem polecieć i spaść, niż nigdy nie wznieść się chociaż centymetr nad
ziemię…
***
Wpatrując się w wieczorne niebo,
myślami wybiegałem do tego cudownego dnia. Dnia, w którym wezmę
odpowiedzialność za te cudowne istoty, kiedy będę mógł z dumą nazywać ją swoją
żoną. Nie mogłem już doczekać się, aby zobaczyć ją w cudnej, białej sukni,
przed ołtarzem, nie mogłem doczekać się bycia mężem i ojcem trójki, a nie
jedynie dwojga dzieci. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu.
- Nie śpisz
jeszcze, prawda? – odezwał się w słuchawce kojący głos, który tak dobrze znany
był moim uszom.
- Śpię,
właśnie rozmawiasz z lunatykiem. – zaśmiałem się. – I co, wychodzicie jutro?
- Tak,
lekarz mówił, że jest już lepiej i możemy wrócić do domu. Bianca na pewno się
ucieszy. – odparła.
- O której
mam być? – zapytałem.
- Około
południa. Coś się stało? – mruknęła podejrzliwym tonem.
- Nie, po
prostu… - zacząłem. – Po prostu nie mogę się doczekać.
- Jesteś
pewien swojej decyzji? No wiesz, dopóki nie jest za późno… - zażartowała. – Bo potem
to już nie ma odwrotu, będziesz musiał się ze mną użerać.
- Wiesz,
chyba zupełnie dobrowolnie wybiorę użeranie się. – odpowiedziałem, niemalże
słysząc w jej cichym westchnieniu jak się uśmiecha.
- Dobranoc. –
szepnęła cicho, lecz ja wiedziałem, że to nie było zwyczajne „dobranoc”.
Wiedziałem, że w tym jednym, prostym słowie kryło się wszystko, co potocznie
nazywamy miłością.
***
Dobry wieczór!
No cóż, wracam po przerwie! Wreszcie, wiem!
Nie będę za bardzo się dziś rozwodzić, jutro pojawi się post informacyjny, dlaczego znów mnie nie było i tak dalej.
Notka mi się nie podoba, jest krótka i nienapisana na poziomie mogącym oddać tę sytuację, ale to taki wstęp dla mnie na rozgrzewkę.
Zapraszam do komentowania i dziękuję wszystkim za cierpliwość. :)
Buziaki!
Alex :)

Pierwsza! XD
OdpowiedzUsuńBardzo cieszę się, że wróciłaś do Nas.
Trochę krótki ten rozdział :(
Czyżby Mike coś planował? XD Rose coś podejrzliwa jest, także musi być coś na rzeczy. :D
Paparazzi, kamery to raczej przerażały wszystkie kobiety Michael'a, także nie dziwię się, że Rose również ma do nich taki dystans. Ja będąc MJ W ogóle nie pokazywałabym swoich miłości. XD
Oj dawno mnie tutaj nie było. Bardzo daawno.
Czekam na nn
Ważka. :)
Jestem :D
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wczoraj już, ale nie miałam siły komentować xDDD
Rozdział zajebisty, ale tak krótki, że nic tylko Ci wpierdol spuścić porządny XD
Ledwo się rozkręciłam a tutaj koniec już xD
Co do brukowców to wiadomo, oni wszędzie nosa wetkną - ale skoro się kochają z MJ to nie mają się myślę o co bać.
Wystarczy postawić sb pytanie, czy w razie czego: będę wierzyć swojemu ukochanemu/nej czy mediom?
No właśnie, sprawa jest o wiele prostsza niż mogloby się wydawać.
Nie mogę się doczekać ich ślubu - no i zwłaszcza nocy poślubnej xD <333
O tak, noc poślubna ;3
W końcu kurwa się doczekam czegoś, nie? Musisz xD
Mike bidok i tak długo ze wszystkim wytrzymuje, biedny zapomni niedługo jak się tego swojego Juniora używa xD A Rose zarośnie od środka i co będzie?XD
Matka dziewica! A o dobre xD
Taki tam żarcik o poranku xD
Dobra nie biadolę, wrzucaj szybko i duuuużo weny!
Nie opuszczaj nas już więcej tak :C
Pozdrawiam<3
Hejka!!
OdpowiedzUsuńDotarłam! Rozdział krótki lecz pięknie napisany. Przemyślenia, które zawsze ceniłam były świetne.
Nie ukrywam, że tęskniłam za Rosą i (tym) Michaelem, a zarazem za Twoim specyficznym charakterem pisma.
Nie mogę się doczekać aż podpiszą "pakt użerania się ze sobą", w końcu mimo tylu napotkanych przeszków będą mogli być razem, oni - i dzieciaki! ❤
Czekam na nexta! Życzę weny i determinacji do pisania!
Trzymaj się ❤
Nie gadaj glupot!! To jest świetne. Dowodem jest na to to że robię screeny tych momentów "przemyślen", które mają bohaterowie bo niektóre są tak przepiękne, że nie mogę się powstrzymać, tak ładnie piszesz. Masz talent!! Już nie mogę sie doczekać na ciąg dalszy. Pozdrawiam!! ;)
OdpowiedzUsuńAch jak zwykle ostatnia...
OdpowiedzUsuńAle ważne, że jestem xD Przepraszam, że tak późno komentuję, ale jak odkłada się wszystko na ostatnią chwilę to potem nie ma się na nic czasu.
Ale przejdźmy do rzeczy :D
Rozdział wyszedł pięknie. Co Ci tam nie pasuje znowu? Jako stały czytelnik stwierdzam, że się nie znasz i siedź cicho XD
Naprawdę w ogóle nie widać różnicy między tym rozdziałem, a poprzednim. Dalej piszesz świetnie :) Tylko króciutko dzisiaj było, ale wybaczam, bo wiadomo, że po tak długiej nie obecności rozprawki nam nie walniesz. A Ty wiesz, że ja lubię rozprawki nie? XD
Kurde spodziewałam się w tej notce ślubu i...nocy poślubnej :D
Ale dobra postaram się być cierpliwa. Tylko pamiętaj ja nie lubię czekać xD
I ja tu liczę na takiego porządnego hota, bo normalnie czuję się wyposzczona jak Jackson! XDD
No to by było chyba na tyle.
Czekam z niecierpliwością na nexta!
Dużo weny :*
Pozdrawiam i nie opuszczaj już nas <3
Genialny rozdział...Tylko szkoda, że taki krótki
OdpowiedzUsuń