9/07/2015

Don't Let Go Of My Hand: Prolog



***

                Drażniący zapach wdzierał się do moich nozdrzy, jak gdyby chciał przypomnieć mi, gdzie się znajduję. Siedziałem na plastikowym krześle, wpatrując się w jeden punkt na ścianie. Wszystko stało się szare, niczym niemy film. Szczęście okazało się ulotne. A ja wciąż próbowałem wmówić sobie, że to tylko zły sen.
                Nagle ze szpitalnej sali wydobył się piskliwy, jednostajny dźwięk. Natychmiast doskoczyłem do drzwi i wbiegłem do zatłoczonego pomieszczenia. Leżała podłączona do respiratora. Czerwień jej włosów mieszała się z karminem przesiąkniętych świeżą krwią opatrunków. Lekarz uciskał rytmicznie jej klatkę piersiową, przeraźliwy skowyt maszyny wciąż wyraźnie docierał do moich uszu.
- Rosa… Rosa, nie rób mi tego! – wykrzyczałem podbiegając do łóżka, wokół którego byli zgromadzeni lekarze i pielęgniarki. – Nie możesz! Rosa! – darłem się w niebogłosy, gdy ratownicy medyczni wyprowadzali mnie na korytarz. – NIE MOŻESZ NAM TEGO ZROBIĆ! – szlochałem donośnie. Za drzwiami zobaczyłem zapłakaną Biancę. Uspokajając się nieco usiadłem na podłodze i wytarłem mokrą twarz w rękaw płaszcza. Dziewczynka podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- Tatusiu… - wydukała. – Mamusia umrze? – jej oczy były pełne łez. Wstałem i wziąłem ją delikatnie na ręce.
- Nie płacz kochanie. – wyszeptałem. – Ona nie może umrzeć. – mruknąłem słysząc, jak maszyna zaczęła wydawać regularne, krótkie dźwięki. – Rozumiesz? Ona nie umrze… Wszystko będzie dobrze.
- Na pewno? – zapytała, obejmując drobnymi rączkami moją szyję.
- Musi tak być… - nie dopuszczałem do siebie żadnej innej możliwości. Uratują ją. Nie ma innego wyjścia. W tej samej chwili otworzyły się drzwi do sali, usłyszałem donośny głos ordynatora.
- Natychmiast szykować operacyjną. Wezwijcie doktora Smitha i doktor Barnett. Za kwadrans zaczynamy. – powiedział, ruszając przed siebie. Na łóżku szpitalnym, które prowadziły pielęgniarki leżała nieprzytomna Rosa, podpięta dziesiątkami kabli do różnych maszyn.
- Doktorze, co z nią? – zapytałem nerwowo.
- Konieczna jest operacja. Ma uszkodzoną śledzionę, musimy powstrzymać krwotok wewnętrzny. Złamane żebro przebiło jej płuco, nie możemy zwlekać. Trzeba także zająć się pogruchotaną nogą… Na szczęście udało nam się przywrócić akcję serca. Niestety, obrażenia głowy są poważne i nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy wybudzi się ze śpiączki. – wyrecytował na jednym wydechu.
- Czy ona przeżyje? – zapytałem przerażony.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy… - westchnął, odwracając się na pięcie. Ostatni raz spojrzałem na oddalające się wraz z hordą pielęgniarek łóżko. To nie mogło dziać naprawdę…

***

                Mijały kolejne minuty, godziny… Czas płynął powoli, wskazówki zegara przesuwały się ospale. Nagle zauważyłem biegnącą w naszą stronę zapłakaną kobietę.
- Ciocia… - wyszeptała Bee, gdy ta mocno ją przytuliła. – Nie płacz. Mamusia będzie zdrowa.
- Kochanie moje… - mruknęła jej do ucha. – Posiedzisz tu chwilkę? – kiwnęła porozumiewawczo głową w moją stronę. Niechętnie wstałem i poszedłem za nią na sam koniec korytarza.
- Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?! – łkała. – Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! – zwiesiłem głowę, czując jak do oczu napływają mi łzy. – Przepraszam… Nie powinnam tak naskakiwać. – powiedziała ze skruchą w głosie. – Ale tak bardzo się o nią martwię…
- Kto Ci powiedział? – zapytałem.
- Operuje ją ojciec mojego chło… byłego chłopaka. – mruknęła. – Michael, co powiedział lekarz?
- Operacja była konieczna… i bardzo skomplikowana. Ma jakiś krwotok wewnętrzny, przebite płuco, złamania otwarte i… nie wiadomo, kiedy wybudzi się ze śpiączki…
- O mój Boże. – jęknęła, opadając na krzesło. - Czy ona może...?
- Nie wiem... Nie wiem. – szepnąłem, pozwalając łzom płynąć. Bałem się, że mógłbym ją stracić.
- Za jakąś godzinę zabiorę Biancę do siebie. Nie powinna tu być. – spojrzałem na nią zaskoczony.
- Ale ja chcę zostać z tatą. – powiedziała Bee, łapiąc mnie za rękę.
- Słucham? – popatrzyła na nas zdziwiona.
- Bianca mieszka teraz u mnie, prawda córeczko? – dziewczynka pokiwała głową. – Dziś zostaniecie z Janet, ale jutro rano przyjadę do domu. Obiecuję. – uściskałem ją i pocałowałem w czoło, po raz pierwszy świadomy tego, jak wiele zyskałem.

***

- Panie Jackson? – słysząc swoje nazwisko, poderwałem się z krzesła.
- Co z Rosą? – zapytałem nerwowo.
- Operacja się udała. Stan wciąż jest bardzo ciężki, pierwsza doba jest decydująca. Musimy być dobrej myśli. Pańska… przyjaciółka została przewieziona na oddział intensywnej terapii. – powiedział lekarz.
- Dziękuję. Mogę ją zobaczyć?
- Proszę, pielęgniarka pana przygotuje. Ale tylko na chwilę.
Odpowiednio ubrany wszedłem powoli do sali. Leżała spokojnie wśród białej pościeli, w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach. Oddech miała równy, a serce biło w stałym rytmie. Podszedłem do jej łóżka i przyklęknąłem ujmując delikatnie jej dłoń.
- Kochanie… - zacząłem. – Bardzo się o ciebie martwimy, wiesz? Musisz być silna. Tyle już przeszłaś, więc jestem pewien, że i tym razem sobie poradzisz. Jestem tutaj i trzymam cię za rękę. Obiecałem, że jej nie wypuszczę. Nie możesz odejść… - mówiłem szeptem, czując jak z moich oczu płyną kolejne łzy. – Nasze dzieci cię potrzebują. Ja cię potrzebuję. Tam u góry zaczekają na ciebie. Wiem, że tęsknisz, ale nie musisz się spieszyć… Jesteś całym moim światem. Szukałem cię, aż wreszcie znalazłem. I mam nadzieję, że mnie nie opuścisz. Tak bardzo cię kocham… Rozświetlasz moje dni. Jesteś moją gwiazdą. Moją Rosie. Moim wszystkim…

Życie zapragnęło umieścić nas na planie tragedii, w której jednak nie odpowiadamy za scenariusz, ale jesteśmy jedynie lalkami pociąganymi za sznurki.


***

Hej!
I jak się Wam podoba prolog do drugiej części? Męczyłam się cały dzień, aż wreszcie mnie natchnęło…
Szczerze, choć nie uważam go za arcydzieło i tak wydaje mi się wiele lepszy, niż pierwsza notka do Whatever Happens. A jaka jest Wasza opinia?
Bardzo przepraszam za opóźnienia. Nie chodzę na razie do szkoły i mam bardzo dużo zaległości do nadrabiania, więc zwyczajnie brak mi czasu na cokolwiek… Dlatego też wybaczcie za brak komentarzy na Waszych blogach, czytam na bieżąco, ale po prostu melduję się z opóźnieniem. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Jak widzicie… Kolejną nowością są wykonane ręcznie, przepiękne ilustracje. Za nie chciałam serdecznie podziękować mojej siostrze, Dominice. Bardzo zaangażowała się w moją twórczość, podrzuca mi różne sugestie i pomysły. Spędziła długie godziny na rysowaniu, dzięki czemu opowieść nabierze jeszcze więcej oryginalności. Jesteś świetna! <3
Ponadto, mam co nieco w planach, ale poinformuję Was o tym dopiero, gdy coś się uda. Nie ma to bezpośredniego związku z blogiem. :)
Dziękuję wszystkim za odwiedziny. Nie wierzę, że właśnie minęły 3 miesiące odkąd się tu udzielam. 7400 wyświetleń to wynik, jakiego za nic w świecie nie spodziewałam się w tak krótkim czasie.
Z racji tego, że różnie u mnie z czasem bywa, notki mogą pojawiać się nieregularnie, ale „Don’t Let Go…” postaram się wrzucać w poniedziałki, a Benka w piątki. Pasuje?
Mam planach także notki specjalne oczami Amandy? Jak się umawiamy? Co czwarta notka należy do Ami?
W najbliższym czasie postaram się także ogarnąć bloga w kwestii bohaterów i tak dalej :)
A co u Was? Żyjecie jeszcze? :)
Zapraszam do oceniania, komentowania i zadawania pytań (a także odpowiadania na moje).
Pozdrawiam Was serdecznie.
Alex :)



P.S. Ta sentencja na końcu to mój osobisty wymysł, więc nie umieszczałam autora. :)

7 komentarzy:

  1. O W MORDĘ!
    Cieszę się, że coś dodałaś, bo teraz siedzę cała w strachu, bo w moim pokoju był pająk, a ja cierpię na arachnofobię :c I mam wrażenie, że wszędzie one są :ccc
    Przynajmniej dodałaś mi otuchy.
    Co do prologu...
    Opisałaś to wspaniale i ja mogę się tylko chować (jak pająki za szafę xDD)
    Oby Rosa żyła *ale jesteś durna Susie. Ona przeżyje głąbie marchewkowy*
    Tak, wiem. Odbiegam od rzeczy, ale cholernie się boję i myślę tylko o tych małych potworkach :c
    Kończę komentarz, ale czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam!
    Susie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej!
    Ty marudo jedna ty! ♥ Ja Ci dam! Prolog wyszedł genialnie. Jest mi strasznie przykro, jeszcze ten jednostajny dźwięk aparatur. Michael musiał przeżyć piekło. Ba! On to przeżył, a co ma powiedzieć Bee? Ojeny. Miłość przetrwa wszystko, prawdziwa miłość. Ich się rozwijała i jest czymś idealnym, jest wzorem i wiem, że Michael swoją troską pomoże Rosie nawet gdy ona będzie głęboko spać. Jeszcze raz: Notka cudna i taka emocjonująca. Jeśli ma tak wyglądać cała część to wole zaopatrzyć się w chusteczki ;c.
    Dzieła Dominiki cudne *_*. Jak mówiłam, że to świetny pomysł. Nie są to ściągnięte z internetów obrazki czy gify tylko własna praca przez, którą można lepiej wczuć się w klimat czy daną scene.
    Czekam z niecierpliwością na nexta i na Benka iii życze duuużo weny ;*.
    Pozdrawiam. Maryna XD

    OdpowiedzUsuń
  3. No w końcu się doczekałam <333
    Nie lubię szpitali, mam złe wspomnienia z realnego życia - ale dzięki temu powiem Ci, że mega się wczułam w tą notkę.
    Michael cierpi i pięknie to ukazujesz, szkoda mi tej małej... Dzieci nie rozumieją, w ich świecie nie powinno być miejsca na takie sytuacje.
    Dużo weny kochana, ze szkołą jakoś sobie poradzisz ! <3
    Pozdrówki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. No i jestem! XD Prolog wyszedł idealnie :D Szkoda mi Michaela.... :( W każdej chwili może stracić swoją ukochaną...
    Te rysunki Dominiki... no mega :D
    Tak wszystko opisałaś, że nie jestem w stanie napisać dobrego koma... XD
    No po prostu zaniemówiłam. :D Czekam na nn! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Prolog bardzo, ale to bardzo wciągający. Napisałaś go po mistrzowsku. Mam nadzieję, że z Rosie jak najszybciej będzie wszystko w porządku.
    Czekam na next i Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Prolog mistrzowski! Kobieto, niektórzy ludzie mi mówią, że mam talent, ale chyba nie czytali Twego opowiadania! Jest piękny, bezbłędny..
    Masz bardzo fajny kursor ;)
    Przepraszam, że ostatnio jestem trochę "nieobecna" (o tym będzie napisane u mnie ;) )
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No heeej . Wreszcie dotarłem;) Co tam że na Matematyce ...na szczęście siedzę w ostatniej ławce pod oknem xd. Z Magdą ;) Jest zazdrosna bo nie zwracam na nią uwagi.
    Ale nie gadajmy o mnie tylko o prologu ...wyszedł ci po prostu swietnie. Bardzo mi się spodobała. Wiele się działo...biedna Bee co ona musi czuć...Michael musi być teraz silny...Bianca go potrzebuje. A Rosie da radę. Jak nie to się obrazę ;)
    Więc notka cudowna. Bardzo mi się spodobała. Co di Maila odpisze ci po lekcjach.
    Przepraszam za błędy...telefony
    Pozdrawiam
    Zdechlak

    OdpowiedzUsuń

Dwie krótkie zasady - nie używaj wulgarnego języka; nie obrażaj administratora i innych.