5/10/2016

Don't Let Go Of My Hand: W obliczu zmian



***

                Prawdziwego szczęścia nie da się kupić za żadne pieniądze. Wręcz przeciwnie – w nadmiarze mogą nawet bardzo unieszczęśliwić człowieka. Jednak to, co daje nam radość - roześmiane buzie dzieci, widok ukochanej kobiety, rodzinne zdjęcia w salonie - nie figuruje na półkach sklepowych regałów. Jedynie taki obrazek widziany każdego dnia pozwala nam posiąść pełne szczęście, które miałem teraz na wyciągnięcie ręki.
                Kiedy wracałem do domu, poczułem nadzwyczajny spokój. Wszystko, o czym marzyłem przez lata, było właśnie o krok od spełnienia. Mimo wielu przeciwności i problemów jakie napotykaliśmy na swojej drodze, byłem pewny, że zmierzamy ku dobremu. Wszelkie obawy naraz zniknęły, jak gdyby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a nawet słowa „dom” i „rodzina” nagle zaczęły nabierać nowego znaczenia. Do niedawna bajka i fikcja już niedługo miały stać się rzeczywistością. Rzeczywistością, która zawsze zdawała się być dla mnie tak nieprawdopodobna i odległa.
                Choć nie wszyscy mogli być teraz w domu, sprawiał on wrażenie wypełnionego. Nawet jeśli nie było kogoś ciałem, zajmował tu swoje miejsce duszą. Mimo że było tak już od dłuższego czasu, zacząłem dostrzegać to dopiero teraz. Dopiero teraz byłem pewny, że ci, których kochałem przynależeli do tego samego miejsca, co ja. I, że cokolwiek się stanie, zawsze tam będą do niego wracać. Rozrzucone zabawki, nieumyta filiżanka po kawie - każdy zostawia po sobie jakieś ślady, zaznacza teren, aby nawet podczas jego nieobecności wszyscy myśleli, że jest. I w tym cały sens -  ciało może odejść, ale człowiek zostaje w swoim miejscu na zawsze.
                Idąc po śladach naszych dzieci, doszedłem do wniosku, że żądza zaznaczenia swojego terytorium zupełnie nimi zawładnęła. Siedzieli przed telewizorem, niczym król i królowa, wpatrzeni w ekran jak w święty obraz.
- Dzień dobry państwu, nie przeszkadzam? - zapytałem z uśmiechem, siadając obok córki, która automatycznie zarzuciła mi ręce na szyję i złożyła powitalnego buziaka na moim policzku.
- Dobrze, że jesteś, bo mam jej już dość. - mruknął mój syn, przewracając przy tym oczami. - Baby to same problemy.
- Ciekawe co byś jadł, gdyby ci "baba" nie ugotowała. - odgryzła mu się siostra.
- Kiedyś się przekonasz, że jednak "baby" są nam potrzebne do życia. - zaśmiałem się. - Bo zobacz, ile one piękna wnoszą do naszego życia.
- Chyba jedzenia. - burknął.
- Za parę lat przyznasz mi rację. - stwierdziłem, chcąc zakończyć temat. - Co robiliście pod nieobecność ojca?
- Uczyliśmy się. - odparli zgodnie, uśmiechając się delikatnie do siebie. Tak już jest z rodzeństwem. Sojusznicy pod przykrywką wrogów. W dyskusji zawsze po dwóch stronach barykady, w spisku natomiast wyłącznie razem. I choć było to oczywiste kłamstwo, przynajmniej w nim się zgadzali.

***

                Spoglądałam na jej spokojniutką twarzyczkę pogrążoną we śnie. Nawet nie wiem kiedy, w którym momencie mój mały bobas przepoczwarzył się z gąsieniczki w pięknego, dorodnego motylka. W jednej sekundzie dotarło do mnie, jak szybko mijają chwile. Mijają, aby już nigdy nie powrócić, aby ustąpić miejsca nowym łzom i salwom śmiechu. Mijają, aby albumy fotograficzne mogły zostać zapełnione kolorowymi wspomnieniami, obrazami zdarzeń. Mijają, aby nas zmieniać, uczyć, abyśmy mogli poznawać świat. Tak trudno uwierzyć w to, że lada moment za moim małym skarbem zaczną uganiać się chłopcy, że nastanie era nastoletnich buntów, skończą się rodzinne przytulanki, buziaki, spokojne, słodkie rozmowy zostaną zastąpione przez kłótnie i wrzaski, wynikające z dziedzicznego włoskiego temperamentu. Teraz jeszcze cichutka i grzeczna, powód do radości, nim będzie za późno.
                Całe nasze życie się zmieniało, każdego dnia coraz bardziej wdrażałyśmy się we wszystko to, co do tej pory było dla nas obce, nieznane. Do tego dochodziły pewne obawy – czy sobie poradzę? Czy będę dobrą żoną? Czy będziemy umieli rozwiązywać spory? Czy uda nam się stworzyć pełną, szczęśliwą i kochającą się rodzinę? Nieraz do głowy nasuwało mi się pytanie – czy różnica wieku nas nie zniszczy, nie poróżni? Czy wytrwamy razem aż do śmierci? Oczywiście, każdy oburzony moimi obawami pewnie powiedziałby, że nie wiem co mówię, że przecież miłość przetrwa wszystko. To prawda, miłość przetrwa. Ludzie wciąż będą się kochać. Ale bycie razem to nie tylko miłość.
                Przerażały mnie jego sława, brak prywatności. Przerażało mnie także to mocno zachwiane poczucie bezpieczeństwa. Przerażały mnie kamery, paparazzi, komentarze na temat każdego ruchu, słowa, czy gestu. Kochających się ludzi mogą rozdzielić tylko niekorzystne okoliczności, środowisko – właśnie tego najbardziej się obawiałam. Lecz silniejsza od obaw była nadzieja na szczęśliwe życie u boku mężczyzny swojego życia, cudownego ojca i przyjaciela. Niekiedy po prostu musimy podjąć ryzyko, nawet jeśli mamy wiele do stracenia. W końcu na tym świecie mamy tylko jedną szansę, tylko raz wchodzimy na scenę, aby zabłysnąć lub ponieść klęskę. Lepiej jest bowiem polecieć i spaść, niż nigdy nie wznieść się chociaż centymetr nad ziemię…
 
***

                Wpatrując się w wieczorne niebo, myślami wybiegałem do tego cudownego dnia. Dnia, w którym wezmę odpowiedzialność za te cudowne istoty, kiedy będę mógł z dumą nazywać ją swoją żoną. Nie mogłem już doczekać się, aby zobaczyć ją w cudnej, białej sukni, przed ołtarzem, nie mogłem doczekać się bycia mężem i ojcem trójki, a nie jedynie dwojga dzieci. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu.
- Nie śpisz jeszcze, prawda? – odezwał się w słuchawce kojący głos, który tak dobrze znany był moim uszom.
- Śpię, właśnie rozmawiasz z lunatykiem. – zaśmiałem się. – I co, wychodzicie jutro?
- Tak, lekarz mówił, że jest już lepiej i możemy wrócić do domu. Bianca na pewno się ucieszy. – odparła.
- O której mam być? – zapytałem.
- Około południa. Coś się stało? – mruknęła podejrzliwym tonem.
- Nie, po prostu… - zacząłem. – Po prostu nie mogę się doczekać.
- Jesteś pewien swojej decyzji? No wiesz, dopóki nie jest za późno… - zażartowała. – Bo potem to już nie ma odwrotu, będziesz musiał się ze mną użerać.
- Wiesz, chyba zupełnie dobrowolnie wybiorę użeranie się. – odpowiedziałem, niemalże słysząc w jej cichym westchnieniu jak się uśmiecha.

- Dobranoc. – szepnęła cicho, lecz ja wiedziałem, że to nie było zwyczajne „dobranoc”. Wiedziałem, że w tym jednym, prostym słowie kryło się wszystko, co potocznie nazywamy miłością.

***

Dobry wieczór!
No cóż, wracam po przerwie! Wreszcie, wiem!
Nie będę za bardzo się dziś rozwodzić, jutro pojawi się post informacyjny, dlaczego znów mnie nie było i tak dalej.
Notka mi się nie podoba, jest krótka i nienapisana na poziomie mogącym oddać tę sytuację, ale to taki wstęp dla mnie na rozgrzewkę.
Zapraszam do komentowania i dziękuję wszystkim za cierpliwość. :)
Buziaki!
Alex :)

6 komentarzy:

  1. Pierwsza! XD
    Bardzo cieszę się, że wróciłaś do Nas.
    Trochę krótki ten rozdział :(
    Czyżby Mike coś planował? XD Rose coś podejrzliwa jest, także musi być coś na rzeczy. :D
    Paparazzi, kamery to raczej przerażały wszystkie kobiety Michael'a, także nie dziwię się, że Rose również ma do nich taki dystans. Ja będąc MJ W ogóle nie pokazywałabym swoich miłości. XD
    Oj dawno mnie tutaj nie było. Bardzo daawno.
    Czekam na nn
    Ważka. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem :D
    Przeczytałam wczoraj już, ale nie miałam siły komentować xDDD
    Rozdział zajebisty, ale tak krótki, że nic tylko Ci wpierdol spuścić porządny XD
    Ledwo się rozkręciłam a tutaj koniec już xD
    Co do brukowców to wiadomo, oni wszędzie nosa wetkną - ale skoro się kochają z MJ to nie mają się myślę o co bać.
    Wystarczy postawić sb pytanie, czy w razie czego: będę wierzyć swojemu ukochanemu/nej czy mediom?
    No właśnie, sprawa jest o wiele prostsza niż mogloby się wydawać.
    Nie mogę się doczekać ich ślubu - no i zwłaszcza nocy poślubnej xD <333
    O tak, noc poślubna ;3
    W końcu kurwa się doczekam czegoś, nie? Musisz xD
    Mike bidok i tak długo ze wszystkim wytrzymuje, biedny zapomni niedługo jak się tego swojego Juniora używa xD A Rose zarośnie od środka i co będzie?XD
    Matka dziewica! A o dobre xD
    Taki tam żarcik o poranku xD
    Dobra nie biadolę, wrzucaj szybko i duuuużo weny!
    Nie opuszczaj nas już więcej tak :C
    Pozdrawiam<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka!!
    Dotarłam! Rozdział krótki lecz pięknie napisany. Przemyślenia, które zawsze ceniłam były świetne.
    Nie ukrywam, że tęskniłam za Rosą i (tym) Michaelem, a zarazem za Twoim specyficznym charakterem pisma.
    Nie mogę się doczekać aż podpiszą "pakt użerania się ze sobą", w końcu mimo tylu napotkanych przeszków będą mogli być razem, oni - i dzieciaki! ❤
    Czekam na nexta! Życzę weny i determinacji do pisania!
    Trzymaj się ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie gadaj glupot!! To jest świetne. Dowodem jest na to to że robię screeny tych momentów "przemyślen", które mają bohaterowie bo niektóre są tak przepiękne, że nie mogę się powstrzymać, tak ładnie piszesz. Masz talent!! Już nie mogę sie doczekać na ciąg dalszy. Pozdrawiam!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach jak zwykle ostatnia...
    Ale ważne, że jestem xD Przepraszam, że tak późno komentuję, ale jak odkłada się wszystko na ostatnią chwilę to potem nie ma się na nic czasu.
    Ale przejdźmy do rzeczy :D
    Rozdział wyszedł pięknie. Co Ci tam nie pasuje znowu? Jako stały czytelnik stwierdzam, że się nie znasz i siedź cicho XD
    Naprawdę w ogóle nie widać różnicy między tym rozdziałem, a poprzednim. Dalej piszesz świetnie :) Tylko króciutko dzisiaj było, ale wybaczam, bo wiadomo, że po tak długiej nie obecności rozprawki nam nie walniesz. A Ty wiesz, że ja lubię rozprawki nie? XD
    Kurde spodziewałam się w tej notce ślubu i...nocy poślubnej :D
    Ale dobra postaram się być cierpliwa. Tylko pamiętaj ja nie lubię czekać xD
    I ja tu liczę na takiego porządnego hota, bo normalnie czuję się wyposzczona jak Jackson! XDD
    No to by było chyba na tyle.
    Czekam z niecierpliwością na nexta!
    Dużo weny :*
    Pozdrawiam i nie opuszczaj już nas <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział...Tylko szkoda, że taki krótki

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.